Dołącz do nas

Siatkówka

Podtrzymać zwycięską passę w lidze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

ESPADON SZCZECIN – GKS KATOWICE  22 października (niedziela) godz. 14.45

 

{RZECZYWISTOŚĆ}

Z dużymi nadziejami przystępujemy do kolejnego spotkania wyjazdowego, tym bardziej że szczecinianie należą do jednych z naszych „ulubionych” rywali, jeszcze z czasów pierwszoligowych.

Katowiczanie odnieśli już dwie wygrane z rzędu, na dodatek bez straty seta, więc niema co się dziwić awansowi w tabeli rozgrywek aż na 4 lokatę. Mimo ostatniego zwycięstwa w Szopienicach, nie możemy być zadowoleni z postawy naszych siatkarzy. Martwiły słabe wejścia w grę, w pierwszym i w trzecim secie oraz wciąż duża ilość błędów własnych. Cieszy na pewno zaprezentowana gra do końca, niepoddawanie się początkowym niepowodzeniom i pewność siebie w rozgrywaniu decydujących momentów w poszczególnych partiach. Co ważne też, że każdy z graczy daje „coś” drużynie, jak komuś chwilowo gra nie idzie, to inni potrafią wziąć ciężar gry na siebie. I coraz lepiej wygląda współpraca z nowym rozgrywającym, Marcinem Komendą. W myśl zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia, tym razem podpisałbym się jednak za zmianą / powrotem do wyjściowej szóstki Karola Butryna, bo nasz kapitan Dominik Witczak nie zagrał zbyt dobrze w ataku przeciwko MKS-owi Będzin.

Espadon po słabym początku rozgrywek i dwóch porażkach z AZS-em Olsztyn i Cuprum Lubin, wygrał kolejno trzy swoje spotkania! W pokonanym polu zostawił Czarnych Radom, Łuczniczkę oraz ONICO. Jak więc widać szczecinianie nie wygrywali z jakimiś tuzami tej ligi, aczkolwiek wygrana w trzech setach w Warszawie, każe ostrożnie spojrzeć na tego rywala. Wraca powoli do swej formy z zeszłej kampanii atakujący Bartłomiej Kluth, a sama drużyna szczecińska oparta jest na bardzo doświadczonych graczach. Minusem Espadonu jest na pewno słabsza ławka rezerwowych (oprócz Amerykanina Menzela), ale do wypełnienia celu tej ekipy na bieżący sezon, czyli spokojnego utrzymania, właśnie to ogranie oraz doświadczenie może mieć decydujący wpływ.

My mamy bardziej wyrównany oraz zbilansowany skład i w tym trzeba upatrywać naszej przewagi nad przeciwnikiem. Te słowa, można tylko powtórzyć z przed spotkania z MKS-em Będzin, ale od razu widać gołym okiem, że tu czeka nas o wiele trudniejsze zadanie. Skład Espadonu wydaje się troszkę silniejszy od będzinian i gospodarze będą chcieli podtrzymać passę trzech kolejnych wygranych. Czeka nas kolejny trudny bój, ale oby zwycięski dla nas.

Przewidywane wyjściowe szóstki:

GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
Espadon: Tervaportti, Kluth, Duff, Gawryszewski, Ruciak, Wika, Mihułka (libero).

 

{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}

volleyespadon.pl – W niedzielę pojedynek z GKS Katowice

Szósta kolejka PlusLigi zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Dość niespodziewanie Szczecin będzie areną zmagań drużyn sąsiadujących ze sobą w tabeli, dodatkowo plasujących się w niej najwyżej, spośród innych par kolejki. Szczeciński Espadon podejmować będzie GKS Katowice. Tym samym dojdzie do starcia dwóch ubiegłorocznych beniaminków PlusLigi. W tym sezonie GKS Katowice zdążył już pokonać na wyjeździe Cerrad Czarnych Radom i Trefla Gdańsk, a w ostatniej kolejce u siebie w trzech setach MKS Będzin. Wcześniej jednak przytrafiła się zaskakująca porażka we własnej hali z Łuczniczką  oraz w czterech setach przegrana w stolicy z ONICO. Tym samym zespołem, który we wtorek Espadon pokonał w trzech setach. W ten sposób oba kluby mają w dorobku taką samą ilość punktów (9) przy czym korzystniejszy bilans setów daje rywalom miejsce 4., Szczecinianie z kolei są tuż za plecami niedzielnego rywala.

Podchodzimy do meczu spokojnie, ale z motywacją. Czeka nas potwornie trudny bój, GKS już w ubiegłym roku zbudował mocną ekipę, a teraz jeszcze ją uzupełnił. Żeby myśleć w starciu z taką drużyną o wygranej będziemy musieli zagrać więcej niż bardzo dobrze. Oczywiście zwycięstwa budują, ale nie patrzmy na razie na tabele. Za nami dopiero 5-ć spotkań, skupiajmy się na sobie. Przed nami na dziś jest jeden niedzielny mecz, jeden rywal. Nie oglądamy się na innych staramy się robić swoje. Mam nadzieję, że uda nam się na trybuny zaprosić jeszcze większe grono kibiców. Przecież gwarantujemy od pewnego czasu emocje wyjątkowe, a przy wsparciu fanów gra nam się zdecydowanie lepiej. Do zobaczenia w niedzielę – podsumował trener Michał Gogol. Espadon z wyjątkiem pierwszej kolejki w kolejnych starciach zawsze punktuje. Dodatkowo jako jedyna drużyna w całej lidze może pochwalić się jednym meczem wygranym w trzech, czterech i pięciu setach, jednym przegranym w tie braku i w stosunku 1:3.  Zwycięzca tego pojedynku utrzyma pozycję w samej czołówce PlusLigi. Przed rokiem oba starcia drużyn dostarczyły sporo emocji. Oba mecze co prawda wygrał GKS, ale warto pamiętać że u siebie 3:1 w jednym z setów zwycięstwo odnosząc dopiero przy stanie 35:33 ! W Szczecinie z kolei pod koniec lutego oglądaliśmy pięciosetowy bój, w którym Espadon prowadził 2:1 w setach.

Podchodzimy do tego starcia jak do każdego innego, ale ze świadomością, że na pewno czeka nas bardzo ciężka walka. GKS Katowice pokazał i przed rokiem i teraz, że gra siatkówkę nie tylko dobrą, ale i skuteczną co stanowi sporą na boisku wartość. Naszą największą zaletą jest na dziś zespołowość. I w trakcie spotkań i poza meczami. Jesteśmy jedną ekipą, za ataka, obronę i blok odpowiadają też wszyscy. To na razie przynosi dobry skutek. Zapraszam z całego serca kibiców – w takim starciu jak z Katowicami każda para rąk, każde gardło jest na wagę zwycięstwa. Możemy je odnieść wspólnie – dodał Marcin Wika.  (…)

 

{HALA SPORTOWA}

Mecz odbędzie się w nowoczesnej hali Azoty Arena Szczecin, która może pomieścić 5055 widzów. W poprzedniej kampanii zespół szczeciński zdecydowaną większość meczów (bo 13) rozegrał właśnie na tym obiekcie sportowym, natomiast ostatnie 3 spotkania zagrał w małej salce w Policach – Zespołu Szkół im. Łukasiewicza. Łączny bilans Espadonu w meczach domowych, to 6 zwycięstw i 10 porażek, a biorąc pod uwagę tylko mecze w Azoty Arena, to mamy 5 wygranych oraz 8 przegranych. W obecnym sezonie Espadon wpierw przegrał 2:3 z Cuprum oraz pokonał 3:2 Łuczniczkę.
GKS jak wiadomo w zeszłym sezonie grał dobrze „na wyjazdach”, bilans był remisowy, po 8 zwycięstw i porażek. A w obecnym sezonie GieKSa na inaugurację pokonała Czarnych 3:1, potem przegrała z ONICO 1:3 i wreszcie zwyciężyła z Trefla Gdańsk 3:0.

{HISTORIA}

Drużyna ze Szczecina jest nam doskonale znana jeszcze z występów w I lidze w sezonie 2015/16. Pierwsze starcie pomiędzy tymi ekipami miało miejsce 31 października 2015 roku w Szczecinie, gdy Espadon pokonał GKS 3:0 (25:23, 25:21, 25:20). Rewanż w rundzie zasadniczej odbył się 30 stycznia 2016 roku na hali Kolejarza, na Wełnowcu i tym razem to GieKSa okazała się lepsza, zwyciężając 3:1 (25:17, 25:13, 23:25, 25:19).
Obie drużyny ponownie spotkały się w fazie play-off, w meczach półfinałowych gdzie grano do trzech zwycięstw. Pierwsze dwa spotkania odbyły się w Katowicach – 16 i 17 kwietnia 2016 roku i w obu to GKS okazał się lepszy, wygrywając 3:1 (25:16, 25:20, 20:25, 25:17) oraz 3:1 (25:18, 25:20, 21:25, 25:19). Kolejny mecz odbył się w Szczecinie, gdzie GieKSa wygrała po raz trzeci, tym razem 2:3 (25:23, 22:25, 25:19, 22:25, 11:15), awansując do finału i ligi.

Najnowsza historia to już spotkania rozegrane w PlusLidze. Pierwsze odbyło się na hali w Szopienicach w dniu 19 listopada 2016 roku, w którym GKS wygrał pewnie 3:1 (25:19, 21:25, 35:33, 25:16). Punktowali wtedy, dla GieKSy: Butryn 29, Kapelus 13, Sobański 10, Kalembka 7, Krulicki 5, Falaschi 3, Pietraszko 3, Błoński 1. Dla Espadonu: Kluth 17, Perłowski 12, Wika 12, Gałązka 10, Ruciak 8, Sladecek 6, Miłuszew 3.
Rewanż w Arenie „Szczecin” odbył się 26 lutego 2017 roku i ponownie lepsza okazała się GieKSa, wynik 2:3 (16:25, 28:26, 25:22, 20:25, 11:15). Punkty zdobywali, dla Espadonu: Miłuszew 22, Depowski 17, Gałązka 14, Ruciak 13, Zajder 9, Kozłowski 4, Kluth 1, Wika 1. Dla GKS-u: Butryn 36, Kapelus 21, Kalembka 8, Sobański 7, Krulicki 6, Błoński 3, Falaschi 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.

 

{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – ESPADON}

[Bilans meczów] – 2:0
[Bilans punktów] – 5:1
[Bilans setów] – 6:3
[Bilans małych punktów] – 219:193

[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Błoński, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Fijałek, Mariański, Sobański, Stańczak, 1- Van Walle, Stelmach,
Espadon: 2- Gałązka, Kluth, Wołosz, Perłowski, Miłuszew, Murek, Ruciak, Sladecek, Wika, Mihułka, 1- Petković, Depowski, Zajder, Kozłowski,

[Rozegrane sety – 9] – GKS: 9- Butryn, Kapelus, Kalembka, Stańczak, 8- Sobański, 7- Krulicki, Falaschi, 5- Fijałek, 4- Błoński, Pietraszko, 3- Van Walle, Mariański, Stelmach,
Espadon: 9- Gałązka, Ruciak, 8- Perłowski, Mihułka, 7- Miłuszew, 6- Murek, Wika, 5- Kluth, Depowski, Zajder, Sladecek, Kozłowski, 3- Wołosz, 2- Petković,

[Czas trwania spotkań] – 117:130 = łącznie 247 minut
[Widzów] – 750:930
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 64 – Espadon 44

[Ilość zdobytych punktów] – GKS 155 – Espadon 149
GKS – Butryn 65, Kapelus 34, Sobański 17, Kalembka 15, Krulicki 11, Pietraszko 4, Falaschi 4, Błoński 4, Stelmach 1,
Espadon – Miłuszew 25, Gałązka 24, Ruciak 21, Kluth 18, Depowski 17, Wika 13, Perłowski 12, Zajder 9, Sladecek 6, Kozłowski 4,

[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 54 – Espadon 43
GKS – Butryn 28, Kapelus 8, Kalembka 7, Sobański 4, Krulicki 4, Falaschi 2, Błoński 1,
Espadon – Miłuszew 8, Gałązka 8, Ruciak 5, Kluth 4, Sladecek 4, Zajder 4, Depowski 3, Kozłowski 3, Wika 2, Perłowski 2,

[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 101 – Espadon 106
GKS – Butryn 37, Kapelus 26, Sobański 13, Kalembka 8, Krulicki 7, Pietraszko 3, Błoński 3, Falaschi 2, Pietraszko 1, Stelmach 1,
Espadon – Miłuszew 17, Gałązka 16, Ruciak 16, Kluth 14, Depowski 14, Wika 11, Perłowski 10, Zajder 5, Sladecek 2, Kozłowski 1,

[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 80 – Espadon 54
GKS – Butryn 52, Kapelus 21, Kalembka 8, Krulicki 5, Pietraszko 3, Błoński 2, Falaschi 1, Fijałek -1, Stelmach -1, Mariański -1, Stańczak -4, Sobański -5,
Espadon – Gałązka 15, Depowski 10, Miłuszew 8, Kluth 7, Perłowski 7, Zajder 6, Ruciak 4, Kozłowski 4, Sladecek 2, Murek -1, Wika -3, Mihułka -5,

[Ilość zagrywek] – GKS 217 – Espadon 195
GKS – Butryn 42, Kalembka 39, Kapelus 32, Sobański 28, Falaschi 26, Krulicki 24, Pietraszko 9, Fijałek 7, Błoński 5, Van Walle 3, Stelmach 2,
Espadon – Ruciak 31, Perłowski 24, Gałązka 24, Miłuszew 22, Kluth 17, Zajder 17, Depowski 16, Wika 14, Kozłowski 13, Sladecek 11, Wołosz 3, Petković 3,

[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 30 – Espadon 34
GKS – Sobański 9, Butryn 5, Kalembka 5, Krulicki 4, Falaschi 3, Stelmach 2, Pietraszko 1, Fijałek 1,
Espadon – Miłuszew 7, Gałązka 5, Kluth 4, Sladecek 4, Wika 3, Perłowski 3, Depowski 3, Ruciak 3, Zajder 2,

[Ilość asów serwisowych] – GKS 16 – Espadon 13
GKS – Butryn 9, Falaschi 2, Kalembka 2, Kapelus 1, Sobański 1, Krulicki 1,
Espadon – Perłowski 2, Ruciak 2, Sladecek 2, Zajder 2, Kozłowski 2, Miłuszew 1, Gałązka 1, Depowski 1,

[Ilość przyjęć] – GKS 161 – Espadon 187
GKS – Sobański 57, Kapelus 35, Stańczak 34, Mariański 15, Stelmach 8, Błoński 8, Pietraszko 2, Butryn 1, Krulicki 1,
Espadon – Ruciak 60, Murek 38, Mihułka 29, Wika 28, Depowski 24, Wołosz 6, Kluth 1, Gałązka 1,

[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 13 – Espadon 16
GKS – Sobański 5, Stańczak 4, Kapelus 2, Mariański 1, Błoński 1,
Espadon – Ruciak 7, Mihułka 5, Wika 3, Murek 1,

[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 40,5% – Espadon 49,5%
GKS – Krulicki 100%, Mariański 53%, Pietraszko 50%, Stańczak 46%, Sobański 40%, Kapelus 31%, Błoński 28,5%, Stelmach 13%, Butryn 0%,
Espadon – Wika 59,5%, Wołosz 50%, Depowski 50%, Mihułka 45%, Ruciak 43,5%, Murek 31,5%, Kluth 0%, Gałązka 0%,

[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 20,5% – Espadon 31%
GKS – Sobański 26%, Mariański 20%, Kapelus 16,5%, Stańczak 16%, Błoński 14,5%, Butryn 0%, Krulicki 0%, Pietraszko 0%, Stelmach 0%,
Espadon – Wika 35%, Mihułka 34%, Ruciak 28,5%, Depowski 25%, Murek 23%, Kluth 0%, Wołosz 0%, Gałązka 0%,

[Ilość ataków] – GKS 240 – Espadon 254
GKS – Butryn 84, Kapelus 63, Sobański 41, Krulicki 17, Kalembka 16, Błoński 7, Pietraszko 4, Stelmach 3, Van Walle 3, Falaschi 2,
Espadon – Miłuszew 52, Ruciak 45, Wika 34, Depowski 34, Kluth 31, Gałązka 27, Perłowski 16, Zajder 8, Sladecek 3, Wołosz 2, Kozłowski 2,

[Ilość błędów w ataku] – GKS 9 – Espadon 19
GKS – Butryn 3, Kapelus 3, Krulicki 1, Kalembka 1, Sobański 1,
Espadon – Miłuszew 6, Ruciak 4, Kluth 4, Wika 3, Gałązka 2,

[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 23 – Espadon 26
GKS – Kapelus 8, Sobański 7, Butryn 5, Błoński 1, Krulicki 1, Kalembka 1,
Espadon – Wika 7, Miłuszew 4, Depowski 4, Ruciak 3, Kluth 3, Perłowski 2, Gałązka 2, Zajder 1,

[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 113 – Espadon 113
GKS – Butryn 48, Kapelus 26, Sobański 14, Kalembka 8, Krulicki 7, Pietraszko 4, Błoński 3, Falaschi 2, Stelmach 1,
Espadon – Miłuszew 21, Ruciak 18, Kluth 17, Gałązka 14, Depowski 14, Wika 11, Perłowski 9, Zajder 5, Sladecek 2, Kozłowski 2,

[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 47% – Espadon 44,5%
GKS – Falaschi 100%, Pietraszko 100%, Butryn 57%, Kalembka 53,5%, Krulicki 43,5%, Kapelus 39,5%, Sobański 34%, Stelmach 33%, Błoński 25%, Van Walle 0%,
Espadon – Kozłowski 100%, Sladecek 67%, Zajder 63%, Perłowski 56%, Gałązka 51,5%, Kluth 42%, Depowski 41%, Ruciak 38%, Miłuszew 37%, Wika 27%, Wołosz 0%,

[Ilość bloków punktowych] – GKS 26 – Espadon 23
GKS – Butryn 8, Kapelus 7, Kalembka 5, Krulicki 3, Sobański 2, Błoński 1,
Espadon – Gałązka 9, Miłuszew 3, Sladecek 2, Wika 2, Depowski 2, Zajder 2, Kluth 1, Perłowski 1, Ruciak 1,

[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 5 – Espadon 11
[MVP] – GKS 2 – Butryn 2.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

#SzacunekDlaArbitra

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.

Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.

Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.

– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.

Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.

Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.

Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.

W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.

Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.

Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…

Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.

No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.

Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.

Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.

Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.

Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.

Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.

I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.

Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.

Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.

No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.

A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.

Kontynuuj czytanie

Felietony

Duma i wściekłość

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.

Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.

Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.

Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.

Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.

GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.

Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.

No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.

W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.

Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.

Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.

W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.

Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.

Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.

Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.

O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.

Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.

Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.

Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.

Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.

Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.

Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.

Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.

Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Czerwiński: To my graliśmy lepiej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.

Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.

Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.

Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.

Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.

Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.

Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.

Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?

Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.

Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.

Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.

Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.

Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga