Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Pogonią: Jesteśmy gotowi na GKS
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania Pogoń Szczecin – GKS Katowice.
portowaduma.pl – Bilety na mecz z GKS-em Katowice wyprzedane!
Pogoń Szczecin poinformowała, że wszystkie, dostępne na ten moment bilety na mecz z GKS-em Katowice w ramach 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy zostały wyprzedane. Ostatnia szansa na nabycie wejściówki może pojawić się 48 godzin przed rozpoczęciem starcia Portowców z GieKSą. Pierwszy gwizdek sędziego zabrzmi na Stadionie Miejskim im. Floriana Krygiera w niedzielę, o godzinie 17:30.
Na ten moment nieco ponad 16 tysięcy kibiców ma już swoje wejściówki na starcie z GKS-em. Należy pamiętać, że liczba ta nie uwzględnia sektora gości, a także miejsc zarezerwowanych dla Partnerów klubu i dystrybuowanych przez Stowarzyszenie Kibiców Pogoni Szczecin ”Portowcy”.
pogonszczecin.pl – „Kluczowe będzie uwypuklenie naszych dobrych momentów”
O g. 13:30 odbyła się konferencja prasowa przed meczem 27. kolejki PKO Ekstraklasy z GKS-em Katowice. W spotkaniu z mediami wziął udział trener Pogoni Szczecin, Robert Kolendowicz.
[…] O indywidualnościach GKS-u:
– Zawsze przygotowujemy się pod indywidualności. Spoglądamy też na duży obraz. Na kolektywne działania zespołu GKS. To zespół funkcjonujący w systemie 3-4-3, a broniący w 5-4-1. Bardzo mi imponuje ich gra. Ten mecz jesienią był bardzo trudny. Dla mnie uwypuklenie naszych dobrych momentów będzie kluczowe w tym meczu. Bardzo istotne będzie, jak w ten mecz wejdziemy i będziemy się prezentować z piłką i bez.
[…] O jesiennym meczu z GKS-em:
– Jest dużo rzeczy bardzo powtarzalnych w dobrym znaczeniu. Gdybym miał oceniać beniaminków, to zespół GKS-u mi się bardzo podoba. Tamto spotkanie zagraliśmy źle. Nie wyglądał nasz pressing dobrze w kontekście organizacji i intensywności. W tamtym meczu ani jedno ani drugie nie funkcjonow ało. Dzisiaj nasze działania, jeśil chodzi o intensywność, są trochę inne. Jesteśmy w nich lepsi. Ten mecz będzie nieco inny. W składach mamy tych samych zawodników i trenerów, ale mecz będzie inny.
[…] O GKS-ie:
– Dostrzegam dużo jakości indywidualnej i zespołowej. Trener Górak funkcjonuje dość długo. To będzie trudne spotkanie, ale będziemy do tego przygotowani. Nie wyobrażam sobie innej drogi. Gramy u siebie, a tutaj do tej pory każdemu było trudno. Mocno wierzę, że i tym razem będzie trudno naszym gościom. Mam nadzieję, że znowu będzie pełen stadion i kibice znowu będą nas dopingować. Pomimo wcześniejszych doniesień, nasi kibice pojawili się w Niepołomicach i dali nam wsparcie. Wierzę, że nasz stadion znowu okaże się trudny dla przeciwników.
Kontynuować pogoń za podium
Po emocjach związanych z półfinałem Pucharu Polski, powracamy do rywalizacji w PKO BP Ekstraklasie. Portowcy zajmują obecnie 4. miejsce w tabeli, jednak ciągle mają szansę powalczyć o pozycję na podium na koniec sezonu. W tym celu potrzebne są jednak zwycięstwa. W niedzielnym starciu z GKS-em Katowice liczą się tylko trzy punkty!
[…] GKS Katowice w tym sezonie powrócił na najwyższy poziom rozgrywkowy po 20 latach przerwy. Po raz ostatni Portowcy grali z nim przy Twardowskiego 12 maja 2012 roku. Wówczas obie ekipy spotkały się ze sobą na zapleczu Ekstraklasy. Pogoń triumfowała 1:0 po bramce Adama Frączczaka, a mecz na Stadionie im. Floriana Krygiera obejrzało nieco ponad 4 tysiące osób. Tamten sezon zakończył się dla nas szczęśliwie, bo kilka tygodni później podopieczni Ryszarda Tarasiewicza po wyjazdowym zwycięstwie 2:0 z Arką Gdynia świętowali awans do Ekstraklasy po 6 latach przerwy.
Niedzielny mecz przy Twardowskiego będzie dla naszej drużyny doskonałą okazją do rewanżu na „GieKSie” za spotkanie z rundy jesiennej tego sezonu. 27 września 2024 roku Pogoń uległa w Katowicach naszym najbliższym rywalom 1:3. Jedynego gola dla Portowców zdobył Alexander Gorgon, a dla rywali trafiali Arkadiusz Jędrych, Sebastian Bergier oraz Mateusz Marzec.
Ogólnie Pogoń rozegrała dotychczas 55 meczów o ligowe punkty z GKS-em. 21 z nich wygrała, 15 zremisowała i 19 przegrała. 74 gole rywalom strzeliła, a 61 w starciach z nimi straciła.
pogonsportnet.pl – Przyborek: Jesteśmy gotowi na GKS i każde inne wyzwanie
Przed Portowcami niedzielne starcie w PKO BP Ekstraklasie. Myślenie o Pucharze Polski trzeba odłożyć na bok i skupić się na innych wyzwaniach.
– Jesteśmy gotowi na kolejne wyzwanie i każde kolejne, które jest przed nami. Myślę, że w tym momencie jesteśmy w bardzo dobrej formie i mamy bardzo dobry czas. Patrząc indywidualnie i tak samo drużynowo. Czekamy na mecz w niedzielę, bo nie możemy doczekać się gry przed własną publicznością i kolejnej szansy na trzy punkty – mówi Adrian Przyborek. – Niewielu spodziewało się, że Gieksa będzie tak wysoko i będzie tak dobrze grać w piłkę. Taka jest jednak piłka nożna i nasza Ekstraklasa. Tu wszystko może się zmienić w krótkim czasie. To będzie bardzo dobry mecz z bardzo dobrym przeciwnikiem.
goal.pl – Utrzymać pozycję. Pogoń podejmie GKS Katowice
Pogoń Szczecin w jednym z niedzielnych meczy PKO Ekstraklasy zmierzy się z GKS-em Katowice. Starcie to zapowiada się bardzo ciekawie i trudno wskazać wyraźnego faworyta, choć oczywiście to gospodarze na papierze są lepszą ekipą.
W jednym z niedzielnych spotkań PKO Ekstraklasy Pogoń Szczecin przed własną publicznością podejmie zespół GKS-u Katowice. Ten mecz bez cienia wątpliwości można zapowiedzieć jako bardzo ciekawe spotkanie, w którym spodziewać może się wielu goli, składnych akcji oraz trudno przewidzieć finalny wynik.
Z jednej strony bowiem Pogoń Szczecin, która w ostatnim czasie, a szczególnie w tym roku gra dobry futbol, a z drugiej z kolei GKS Katowice, który jako beniaminek tej ligi już niejeden raz pokazywał, że potrafi wygrywać, a przynajmniej zdobywać punkty w starciach z mocniejszymi zespołami. Na plus dla piłkarzy Rafała Góraka z pewnością jest także fakt, że szczecinianie w środku tygodnia rozgrywali swój mecz w ramach rozgrywek Pucharu Polski.
Forma obu tych zespołów w ostatnich meczach jest różna. Z pewnością lepiej prezentują się piłkarze Pogoni Szczecin, którzy w meczu Pucharu Polski przeciwko Puszczy Niepołomice zdobyli trzy punkty i awansowali do finału tych rozgrywek. Z kolei we wcześniejszych czterech meczach zdobyli oni pięć punktów. Udało się bowiem pokonać zespół Cracovii oraz zremisować ze Śląskiem Wrocław oraz Legią Warszawa w ostatnim meczu ligowym. Portowcy ostatni raz przegrali na początku marca w meczu z Lechem Poznań.
Z kolei jeśli chodzi o piłkarzy GKS-u Katowice, to oni w środku tygodnia mieli wolne bowiem wcześniej odpadli z Pucharu Polski. Tydzień temu na otwarcie nowego stadionu wygrali w samej końcówce meczu z Górnikiem Zabrze w derbowym starciu. Wcześniej z kolei radzili sobie w kartkę, bowiem przegrali z Widzewem oraz wygrali z Zagłębiem, a także ulegli Jagiellonii oraz Motorowi Lublin.
24kurier.pl – Pogoń z GKS-em Katowice i walka o podium
W niedzielę o godz. 17.30 na stadionie im. Floriana Krygiera przy Twardowskiego piłkarze ekstraklasowej Pogoni Szczecin podejmą GKS Katowice i jeśli wygrają ze śląskim beniaminkiem, kontynuowana będzie pogoń za zespołami z podium…
Jesienią portowcy w kiepskim stylu przegrali na Górnym Śląsku z katowiczanami 1:3, a przypomnijmy, że było to na podsumowanie bardzo intensywnego ligowo-pucharowego tygodnia, po wygraniu w lidze na Twardowskiego z Legią Warszawa 1:0 i w Pucharze Polski ze Stalą w Rzeszowie 3:0. Teraz mamy podobne okoliczności, bo szczecinianie bezbramkowo zremisowali z Legią w stolicy i w pucharowym pojedynku wygrali w Niepołomicach z miejscową Puszczą 3:0. W podobnych maratonach w tym sezonie Pogoń spisywała się po prostu źle z powodu szczątkowej szczecińskiej ławki rezerwowych, która nie pozwala godzić rozgrywek ligowych z Pucharem Polski i ostatni mecz triady zwykle był nieudany, ale dwa dobre pojedynki nasz zespół był w stanie rozegrać.
[…] Najwyższe zwycięstwo z katowiczanami Pogoń odniosła 23 kwietnia 1983 roku wygrywając 6:0, a najwyższą porażką szczecinian był wynik 0:3. Najwięcej goli padło w meczach Pogoń – GKS 7:2 (22 kwietnia 1987 roku) i GKS – Pogoń 5:4 (24 listopada 1985 roku). W dziewięciu ostatnich meczach z Gieksą Duma Pomorza strzelała co najmniej jedną bramkę. W Pucharze Polski kluby zmierzyły się 4-krotnie (raz był półfinałowy dwumecz) i dwa razy awansowali nasi rywale, a tylko raz portowcy (Pogoń wygrała 2 mecze, raz przegrała i raz zremisowała, ulegając jednak w rzutach karnych).
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Felietony Piłka nożna
Oczko po oczku utkana sieć
Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!
Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.
No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…
Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.
Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.
Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.
Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.
Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.
No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.
Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.
Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.
Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.
Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.
Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.
Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.
I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.
Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.


Najnowsze komentarze