Piłka nożna
Dlaczego Rogalski strzela bramki?
Jak to powiedział Dawid Szwarga w niedawnym wywiadzie na naszej stronie – cały świat szuka napastników strzelających gole. Wydaje się, że GKS ma właśnie kogoś takiego w osobie Dawida Rogalskiego.
Wynik 8 bramek (w tym jedna z rzutu karnego) może nie rzuca na kolana, ale biorąc pod uwagę jego czas na boisku – średnia około 0.61 gola z gry na mecz wygląda co najmniej solidnie. Jeśli grałby w każdym meczu po 90 minut – powinien zakręcić się w okolicach 20 bramek w sezonie. W zeszłym sezonie tylko Adrian Błąd dobił do ,,dwucyfrówki”, ale z gry strzelał tylko 8 razy, a na boisku spędził 2747 minuty. O napastnikach z sezonu 18/19 nawet nie ma co wspominać, a rok wcześniej 10-krotnie do bramki rywala trafiał Wojciech Kędziora, ale 3 razy z karnego. Nawet Grzegorz Goncerz w sezonie 14/15 z gry strzelał rzadziej. W każdym przypadku mówimy oczywiście o lidze wyżej, nie zmienia to jednak faktu, że bramkostrzelność Rogalskiego jest warta docenienia.
Pytanie zatem brzmi: co wyróżnia Dawida Rogalskiego, czemu tak często strzela? Czy dzięki swojej szybkości urywa się obrońcom rywali? Czy dzięki swojej posturze wygrywa walkę o pozycję i dominuje w powietrzu? Czy jego strzały są tak precyzyjne i silne, że bramkarze nie mają nic do powiedzenia? Ciężko na którekolwiek z tych pytań odpowiedzieć twierdząco. Gdzie więc szukać przyczyny jego skuteczności?
Myślę, że nie będzie wielką przesadą jeśli powiem, że nikt w GKS-ie nie porusza się po boisku tak inteligentnie, jak Rogalski, a biorąc pod uwagę całą ligę, byłby pewnie w czołówce. Mamy zawodników, którzy potrafią minąć przeciwnika dryblingiem, dobrze uderzyć czy podać, ale gra w piłkę to przede wszystkim… gra bez piłki. Czasami odnoszę wrażenie, że Rogalski wykonuje tak drobne manewry, że… rywale zapominają o jego istnieniu. Postanowiłem przedstawić na przykładzie kilkunastu akcji, czym według mnie nasz napastnik zyskuje przewagę na boisku.
Zacznijmy od pierwszego meczu, w którym wyszedł w pierwszym składzie i zdobył pierwsze dwa gole dla GieKSy, ale to nie na akcje bramkowe chciałem zwrócić uwagę. Widać tu zachowanie, które jeszcze kilkukrotnie przedstawię później, by pokazać, że to nie przypadek. Podczas akcji skrzydłem Rogalski ustawia się tuż za plecami prawego środkowego obrońcy. Jest to bardzo trudna sytuacja dla defensora – musi jednocześnie kontrolować, co się dzieje przed nim, bo to tam aktualnie jest akcja, jak i czającego się za nim przeciwnika. Rogalski idealnie wyczuwa tempo i w momencie dogrania ze skrzydła wbiega w przestrzeń pomiędzy środkowymi obrońcami. Wygrywa pozycję, ale piłka zostaje zagrana za jego plecy, przez co próba oddania strzału nie miałaby większego sensu, więc po skupieniu na sobie uwagi wszystkich zawodników Skry w polu karnym odgrywa do niepilnowanego Kiebzaka. Warto także zwrócić uwagę na czwarte zdjęcie – zaledwie kilkoma krokami w bok znów uwolnił się od obrońców i gdyby Kiebzak go zauważył i wykonał podanie zwrotne – Rogalski mógłby oddać znacznie groźniejszy strzał niż ten, na który zdecydował się będący pod presją rywali skrzydłowy.
Od 2.1 sytuacja z tego samego meczu – ponownie akcja lewym skrzydłem, tym razem prostopadłe podanie Woźniaka doprowadza do sytuacji 4vs4. Rogalski znów chowa się za plecami środkowego obrońcy, który przed sobą widzi i kontroluje Mateusza Kompanickiego. Rogalski ucieka prawemu obrońcy (często korzysta z braków w grze obronnej u bocznych defensorów) i stwarza przewagę 2vs1 wraz z Kompanickim przeciwko jednemu ŚO. Na ostatnim zdjęciu widać, że gestem ręki prosi o piłkę za linię obrony, ale podanie nie dotarło do adresata.
(Zdjęcia powiększą się po kliknięciu)
Przenieśmy się teraz do meczu z Garbarnią Kraków i do pierwszej bramki dla GieKSy. Woźniak biegnie z szybkim atakiem prawym skrzydle, natomiast Rogalski przez sporą odległość biegnie dosyć blisko. Wydawałoby się, że ułatwia tym samym zadanie defensywie, ale sytuacja szybko się zmienia. Gdy Woźniak jest już na tyle blisko bramki, że może oddać strzał, wówczas cała obrona skupia się tylko na nim i Rogalski to wykorzystuje, dopiero wtedy uciekając na długi słupek. Warto zauważyć, jak ustawił się do tego strzału z najbliższej odległości do pustej bramki – będąc całym ciałem tuż przy słupku, zminimalizował szanse na to, że piłka przejdzie obok niego.
Teraz czas na mecz z rezerwami Lecha. W pierwszej akcji nawet nie zaliczył kontaktu z piłką, a szkoda. Na pierwszym zdjęciu piłkę zaraz przyjmie Kiebzak, a nasz napastnik, naciskając na środkowych obrońców, uniemożliwił im podejście wyżej, tym samym Kiebzak ma przed sobą sporo przestrzeni. Gdy zbliżył się do bramki na tyle, by móc pokusić się o strzał, Rogalski znów sprawił, że obrońcy o nim zapomnieli i był idealnie ustawiony do przyjęcia podania. Kiebzak niestety kolejny raz zdecydował się na strzał z dystansu – gdyby wybrał podanie, szansa na strzelenie gola wzrosłaby mniej-więcej trzykrotnie.
W meczu z Widzewem ponownie to nie na akcji bramkowej chciałem się skupić. Piłka jest na tyle daleko od bramki gospodarzy, że trzymanie się blisko środkowych obrońców nie miało tu większego sensu, więc Rogalski schodzi pomiędzy linie rywala i znów możemy zaobserwować gest prośby o piłkę. Ta jednak najpierw trafia do Błąda, a następnie na skrzydło i Rogalski szybko dostosowuje się do nowej sytuacji. Tradycyjnie ustawia się za plecami środkowego obrońcy, a przed bocznym defensorem i za przy odpowiednim dograniu za linię obrony znalazłby się w idealnej sytuacji.
Druga sytuacja z Łodzi – kolejny raz przy piłce Rogala, a Rogalski ustawiony na tyle głęboko, by między parą środkowych obrońców powstała przestrzeń do wykorzystania. Znów dosyć dobrze ,,trafia” z wybiegnięciem do piłki i zabrakło mu paru centymetrów, by oddać czyste uderzenie.
Wracamy na Bukową – mecz z Pogonią Siedlce. Kiebzak biegnie z kontrą, ale jest jeszcze na tyle daleko od bramki rywala, że ci nie muszą koniecznie zatrzymywać ataku w tym momencie. Na jakąkolwiek zmianę kierunku biegu czy podanie zdążyliby zareagować, a przecież nie o to chodzi. Rogalski czeka więc, aż Kiebzak przebiegnie jeszcze kilkanaście metrów i to na nim skupi się uwaga obrońców. Napastnik znów wykorzystał moment nieuwagi przeciwników i wtedy uciekł w wolną przestrzeń. Tym razem otrzymał podanie, lecz nie zamienił go na bramkę, choć chyba powinien.
Do wyjaśnienia tego, jak zdobył bramkę, wystarczy właściwie jedno ujęcie – środkowi obrońcy rywala są ustawieni dosyć wąsko, więc żeby zmaksymalizować przestrzeń, którą mógłby wykorzystać, ustawia się tuż przy jednym z nich. Znów możemy zaobserwować gest prośby o dogranie piłki.
Jeszcze jedna akcja z tego meczu – ponownie Kiebzak przy piłce, Rogalski ładnych parę metrów za obrońcami. Kiezbak spowalnia akcję, zwalnia więc także pilnujący go obrońca… więc to był idealny moment dla Rogalskiego, żeby przyspieszyć i tak też właśnie zrobił, ponownie wykorzystując przestrzeń za plecami zdezorientowanego obrońcy.
Spotkanie ligowe ze Stalą Stalowa Wola. Tak jak mecz wcześniej – Kiezbak biegnie z piłką skrzydłem. Rogalski swoim ustawieniem rozciąga środek obrony rywala, jednak tym razem to nie on wykorzystuje stworzoną przestrzeń, a kolejni nadbiegający zawodnicy GieKSy. Nie trzeba mieć kontaktu z piłką, by pomóc w stworzeniu dobrej sytuacji. Kiebzak wypuścił Michalskiego, a Rogalski znów dobrze się zorientował w sytuacji i kolejny raz w polu karnym znalazł się bez krycia. Gdyby Michalski dopadł do piłki nieco wcześniej i zerknął w pole karne – dostrzegłby tam naszego napastnika, któremu po dobrym podaniu pozostałoby skierować piłkę do pustej bramki.
O drugiej sytuacji nie ma co się rozpisywać – choć Rogalski nie dysponuje wybitną szybkością, to wykorzystując chwilę, w której rywal go nie kontroluje wzrokiem, z łatwością mu się urywa.
Na koniec bramka z tego spotkania. Rogalski znów był lepiej zorientowany w sytuacji od przeciwników, dzięki czemu biegł samemu na wprost bramki. Wślizg rywala nieco spowolnił akcję, więc i Rogalski musiał nieco zwolnić i przeciwnicy go dogonili, więc… zwolnił jeszcze bardziej i pozwolił się wyprzedzić. Sekunda bycia za ich plecami pozwoliła mu zniknąć z ich radarów i chwilę później strzelić do pustej bramki.
Starcie z Resovią i dwie sytuacje, gdzie był bardzo blisko drugiej i trzeciej bramki w tym meczu. W pierwszej sytuacji subtelnie zaczął chować się za plecami obrońców, jednak do dośrodkowania minęło jeszcze tyle czasu, że jeden z rywali zdążył do niego dojść. Rogalski zamarkował ruch na długi słupek, po czym się zatrzymał… a rywal pobiegł dalej. Jedno krótkie przyśpieszenie i hamowanie wystarczyło, by strzał głową oddać bez krycia.
Druga sytuacja pokazuje, jak czujny jest na boisku. Choć był osamotniony, a rywali było dwóch, to właśnie on najszybciej zareagował i dopadł do piłki wyplutej przez bramkarza. Cóż, tu też powinien być gol.
Kończymy jego ostatnią, póki co bramką w tym sezonie. To chyba właśnie tu widać najlepiej to, co było tu opisywane. Rogalski ustawił się za wszystkimi zawodnikami w polu karnym, dzięki czemu on widział wszystko, a jego nie widział nikt. Idealnie wyczucie tempa przy wyprzedzeniu obrońcy i to wystarczyło, by mieć pełną swobodę przy oddaniu strzału z samego pola bramkowego. Po samym uderzeniu ręce może nie składały się same do oklasków, ale składają się, widząc to, jak znalazł się w takiej sytuacji.
Idealnym podsumowaniem tego, z czego żyje Rogalski, jest jego mapa strzałów ze strony Wyscout. Tylko dwa strzały zza pola karnego, za to cztery bramki z pola bramkowego. Często można usłyszeć narzekania na próby ,,wejścia do bramki”. Przykład naszego napastnika pokazuje, że te próby są jak najbardziej uzasadnione, tylko trzeba się odpowiednio zachować, a on to potrafi. Mówi się, że jak będzie się strzelać, to w końcu wpadnie, a ja powiem – jak będzie się dobrze ustawiać i poruszać, to w końcu wpadnie.

Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Najnowsze komentarze