Piłka nożna
Ostatni raz w tym roku – zapowiedź 18. kolejki
18 ostatnia przed długą przerwą zimową, a pierwsza „rewanżowa” kolejka 1. ligi rozłożona zostanie tym razem na trzy dni. Rozpocznie się w już jutro w Rybniku, a zakończy w niedzielę w Stróżach. Jakbyśmy nie psioczyli na tą ligę, na jej poziom, wiejskie drużyny i dziwne, narzucane przez Orange godziny meczów, to i tak będziemy bardzo tęsknić za ligowym rytmem. Po tej kolejce w ligowej tabeli zmienią się cyfry, ilość posiadanych punktów, a niektórzy pozamieniają się miejscami, nie zmieni to jednak faktu, że liga wciąż będzie bardzo wyrównana, a w tabeli nadal będzie panował ścisk, jak w miejskim autobusie w godzinach szczytu. Bez względu na wynik meczu GieKSy z Flotą, bez względu na to czy wygramy 3 albo 4:0, to i tak w sobotę będzie co świętować. Piłkarsko tak znakomitej rundy GieKSa nie miała od lat. Zobaczmy w takim razie co czeka nas w nadchodzący weekend na zapleczu ekstraklasy, które to w niedzielne popołudnie zapadnie w długi sen zimowy.
W piątek starcie dwóch zespołów zagrożonych na chwilę obecną spadkiem do drugiej ligi. ROW zagra z Termaliką Nieciecza. Oba zespoły zgromadziły jak dotąd po 17 punktów z tym, że goście mają w zanadrzu zaległe starcie z Arką w Gdyni. Spotkanie z gatunku tych o „6 punktów”, bowiem tylko zwycięstwo da szanse na spędzenie zimy nad kreską.
Pierwszoligową sobotę zainaugurują trzy rozpoczynające się już o 12 spotkania. Dolcan zagra u siebie z Olimpią Grudziądz, Okocimski podejmie Sandecję natomiast Puszcza zagra z GKS-em Bełchatów.
Starcie Dolcanu z Olimpią z tej trójki wydaje się być najciekawsze, a to oczywiście ze względu na wysokie pozycje, jakie w ligowej tabeli zajmują obie drużyny. Choć trzeba otwarcie przyznać, że w obu klubach liczono na zdecydowanie pokaźniejszy dorobek punktowy. Grający poniżej oczekiwań team Roberta Podolińskiego zajmuje obecnie siódmą lokatę ze stratą siedmiu już punktów do miejsca premiowanego awansem, natomiast do swoich sobotnich rywali Dolcan traci tylko dwa oczka. Olimpia, której ambicją jest walka już w tym sezonie o ekstraklasę jest w tym spotkaniu pod większą presją, brak trzech punktów może okazać się bolesny w skutkach szczególnie dla trenera Kafarskiego. Wyrównanie zapowiada się to spotkanie z dużym prawdopodobieństwem podziału punktów, o końcowym rezultacie zadecyduje pewnie dyspozycja dnia i czyjeś szczęście lub jego brak.
Ostatni w tabeli Okocimski zagra derbowe spotkanie z Sandecją, która ma bardzo dobre wspomnienia sprzed tygodnia, kiedy to zasłużenie ograła u siebie bełchatowski GKS. Tym razem Sączersi będą faworytem tego meczu, a zwycięstwo spowoduje, że zimę spędzą w górnej połowie tabeli, jednak Piwosze zapewne zrobią wszystko, aby dobre nastroje nowosądeczanom popsuć. Gospodarze potrzebują punktów, jak kania dżdżu, ale nawet w przypadku zainkasowania pełnej puli ciężko będzie wydostać się ze strefy zrzutu jeszcze w tym roku. Okocimski już w minionym sezonie utrzymał się tylko dzięki braku licencji dla Polonii Warszawa, tym razem może się nie udać.
Puszcza prezentuje na koniec rundy bardzo przyzwoitą formę co spowodowało awans z jeszcze do niedawna ostatniej pozycji w tabeli na trzynastą. Rywal tym razem do Niepołomic przyjeżdża z najwyższej półki, a mowa o spadkowiczu z ekstraklasy GKS-ie Bełchatów. Podopieczni trenera Kieresia w przeciwieństwie do beniaminka nie zachwycają ostatnio dyspozycją na skutek czego rundę jesienną zakończyli na trzecim miejscu oznaczającym konieczność „kiszenia” się w przedsionku ekstraklasy na następny sezon. Dzięki w/w faktom ten mecz zapowiada się bardzo ciekawie i niespodzianka w postaci straty kolejnych punktów przez Torfiorzy jest całkiem prawdopodobna.
O 15 początek starcia Miedzi Legnica z płocką Wisłą. Jak każdy i te drużyny pragną efektownie zakończyć rozgrywki ligowe przed zimą. Miedzianka serię zwycięstw ma już za sobą, a ostatnio dopadła ją znów zadyszka. Wisła okazała się najsolidniejszym beniaminkiem i w razie wygranej będzie w ścisłej ligowej czołówce. Jest to jeden z ciekawiej zapowiadających się meczów, które rozegrane zostaną w ramach 18. kolejki. Nie podejmujemy się wskazać murowanego zwycięzcę tej potyczki, dla nas najlepiej byłoby, gdyby każdy mecz kończył się remisem przy zwycięstwach GieKSy!
GieKSa właśnie zaprasza o 17 na Bukową, bo czeka nas prawdziwe święto. 10-lecie grupy Ultras GieKSa na trybunach oraz miejmy nadzieję pewne zwycięstwo i atak na fotel lidera ze strony naszych piłkarzy. Zapowiada się naprawdę wielkie kibicowsko-piłkarskie święto, bo po raz pierwszy od lat piłkarze trzymają wysoki poziom, taki jak Trójkolorowa Armia zawsze. Flota przyjeżdża bez chorego Bogusława Baniaka z myślą sprawienia niespodzianki i popsucia radosnej atmosfery. Z kronikarskiego obowiązku pragniemy piłkarzom Floty przypomnieć, iż GKS Katowice ostatni raz u siebie w lidze przegrał 25 maja i znakomitą passę ma zamiar kontynuować.
O 17.30 swój mecz zagra cichy kandydat do awansu czyli Arka Gdynia. Rywalem pauzujących przed tygodniem podopiecznych trenera Sikory, będzie Stomil Olsztyn. Forma przyjezdnych nikogo na kolana nie rzuca, o czym świadczy 14(ostatnie bezpieczne) miejsce w tabeli. Arka traci tylko 6 punktów do lidera, a poza tym ma jeszcze do rozegrania zaległy mecz z Niecieczą, w którym będzie absolutnym faworytem, tak, jak w starciu ze Stomilem. Ostatni mecz przed przerwą kibicom postanowił zepsuć Wojewoda Pomorski, który na wniosek policji zamknął na stadionie sektory „Górka”, D, E, G, H, I, J oraz F czyli sektor gości. Jest to pokłosie „zajść” podczas spotkania z Chojniczanką, które miało miejsce dwa tygodnie temu. Decyzja stosująca po raz kolejny odpowiedzialność zbiorową zapada trzy dni przed meczem!
Niedzielę na zapleczu ekstraklasy zaczniemy na boisku mistrza jesieni. Górnik Łęczna podejmie coraz solidniejszy tyski GKS. Goście zmienieni przez trenera Żurka, który skutecznie stosuje swoje nudne „Żurenaccio” dzięki czemu na stałe chce wskoczyć do „trenerskiej karuzeli”. Zobaczymy czy gościom uda się przeciwstawić gospodarzom, którzy tydzień temu rozbili w drobny mak zespół Stomilu Olsztyn? Nigdy nie sądziliśmy, że to powiemy, ale oby się udało… Górnik zawodził tylko na początku sezonu, potem było już tylko dobrze, a doświadczona kadra, jak widać gwarantuje zespołowi solidną jakość. Faworytem spotkania bezsprzecznie zespół Szatałowa.
Kolejkę zakończy mecz Kolejarza Stróże z Chojniczanką Chojnice. Oba zespoły na swoim koncie mają po 20 punktów i oba nie wygrały meczu w poprzedniej kolejce. Kolejarz poległ w starciu z Puszczą, a Chojniczanka po bardzo nudnym meczu bezbramkowo zremisowała w Ząbkach. Jeśli chodzi o dyspozycję i dorobek punktowy tym zespołom zdecydowanie bliżej do strefy spadkowej niż do górnej połówki tabeli. Wiosna dla obu trenerów będzie stać raczej pod znakiem walki o utrzymanie. W niedzielę na zakończenie czeka nas najprawdopodobniej typowa pierwszoligowa „rąbanka”.
18. kolejka
Piątek, 22 listopada
ROW Rybnik – Termalica Nieciecza godz. 18
Sobota, 23 listopada
Dolcan Ząbki – Olimpia Grudziądz godz. 12
Okocimski Brzesko – Sandecja Nowy Sącz godz. 12
Puszcza Niepołomice – GKS Bełchatów godz. 12
Miedź Legnica – Wisła Płock godz. 15
GKS Katowice – Flota Świnoujście godz. 17
Arka Gdynia – Stomil Olsztyn godz. 17.30
Niedziela, 24 listopada
Górnik Łęczna – GKS Tychy godz. 12.30
Kolejarz Stróże – Chojniczanka Chojnice godz. 13
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


fgdfhhgfd
22 listopada 2013 at 09:34
ALEŻ EMOCJE!! GIEKSA DO BOJU!