Dołącz do nas

Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Plan przygotowań GKS-u Katowice czyli przegląd doniesień mass mediów wielosekcyjnej GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej oraz siatkówki GieKSy.

W trakcie trwających przygotowań do startu sezonu piłkarskiego drużyny kobiece i męskie rozegrały test-mecze. Piłkarki rozegrały dwa sparingi, w pierwszym przegrały z uczestniczkami mistrzyniami Litwy drużyną FK Gintra-Universitetas 0:4 (0:1). W drugim pokonały mistrzynie Polski Czarne Sosnowiec 3:1 (2:0). Piłkarze wygrali z kolei, z rywalami z Fortuna I Ligi Sandecją Nowy Sącz 1:0 (0:0). Do składu drużyny męskiej dołączył Hubert Sadowski.

Dla sekcji siatkówki został ogłoszony plan przygotowań, do drużyny dołączył Damian Kogut.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Cenna lekcja futbolu dla GieKSy od uczestniczek Ligi Mistrzyń

GKS Katowice rozegrał pierwszy mecz sparingowy podczas letniego obozu przygotowawczego w Siedlcach. Podopieczne Witolda Zająca uległy 0:4 mistrzyniom Litwy, FK Gintra-Universitetas.

Starcie to nie przebiegało pod wyraźne dyktando żadnej ze stron, lecz w piątkowym pojedynku znacznie lepszą skuteczność zaprezentowały nasze północno-wschodnie sąsiadki. W pierwszej połowie padł tylko jeden gol, a jego autorką została Tristan Corneil. Po zmianie stron do siatki szóstej drużyny Ekstraligi trafiały również kolejno Paulina Sarkanaitė, Rimantė Jonušaitė oraz Madison Gibson.

W barwach katowickiego klubu swój debiut zanotowała pozyskana niedawno Olimpii Szczecin Amelia Bińkowska. Na placu gry pojawiła się również utalentowana bramkarka Kinga Seweryn, grająca wiosną na wypożyczeniu w ROW-ie Rybnik.

– Rywal był bardzo wymagający, bo zdecydowanie bardziej doświadczony. Na dodatek dysponujący bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Mimo to w pierwszej połowie spotkania to my mieliśmy przewagę na boisku. Po przerwie dominował już zespół z Litwy. Szkoda straconych goli po dość prostych błędach. W okresie przygotowawczym będziemy pracować nad tym, by takich sytuacji unikać. Czasu jest sporo, bo do startu ligi mamy ponad miesiąc. Cieszy, że w Siedlcach mamy doskonałe warunki do pracy – od boisk, przez hotel i wyżywienie, po odnowę biologiczną – powiedział trener Witold Zając cytowany przed oficjalną stronę internetową GKS-u Katowice.

– Wynik nie odzwierciedla w pełni obrazu gry, który miał miejsce na boisku. Wysokie zwycięstwo nie przyszło tak łatwo, jak mogłoby się wydawać, patrząc na tablicę wyników. Nasze doświadczenie i trafne decyzje pozwoliły nam objąć prowadzenie, a kontrolując przebieg meczu stworzyliśmy kolejne szanse, które tym razem udało nam się dobrze wykorzystać – wtórował mu w rozmowie z klubową stroną Rimantas Viktoravičius, szkoleniowiec mistrzyń Litwy, które rywalizację w Champions League rozpoczną 18 sierpnia potyczką z estońską Florą Tallin.

[…] Sparing

GKS Katowice – FK Gintra-Universitetas 0:4 (0:1)

Corneil, Sarkanaitė, Jonušaitė, Gibson

GKS Katowice: Klimek – Hajduk, Tkaczyk, Łasicka, Kłoda, Parczewska, Turkiewicz, Maciążka, Bińkowska, Konkol, Lizoń

Grały także: Seweryn, Grzegorczyk, Brzęczek

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraligowa giełda transferowa: notowanie siódme

Transferowe okienko otwarte w najlepsze – w Ekstralidze dzieje się sporo! Zapraszamy na przegląd transferowy!

[…] GKS KATOWICE

PRZYBYŁY: Amelia Bińkowska (Olimpia Szczecin), Kinga Seweryn (powrót z wypożyczenia do TS ROW Rybnik), Matylda Bujak (Medyk POLOmarket Konin)

mogą przyjść: Emila Zdunek, Alicja Dyguś

ODESZŁY: Jessica Ludwiczak (Lotos), Klaudia Miłek (Górnik Łęczna), Zofia Buszewska (Czarni Sosnowiec)

mogą odejść: Kinga Kozak

 

sportslaski.pl – Kto się wzmacnia, a kto osłabia? Sprawdź śląski niezbędnik transferowy

[…] GKS Katowice

Przychodzą:

Oskar Repka – Pogoń Siedlce, wolny transfer (24.06.2021)

Dawid Kudła – Górnik Zabrze, wolny transfer (29.06.2021)

Filip Szymczak – Lech Poznań, wypożyczenie (02.07.2021)

Hubert Sadowski – Pogoń Szczecin, wypożyczenie (07.07.2021)

Odchodzą:

Bartosz Mrozek – Lech Poznań, koniec wypożyczenia (17.06.2021)

Piotr Kurbiel – Olimpia Elbląg, koniec kontraktu (17.06.2021)

Michał Gałecki – ?, koniec kontraktu (17.06.2021)

Mateusz Flak – Unia Dąbrowa Górnicza, koniec wypożyczenia (30.06.2021)

Patryk Grychtolik – ?, koniec kontraktu (30.06.2021)

 

sportdziennik.com – Jest czwarty stoper

Hubert Sadowski to nowy obrońca GieKSy. 21-latek został wypożyczony na rok z Pogoni Szczecin.

Ostatni sezon też spędził na wypożyczeniach – najpierw do I-ligowego Stomilu Olsztyn, a następnie II-ligowej Skry Częstochowa, z którą świętował awans. Teraz zagra w innym beniaminku zaplecza elity. Katowiczanie postanowili dopełnić czwórkę stoperów. Już zimą kontrakt przedłużył kapitan Arkadiusz Jędrych, latem dokonał tego Grzegorz Janiszewski, ważne z kolei były umowy Michała Kołodziejskiego i Mateusza Brody.

Zapadła jednak decyzja, że ten ostatni zostanie wypożyczony, by regularnie łapać minuty w niższej lidze. Poza Jędrychem, Janiszewskim, Kołodziejskim i Sadowskim, na środku obrony mogą grać też nominalni defensywni pomocnicy Oskar Repka i Bartosz Jaroszek, ale w obliczu wypożyczenia zawodnika „portowców” raczej nie będzie takiej potrzeby.

 

GKS Katowice. Stadion będzie później?

[…] Firma Mirbud ze Skierniewic złożyła odwołanie od wyników przetargu na budowę kompleksu sportowego ze stadionem, halą i boiskami treningowymi, który ma powstać w rejonie autostrady A4 przy ulicach Dobrego Urobku, Upadowej i Bocheńskiego. Koperty z ofertami zostały otwarte w połowie kwietnia, a zwycięzcę przetargu katowicki Urząd Miasta ogłosił 22 czerwca, wskazując na NDI. Sopocka firma, która w mieście stawiała już baseny, przebudowywała centrum czy modernizowała torowiska i drogi, zaoferowała wykonanie inwestycji za niespełna 167 milionów złotych netto. Tylko ona zmieściła się w założonym przez miasto budżecie, wynoszącym blisko 187 mln zł netto. Niżej – kolejność nieprzypadkowa – zostały ocenione oferty Mirbudu (214 mln zł), stołecznego Budimexu (248 mln) czy Bielskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego (248 mln zł).

Ta pierwsza firma, ze Skierniewic, wniosła odwołanie, argumentując, że – jak czytamy na portalu katowice24.info – w jej ocenie zwycięska oferta NDI nie spełnia wymogów formalnych, dlatego Urząd Miasta jako inwestor wybrał zwycięzcę na podstawie błędnych przesłanek. Teraz Katowice włączają tryb oczekiwania na termin rozprawy w Krajowej Izbie Odwoławczej. Trudno stwierdzić, jak mocno odbije się to na budowie stadionu i czasie realizacji inwestycji. Jeszcze kilka tygodni temu wiceprezydent Waldemar Bojarun podtrzymywał deklarację, że w 2021 roku zostanie wbita symboliczna pierwsza łopata. Od dnia podpisania umowy wykonawca będzie miał 3 lata na budowę, dlatego teoretycznie w 2024 roku 15-tysięczny stadion i 3-tysięczna hala powinny już stać. A jak będzie? To pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi, choć trudno tu też rozdzierać szaty i być zaskoczonym, bo procedura odwoławcza przy tak dużych inwestycjach publicznych to norma.

 

GKS Katowice. Młodzi (nie) na jutro

Na zakończenie zgrupowania w… Katowicach podopieczni Rafała Góraka pokonali 1:0 Sandecję, z którą już w sierpniu walczyć będą przy Bukowej o I-ligowe punkty. Do drużyny dołącza nowy prawy obrońca.

GieKSa zagrała na dwa składy – pierwszy tworzyli wyłącznie zawodnicy, którzy stanowili już o sile zespołu w II lidze. W tym drugim pojawiło się m.in. czterech graczy zakontraktowanych tego lata – Dawid Kudła, Hubert Sadowski, Oskar Repka, Filip Szymczak – ale też testowani.

Dla obu zespołów okoliczności sobotniego spotkania były podobne – gospodarze kończyli nim zgrupowanie w… Katowicach, zaś sądeczanie – w Rybniku-Kamieniu. Dla kibiców GieKSy wygrana z ligowym rywalem, z którym już w sierpniu drużyna walczyć będzie przy Bukowej o punkty, to pewien promyk optymizmu – zwłaszcza że do zera.

– Ja w ogóle na to tak nie patrzę. W lidze to będzie całkiem inny mecz, całkiem inne realia. Planując sparingi chciałem, by rywale wieszali nam poprzeczkę wysoko. Z Sandecją tak właśnie było. Spodziewam się też trudnej przeprawy z GKS-em Bełchatów, Zagłębiem Sosnowiec. Jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy sobotnim sparingiem, ale z meczami ligowymi to nie miało nic wspólnego – zaznaczał Górak.

Już wcześniej katowiczanie podziękowali Kamilowi Lukoszkowi z rezerw Górnika Zabrze, na dłużej w beniaminku I ligi nie zakotwiczą też ci młodzi, którzy wystąpili z Sandecją.

– Fajni chłopcy, ale jeszcze mają czas. Oglądaliśmy ich nie z myślą, że od razu zaatakują wyjściowy skład. To byli tacy „na jutro”. Nie oceniam ich źle, nie przekreślam, nie weryfikuję negatywnie, ale w I lidze mieliby trudno o grę – stwierdził szkoleniowiec GieKSy, która jest blisko ogłoszenia letniego wzmocnienia nr 5.

Uzupełni prawą obronę, na której ostał się jedynie Zbigniew Wojciechowski, sprowadzając definitywnie zawodnika z ekstraklasowego klubu, ale występującego ostatnio na niższych poziomach centralnych. Do dyspozycji trenera Góraka nie było jedynie skrzydłowego Szymona Kiebzaka.

– Mam nadzieję, że już za chwilę wejdzie w pełny trening – poinformował szkoleniowiec.

Kolejny sparing katowiczanie rozegrają w środę o 18.00 ze spadkowiczem z zaplecza ekstraklasy, czyli Bełchatowem. O ile nie będzie ulewy – znów wybiegną na główną płytę stadionu przy Bukowej. Trener Górak dał swoim zawodnikom 2 dni wolnego.

– Decyzja o tym, by zorganizować zgrupowanie w Katowicach, okazała się trafiona. Jestem bardzo zadowolony z jakości boisk. Przy takich upałach o to trudno, bo murawy wysychają, ale my mieliśmy je doskonale przygotowane i pod ręką. Byłem pewny, że będzie OK. Wszystko funkcjonowało tak, jak należy.

Trzeba odpocząć, bo było widać gołym okiem podczas sparingu, że zawodnicy mają w nogach obciążenia. Dlatego przyda się chwila oddechu. Spotykamy się we wtorek po południu – powiedział Górak.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Plan przygotowań GKS-u Katowice

Znamy szczegóły planu przygotowań siatkarzy GKS-u Katowice do najbliższego sezonu PlusLigi oraz ich sparingowych rywali. Mecze kontrolne podopieczni Grzegorza Słabego rozpoczną pod koniec sierpnia.

Do końca lipca zawodnicy GKS-u Katowice będą realizowali indywidualne plany treningowe przygotowane przez sztab szkoleniowy klubu. Okres przygotowawczy drużyny trenera Grzegorza Słabego rozpocznie się 2 sierpnia. W pierwszych dwóch dnach zawodnicy przejdą badania siły i mocy w Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach oraz badania lekarskie w Klinice Rehabilitacji Funkcjonalnej AMED. Następnie przejdą badania sprawnościowe i testy w ramach diagnostyki funkcjonalnej pod okiem trenera przygotowania motorycznego Piotra Karlika i fizjoterapeuty Grzegorza Rzeteckiego.

Przed startem turnieju siatkówki plażowej PreZero Grand Prix (5-8 sierpnia, Kraków) zespół odbędzie treningi na siłowni oraz ogólnorozwojowe zajęcia na piasku. – Od poniedziałku do czwartku będziemy trenować dwa razy dziennie, w piątki będzie się odbywał jeden trening. Weekendy będą wolne z wyjątkiem dni, w których rozgrywane będą sparingi – powiedział trener Słaby.

Znamy już rozkład gier sparingowych, jakie rozegra GKS Katowice przed startem kolejnego sezonu PlusLigi, zaplanowanego na 2 października. Okres gier kontrolnych rozpoczniemy 27 sierpnia od spotkania w hali OS Szopienice z BBTS-em Bielsko-Biała, a zakończymy go turniejem w Gorlicach (23-24 września) z udziałem Stali Nysa, Cuprum Lubin oraz LUK Politechniki Lublin, beniaminka PlusLigi.

Plan sparingów GKS-u Katowice przed sezonem 2021/2022:

27 sierpnia: BBTS Bielsko-Biała (Katowice)

4 września: Stal Nysa (Nysa)

10-11 września: dwa mecze z Grupa Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (Katowice, Głogówek)

17-18 września: dwa mecze z Aluron CMC Wartą Zawiercie (Katowice, Zawiercie)

23-24 września: turniej w Gorlicach (Stal Nysa, Cuprum Lubin, LUK Politechnika Lublin)

 

Nowy przyjmujący w GKS-ie

Do drużyny GKS-u Katowice na sezon 2021/22 dołączył 24-letni przyjmujący Damian Kogut. Nowy siatkarz GieKSy to wychowanek SKPS-u Dunajec Nowy Sącz, a także były zawodnik pierwszoligowego klubu Exact System Norwid Częstochowa, w którym występował nieprzerwanie od 2013 roku.

Mierzący 191 centymetrów przyjmujący od kilku sezonów był czołową postacią klubu spod Jasnej Góry. W 32 meczach ostatniej edycji Tauron 1. Ligi Kogut zdobył 462 punkty (398 atakiem, 38 blokiem, 26 asów serwisowych), a także 4 statuetki MVP.

Tym samym znalazł się na 3. miejscu w klasyfikacji najlepiej punktujących graczy sezonu, a ponadto w ligowych statystykach zajął 1. miejsce w rankingu przyjmujących (59,37 proc.). Postawa Damiana Koguta pomogła Norwidowi Częstochowa w zajęciu na koniec sezonu 2020/21 piątej lokaty, najlepszej w historii klubu. W 2018 roku  siatkarz zajął 3. miejsce w Akademickich Mistrzostwach Polski.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga