Dołącz do nas

Felietony Klub

Organizacja w GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy Was do tekstu Leszka Góreckiego, którego możecie kojarzyć z felietonu na temat mizernego stanu młodzieży w klubie (tutaj) czy satyrycznego spojrzenia na „fakty” i „dokonania” Góraka (tutaj). Dziś prezentujemy kolejny obszerny artykuł naszego kibica – tym razem na temat organizacji w GKS Katowice. Wam niezmiennie przypominamy, że jeśli chcecie się podzielić swoją opinią na trójkolorowe tematy, to łamy GieKSa.pl są dla Was otwarte. Piszcie na gieksainfo[at]gmail.com.

Tekst ten będzie rozprawiał na temat organizacji klubu jako całości, organizacji samych meczów i sprzedaży. Nie ominę tutaj także marketingu, o którym powstaje osobny tekst. W jakimś stopniu one muszą razem współpracować, a poza tym znów dobra organizacja wpływa na to, jak nas widzą – a to, przynajmniej w mojej opinii, nic innego jak marketing, czy przynajmniej jego składowa.

Na początku należałoby się zastanowić, czy w ogóle mamy prawo mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do pracy tego działu. Jako klub podczas sezonu mamy do zorganizowania około 30 meczów hokeja, 18-20 meczów piłki nożnej mężczyzn, minimum 11 meczów piłki nożnej kobiet oraz co najmniej 15 meczów siatkówki. Obecnie mecze te organizowane są w tzrech miejscach, ale każda z sekcji poza piłkarzami grywa czasem w innej lokalizacji, jak Jantor, Podlesianka czy duży Spodek. Co daje nam liczbę 75 imprez w okresie 10 miesięcy w 5 różnych miejscach. Dział organizacji liczy de facto 3 osoby, z tego jedna z nich odpowiedzialna jest za ticketing. Działy mieszają się, bo przy organizacji imprez pomaga również osoba odpowiedzialna za marketing. Oczywiście na każdym z obiektów obecni są również pracownicy MOSiR-u, a ponadto jeszcze jest do pomocy dwóch panów z pralni, ale ci pracują tylko przy meczach piłki nożnej. Wobec tego nie da się ukryć, że nie ma rewelacji, a jak wiemy, pracy nie brakuje, zwłaszcza gdy w weekend nałożą się 3-4 mecze. Później trudno się dziwić temu, że pewne rzeczy nie funkcjonują tak, jak należy, a pracownicy, łagodnie mówiąc, nie narzekają, gdy szybko kończymy rozgrywki pucharowe. Drugą sprawą jest także to, że poprzez wspieranie kolegów z biurka obok nie ma czasu na swoją robotę, a to już zaczyna przypominać błędne koło. Myślę, że w klubie pracują osoby ambitne i chętne do pracy, o czym świadczy chociażby fakt, że te osoby odbywały staż podczas meczów Rakowa w europejskich pucharach. Część byłych pracowników pracuje z sukcesami w innych podmiotach.

Piłka nożna mężczyzn

Jako obserwator meczów piłki nożnej z trybuny głównej skupię się tylko na tej części naszego stadionu. Stadion przy Bukowej jest jaki jest, więc pewnych rzeczy nie przeskoczymy pod kątem organizacji czy opakowania takich imprez. Tyle, że nasz stadion to typowo piłkarski obiekt, z którego piłkę ogląda się dobrze, więc jest gdzie kibiców ugościć. Punkty gastronomiczne funkcjonują na niezłym poziomie, w ostatnim czasie pojawiły się dmuchańce dla dzieciaków, czy inne formy zabaw, gra DJ, pojawił się food truck, także śmiało można przyjść dużo wcześniej na stadion i miło spędzić czas.

Tegoroczne lato było upalne, więc mnie osobiście brakowało lodów, chociażby takich, jak sprzedawane są z samochodów na rynku. Starsi kibice bardzo miło wspominają żurek, który kiedyś był serwowany podczas meczów ligowych; może warto zrobić taki powrót do historii? Myślę, że to temat do załatwienia bez większych problemów. Mimo ograniczeń myślę, że wiele tematów okołomeczowych mogłoby wyglądać lepiej.

Zacznijmy od wejścia na mecz, bo ileż to razy po pierwszym gwizdku sędziego sporo ludzi nadal tkwiło pod stadionem, a umówmy się, rzadko kiedy frekwencja przekraczała 4000. Oczywiście mam świadomość, że spóźnialskich nie brakuje, ale przepustowość bramek wejściowych jest zdecydowanie za niska, lub jest ich po prostu za mało. Sytuacja nie jest świeża, więc na przestrzeni lat można było coś w tym temacie zrobić.

Drugi temat to sprawa toalet. Ja na mecze chodzę od 1996 lub 1997 roku i od kiedy pamiętam, załatwiałem się pod płotem, po drodze oczywiście pojawiły się toi toie, a ostatnio nawet jakieś prowizoryczne umywalki. Ja rozumiem, że nie ma stałych toalet, mimo tego, że zostały one wybudowane przy okazji budowy trybuny głównej. Co w tych budynkach się obecnie dzieje, nie mam pojęcia; zakładam, że to po prostu pustostany. No, ale na Boga mamy XXI wiek, czy to nie jest czas, aby pomyśleć o dostosowaniu tych budynków do użytku? Czy nie można postawić kontenerów z toaletami i bieżącą wodą, jak chociażby na Sztauwajerach? Na pewno się da, ale wiadomą sprawą jest, że osoby, które tym mogłyby się zająć, same z toaletami problemów nie mają.

Kolejną rzeczą, która mnie irytuje od dłuższego czasu, to wysokie płoty między sektorami trybuny głównej. Stadion został wybudowany tak, że sektory są wygrodzone murkiem, na którym stoi wysoki płot. Wydaje mi się, że sam murek stanowiłby wystarczającą granicę między sektorami, a ewentualne skrócenie płotu już bezdyskusyjnie. Być może nikt nie zwracał na to uwagi, ale siedząc na skraju danego sektora, widoczność jest ograniczona.

Temat siadania na miejscach z biletu ostatnimi czasy zaczyna być problemem, ale myślę, że to już sprawa nie do przeskoczenia, bo u nas tradycyjnie siadało się tam, gdzie było miejsce, a poza tym za chwilę i tak zmieniamy stadion. Mam świadomość, że te prace to tzw. pudrowanie trupa, ale dlaczego nie spróbować poprawić coś, z czym mierzymy się przez długie lata?

Piłka nożna kobiet

Tutaj większość spraw pokrywa się z tymi wymienionymi wyżej, natomiast trzeba mieć świadomość, że trochę inny profil kibica przychodzi na mecze. Dużo kobiet, dziewczynek z akademii i ich rodzice, ogólnie rodziny. Catering jakikolwiek pojawił się dopiero na meczu ze Śląskiem, czyli w ostatniej domowej kolejce poprzedniego sezonu. Myślę, że mecze kobiet powinno organizować się bardziej w formie festynu, z atrakcjami dla dzieciaków. Kawą, lodami, słodyczami czy ciepłymi napojami w zimniejszych miesiącach.

Hokej

Niestety, mimo sukcesów hokeistów, warunki na arenie zmagań są jeszcze gorsze niż na Bukowej. W kategorii plusów mógłbym napisać, że jest w miarę ciepło i to, że na głowę nie pada deszcz… Reszta to tylko mniejsze lub większe problemy. Nie przeskoczymy pewnych rzeczy, a perspektywy zbyt dobre nie są. Planowany jest remont hali, ale w mojej opinii na poprawę komfortu oglądania widowiska nie wpłynie, a jedynym (?) plusem będzie możliwość wejścia większej liczby kibiców na lodowisko. Każda złotówka wydana na cokolwiek w hali oddala perspektywę budowy odpowiedniego lodowiska, co niewątpliwie martwi. W każdym razie i tutaj znalazłoby się kilka spraw, które dałoby się poprawić, a także tych, które nadal poprawić można.

Branding hali wyszedł bardzo dobrze: płachty rozwieszone na ścianach prezentują się okazale, dodają koloru i nawiązują do naszego klubu – brawo! Koszulki legend za bramkami to również świetna sprawa – tylko wypadałoby je między sezonami wyczyścić, bo przestają mieć żółty kolor. Także dobrym pomysłem było wywieszenie flag z datami naszych tytułów, co prawda miejsce tego mogłoby być inne, np. za drugą z bramek, bo w miejscu, w którym są zasłaniają zegar. Catering to ta sama firma co na Bukowej, więc jest w porządku.

Jednak kilka tematów drażni niezmiennie od lat. Wspólne toalety dla kobiet i mężczyzn są dużym problemem, zwłaszcza po stronie Olimpijskiej, w której są pisuary. Sprawę na pewno dałoby się rozwiązać w sensowny sposób i przy niewielkiej inwestycji. Widoczność na hali jest ograniczona z wielu stron; o ile filary to kwestia nie do przeskoczenia, to już barierki na górnej widowni można by zmodyfikować, przyciąć, żeby nie przeszkadzały aż tak. Przy wymianie band pojawiła się siatka zabezpieczająca w czarnym kolorze, co nie pomaga w oglądaniu meczów; myślę, że biały kolor to dużo lepsze rozwiązanie. W tym samym czasie zlikwidowano część pleksy z górnych balkonów za bramkami, tylko usunięcie przy tym ramek, w których pleksy były osadzone, przerosło wykonawców. Tematu schodów nie ma co komentować, ale w końcu się doczekaliśmy. Mam świadomość, że hala nie jest własnością klubu, zarządza nią prywatny operator, naprawy wykonuje miasto, i nie wszystko zależy od klubu, ale trzeba starać się wywierać presję na to, żeby pewne rzeczy poprawiać.

Siatkówka

Tutaj niestety nie mogę się wypowiedzieć, bo nie miałem okazji być na meczu w hali w Szopienicach. Zwraca uwagę nowe oświetlenie, które tworzy ładną oprawę meczu. Pytanie – dla kogo? W każdym razie docenić należy organizację autobusów z centrum Katowic pod halę, która, jak każdy wie, znajduje się w dość niesprzyjającej lokalizacji.

Promocja spotkań

Kolejnym aspektem, który nie funkcjonuje najlepiej, to promocja meczów. Mam wrażenie, że gdy do promocji czy mobilizacji nie przyłączą się kibice, to zamierzonego efektu się nie uzyska. O tym, że bez nich nie ma na to większych szans, świadczy fakt poprzedniego meczu z Górnikiem w Pucharze rok temu, gdy na mecz z byłym mistrzem świata na boisku nie udało się zapełnić nawet połowy Trybuny Głównej, o reszcie stadionu nie wspominając. Spójrzmy tylko, w jaki sposób była prowadzona kampania informacyjna o Turnieju Spodek Super Cup – regularność wpisów w social mediach była godna pochwały – czy to tak odległe sprawy?!

Kibice od długiego czasu sugerowali, żeby korzystać z miejskich nośników reklam, co dopiero w czasie bojkotu udało się zrobić. Na zwyczajne mecze ligowe chodzą te same osoby, które niezależnie od wyników są przy klubie. Dotyczy to zarówno piłki nożnej, jak i hokeja. Tych osób nie ma tak dużo, jak byśmy wszyscy chcieli, jednak chciałbym, żeby ktoś zrozumiał, że stałą grupę trzeba szanować, bo oni będą zawsze. Dlaczego po sezonie klub nie nagradza tych kibiców, którzy zaliczają 100 proc. meczów domowych? Uważam, że forma podziękowania w postaci jakiegoś listu czy prezentu w formie gadżetu spotkałaby się z fajnym oddźwiękiem.

Polityka biletowa – ceny

Długi czas byłem przekonany, że cena biletów nie stanowi problemu dla frekwencji na stadionie czy lodowisku (siatkówkę zostawiam na później), ale weźmy przykład hokeja. W pierwszym tygodniu października hokeiści rozgrywali 3 mecze u siebie z rzędu. Jak wiadomo, klub do tamtego czasu nie przygotował karnetów na obecny sezon, więc kibic musi kupować bilety za 25 zł. Cena za jeden mecz może wydawać się niezbyt wysoka, ale pamiętajmy, że takich meczów jest 20 plus mecze play-off, a część takich kibiców przychodzi z dziećmi, żoną czy ogólnie w większym gronie. Nawet przy biletach rodzinnych (50 zł), to taka kwota rośnie już dość mocno, a w czasie meczu też wypada się czegoś napić czy zjeść. Kwota takiego tygodnia dla samej młodzieży to 45 zł, a na koniec tygodnia był mecz piłki nożnej. Spora część tych kibiców jeździ także na wyjazdy, a te także nie są tanie. Część tych osób wybrała się również do Włoch i świetnie dopingowała drużynę na Pucharze Kontynentalnym w Cortinie, co wymagało sporych nakładów, a do tego także urlopu z pracy. Klub wyszedł z założenia, że frekwencja na hokeju zrobi się sama, że dwa mistrzostwa z rzędu wystarczą. Otóż nie, trzeba powalczyć o kibica. A prawda jest taka, że na tą chwilę mamy najgorszą halę w lidze. W każdym razie, nie wiem, gdzie był problem, żeby zrobić pakiet na trzy mecze i obniżyć cenę o symboliczne 5 zł na bilecie, fajnie to opakować jako tydzień z GieKSą. Hala pewnie byłaby pełniejsza, a i dział biletów miałby mniej roboty, sprzedając trzy mecze za jednym zamachem.

Polityka cenowa to temat zdecydowanie do poprawy. Sytuacja z meczem z GKS Tychy to mało śmieszny żart – drużyna była w trakcie serii 9 spotkań bez zwycięstwa, a klub sprzedawał tę imprezę jako mecz premium z wyższą ceną biletu. Ktoś tutaj nie za bardzo rozumie specyfikę sytuacji. My ogólnie, jako cała społeczność, musimy walczyć o każdego kibica, a na tym polu potrzebna jest współpraca na linii klub-kibice. Oczywiście, należy wspomnieć o akcji pod katowickim dworcem i rozdawaniu voucherów na bilety na mecze piłki nożnej i siatkówki z Jastrzębskim Węglem po udziale w konkursie. Akcję należy pochwalić, oby tego było jak najwięcej.

Dostępność biletów

Kolejną sprawą, która wymaga uwagi, to dostęp do kupna biletów. Obecnie poza internetem bilety można nabyć w dwóch miejscach: przy Bukowej w kasie lub sklepie oraz w Centrum Informacji Turystycznej na katowickim rynku. Liczba tych miejsc powinna być znacznie większa. Oczywistym miejscem jest również sklep Blaszok. Wydawało się, że ten temat jest kwestią czasu, jednak Prezes i osoby odpowiedzialne skutecznie szukają powodów, by temat przeciągać. To utrudnia budowanie społeczności. Jednak powinno się ruszyć dalej, poza centrum miasta, jak chociażby kiedyś było to możliwe w Empiku czy kioskach Ruchu. Na tę chwilę jest to trudne, zwłaszcza gdy obsłużenie gotowej listy biletowej przygotowanej przez przedstawiciela danej dzielnicy jest problemem. To jest zachowanie poniżej wszelkiej krytyki. Jeśli ktoś wykonuje robotę przyprowadzenia większej ilości klientów do organizacji, to należy to uszanować i docenić. W prywatnych podmiotach często można otrzymać premię za przyprowadzenie klienta do przedsiębiorstwa. Niestety, nie w GKS-ie Katowice. Na tę chwilę liczymy tylko na kibiców, którzy chcą przyjść na mecz, a nie dajemy zbyt wielu możliwości pozyskania kibiców, którzy wpadną impulsowo, a także tych, którzy załatwiając swoje sprawy będą mieli możliwość zakupu biletu i zdecydują się go kupić.

Promocje dla konkretnych dzielnic, miast, wieku itd. Grupy uprzywilejowane, które w konkretnym przypadku mogłyby korzystać, to tak naprawdę tylko kwestia pomysłowości. Ostatnio natknąłem się na akcję Korony Kielce – happy hours dla osób, które wyraziły zgodę na kontakt marketingowy. Sprzedano ponad 580 biletów, przynosząc ponad 13 tysięcy złotych przychodu (dane z Twittera Darii Wollenberg). Akcja została przeprowadzona 12 dni przed meczem i trwała 4 godziny. Ogólnie marketingowcy z Kielc potrafią korzystać ze swoich narzędzi, są świetnym przykładem na to, jak można działać marketingowo.

Budowanie społeczności

Osobnym tematem jest, jak cały klub podchodzi do budowania społeczności. Kamil Kuzera zaprosił do szatni chłopców od podawania piłek do wspólnego świętowania zwycięstwa. Ostatnio klub kapitalnie uhonorował kibica, który zrobił sobie tatuaż związany z Koroną. Jednak w kontekście meczu z Górnikiem ta sytuacja jest irytująca. Klub reklamował mecze hokeja, piłki i siatkówki z 1 i 2 grudnia jako Sportowa Szychta. Zamysł tego był fajny, ale samo wykonanie pozostawiło kilka niedociągnięć. Nie będę komentować tego, że dwa z tych meczy się pokrywają, bo nie wiem, na ile można było z tym coś zrobić. Byliśmy w przeddzień Barbórki, a nikt nie wpadł na pomysł, by zaprosić górników na mecz i w jakiś sposób ich uhonorować za ich ciężką pracę. Dla kibica, który ubrałby mundur górniczy, czekałaby nagroda. To są przecież korzenie tego klubu. Klub zaprosił na mecze hokeja Barbary i Andrzejów. Patrząc po wypełnieniu Satelity, zbyt wielu ich nie było, ale i tak można było skomunikować, ile osób skorzystało z takiej okazji. Padł pomysł w dniu meczu hokejowego z Zagłębiem, by obniżyć cenę biletu o 30 proc., ale osoby decyzyjne (nie mylić z Prezesem) nie wydały na to zgody.

Otoczenie i walka o kibica

Myślę, że trzeba zmienić optykę i zdać sobie sprawę, w jakim położeniu jesteśmy. Sportowo wiadomo, ale należałoby się przyjrzeć geografii. Gdy GKS powstawał, w jego bliskim otoczeniu znajdowały się potęgi na skalę kraju jak Ruch Chorzów, a nawet Europy jak Górnik Zabrze. Same Katowice były bardzo długo „Niebieskie”, dopiero sukcesy lat 90. i niezłomne działania naszych fanatyków, pozwoliły przejąć miasto. Oprócz sukcesów sportowych złożyły się na to też działania promocyjne. Jako klub związany z górnictwem, udostępnione były karnety dla górników m.in. na Kopalni Staszic, która to opiekowała się piłkarzami. Nie mam wiedzy czy na innych kopalniach sytuacja wyglądała w podobny sposób. Przy dużej ilości napływowych pracowników kopalń pomysł wydawał się bardzo dobry, co na pewno przyniosło sporą rzeszę obecnych kibiców.

Drugim aspektem na pewno jest pozyskiwanie nowych kibiców. Przyjęło się mówić, że w Katowicach jest dużo uśpionych fanów, którzy pojawiają się na Bukowej przy okazji prestiżowych meczów jak z Górnikiem, Ruchem czy Zagłębiem. Oczywiście z kibicami sukcesu mierzą się wszystkie kluby sportowe, ale trzeba powalczyć o tego nowego. Pisałem o położeniu geograficznym Katowic, żeby zarysować specyfikę regionu, posłużę się przykładem meczu Pucharowego Zawisza – Lech. Odległość między stadionami w Bydgoszczy i Poznaniu to 159 km, a kibice tych klubów zamieszkują tak obszerny teren, że ze sobą graniczą. Lech to potęga w skali kraju, co nie podlega dyskusji, ale Zawisza, mimo że ostatnie dekady gra bardzo często poniżej poziomu centralnego z epizodami w postaci zdobycia Pucharu Polski, to zrzesza bardzo dużą część województwa kujawsko-pomorskiego. U nas nie trzeba takich odległości, by spotkać kibiców drużyny przeciwnej. W promieniu 50 km mamy 6 klubów, z którymi trzeba się liczyć. Poza dominującymi i wydaje się poza zasięgiem w aspekcie terenów Górnikiem i Ruchem trzeba mocno powalczyć o resztę tortu. O odległościach w okolicach 100 km nie ma co się rozpisywać, bo dojedziemy do np. Krakowa. Większość śląskich miast wydaje się mieć określone preferencje, ale w dalszym ciągu są tereny niezdominowane w całości, z napływowymi mieszkańcami. Patrząc na to, jak obecnie zmieniają się Katowice, ile nowych osiedli powstaje, warto już teraz zacząć myśleć, jak zainteresować tych ludzi GieKSą, zwłaszcza w kontekście nowego stadionu. Z drugiej strony sporo mieszkańców Katowic przenosi się poza granice miasta do nowopowstałych osiedli, takich o wiele prościej ściągnąć na mecz. Sporo grupę kibiców mamy w Mysłowicach, Jaworznie, Imielinie czy Lędzinach, warto mocniej popracować na tych terenach, bo szlaki są przetarte. Małopolskie miasta leżące na pograniczu województw również swego czasu reprezentowała duża grupa fanów, którą trzeba spróbować aktywizować na nowo. Potrafimy wypełnić Bukową na prestiżowe mecze i osiągać komplety jednak dużo bardziej rzetelnym wykładnikiem obecnej sytuacji będzie średnia frekwencja, ta wygląda słabo i lepiej spojrzeć na to nieco bardziej krytycznie niż zbyt optymistycznie.

Myślę, że takie działania dotyczą zarówno klub, jak i kibiców. Ja ten temat opisałem dość pobieżnie, a wymaga on konkretnej analizy i wyszukania szans i zagrożeń w perspektywie zmian w regionie, jak i w samym klubie – przenosiny na nowy stadion. Rok minie bardzo szybko, a czas ucieka każdego dnia. Prezes Nowak swego czasu powiedział o budowie społeczności wokół klubu. Świetny pomysł tylko nasz Prezes ma pewną wadę – to, co mówi nie pokrywa się z rzeczywistością. Zdecydowanie przeciwieństwem chęci budowy społeczności było odrzucenie pomocy przy odśnieżaniu boiska przed meczem z Arką Gdynia. Każdy, kto to spotkanie oglądał, przyzna, że każda dodatkowa ilość łopat zdecydowanie pomogłaby lepiej przygotować boisko – dla mnie idiotyzm, by w imię swoich chorych pobudek okopywać się po przeciwnej stronie dla zasady. Wniosek jest bardzo prosty… Kochany klubie – do roboty!

Muzyczna niekonsekwencja

Szczegółem, ale dla mnie osobiście dosyć irytującym są ciągłe zmiany przy oprawie meczowej. Na mecze chodzę ponad 20 lat, a przez ten czas wiele razy zmieniała się muzyka grana na wyjście zawodników czy po bramce. Mam wrażenie, że dzieje się to na zasadzie czyjegoś pomysłu. Na wyjście piłkarzy grana była Marsylianka, hymn GKS Katowice, piosenka z Gladiatora i Piratów z Karaibów czy obecnie Burdel – Katowicka krew. Na lodowisku między tercjami ostatnio słyszana była piosenka Wiz Khalifa „Black and Yellow”.

Z tzw. goal songiem bywały jeszcze większe perypetie, znów mieliśmy Gladiatora, kilka innych melodii, których nie mogę sobie przypomnieć, natomiast obecnie mamy piosnkę Gigi D’Agostino, która śpiewana jest także na Baniku. Na hokeju przez lata mieliśmy melodię „Ole Ole Katowice”, które wryła się w tradycję świętowania zdobytych bramek przez naszych hokeistów, aż szkoda, że nikt nie wpadł na to, by grane było to także przy Bukowej.

W każdym razie mniej istotne co jest grane, natomiast chciałoby się, żeby była w tym wszystkim jakaś ciągłość, żeby kibic się przyzwyczaił. A tak mamy bałagan i nie wiadomo co będzie puszczone z głośników przy następnej okazji. Trzeba ustalić jedno, najlepiej ustalić z kibicami, no i druga sprawa, na Blaszoku nie słychać spikera, ani melodii granej po bramkach i dopiero robi się chaos, że Główna żyje melodią z głośnika, a Blaszok swoim życiem. Co do hymnu może pora pomyśleć o odświeżeniu tego utworu, bo skoro ktoś poczynił starania, żeby go odnaleźć, to korzystajmy z niego w pełni.

Wtopy z oficjalnym sklepem

Na wiosnę tego roku otwarto oficjalny sklep klubowy. Nieprzypadkowo pewnie pomysł na ten sklep powstał w momencie wypowiedzenia przez Blaszok umowy z klubem. Osoby zarządzające klubem w tamtym czasie skutecznie zniechęciły do rozmów przeciwną stronę. Sklep umieszczony jest na Bukowej, urządzony jest całkiem fajny sposób. Sama idea sklepu jest dobra, klub powinien mieć swój fan store na stadionie, to też miejsce kupna biletów. Jego oferta też jest ciekawa, reklamowana przez zawodników i zawodniczki, a także innych pracowników klubu – dzięki czemu wiemy, jak wygląda nowa sekretarka. Wykorzystywany jest herb, przez co inna grupa docelowa będzie robiła tam zakupy niż w sklepie kibicowskim i to jest całkiem normalne.

Natomiast nie ma tego herbu na tyle, by faktycznie zachować różnorodność. Niestety część pomysłów zostało skopiowanych z Blaszoka, na myśli mam tutaj zegar na ścianę przypominający zegar z Bukowej. Nie obyło się również bez wtop – takich jak breloczek w barwach GKS Jastrzębie. Godziny otwarcia sklepu to też sprawa dość dziwna – sklep otwierany jest losowo, mam wrażenie, że chyba, wtedy gdy akurat ktoś na to ma czas i nie pełni funkcji spikera czy osoby odpowiedzialnej za marketing. Kolejnym zarzutem jest to, że podczas promowanych wydarzeń jak Sportowa Szychta, klub nie podołał zadaniu, by po dwóch stronach hali w Satelicie wystawić stragan sklepowy. To pokazuje, jak mało poważnie traktowane jest to przedsięwzięcie. W klubie robione jest to przy okazji, na pół gwizdka, a nie po to, by przynieść realną część budżetu. Pokazuje to też jasno, że plany sprzedażowe raczej nie są wymagane.

Wizyty na stadionach nielubianych klubów

Jak już przy samym funkcjonowaniu organizacji jesteśmy, chciałbym poświęcić kilka zdań na bardzo źle wyglądającą sprawę. Chodzi o wizyty pracowników naszego klubu na stadionach innych zespołów, za którymi przy Bukowej się nie przepada. Dla większości osób jest to sprawa bezdyskusyjna, ale jak widać nie dla wszystkich. Co najmniej kilkukrotnie na meczach Ruchu Chorzów widywany był Rafał Górak. Miało to miejsce w Ekstraklasie, więc na pewno nie chodziło o obserwację kolejnego przeciwnika. Sprawa delikatnie mówiąc, wygląda cuchnąco, ale na temat tego pana nie będę się wypowiadał, bo myślę, że każdy określone zdanie w tej sprawie już ma. Podczas meczu Ruchu ze Śląskiem Wrocław na Stadionie Śląskim również widziane były osoby pracujące w klubie. Jestem w stanie zrozumieć, że są osoby z zewnątrz które tego nie wiedzą, w świecie sportu może przyjechać z drużyną przeciwną ktoś z rodziny, natomiast powinna występować jakaś niepisana zasada o tym, żeby jednak się nie pojawiać w Chorzowie, Sosnowcu czy np. Tychach. Nie mówiąc już o wrzucaniu tego do social mediów.

Podsumowanie

Podsumowując cały ten tekst, to zebrało się kilka zastrzeżeń do szeroko pojętej organizacji. Myślę jednak, że większość z tych spraw nie wymaga ogromnych zasobów finansowych, więcej w tym chęci do pracy i pomysłowości. Nie najlepiej wygląda sprawa Karola Kuśki, który ma łączyć pracę w klubie z etatem u jednego z bukmacherów, który jest sponsorem Ruchu. Jak to będzie wyglądało, na razie nie wiadomo, osobiście nie zakładam sukcesów – oczywiście chciałbym się mylić. Pojawił się już w klubie jego zastępca, któremu mocno kibicujemy. Zdecydowanie możemy zauważyć ożywienie działalności marketingowej, miejmy nadzieję, że nie będzie działań zewnętrznych utrudniających życie.

Powtórzę po raz kolejny, żeby to mocno wybrzmiało. Jesteśmy w bardzo ważnym okresie, którego nie możemy przespać. Pierwszy raz w historii klubu będziemy zmieniać siedzibę na taką, która będzie wyglądała źle nawet przy frekwencji oscylującej w granicach kompletu Bukowej. A jak pokazuje ostatni okres sportowy piłkarzy, nie można zakładać, że wyniki zbudują frekwencję. Nie możemy podzielić losu Sosnowca, Tychów czy Gliwic. Wiele dni zostało już przespanych, na kolejne nie ma już czasu. Budowa frekwencji rozpoczyna się już dziś!

Z GieKSiarskim pozdrowieniem!

Leszek Górecki

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    dzbanek

    27 stycznia 2024 at 13:31

    W punkt!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga