Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Echa meczu z Kolejarzem Stróże w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice zaledwie zremisował 2-2 z Kolejarze Stróże w meczu 27 kolejki 1 ligi. Ten remis tak naprawdę to porażka i niestety wszystko wskazuje na to, że kolejny sezon GieKSa spędzi na zapleczu ekstraklasy.
Co o tym spotkaniu pisały media?
Przeczytajcie.

gkskatowice.eu: Remis jak porażka

Kolejarz specjalnie nie kwapił się do ataku. Czyhał na kontry i próbował zaskoczyć Łukasza Budziłka próbami z dystansu. Gdy wydawało się, że to GieKSa uzyska prowadzenie, w 34. minucie doszło do kuriozalnej sytuacji. Wojciech Trochim otrzymał podanie w uliczkę z prawej strony, spokojnie przyjął piłkę, podczas gdy obrońcy trójkolorowych stanęli jak wryci myśląc, że był spalony. Trochim spokojnie przymierzył i umieścił piłkę w siatce obok bezradnego Budziłka,dając stróżanom prowadzenie.
Gospodarze ze wściekłością ruszyli w stronę sędziego liniowego, ale nic nie wskórali.
Po zmianie stron z początku nic nie wskazywało na to, że GieKSa wyrówna. Katowiczanie grali nerwowo i niedokładnie. Trener Moskal nie czekał, wprowadził zmiany, które okazały się trafione. Postawił na Elvista Ciku i Michała Zielińskiego. W 61. minucie ładną centrą w polu karnym popisał się Alan Czerwiński, a popularny „Zielu” nie miał problemów z wpakowaniem piłki do siatki głową.
Strzelona bramka dodała pewności siebie katowiczanom, którzy ruszyli do walki o pełną pulę. Nie tylko wyrównali, ale i prowadzili, po indywidualnej akcji Zielińskiego i strzale po ziemi w 78. minucie. Niestety trójkolorowi znów zaspali w polu karnym w końcówce i wyrównującego gola zdobył z najbliższej odległości Kamil Adamek w 82. minucie. Rozczarowanie było ogromne i jeden punkt to na pewno za mało, jeśli myśli się o pozostaniu w czołówce.

sportowefakty.pl: Remis przy Bukowej – relacja z meczu GKS Katowice – Kolejarz Stróże

GKS przełamał się dopiero w drugiej połowie. Wówczas błysnął dwukrotnie wprowadzony na boisko po przerwie Michał Zieliński, który najpierw po nieco ponad godzinie gry strzałem głową zamienił na bramkę wyrównującą dośrodkowanie Alan Czerwiński z prawego skrzydła, a w 78 minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie, płaskim strzałem sprzed linii pola karnego wykańczając ładną kontrę.
W międzyczasie gości na prowadzenie mógł wyprowadzić inny rezerwowy Kamil Adamek, ale jego silne uderzenie z pola karnego efektowną robinsonadą na korner sparował Łukasz Budziłek.
Do pomocnika Kolejarza i tak należało jednak ostatnie w tym meczu słowo. Na osiem minut przed upływem regulaminowego czasu gry w ogromnym zamieszaniu w polu karnym katowiczan wykazał on bowiem najwięcej czujności i strzałem z pola bramkowego wpakował piłkę do pustej bramki. Linię obrony, zastawiającej przy tej sytuacji pułapkę ofsajdową złamał wracający we własne pole karne Zieliński.

roosevelta81.pl: Remis GKS-u Katowice z Kolejarzem Stróże

GKS Katowice przed własną publicznością zremisował z Kolejarzem Stróże 2:2. Dwie bramki dla katowiczan zdobył Michał Zieliński, były napastnik Górnika Zabrze. Już od początku spotkania gospodarze stwarzali dogodniejsze sytuacje, jednak nie potrafili zamienić tego na gola.
Katowiczanie mimo groźnych sytuacji bili głową w mur. Wydawało się, że “GieKSa” w końcu przełamie obronę gości i wyjdzie na prowadzenie. Jednak to Kolejarz otworzył wynik spotkania w wyniku zamieszania pod bramką gospodarzy. Katowiczanie byli przekonani, że był spalony i stanęli w miejscu, a całą sytuację wykorzystał pomocnik gości Trochim. Na drugą połowę jeszcze bardziej zmotywowani gospodarze za wszelką cenę chcieli odrobić straty. Do wyrównania doprowadził były zawodnik “Trójkolorowych” Michał Zieliński, który skutecznie strzelił głową po dośrodkowaniu Czerwińskiego. Zdobyta bramka jeszcze bardziej uskrzydliła gospodarzy, a Michał Zieliński po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Pokonał bramkarza Kolejarza mocnym strzałem po ziemi. Kiedy po zwycięstwo zmierzali katowiczanie i wydawało się, że sięgną po komplet punktów do remisu doprowadził Kamil Adamek, który wykorzystał zamieszanie pod bramką gospodarzy.

dziennikzachodni.pl: GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:2

Pierwszy gol zdobyli jednak goście, ale po kontrowersyjnej sytuacji. Wojciech Trochim podał piłkę do Janusza Wolańskiego, który odebrał ją tuż przy linii autu i, jak manifestowali kibice, ją przekroczył. Sędzia jednak nie zareagował, Wolański odegrał piłkę z powrotem do Trochima i ten strzałem wpakował ją do siatki gospodarzy w 34. minucie. Dziesięć minut później goście ponownie trafili do siatki, ale tym razem gol nie został uznany, ponieważ Tomasz Chałas uderzał ze spalonego.
Na drugą połowę w szeregach GKS-u wszedł debiutujący Elvist Ciku, który zmienił Chwalibogowskiego. Rozpaczliwe próby odrabiania strat długo na nic się nie zdawały. Przełamanie dla gospodarzy przyszło dopiero w 61. minucie. Michał Zieliński, który wszedł na boisko w drugiej połowie, umieścił głową piłkę w siatce po podaniu Krzysztofa Markowskiego.
Zieliński wyraźnie nabrał wiatru w żagle, bo niedługo potem popisał się wspaniałą kontrą. Piłkę podaną spod pola karnego przeciwników przeholował niemal przez pół boiska i ponownie strzelił do bramki w 78. minucie. Gospodarze długo jednak nie prowadzili. Piłkarze Kolejarza zaczęli atakować bramkę GieKSy i cztery minuty po wyjściu katowiczan na prowadzenie, doprowadzili do wyrównania 2:2. Piłka wylądowała w siatce dzięki uderzeniu Kamila Adamka w 83. minucie Piłkarze GKS-u próbowali jeszcze podwyższyć wynik, ale już nie zdążyli. Obie drużyny zyskają tylko po jednym punkcie w tabeli..

slasksport.pl: Piłkarz GKS-u Katowice: Większość kibiców nam nie pomaga

Kibice już w pierwszej połowie mieli dość słabej GieKSy. Skandowali m.in.: „Zero ambicji” i „Zejdźcie z boiska, nie róbcie z nas pośmiewiska”. Po zakończeniu meczu fani ponownie wygwizdali piłkarzy.
– Kibice są wymagający i nie ma co ukrywać, że są rozżaleni. Wszyscy liczyli na ekstraklasę, my też. Nie jest tak, że my nie chcemy, że ktoś odpuszcza, bo gra przeciwko komuś – mówił po meczu w rozmowie z oficjalną stroną GKS-u Michał Zieliński, strzelec dwóch goli dla gospodarzy.
– Nasze rodziny też przychodzą na stadion, oglądają, słuchają i na pewno nie jest im przyjemnie, jeżeli większość kibiców, delikatnie mówiąc, nam nie pomaga – dodawał Zieliński.

slasksport.pl: Trener GKS-u Katowice: Boli mnie ta gra

Kazimierz Moskal, trener GieKSy, przyznał, że jego drużyna męczy się w tej rundzie. – Miałem nadzieję, że po wygranej z ROW-em coś się zmieni. Widziałem wtedy jakąś iskrę w zespole, ale, niestety, nic się nie stało. Boli mnie ta gra. Mogliśmy ten mecz nawet wygrać, bo piłka nie jest sprawiedliwa. Wychodząc na prowadzenie 2:1, nie mieliśmy prawa stracić bramki. Ale z drugiej strony to Kolejarz miał więcej dogodnych szans na gole – podsumował Moskal.

slask.sport.pl: Kibice poznali się na GieKSie. „Nie róbcie z nas pośmiewiska”

Początkowo wydawało się, że Kolejarz nie jest w stanie strzelić gola na Bukowej. Że nawet o tym nie myśli. Coś jak niedawno Chelsea na stadionie Atletico Madryt. GKS miał dużo swobody w rozpoczynaniu akcji, ale miotał się w dziesiątkach krótkich podań, z których nic nie wynikało. Groźniej było tylko przy strzałach Tomasza Wróbla i Grzegorza Goncerza.
Goście kilka razy skontrowali. W 30. minucie strzał Tomasza Chałasa został jeszcze zablokowany, ale cztery minuty później obrońcy GKS-u jak wmurowani patrzyli, gdy Wojciech Trochim z bliska wpakował piłkę do siatki. Katowiczanie mieli pretensje do sędziego, że nie odgwizdał spalonego. – Bramka nie została strzelona prawidłowo, był spalony – przekonywał po meczu obrońca GKS-u Mateusz Kamiński. – Prawidłowy gol, jeden z graczy GKS-u zrobił ruch w kierunku własnej bramki. Zresztą, trzeba grać, a nie czekać na gwizdek sędziego – uważał z kolei Trochim.
Kibice w tym momencie stracili cierpliwość do zawodników. Z „blaszoka”, gdzie siedzą najwierniejsi fani, posypały się okrzyki: „Zero ambicji”, „K… mać, GieKSa grać!” czy „Zejdźcie z boiska, nie róbcie z nas pośmiewiska”.
Po przerwie Kolejarz poczuł się pewniej i atakował odważniej. Nie wziął jednak pod uwagę tego, że na boisko wejdzie rezerwowy Michał Zieliński. Piłkarz GKS-u strzelił dwa gole: jednego po podaniu Alana Czerwińskiego, a drugiego po solowym rajdzie i uderzeniu zza linii pola karnego. Gospodarze nie utrzymali jednak prowadzenia i stracili gola w zamieszaniu podbramkowym.
Po przerwie zadebiutował w GKS-ie Albańczyk Elvist Ciku. Za szybki rajd lewym skrzydłem zebrał brawa kibiców, potem jednak zgasł jak koledzy.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Breanna

    11 sierpnia 2014 at 14:47

    There are many types of tiles available nowadays. The method of tile cleaning
    will depend more on the tile type. However there are
    couple of things to be followed to add the sheen and glow of
    the tiles.

    Do the regular floor cleaning
    Clean the spills as soon as they occur

    It is very crucial to clean dirt and water too as soon as they
    are split to prevent the stains. Place a doormat which helps in reduction of mud or dirt entering
    through footsteps.

    There are basically following tile floors where in one will use the tile and grout cleaning process,
    types of tiles are as follow –

    Ceramic
    Porcelain
    Stone

    Porcelain Tile cleaning

    Porcelain tiles maintenance is not difficult if the surface is
    cleaned regularly. The surface can be vacuum cleaned every day
    or just sweep it. The wet mopping is required
    once in a week. Use of mild floor cleaners will do for the mopping.
    One can make it at home by mixing vinegar
    and water.

    Ceramic Tile Cleaning

    The rule is followed here as well; remove the dirt as soon as possible.
    Vacuum clean the tiles every day or a simple broom can be used.

    Plain water or the special ceramic tile cleaners can be used for the wet mopping.

    Stone Tile Cleaning

    One need to be careful while cleaning the tiles made of stones as they
    are natural minerals. Never use harsh floor cleaners.

    Sweep or vacuum clean. After using any floor cleaner use a
    dry mop to soak any type of liquid residue.

    Grout Cleaning

    Along with the tile cleaning it is very important to regularly clean the grout, i.e.

    the lines between the tiles. Hence tile and grout cleaning goes simultaneously.
    Grout is porous in nature and attracts dirt, grease etc.
    The surface looks shabby if the grout is unclean. It can also be a cause of mildew
    or mould in the damp areas like bathrooms. It is
    best to have a seal (colour or clear) on the grout which will not only protect the surface but also acts as an anti-fungal agent.

    Many a times it gets difficult to maintain the floor due to hectic working
    schedules. Hence we come in picture and provide the tile and grout cleaning services to our clients at a very
    affordable price. Moreover the price depends on the type of the tiles, number of tiles and size of the tiles to be cleaned.

    Following steps are followed for the tile and grout cleaning after
    you contact us-

    Pre inspection of the tiles and floor.
    Shifting of the furniture, if any, from that space.
    Dry Sweeping of the surface
    Application of the suitable cleaning solution.
    Cleaning the surface with a soft pad.
    High pressure cleaning
    Mopping and drying the surface.

    We have our experts who carry special tools to do the tile and grout cleaning; the grout sealing is also done if
    ordered.

    my page; professional cleaning company Las Vegas NV

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga