Dołącz do nas

Siatkówka

Było tak blisko… porażka GieKSy po tie-breaku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Olsztynianie przystąpili do tego meczu z dwoma zmianami w pierwszej szóstce graczy. Na środku Miłosza Zniszczoła zastąpił Daniel Pliński, natomiast na przyjęciu zamiast Tomasa Rousseaux zagrał Blake Scheerhoorn. GieKSa również z dwiema zmianami w porównaniu do ostatniego meczu, Karola Butryna na ataku zastąpił nasz kapitan Dominik Witczak, a na przyjęciu w miejsce Rafała Sobańskiego zobaczyliśmy Serhija Kapelusa.

 

Mecz zaczął się od skutecznego ataku Kochanowskiego. Po dwóch skutecznych akcjach Quirogi, Witczaka na lewym skrzydle oraz Kalembki na środku przedzielonych zepsutą zagrywką i błędem rozegrania Komendy, wyszliśmy na prowadzenie 3:4. Gospodarze szybko odwracają sytuację za sprawą skutecznej akcji Scheerhoorna, bloku Andringi na Witczaku i po długiej wymianie, ataku Hadravy (6:5). Następnie mieliśmy kilka akcji „punkt za punkt”. Dla AZS-u Scheerhoorn z drugiej piłki, Hadrava ze skrzydła i Kochanowski ze środka, a dla GKS-u Kapelus przez potrójny blok, Quiroga po bloku w aut i Quiroga tym samym zagraniem (9:8). As Kochanowskiego i kontra w wykonaniu Scheerhoorna doprowadziły (11:8) do wzięcia czasu przez trenera Gruszkę. Dwa skuteczne ataki z rzędu Witczaka zniwelowały stratę (12:11), ale tylko na krótko, ponieważ atak Scheerhoorna po prostej oraz blok Plińskiego na Kapelusie i błąd Kohuta niesionej piłki odgwizdany przez sędziów, znów dały przewagę gospodarzom (15:11). Znów dobre akcje w wykonaniu Witczaka po bloku w aut, blok Komendy i atak Kohuta ze środka przeplatamy błędami własnymi (18:14). Hadrava atakiem po naszym bloku i zablokowany atak Quirogi przez Kochanowskiego dorzucają kolejne dwa oczka więcej dla olsztynian. Jeszcze tylko skuteczny atak Witczaka ze skrzydła (20:15), uderzenie Hadravy po bloku w aut (21:16) oraz skuteczna kontra zakończona zbiciem Witczaka (23:19) i… reszta tej części seta to po cztery błędy własne z zagrywki i w ataku po obu stronach siatki! I właśnie po autowym ataku Kapelusa to gospodarze wygrywają pierwszego seta 25:20.

Drugi set rozpoczął dobrym atakiem Quiroga, potem wyrównał Hadrava uderzając w nasz blok, następnie Kochanowski zablokował atak Kapelusa, a do remisu po 2 doprowadza Witczak trafiając po rękach rywali. Następny fragment należał do Kohuta, który wpierw zablokował akcję Hadravy, potem skończył z przechodzącej piłki, by ponownie zablokować atak, tym razem Scheerhoorna (2:5). Następne dwa oczka dla gospodarzy za sprawą skutecznego zbicia Hadravy oraz bloku Scheerhoorna na Witczaku. Tym samym rewanżuje się GieKSa, kiwka Kapelusa i atak z przechodzącej piłki Quirogi (4:7). Po dwóch z rzędu kontrach olsztynian, Hadrava i Scheerhoorn doprowadzili do remisu po 7. Potem z dobrej strony pokazali się środkowi, dwa ataki Kohuta i jeden Plińskiego dały nam prowadzenie 8:9. Po świetnej kontrze w wykonaniu Witczaka, Kochanowski popełnił błąd techniczny, by za chwilę poprawić się w ataku (10:12). Pokazał się nasz drugi środkowy Kalembka trafiając nie do obrony, następnie znów Kochanowski zaatakował ze skrzydła i zablokował akcję Witczaka (12:13). Na atak po bloku w aut Witczaka, olsztynianie odpowiadają zbiciem Scheerhoorna oraz dwoma atakami Hadravy po naszych rękach, co dało remis po 15. W kolejnej akcji Kohut zablokował akcję Scheerhoorna, by chwilę potem Witczak uderzył po prostej (16:18). Pliński zablokował na kontrze Quirogę, Kańczokowi odgwizdano podwójne odbicie, a Andringa trafił piłką w aut (17:20). Po time oucie Kochanowski na raty, ale skutecznie, potem Woicki zepsuł serwis (18:21). W następnej akcji Witczak uderzył po bloku w aut, a Quiroga zaserwował dwa asy z rzędu (18:24) co dało nam piłki setowe. Pierwszą wybronił Andringa trafiając po bloku w aut, a drugą skończył Kapelus tym samym sposobem (19:25). To pierwszy wygrany set w historii spotkań z AZS-em!

 

Po dziesięciominutowej przerwie Andringa obił nasz blok, a po błędach na zagrywce z obu stron, Witczak atakiem ze skrzydła dał remis po 2. Fragment meczu „punkt za punkt” w którym po stronie gospodarzy punktowali: Scheerhoorn i dwa razy Hadrava, a po naszej stronie Kohut i Witczak (5:4). Nasz przestój w ataku (dwie nie skończone akcje Quirogi) szybko wykorzystał Kochanowski, który był skuteczny w swych akcjach trzy razy z rzędu (10:6). Po time oucie nie trafił ze środka Kalembka i tracimy już 5 oczek do AZS-u. Wreszcie Argentyńczyk zrobił swoje, trafiając po bloku w aut, na co odpowiedział tym samym Hadrava oraz Witczak atakiem po skosie (12:8). Po wykorzystanej kontrze Hadravy, Kohut trafił ze środka, a Witczak również skończył kontrę i wynik ani drgnął (14:10). Następny fragment seta z akcjami „punkt za punkt”, gdy w AZS-ie punktowali Hadrava dwa razy i Pliński, a w GKS-ie dwa razy Quiroga plus błędy własne z obu stron (18:14). Ponownie Czeski atakujący po zbiciu ze skrzydła i nabiciu piłki o nasz blok, dał gospodarzom większą przewagę (20:14). Po ataku Witczaka po prostej, znów nie do zatrzymania Hadrava (21:15). Wreszcie pokazują coś środkowi i na skuteczny atak Pietraszki, tym samy odpowiada Pliński, a potem Pietraszko wreszcie zablokował akcję Hadravy (23:19). Niestety Sobański zepsuł zagrywkę, a pierwszą piłkę setową wybronił Quiroga atakiem po prostej. Drugą podarowaliśmy sami rywalom, bo Pietraszko zepsuł serwis (25:20).

Czwartą partię zaczął… a jakże Hadrava od bloku na Quirodze, by potem przebić się przez nasz blok (2:0). Pierwszy punkt dla naszego zespołu zdobył zbiciem ze środka Pietraszko, potem Witczak skończył kontrę, a następną znów Pietraszko i Hadrava trafił o dziwo w aut (2:4). Po trzech błędach własnych plus ataku ze środka Pietraszki był już remis po 5. I znów zaczął się okres gry „punkt za punkt”. Po stronie gospodarzy punktowali: dwa razy Pliński, dwa razy Scheerhoorn, Hadrava i Kochanowski, a po stronie GKS-u: trzy razy Witczak, dwa razy Kohut, Kapelus i Quiroga, co dało wynik po 12. Ruszają do boju nasi środkowi, zaczął asem Pietraszko, by potem zepsuć serwis, następnie Kohut pewnie zbił piłkę na środku oraz zablokował atak Andringi (13:15). Po time oucie przypomniał się Hadrava atakiem po skosie, na co odpowiedzieli znów Kohut ze środka oraz Witczak na kontrze (14:17). Kolejną kontrę nie skończył z trudnej piłki Quiroga zablokowany przez Kochanowskiego, potem ponownie Witczak uderzył po skosie, a Hadrava obił nasz blok (16:18). Po błędach na zagrywce Buchowskiego, na ataku Hadravy oraz na zagrywce Komendy, Rousseaux zablokował atak Witczaka (18:21) i trener Piotr Gruszka wziął czas. A po nim Witczak poprawił się zbiciem po prostej, by Quiroga zepsuć zagrywkę (19:22). Skuteczne ataki z przechodzącej piłki oraz po naszym bloku w wykonaniu Rousseaux doprowadziły do nerwowej końcówki (21:22). Po drugim czasie dla trenera Gruszki, Kapelus uderzył po bloku w aut, a Butryn zablokował atak gospodarzy (21:24). Potem Rousseaux zablokował akcję Kapelusa, następnie Hadrava skończył kontrę i dopiero trzecią piłkę setową wykorzystał Kohut zbiciem ze środka (23:25) i tym sposobem doprowadzamy do tie-breaka!

 

Decydującą partię zaczął Kochanowski skuteczną akcją, potem sędziowie odgwizdali podwójne odbicie Komendzie, by jeszcze raz Kochanowski zablokował atak Witczaka (3:0) i już nasz trener musiał zareagować wzięciem czasu. Po nim Pietraszko trafia ze środka, Quiroga zaserwował w aut, a Kochanowski posłał asa (5:1). Świetny atak Kapelusa po prostej i blok Ukraińca na Hadravie, potem Rousseaux skuteczny ze skrzydła, następnie Witczak mocno po prostej, Kohut skutecznie na kontrze i Komenda skończył przechodzącą piłkę, w ten sposób szybko odrabiamy straty (6:6). Po time oucie dla gospodarzy Kohut zablokował atak Hadravy i wychodzimy na prowadzenie 6:7. Niestety na krótko, bo po punkcie Woickiego oraz Hadravy to znów AZS jest minimalnie z przodu (8:7). Wyrównał wynik Kapelus atakiem po bloku w aut, potem Pliński zablokował na kontrze Witczaka, a Kohut zrobił swoje na środku i Kochanowski mocno ze skrzydła (10:9). Dwa z rzędu skuteczne ataki na środku Pietraszki oraz dobra kontra w wykonaniu Quirogi (10;12) dały nam szansę na zwycięstwo w meczu! Niestety Witczak na kontrze trafił piłką w aut, z potem Kochanowski zablokował atak Quirogi i Andringa posłał asa serwisowego (13:12) i sytuacja odwróciła się na korzyść olsztynian. Po time oucie dla trenera Gruszki, Andringa zaserwował w aut, a Quiroga zrobił to samo (14:13). Pierwszą piłkę meczową dla AZS-u zepsuł Kochanowski złą zagrywką, a Quiroga wykorzystał kontrę (14:15) i teraz to GKS miał piłkę meczową. Tę wybronił Hadrava uderzając po bloku w aut, by następnie Buchowski wykorzystał kontrę obijając nasz blok (16:15). Drugą piłkę meczową niestety skończył znów na kontrze Buchowski (17:15) i tak przegrywamy szansę na przełamanie! Wielka szkoda…

 

22 grudnia (piątek) – hala Urania – Widzów 1800

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 3:2 (25:20, 19:25, 25:20, 23:25, 17:15)

Olsztyn: Woicki (1), Hadrava (26), Pliński (8), Kochanowski (19), Andringa (4), Scheerhoorn (10), Żurek (libero) oraz Makowski, Kańczok, Zniszczoł, Buchowski (2), Rousseaux (5). Trener: Roberto Santilli. MVP: Jan Hadrava.
GKS: Komenda (3), Witczak (24), Kalembka (2), Kohut (17), Kapelus (8), Quiroga (16), Mariański (libero) oraz Butryn (1), Krulicki, Pietraszko (9), Sobański, Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka.

 

Przebieg meczu:
I: 5:4, 10:8, 15:11, 20:14, 25:20.
II: 2:5, 9:10, 14:15, 17:20, 19:25.
III: 5:4, 10:6, 15:10, 20:14, 25:20.
IV: 4:5, 10:9, 13:15, 16:20, 23:25.
V: 3:0, 6:3, 9:8, 10:12, 14:15, 17:15.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga