Dołącz do nas

Siatkówka

Czarni vs GKS na dobry początek nowej kampanii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

CERRAD CZARNI RADOM – GKS KATOWICE  30 września (sobota) godz. 17.00

 

{RZECZYWISTOŚĆ}

Po 174 dniach od ostatniego meczu GieKSy w sezonie 2016/17 ruszają kolejne rozgrywki. Pierwsza kolejka to zawsze niewiadoma jeśli chodzi o siłę poszczególnych drużyn, jak i o dyspozycję na starcie nowych rozgrywek. Oczywiście wygranie tego spotkania to zawsze dobry prognostyk na dalszą część rywalizacji.

GKS troszkę przebudowany, ale i silniejszy kadrowo co musi przełożyć się na wygrane mecze, najlepiej już od tego inauguracyjnego. Po odejściu Marco Falaschiego mamy nowego kapitana zespołu i znów został nim nowy siatkarz, Dominik Witczak. Doświadczonemu zawodnikowi z Kędzierzyna trudno będzie na początku wejść do pierwszej szóstki, bo zapewne Piotr Gruszka na pozycji atakującego postawi na mającego za sobą bardzo dobry sezon, Karola Butryna. Za to na rozegraniu będziemy mieli powiew świeżości i na tej odpowiedzialnej pozycji zagra młody i utalentowany Marcin Komenda, który przyszedł do nas z klubu kieleckiego.

Również pozostałe nabytki wskoczą zapewne od razu do wyjściowego składu, bo przecież z taką myślą zostały sprowadzone do naszego klubu. Na  środku siatki zagra Emanuel Kohut, dla którego będzie to szczególny mecz, bo przecież w zeszłym sezonie bronił barw Czarnych. Kto oprócz niego? I tu mamy największą zagadkę przed pierwszym meczem, bo biorąc pod uwagę poprzednią kampanię, to powinien zagrać Tomasz Kalembka, ale patrząc przez pryzmat meczów sparingowych, to swoją szansę wykorzystał Paweł Pietraszko, który nie otrzymywał zbyt wielu szans w poprzednim okresie.

Na przyjęciu wystąpi Argentyńczyk Gonzalo Quiroga, który ma spory potencjał i jest mocno zmotywowany przed debiutem w PlusLidze. Partnerował mu będzie zapewne doświadczony Ukrainiec Serhij Kapelus, najrówniej grający siatkarz poprzedniego sezonu w naszym zespole. Na pozycji libero zagramy jednym lub dwoma zawodnikami w zależności od przyjętej taktyki, polegającej na rotowaniu zawodnikami w czasie meczu w zależności od tego czy libero wchodzi do odbioru zagrywki przeciwnika czy gra tylko w obronie przy własnym podaniu.

– W pierwszym sezonie byliśmy niewiadomą, a mimo to zdołaliśmy napsuć krwi faworytom i zaskoczyć rywali w wielu spotkaniach. Teraz trzeba będzie zagrać jeszcze lepiej, by odnieść zwycięstwo ponieważ przeciwnicy wiedzą, że z nami nie ma żartów – mówi Piotr Gruszka, tuż przed pierwszym meczem sezonu.

Czarni Radom mocno zmienili swój skład i ich postawa jest większą niewiadomą niż nasza. Wymiana aż ośmiu siatkarzy i zostawienie tak naprawdę tylko dwójkę graczy z wyjściowej szóstki to może odbić się na początkowej dyspozycji. Prócz pozycji przyjmującego wszystko jest nowe w tym zespole i nasza drużyna powinna wykorzystać ten fakt na swoją korzyść. Oczywiście nikt nie oczekuje, że będzie „łatwo i przyjemnie”, ale ekipa z Radomia jest bez dwóch zdań w naszym zasięgu.

Przewidywane wyjściowe szóstki:

GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
Czarni: Vincić, Filip, Teremienko, Huber, Żaliński, Fornal, Watten (libero).

 

{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}

wksczarni.pl- Wypowiedź trenera Czarnych Roberta Prygla:

(…)  – Jeżeli chodzi o nasze najbliższe spotkanie z GKS-em, to muszę przyznać, że dokonali bardzo mądre transfery. Zostawili trzon doświadczonych zawodników, dokonując wzmocnień m.in na przyjęciu kontraktując Rodrigo Quirogę, przyjmującego z Argentyny. Dodatkowo do Katowic dołączył doskonale znany w Radomiu Emanuel Kohut, a także trzeciego obecnie rozgrywającego reprezentacji Polski – Marcina Komendę. Na ataku klub zatrudnił z kolei doświadczonego Dominika Witczaka, znanego z gry w Kędzierzynie-Koźlu. GKS Katowice będzie zatem podobnie jak przed rokiem, ciekawą drużyną, którą będzie stać na niejedną niespodziankę. My mamy ambicje, by takie drużyny jak Katowice ogrywać i mam nadzieję, że udowodnimy to już w najbliższym spotkaniu.  (…)

wksczarni.pl- Zaczynamy nowy sezon! Na początek starcie z GKS Katowice!

(…)  Najbliższy przeciwnik drużyny Wojskowych prowadzony jest podobnie jak przed rokiem, przez szkoleniowca Piotra Gruszkę. W okresie przygotowawczym do nowego sezonu, w drużynie GKS-u doszło do kilku ciekawych transferów. Na pozycji środkowego, kibice siatkówki w naszym kraju będą mogli zobaczyć dobrze znanego w Radomiu – Emanuela Kohuta, który przed rokiem reprezentował barwy Cerrad Czarnych.

Zespół z Katowic, został również wzmocniony na pozycji rozgrywającego. W miejsce Marco Falaschiego klub pozyskał reprezentanta Polski – Marcina Komendę.  Solidnym wzmocnieniem są dwa kolejne ruchy kadrowe zespołu GKS-u. Piotr Gruszka zakontraktował do swojego zespołu atakującego Dominika Witczaka, a także argentyńskiego przyjmującego Gonzalo Quirogę.

Cerrad Czarni Radom do pierwszego ligowego meczu podejdą po ośmiotygodniowych przygotowaniach. – Bardzo solidnie przepracowaliśmy okres przygotowawczy. O formę oraz umiejętności naszego zespołu jestem spokojny. – zaznacza przed pierwszym ligowym meczem, kapitan zespołu Cerrad Czarnych Radom – Wojciech Żaliński.  (…)

 

{HALA SPORTOWA}

Mecz odbędzie się w hali sportowej MOSiR-u Radom przy ul. Narutowicza o pojemności 1600 miejsc. W poprzednim sezonie Czarni na własnym parkiecie mieli bilans 7 wygranych i 9 przegranych, natomiast GKS w spotkaniach wyjazdowych osiągnął bilans remisowy, po 8 zwycięstw jak i porażek.

{HISTORIA}

Pierwszy mecz między tymi drużynami odbył się 10 grudnia 2016 roku w hali Szopienice i GKS przegrał ten mecz 0:3 (23:25, 19:25, 27:29). Punkty – GKS: Kapelus 13, Van Walle 10, Butryn 9, Krulicki 8, Sobański 7, Kalembka 5, Fijałek 1. Czarni: Bołądź 14, Kohut 11, Żaliński 10, Smith 10, Kędzierski 5, Fornal 5, Wiese 3.
Rewanż w Radomiu miał miejsce 17 marca 2017 roku i Czarni przegrali z GieKSą 2:3 (24:26, 14:25, 25:18, 25:23, 22:24). Punkty – Czarni: Żaliński 17, Bołądź 16, Kohut 16, Urbanowicz 11, Ostrowski 6, Ziobrowski 5, Kędzierski 3, Smith 2, Gonciarz 1. GKS: Butryn 24, Kapelus 20, Krulicki 12, Sobański 10, Pietraszko 9, Fijałek 3, Stelmach 2, Kalembka 1, Van Walle 1.

 

{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – CZARNI}

[Bilans meczów] – 1:1
[Bilans punktów] – 2:4
[Bilans setów] – 3:5
[Bilans małych punktów] – 185:189

[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Fijałek, Van Walle, Sobański, Stańczak, 1- Błoński, Mariański, Stelmach.
Czarni: 2- Bołądź, Ostrowski, Żaliński, Kędzierski, Watten, Kohut, Smith, Fornal, 1- Wiese, Urbanowicz, Ziobrowski, Filipowicz, Gonciarz.

[Rozegrane sety – 8] – GKS: 8- Krulicki, Butryn, Kapelus, Fijałek, Sobański, Stańczak, 6- Falaschi, Kalembka, Pietraszko, 5- Van Walle, 2- Stelmach, 1- Błoński, Mariański.
Czarni: 8- Żaliński, Kędzierski, Watten, Kohut, 7- Bołądź, 6- Fornal, 5- Ostrowski, Smith, 4- Urbanowicz, 2- Wiese, Ziobrowski, Gonciarz, 1- Filipowicz.

[Czas trwania spotkań] – 81:136 = łącznie 217 minut
[Widzów] – 750:1500
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 50 – Czarni 54

[Ilość zdobytych punktów] – GKS 135 – Czarni 135
GKS – Kapelus 33, Butryn 33, Krulicki 20, Sobański 17, Van Walle 11, Pietraszko 9, Kalembka 6, Fijałek 4, Stelmach 2.
Czarni – Bołądź 30, Kohut 27, Żaliński 27, Smith 12, Urbanowicz 11, Kędzierski 8, Ostrowski 6, Fornal 5, Ziobrowski 5, Wiese 3, Gonciarz 1.

[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 49 – Czarni 44
GKS – Krulicki 11, Kapelus 11, Butryn 10, Fijałek 4, Pietraszko 3, Van Walle 3, Sobański 3, Kalembka 2, Stelmach 2.
Czarni – Kohut 11, Żaliński 9, Kędzierski 6, Bołądź 4, Smith 4, Wiese 3, Ostrowski 2, Urbanowicz 2, Fornal 1, Ziobrowski 1, Gonciarz 1.

[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 86 – Czarni 91
GKS – Butryn 23, Kapelus 22, Sobański 14, Krulicki 9, Van Walle 8, Pietraszko 6, Kalembka 4.
Czarni – Bołądź 26, Żaliński 18, Kohut 16, Urbanowicz 9, Smith 8, Fornal 4, Ostrowski 4, Ziobrowski 4, Kędzierski 2.

[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 52 – Czarni 53
GKS – Butryn 16, Kapelus 16, Krulicki 15, Van Walle 6, Fijałek 2, Pietraszko 1, Stelmach 1, Kalembka 0, Błoński -1, Stańczak -1, Sobański -3.
Czarni – Kohut 21, Bołądź 18, Żaliński 11, Smith 6, Kędzierski 5, Ostrowski 4, Gonciarz 1, Urbanowicz -3, Ziobrowski -3, Fornal -3, Watten -4.

[Ilość zagrywek] – GKS 186 – Czarni 188
GKS – Krulicki 33, Kapelus 27, Pietraszko 27, Sobański 22, Butryn 20, Kalembka 18, Fijałek 17, Van Walle 13, Falaschi 5, Stelmach 3, Błoński 1.
Czarni – Kędzierski 33, Żaliński 29, Kohut 24, Smith 23, Bołądź 20, Urbanowicz 18, Ostrowski 16, Fornal 14, Wiese 4, Ziobrowski 4, Gonciarz 3.

[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 34 – Czarni 39
GKS – Sobański 7, Kalembka 6, Pietraszko 6, Butryn 4, Krulicki 3, Kapelus 3, Van Walle 2, Fijałek 2, Błoński 1.
Czarni – Żaliński 7, Urbanowicz 7, Kohut 5, Bołądź 4, Smith 4, Fornal 3, Ziobrowski 3, Wiese 2, Ostrowski 2, Kędzierski 2.

[Ilość asów serwisowych] – GKS 11 – Czarni 12
GKS – Krulicki 2, Kapelus 2, Pietraszko 2, Butryn 1, Van Walle 1, Kalembka 1, Fijałek 1, Stelmach 1.
Czarni – Żaliński 3, Wiese 2, Kohut 2, Urbanowicz 2, Smith 1, Kędzierski 1, Gonciarz 1.

[Ilość przyjęć] – GKS 149 – Czarni 152
GKS – Sobański 55, Kapelus 44, Stańczak 34, Mariański 9, Błoński 3, Stelmach 2, Krulicki 1, Fijałek 1.
Czarni – Żaliński 55, Watten 45, Urbanowicz 24, Fornal 18, Kohut 6, Wiese 3, Kędzierski 1.

[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 12 – Czarni 11
GKS – Kapelus 5, Sobański 4, Krulicki 1, Stelmach 1, Stańczak 1.
Czarni – Urbanowicz 4, Watten 4, Żaliński 3.

[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 41,5% – Czarni 42%
GKS – Mariański 56%, Stańczak 52,5%, Sobański 44,5%, Kapelus 36,5%, Błoński 33%, Krulicki 0%, Fijałek 0%, Stelmach 0%.
Czarni – Kohut 67%, Watten 46%, Żaliński 45%, Fornal 37,5%, Wiese 33%, Urbanowicz 33%, Kędzierski 0%.

[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 22,5% – Czarni 24,5%
GKS – Mariański 33%, Sobański 27,5%, Stańczak 26,5%, Kapelus 18,5%, Krulicki 0%, Błoński 0%, Fijałek 0%, Stelmach 0%.
Czarni – Kohut 50%, Wiese 33%, Watten 26,5%, Fornal 23,5%, Żaliński 21%, Urbanowicz 21%, Kędzierski 0%.

[Ilość ataków] – GKS 211 – Czarni 199
GKS – Kapelus 60, Butryn 58, Sobański 44, Van Walle 18, Krulicki 16, Pietraszko 9, Kalembka 5, Błoński 1.
Czarni – Bołądź 57, Żaliński 47, Kohut 28, Fornal 19, Urbanowicz 16, Smith 12, Ziobrowski 10, Ostrowski 6, Kędzierski 3, Wiese 1.

[Ilość błędów w ataku] – GKS 17 – Czarni 9
GKS – Butryn 7, Sobański 4, Kapelus 3, Pietraszko 2, Van Walle 1.
Czarni – Bołądź 4, Urbanowicz 1, Kędzierski 1, Ziobrowski 1, Fornal 1, Wiese 1.

[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 20 – Czarni 23
GKS – Butryn 6, Kapelus 6, Sobański 5, Van Walle 2, Krulicki 1.
Czarni – Żaliński 6, Bołądź 4, Ziobrowski 4, Fornal 4, Urbanowicz 2, Smith 2, Kohut 1.

[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 101 – Czarni 103
GKS – Butryn 28, Kapelus 27, Sobański 17, Van Walle 10, Krulicki 9, Pietraszko 7, Kalembka 3.
Czarni – Bołądź 28, Żaliński 22, Kohut 22, Smith 9, Urbanowicz 8, Fornal 5, Ziobrowski 5, Ostrowski 3, Kędzierski 1.

[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 48% – Czarni 53%
GKS – Krulicki 56,5%, Van Walle 53%, Butryn 50%, Kapelus 44,5%, Sobański 40,5%, Pietraszko 39%, Kalembka 37,5%, Błoński 0%.
Czarni – Kohut 79%, Smith 69%, Bołądź 51%, Kędzierski 50%, Urbanowicz 50%, Ziobrowski 50%, Żaliński 46,5%, Ostrowski 25%, Fornal 18%, Wiese 0%.

[Ilość bloków punktowych] – GKS 23 – Czarni 20
GKS – Krulicki 9, Butryn 4, Kapelus 4, Fijałek 3, Kalembka 2, Stelmach 1.
Czarni – Kędzierski 6, Ostrowski 3, Kohut 3, Smith 2, Bołądź 2, Żaliński 2, Wiese 1, Urbanowicz 1.

[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 3 – Czarni 2
[MVP] – GKS: Kapelus – Czarni: Kędzierski

 

{GKS II KATOWICE}

Również w sobotę po raz pierwszy zaprezentują się na boiskach 2 ligi rezerwy GieKSy. Start do sezonu tej młodej ekipy to na razie wielka niewiadoma. Katowiczanie zagrają w grupie 5, a naszym pierwszym przeciwnikiem jest drużyna TS Volley Rybnik, która w poprzednim sezonie zajęła 3 miejsce w tej grupie.

TS Volley Rybnik – GKS II Katowice  30 września (sobota) godz. 17.00

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga