Dołącz do nas

Piłka nożna

Pamięta puchar z 2011 roku…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Niech o tym, jak ciekawa jest kadra Puszczy Niepołomice, świadczy fakt, że w ostatniej przerwie reprezentacyjnej powołania do swoich reprezentacji otrzymało aż pięciu zawodników, najwięcej z całej ekstraklasy. Nie tylko jednak cudzoziemcy stanowią o sile. Poniżej prezentujemy sylwetki wielu piłkarzy, a weteran Cholewiak pamięta jeden bardzo ciekawy mecz.

W bramce stoi Kewin Komar (47E, 0 goli), który bardziej niż z boiska kojarzony jest z afer obyczajowych. Kilka lat temu oskarżał jakichś ludzi o napaść podczas festynu strażackiego w Wiśniczu Małym, jednak później wersja była zgoła odmienna od tej golkipera i to on został oskarżony. Nie wdając się w szczegóły – sprawa została zamknięta, bo w lutym bramkarz został prawomocnie uniewinniony, a jego działanie było obroną konieczną.

Dawida Abramowicza (151E, 12 goli) świetnie kojarzymy, choć grał w GKS tylko jeden sezon – pamiętny 2016/17 za Jerzego Brzęczka. Piłkarz już wtedy wykazywał inklinacje z wrzutami z autu. Strzelił trzy bramki, grał pełne mecze w pamiętnych spotkaniach z Kluczborkiem i uczestniczył w kółeczku w Grudziądzu.

Artur Crăciun (68E, 13 goli) – wcześniej mający na nazwisko Focșa – to reprezentant Mołdawii, który rozegrał dla swojego kraju 33 mecze. Wystąpił m.in. w obu spotkaniach eliminacji do Euro 2024 przeciw Polsce – tak udanych, bo wygranym (3:2) i zremisowanym (1:1) przez Mołdawię. W marcu grał w przegranych meczach przeciw Norwegii i Estonii, w którym to spotkaniu mierzył się z naszym Martenem Kuuskiem. Był w kadrze Sheriffa Tiraspol zdobywającego mistrzostwo, ale nie zagrał ani minuty. Dwukrotnie za to zdobył Puchar Mołdawii w barwach Milsami Orgiejów i Sfîntul Gheorghe Suruceni, w barwach tego drugiego klub grając w finale przeciw Sheriffowi i strzelając tam gola w wygranej serii jedenastek. Ponadto grał w Honvedzie, gdzie zahaczył się z Lukasem Klemenzem, a także w Lokomotiwie Płowdiw czy izraelskim Hapoelu Kfar Saba.

Roman Jakuba (76E, 8 goli) to młody Ukrainiec, w przeszłości Mistrz Łotwy z Valmierą. W barwach Szachtara grał w Lidze Młodzieżowej UEFA, przeciw takim klubom jak Manchester City, Olympique Lyon czy Atalancie. W Puszczy od kilku lat, grał m.in. w zremisowanym 2:2 meczu na Bukowej w pierwszej lidze.

Ioan-Călin Revenco (34E, 0 goli) to kolejny reprezentant Mołdawii (25A, 1 gol), który równie grał w obu wspomnianych meczach z Polską. Ma na koncie dublet z Petrocubem.

Michal Siplak (165E, 6 goli) w Polsce jest już nieco dłużej, bo od 2017 roku. Przez sześć sezonów występował w Cracovii, z którą zdobył Puchar Polski. Symbolicznie był Mistrzem Słowacji ze Slovanem, ale rozegrał tylko 2 mecze.

Łukasz Sołowiej (42E, 6 goli) zwiedził sporo klubów, dość powiedzieć, że przeciw GKS mierzył się choćby w barwach Floty, Zagłębia Sosnowiec czy Stomilu. Z różnym skutkiem, czasem wygrywał, czasem przegrywał. 36-letni zawodnik do ekstraklasy zawitał dopiero w poprzednim sezonie w Puszczy.

Konrad Stępień (61E, 3 gole) całą karierę podzielił na trzy kluby – Stal Mielec, Siarkę i Puszczę. W barwach tarnobrzeżan pamięta wygrane spotkanie Pucharu Polski z GieKSą, kiedy gola zdobyła obecna gwiazda Radomiaka – Jan Grzesik.

Dawid Szymonowicz (173E, 8 goli) w ekstraklasie zagrał w barwach Jagiellonii, Rakowa, Cracovii i Warty, gdzie spotkał się z Adamem Zrelakiem. My pamiętamy go z gola, którego strzelił przy Bukowej dla Stomilu – to był mecz, w którym Dariusz Zapotoczny zanotował ciekawą heatmapę w kształcie odwróconego „u” – wejście z ławki, rajd lewą stroną i gol oraz bieg radości do narożnika boiska. Przez pół sezonu występował w słowackim FC ViOn Zlaté Moravce.

Jani Atanasov (62E, 6 goli) to reprezentant Macedonii Północnej (24A, 3 gole). Spektakularny mecz zaliczył w eliminacjach do Euro 2024, kiedy to na Stadio Olimpico w Rzymie strzelił – wchodząc z ławki – dwa gole Włochom. Co prawda jego zespół przegrał 2:5, ale zawodnik zdobywał bramki na 1:3 i 2:3 dając nadzieję swojej kadrze. Piłkarz grał w Akademiji Pandev, Bursasprze i przede wszystkim w Hajduku Split, z którym dwukrotnie zdobył Puchar Chorwacji, jednak w finałach nie wystąpił. W kwalifikacjach do europejskich pucharów grał epizody przeciw Villareal i Galatasaray. W ekstraklasie wcześniej – jeszcze w tym sezonie – grał w Cracovii.

Jakov Blagaić (30E, 2 gole) to Chorwat, który zagrał kilka meczów w Hajduku Split. Z Borac Banja Luką był mistrzem Bośni i Hercegowiny.

Mateusz Cholewiak (177E, 17 goli) grał w ekstraklasie w Śląsku, Legii, Górniku i Puszczy. Z Legią w sezonach 19/20 i 20/21 został Mistrzem Polski, z czego w tym pierwszym sezonie miał większy wkład – 14 meczów i 2 gole. Piłkarz grał przeciw GKS w barwach Stali Mielec i Górnika. Przede wszystkim jednak jest to zawodnik, który pamięta starcie Puszczy z GieKSą w Pucharze Polski w 2011 roku, kiedy to był absolutne początki Rafała Góraka w naszym klubie, a o Niepołomicach w Polsce nikt nie słyszał. Katowiczanie ten mecz przegrali w rzutach karnych, a Cholewiak grał przez 120 minut i wykorzystał jedenastkę w konkursie. W barwach Puszczy wystąpił wtedy… Tomasz Moskała.

Piotr Mroziński (98E, 5 goli) to również bardzo doświadczony zawodnik, który w przeszłości grał choćby w Widzewie czy Wiśle Płock. Przeciw GKS grał w barwach Pogoni Siedlce i Stali Stalowa Wola. Co ciekawe, ten zawodnik również ma w CV wyeliminowanie GieKSy w Pucharze Polski w rzutach karnych i – podobnie jak Cholewiak – również trafił w serii jedenastek i było to decydujące o awansie trafienie w pamiętnym meczu w Boguchwale.

Jakub Serafin (80E, 2 gole) ma symboliczny udział w mistrzostwie Lecha Poznań w sezonie 2014/15, kiedy to rozegrał dwa mecze dla Kolejorza. Przez chwilę występował w norweskim Haugesund.

Mateusz Stępień (52E, 0 goli) w ekstraklasie grał w barwach Arki Gdynia (symbolicznie) i Stali Mielec (nieco więcej). Zawodnik zna smak zwycięstwa na Bukowej, kiedy to dwukrotnie z gdynianami zgarniał w Katowicach trzy punkty.

Georgij Żukow (64E, 1 gol) to zawodnik utytułowany. Reprezentant Kazachstanu (23A, 0 goli), debiutował w kadrze już 10 lat temu. W marcu mierzył się w eliminacjach do MŚ z Walią i Liechtensteinem. Piłkarz kilka lat temu grał w ekstraklasie w Wiśle Kraków. Ma na koncie dwukrotne mistrzostwo z Astaną i Puchar Kazachstanu z Kajratem Ałmaty. Zawodnik zaliczył solidną liczbę występów w europejskich pucharach. W kwalifikacjach do Ligi Europy mierzył się. m.in. z Villareal czy AZ Alkmaar, jednak najbardziej godną uwagi jest jego gra w Lidze Mistrzów w sezonie 15/16. W grupie rywalizował z Benfiką, Galatasaray i Atletico i z każdą z tych ekip udało mu się zremisować, a z Turkami nawet dwa razy. W ostatnich sezonach występował w chińskim Cangzhou Mighty Lions.

Gierman Barkowskyij (9E, 1 gol) do Puszczy trafił na początku roku. Białorusin również jest reprezentantem kraju (7A, 0 goli). W marcu grał w towarzyskich wygranych meczach z Tadżykistanem i Azerbejdżanem. Wcześniej występował m.in. w Bielszinie Borujsk i Dinamie Brześć.

Michalis Kossidis (43E, 14 goli) to Grek wypożyczony z AEK Ateny. Zawodnik dwa lata temu został Mistrzem Grecji i zdobył krajowy puchar. W lidze zagrał jednak tylko dwa mecze, a w finale nie grał. Ostatnio występował w holenderskim VVV Venlo.

No i w końcu nasz ulubieniec Artur Siemaszko (39E, 5 goli), wielokrotnie łączony z GKS Katowice, jednak nigdy do nas nie trafił. Zawodnik kilkukrotnie grał przeciw GKS, a w 2017 roku strzelił dla Stomilu bramkę z karnego na Bukowej. Ponadto grał m.in. w Arce Gdynia.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga