Hokej
Drugie podsumowanie sezonu – oceny
Od zakończenia słodko-gorzkiego sezonu 2025/2026 minął już ponad miesiąc. W międzyczasie z klubem zdążył pożegnać się Mateusz Bepierszcz, a ja dopiero po takim czasie jestem w stanie racjonalnie ocenić zawodników za ten sezon.
Całą drużynę będę oceniał w skali 1-10, ponieważ skala szkolna mogłaby być za mała, aby oddać wagę wkładu w drużynę i grę niektórych zawodników.
Bramkarze:
Jesper Eliasson – 4
Kiedy Jesper przychodził do naszej drużyny każdy z nas wiązał wielkie nadzieje z tym bramkarzem z uwagi na bogate CV, w którym był draft do NHL w 2018 roku w 3 rundzie jako 84 wybór przez drużynę Detroit Red Wings. Posiadał również brązowe medale MŚ w kategoriach u-18 i u-20 i wydawało się, że będzie naturalnym zastępstwem Johna Murraya. Rzeczywistość okazała się jednak inna, bo Jesper nie dawał pewności w naszej bramce, z której często był przedwcześnie ściągany przez swoje słabe występy. W Pucharze Polski jego niefrasobliwe interwencje kosztowały nas porażkę w półfinale, a jedyne dobre spotkania rozegrał dopiero od połowy serii półfinałowej z Unią, przeplatając je dziwnymi interwencjami w meczach finałowych. Dodatkowym aspektem składającym się na ocenę jest umiejętność gry kijem Jespera, która w zasadzie nie istniała, a wszystkie rollingi drużyn przeciwnych tworzyły ich przewagę w naszej tercji obronnej. W całokształcie zagrał on przeciętny sezon jak na swoje umiejętności, co przekłada się na ocenę 4.
Michał Kieler – 8
Michał w sezonie nie miał łatwej roli, ponieważ mimo słabszej formy Jespera i tak trenerzy nie dawali mu aż tyle zaufania na ile zasługiwał, pomimo tego kiedy był potrzebny wykonywał swoją pracę. W mojej opinii Michał powinien być numerem jeden w przyszłym sezonie, ponieważ jest świetnie wyszkolonym bramkarzem, który może dać nam wiele radości, ale również spokoju podczas ciężkich i wyrównanych spotkań. Do Michała nie mam żadnych zastrzeżeń, dlatego daję mu ocenę 8.
Obrońcy:
Aleksi Varttinen – 4
Aleksi z sezonu na sezon zalicza coraz większy regres, co dobitnie pokazuje punktacja kanadyjska, w której zaliczył aż 15 mniej asyst względem poprzedniego sezonu. Dodatkowo jego obecność w formacjach specjalnych to było jedno wielkie nieporozumienie, grał on wolno i przewidywalnie, często gubiąc krążek na linii niebieskiej, co zaś napędzało kontry rywali, po których czasem wpadały bramki. Spodziewałem się więcej po tym zawodniku dlatego daję mu ocenę 4.
Zack Hoffman – 4
Gdyby nie świetny finał dałbym mu ocenę 2, w sezonie zasadniczym był to najgorszy w mojej opinii obrońca, który popełniał wiele błędów kończących się bramką dla przeciwników. W Pucharze Kontynentalnym wyglądał na zagubionego, a w ćwierćfinale play-offów jego bezmyślne zachowanie w meczu numer 4 kosztowało nas porażkę w Krakowie i walkę w 6 meczach z najsłabszą od lat Cracovią. Tylko i wyłącznie jego dobra postawa w finale skłoniła mnie do wystawienia mu oceny 4, bo robił co mógł, aby pomóc Jesperowi i drużynie w tercji obronnej oraz w ataku.
Travis Verveda – 6
Travis zagrał ponownie solidny sezon, w jego przypadku nie mam potrzeby dogłębnej analizy, ponieważ wykonywał on swoją robotę, czasem dorzucając asystę oraz sporadycznie bramkę. Solidny sezon na ocenę 6.
Albin Runesson – 6
Tak jak w przypadku Travisa – Albin zagrał ponownie solidny sezon z małymi błędami, ale często brał wyprowadzenie krążka z tercji na siebie, bo napastnicy byli często odcięci od podań. Solidny sezon na 6.
Jacob Lundegard – 7
Jacob przez cały sezon wyglądał najlepiej spośród wszystkich dostępnych obrońców, strzelając ważne bramki, dokładając kluczowe zagrania i pewnie wykorzystując najazdy w seriach rzutów karnych. Finał w jego wykonaniu był poniżej normy, bo popełniał proste błędy, po których wpadały bramki, ale całościowo był to nasz najlepszy obrońca w tym sezonie, dlatego daję mu ocenę 7.
Kacper Maciaś – 4
Do Kacpra mam duży żal, bo zagrał obecnie najgorszy sezon w naszych barwach zaliczając mały regres. Często popełniał błędy, po których szły kontry rywali, a po nich wpadały również bramki. Od zawodnika, który rozegrał już ponad 200 meczów na taflach THL oczekuję więcej, dlatego daję ocenę 4.
Błażej Chodor – 5
Błażej od samego początku sezonu został rzucony na głęboką wodę, ponieważ mając 20 lat stanowił o sile naszej defensywy. Popełniał on często błędy, po których padały bramki, ale całościowo wyglądał lepiej niż Kacper, dodatkowo dokładając trzy punkty więcej. Nie był to najgorszy sezon w jego wykonaniu i w następnym liczę na więcej, ode mnie ocena 5.
Napastnicy:
Jean Dupuy – 10
Zestawienie napastników rozpocznę od mojego MVP sezonu 2025/2026, którym jest Jean Dupuy. Był on niekwestionowanie naszym najlepszym zawodnikiem, który w kluczowych momentach potrafił rozstrzygnąć wynik meczu. W jego przypadku nie ma sensu dalej się rozwodzić, ode mnie ocena 10 i oby do zobaczenia w przyszłym sezonie.
Stephen Anderson – 9
Świetny, decydujący i zabójczo skuteczny – ocena 9.
Patryk Wronka – 9
Patryk nie zagrał może najlepszego sezonu pod względem punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, ale jego wkład w drużynę był ogromny i gdyby nie jego zagrania prawdopodobnie nie zajęlibyśmy miejsca pierwszego w sezonie zasadniczym oraz moglibyśmy nie grać w półfinale czy finale play-off. Swoją świetną dyspozycje w sezonie 2025/26 potwierdził na MŚ dywizji IA w Sosnowcu strzelając ważne bramki, ode mnie ocena 9.
Grzegorz Pasiut – 3
Najsłabszy sezon Grzegorza w naszych barwach. W najważniejszych meczach brakowało kluczowych zagrań i bramek. Dodatkowo nasz kapitan wiele razy tracił głupio krążek, a po jego błędach rywale często wychodzili z kontrą. W formacjach specjalnych spowalniał naszą grę pozbawiając nas elementu zaskoczenia. Ode mnie ocena 3, w przyszłym sezonie liczę na o wiele więcej od zawodnika z pierwszej formacji.
Bartosz Fraszko – 5
Mocno przeciętny sezon w wykonaniu Bartka. Jego forma była bardzo nierówna, jednakże nie przyczynił się do traconych bramek, dodatkowo strzelając ważne bramki w kilku spotkaniach. Ode mnie ocena 5.
Jonasz Hofman – 7
W sezonie zasadniczym zgromadził 17 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. W Pucharze Polski strzelił ważną bramkę trzymając nas dalej w meczu. Był znaczącą postacią w naszej drużynie, ode mnie ocena 7.
Jakub Hofman – 8
Zdobywca 5 bramek w play-offach. Strzelał w ważnych momentach kiedy inni liderzy nie potrafili. Ode mnie ocena 8.
Mateusz Michalski – 7
Robił swoje, był zawodnikiem od brudnej roboty. W play-offach dorzucił 9 asyst, równocześnie grając bardzo dobrze w fore checku. Ode mnie ocena 7.
Ian McNulty – 4
Gdyby nie solidne play-offy otrzymał by ode mnie ocenę 2, czyli tak jak w przypadku Zacka. W sezonie zasadniczym często nie dojeżdżał, a odpalił dopiero w decydującej fazie sezonu. Bardzo słaby transfer, dlatego ode mnie ocena 4.
Juho Koivusaari – 7
Początek sezonu miał słaby, ale z biegiem czasu się rozkręcał i zagrał bardzo solidnie w fazie play-off. Niezwykle waleczny i tak samo jak Michalski, wykonywał niewidoczną robotę. Ocena 7.
Mateusz Bepierszcz – 6
Nie był to najlepszy sezon w wykonaniu Mateusza, mimo wszystko w play-offach często brał grę na swoje barki, kiedy inni liderzy nie potrafili tego zrobić. Całościowo zagrał poniżej swoich umiejętności stąd ocena 6.
Sam Coatta – 8
Świetny transfer przed samymi play-offami. Dołożył wiele ważnych trafień w serii półfinałowej z Unią. Kiedy pierwsza formacja kończyła z zerowym dorobkiem punktowym on strzelał i ciągnął ofensywę naszej drużyny.
Joona Monto – 7
Zagrał w zaledwie 19 meczach fazy zasadniczej i złapał kontuzję, ale pomimo tego był bardzo wyróżniającym się zawodnikiem. Szkoda, że nie mógł zagrać w fazie play-off, ocena 7.
Lauri Huhdanpaa – 6
Kiedy Jean Dupuy złapał kontuzje Lauri przejął jego rolę strzelając ważną bramkę w siódmym spotkaniu serii półfinałowej. Zagrał łącznie w 13 meczach strzelając 1 bramkę i dokładając 2 asysty. Ocena 6.
Maskymilian Dawid – 5
Strzelił 3 bramki i dołożył 3 asysty grając 56 spotkań w czwartej formacji albo jako dodatkowy zawodnik. Ode mnie ocena 5.
Brandon Magee – 1
Brandon zagrał w zaledwie pięciu spotkaniach, po czym opuścił klub. Był powolny, nieskuteczny i wyglądał jak cień samego siebie. Ocena 1.
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze