Dołącz do nas

Piłka nożna

[KONFERENCJA] Marzec: „Stadion mniej realny niż utrzymanie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W konferencji ze strony gości brał udział trener Dariusz Marzec oraz strzelec dwóch bramek Olaf Kobacki, natomiast GieKSę reprezentował wspólnie z trenerem Rafałem Górakiem obrońca Michał Kołodziejski.

Dariusz Marzec: Przyjechaliśmy tutaj dzisiaj, żeby zdobyć trzy punkty, bardzo nam na tym zależało i udało się. Poprzedni mecz z GKSem Tychy zagraliśmy naprawdę bardzo dobry, pomimo to zeszliśmy pokonani. Dzisiaj może nie był to porywający mecz, natomiast najważniejsze to było zdobyć dzisiaj trzy punkty. Te punkty mamy, także dziękuje zespołowi za pracę, którą dzisiaj wykonali. 

Olaf Kobacki: W porównaniu do meczu z Tychami to na pewno nie zabrakło skuteczności. Z Tychami nie umieliśmy strzelić bramki przy dużej ilości okazji, a dzisiaj udało się wpakować cztery.

Pytanie do trenera Arki: Czy był trener zaskoczony tym, że GKS oddał całkowicie pole? Bo wy rozgrywaliście piłkę i mieliście inicjatywę, tak jakby GKS czekał, a mogło to być zaskoczenie na tym terenie.

Marzec: Muszę powiedzieć, że jeśli popatrzymy na nasze statystyki, to mamy bardzo dobre liczby, jeśli chodzi o posiadanie. To jest dla nas chleb powszedni, że jednak atakujemy, a nadziewamy się na kontry. Widzieliśmy w dzisiejszym meczu, że początek gdzie dominowaliśmy cały czas, dostaliśmy bramkę praktycznie z niczego i wkradła się ta nerwowość. Więc raczej większość zespołów tak z nami gra. Jak ktoś gra grę otwartą, to bardzo tego chcemy i wtedy mecze wyglądają jeszcze lepiej.

Chciałbym jeszcze coś powiedzieć… Trzymam kciuki, żeby GieKSa punktowała. Niedługo, ale trochę czasu tu spędziłem i to były dobre chwile. Więc będę trzymał naprawdę kciuki i mam nadzieję, że wszystko będzie szło dobrze. Wiem, że cały czas walczycie o stadion. Może to jest mniej realne niż to, że się utrzymacie. Dziękuję bardzo.

Rafał Górak: Dobry wieczór. Nie łatwo jest skomentować, kiedy twoja drużyna traci na swoim boisku 4 bramki. To nigdy nie jest proste dla trenera i proszę uwierzyć, że tych myśli są miliony. Ale trzeba wszystko bardzo mocno uporządkować w głowie i to szybko, bo to jest najważniejsze przede wszystkim dla mojej drużyny. Drużyny, która musi poczuć wsparcie, a jednocześnie zdać sobie sprawę z własnych niedoskonałości. Przegraliśmy dzisiaj na pewno z zespołem lepszym i to jest fakt. My zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy dzisiaj jeszcze zespołem tak mocnym, jakim jest Arka Gdynia, natomiast rzeczywiście 4 bramki stracone na własnym boisku, to nie wiadomo co by się zrobiło, to o 5:4 na pewno ciężko. Moi zawodnicy muszą, tak najnormalniej w świecie zejść na ziemię, z tego tylko względu, żeby zdać sobie sprawę, że ta liga weryfikuje nas bardzo mocno. Płacimy bardzo mocną cenę za naukę. Obyśmy tę naukę zdobywali i potrafili przełożyć na następne dni treningowe, bo ich jest mało, bo w poniedziałek kolejny mecz. Ale mam nadzieję, że niejednokrotnie w szatni w rozgrywkach przez te dwa ostatnie lata widziałem ogromny charakter i ogromną pokorę, także wydaje mi się, że z głową spuszczoną na dół dzisiaj i jutro musimy wrócić do szatni i wrócić na Bukową podnieść się po tej porażce, po tych meczach, w których bramek padło dużo i zdać sobie sprawę po prostu z zadania, które mamy do wykonania. Wiadomo, jakie ono jest. Chcemy się zweryfikować, bardzo mocno pracować nad tym, aby pierwszą ligę w Katowicach utrzymać. Dziękuję.

Michał Kołodziejski: Dobry wieczór. Bardzo ciężko pozbierać się po takim meczu, ale niestety nie ma czasu i pozbierać się musimy jak najszybciej. W piłce jak i w życiu czasami są bardzo trudne momenty. My taki bardzo ciężki moment przechodzimy teraz, ale wierzę w siebie, wierzę w drużynę. Pokornie z głową podniesioną musimy zacząć myśleć o następnym meczu. Tak, jak powiedziałem, wierzę w nas, wierzę w siebie i pokornie pracując damy radę i wyjdziemy z tego ciężkiego kryzysu. 

Pytanie do trenera: Zaczęliście dzisiaj trochę jak nie wy. To nie był wasz dzień. Ten mecz upływał, a na końcu się wydawało, że to wy możecie przechylić szalę na swoją stronę. Może wy próbujecie grać zbyt ładnie, zbyt otwarcie?

Górak: To są kwestie trudne do nazwania. Może próbujemy grać zbyt ładnie, ale na początku mówimy, że musieliśmy oddać inicjatywę Arce. Tak jak mówiłem, my sobie zdawaliśmy sprawę z wysokości zadania, jakie dzisiaj nas czeka na meczu z Arką i to był fakt, natomiast ciężko się ustosunkować do tego, że my chcemy grać zbyt ładnie. My chcemy grać po prostu piłkę zdefiniowaną, piłkę taką, która będzie dawała odpowiedź na pytanie dlaczego wygraliśmy, dlaczego przegraliśmy. I dzisiaj na pewno po tej analizie nocnej taką odpowiedź, dlaczego przegraliśmy, będziemy mieć. To nic nie zmienia w postaci rzeczy, że rzeczywiście przechodzimy trudny moment, bo obojętnie co by się nie działo to najważniejszy jest wynik końcowy. Jest on dla nas niekorzystny i w tym momencie trzeba brać się ostro do pracy, a nie lamentować. 

Pytanie z sali: Był pomysł wystawić tę samą czwórkę obrońców co na Widzewie?

Górak: Ja nie planowałem przed sezonem, że po ośmiu meczach będziemy grali tą samą czwórką obrońców. Jesteśmy beniaminkiem tej ligi, ja sobie zdawałem sprawę, że będziemy popełniać wiele błędów, że będziemy naprawdę obrywać. Nie spodziewałem się na pewno, że będziemy tracić tak dużo bramek, także ta rotacja na niektórych pozycjach wydaje mi się, że absolutnie nie zaburza nam nic. Ci ludzie się weryfikują, mają szansę na to i w pewnym momencie będzie czas podsumowań mojej pracy w pierwszej lidze z nimi i ich pracy jako zawodników w pierwszej lidze. Tutaj kwestia doboru personalnego i tych rzeczy, że rotujemy i tak dalej wydaje się, że są równi i znają się i mogą grać w różnych ustawieniach i to nie powinno być przyczyną straty aż tak wielu bramek. Arek mógł dzisiaj zagrać. Ja po dogłębnej analizie meczu z Widzewem byłem zadowolony z postawy Michała i Grześka i postanowiłem kontynuować grę tą dwójką środkowych obrońców

Pytanie z sali: Najczęściej bramki są strzelane, ze środka pola karnego.

Górak: Tracimy bramki dużo za łatwo i to jest fakt. My wykonujemy ogrom pracy, żeby stworzyć sytuacje, aby tych sytuacji było dużo, ich jest dużo i te bramki strzelamy natomiast w działaniach tej ostatniej kropki nad i w działaniach obronnych cierpimy na gapiostwo, na brak interwencji skutecznej i to jest problem, że tych bramek tracimy za dużo. To nie jest łatwe. Trzeba mieć mocny mental i do następnego meczu podejść z takim przeczuciem, że dzisiaj to po prostu już się nie wydarzy. 

Pytanie z sali: Co z Gierachem i Sadowskim?

Górak: To jest normalna rywalizacja w zespole. Oboje są do mojej dyspozycji.

Pytanie z sali: Jak duże teraz jest wyzwanie dla GieKSy, żeby nie zwariować, tylko się trzymać tego systemu i wierzyć, że to w końcu zacznie przynosić efekty. Tak jak to było w zeszłym sezonie w Piaście Gliwice.

Górak: Trener Fornalik wie, co mówi, bo już jest lata w Piaście, jest fenomenalnym trenerem klubowym i rzeczywiście, jeśli chciałoby się kogoś słuchać, to ja wielokrotnie słucham jego słów i tą drogą zamierzam też podążać. Nie będę wariował, nie będę przewracał krzeseł ani ścian, nie będę klął i mówił, że wszystko to fart, tylko będę ciężko pracował i wiem, że z tymi chłopakami, których mam w szatni wstaniemy z tego miejsca i będziemy punktować.

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    Roh

    16 września 2021 at 23:29

    Kurwa jakie ten facet farmazony pierdoli to sie w glowie nie miesci. Ciekawe jak mu sie te miliony mysli w jego glowie mieszczą. Tu pierdoli ze musza zejsc na ziemie, choc nie wiadomo z czego, a za chwile ze caly czas sie uczą. Jak to kurwa rozumieć.
    Czlowieku powiedz prawde, nie masz warsztatu, nie nadajesz sie na ten poziom i tyle.

  2. Avatar photo

    Olek

    17 września 2021 at 08:35

    Ja wiem czy to jego wina? Był Paszulewicz był Dudek i co? Zawodników niema skład prawie ten sam co na druga ligę z której ledwo awansowali to czego szukać w pierwszej?

  3. Avatar photo

    KaTe

    17 września 2021 at 10:31

    Ciekawe, dlaczego na stronie klubowej przebieg konferencji prasowej jest „pocięty”?
    Niektórych pytań i odpowiedzi tam nie ma.
    Natomiast odnośnie trenera Góraka, to widać, że facet się miota w bezradności. Zaklina rzeczywistość opowiadając androny o „uczeniu się ligi” i super mocnych przeciwnikach. Niestety, nawet grając z Resovią i Chrobrym nasi się nie popisali.
    Górak chyba nie ma pomysłu na poprawę gry obronnej, a i fatalna polityka kadrowa mu tego nie ułatwia. Szczerbowski patrzy tylko by ciąć koszty, a plan długofalowej budowy drużyny chyba nawet nie istnieje.

  4. Avatar photo

    Łukasz Z.

    17 września 2021 at 16:26

    Niestety wygląda na to, że pomysł na drużynę skończył się w przerwie zimowej poprzedniego sezonu. Klub chciał awansować itp się udało, ale wydaje się, że na tym ambicje naszego miasta się skończyły. Trochę to dziwne bo przecież niedługo rozpocznie się budowa nowego stadionu. Przecież nie wykłada się 200 milionów po to by grać w 1 lidze, nie wspominając o 2 do której narazie zmierzamy. Wszyscy widzieli, że nasza gra obronna była fatalna już w 2 lidze więc brak realnych wzmocnień tej formacji jest skandaliczny. To pierwsze okienko transferowe od przyjścia duetu GG w którym realnie się nie wzmocniliśmy! Jak można coś takiego zrobić po awansie?! Jestem przeciwnikiem wypożyczeń i ten mecz potwierdził to co pisałem wiele razy wcześniej, że są one korzystne tylko dla Lecha i piłkarzy którzy do nas przychodzą się ograć. A co my z tego mamy poza tym, że blokują miejsce naszym zawodnika? Oni później robią kariery, ale nie mają wpływu na naszą sytuację tu i teraz. A co do zmiany trenera to u nas nie dali rady nie tacy jak Górak więc to nie tu tkwi problem, zresztą On przynajmniej wywiązał się z poprzedniego zadania co się wcześniej nie zdarzało! Może mecz z Polkowicami będzie przełomem, oby!!!

  5. Avatar photo

    Łukasz Z.

    17 września 2021 at 17:29

    I jeszcze jedno, zauważyliście, że gdy poprzednio gościliśmy w 1 lidze to byliśmy bogaczem jak na realia tu panujące? Minęły 2 lata i pieniądze, które są w klubie na piłkę nożną klasyfikują nas w dolnej części stawki. Wiem, że ściąganie pseudo gwiazd do niczego dobrego nie prowadzi, ale obawiam się, że teraz nikt z nazwiskiem by do nas nie przyszedł. Więc jest pytanie jak rozwijać ten klub bez kasy, pomysłu i wychowanków? Obym się mylilale bez cudu( inwestor, wybitny trener, wysyp mega utalentowanych wychowanków) nie będzie lepiej.

  6. Avatar photo

    Kato

    18 września 2021 at 10:43

    Z całym szacunkiem do Pana trenerze; jak dalej będzie gadanie że musimy się nauczyć i jesteśmy gorsi w tej lidze to k… żadnego więcej meczu nie wygramy.
    Arka była otwarta i obrona też była do przejścia. Tylko należało 100% podbramkowych w gole zamieniać. Byłby hokejowy remis.
    Czasami to widać że nie wiedzą co z piłką zrobić pod bramką.
    Dwa razy prowadzenie i szkoda że na 3:3 nie wpadła.
    Szkoda
    Teraz to już gramy na wygrane, bo ciężko się robi i nic innego nie pozostaje.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga