Dołącz do nas

Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Motorem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Motorem Lublin to już historia. Były emocje, były bramki, niestety wróciliśmy do Katowic bez punktu. W opiniach kibiców przeważa zadowolenie z postawy zespołu, wiadomo jednak, że zwracają oni uwagę na błędy w obronie i niewykorzystane sytuacje. To jednak zadanie dla trenerów i piłkarzy. My jeszcze rozpatrzmy ten mecz okiem redakcji i myślimy już tylko o starciu z Mistrzem Polski – w niedzielę w Białymstoku.

1. Mecz w poniedziałek to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Trzeba kombinować z wolnym, robić całą logistykę, a dodatkowo powrót w środku nocy przed kolejnym dniem roboczym też jest problematyczny.

2. W związku z tym udaliśmy się do Lublina w trójkę – ja, Patryk i Magda. Z Katowic wyjechaliśmy o godzinie 13:00, czyli na sześć godzin przed meczem.

3. Droga przebiegła bardzo szybko, spokojnie i sprawnie. Poza pogodą. Okresowo nieprzyjemnie padało, no i był spora mgła. Nawet zastanawialiśmy się, czy przypadkiem taka mgła będzie w Lublinie. Od razu przypomniał mi się mecz we Wronkach, sprzed wielu, wielu lat, gdzie katowiczanie rywalizowali z Amiką w anormalnych warunkach. W transmisji TV nie było widać prawie nic.

4. W Lublinie jednak się przejaśniło, choć było szaro, buro i brzydko. Byliśmy tak około godziny 17:00. Mając sporo czasu, chcieliśmy coś jeszcze zjeść w centrum, jednak mieliśmy problem z zaparkowaniem, więc udaliśmy się bezpośrednio na stadion.

5. Prawie bezpośrednio, bo GPS samochodowy nas wyprowadzał na manowce, bo nie uwzględnia zakazów, podwójnych ciągłych i prowadził nas tak, jakby była włączona opcja „p…ol przepisy, jedź na przełaj”. Przez to musieliśmy trochę setek metrów nadłożyć.

6. A na czarną godzinę zaopatrzyliśmy się w miejscowym Lidlu, przy czym nigdy nie może być za prosto – najpierw panu seniorowi przede mną przy kasie nie chciało zważyć pomidorów. Przyszła druga ekspedientka, rozmontowała to ustrojstwo (wagę i skaner), zadziałało. Po chwili pan jednak powiedział, że pomidory miały być w promocji, a nie są. „Co ja mogę?” – odpowiedziała kasjerka. Na szczęście mnie obsłużyła.

7. Dojechaliśmy do stadionu, który z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie. Położony na takim pustkowiu, jest dużo parkingów. Ładnie oświetlony. Ogólnie – stadion w punkt.

8. Dla mnie była to pierwsza wizyta na nowym obiekcie. Na starym stadionie byłem w Lublinie trzy razy i choć sypał się strasznie i był rodem z czwartej ligi – dobrze go wspominałem, bo GieKSa wygrała tam dwa razy 2:0 i raz był bezbramkowy remis. Pamiętam swój jednoosobowy wyjazd – pociągiem do Warszawy, a potem do Lublina i z powrotem tak samo. To było w czasach, kiedy jeszcze filmowałem mecze.

9. Pamiętam, że opowiadałem o swoich perypetiach trenerowi Nawałce, licząc że może wezmą mnie na pokład powrotny, ale przyszły selekcjoner – jak to on – życzył po prostu szerokiej drogi i tyle 😉

10. Odbiór akredytacji przebiegł bez problemu, szybko je wzięliśmy i klatką schodową udaliśmy się na trzecie piętro, gdzie było wyjście na trybunę prasową.

11. Od razu wiedziałem, że będzie dobrze, gdy zobaczyłem szerokie blaty. Co prawda rozkładane, ale na sztywno, a nie jak te studenckie plastikowe stoliczki na wielu stadionach. Dodatkowo miejsca prasowe były w dwóch rzędach, ale na całej długości boiska. Bardzo ciekawe rozwiązanie.

12. Problem jedynie mógł być z krzesłami, bo nie było tam zamontowanych siedzisk, tylko takie dość toporne, ale luzem krzesła na kółkach. I po prostu było ich dużo mniej niż stanowisk. Dlatego dobrze, że byliśmy tak wcześnie, bo po prostu mogliśmy sobie miejsce zająć. Potem przychodziły osoby, dla których już tych krzeseł zabrakło. No ale w sumie to pewnie nie problem, bo i tak nic nie robiły. W ogóle to jest jakaś zmora prasówek, że często jest na nich masa osób, które mają akredytację, a nic nie robią, tylko oglądają mecz. Tzw. cwaniaki.

13. Choć na czarną godzinę miałem jakieś wypieki, potrzebowałem zjeść coś konkretniejszego. Motor reklamował, że na tym meczu będzie gięta z bułce, ale to co było w tym kontekście problemem, to fakt, że prasówka była kompletnie oddzielona od sektorów kibicowskich, na których była ta gastronomia. W zasadzie loża prasowa była na takim podwyższeniu, wysoko ponad sektorami kibiców. Nie było przemieszania. Musiałem więc się obejść smakiem.

14. Mimo to chciałem trochę poszukać, a nuż. Trafiłem na pierwszej piętro, wszedłem w jakieś drzwi i znalazłem się przypadkiem przy sali konferencyjnej i Media Roomie. I przez szklaną ścianę zobaczyłem kanapki – ucieszyłem się bardzo.

15. Co prawda kanapki był na jedną modłę, z jakąś wędliną, startym serem i sosem. Ale przede wszystkim były smaczne i dużo, bo aż trzy patery. Mogłem więc bez krępacji nabrać tych kalorii, tak potrzebnych na przewidywane emocje piłkarskie.

16. Gdy wracałem, postanowiłem skorzystać z windy, ale nie dało się wbić 3. piętra. Próbowałem i nic. W końcu winda ruszyła i pojechała na parter, bo ktoś ją wezwał. To był chyba jakiś pracownik klubu i mówiłem mu, że chcę wjechać na trzecie. On zaczął w tym momencie wbijać jakieś kody, niby do combosów w Mortal Kombat. Jakieś kombinacje z prędkością światła 2#412 czy 3#2124. Jednak nie udawało mu się. Powiedział, że winda nie dojeżdża ot tak na trzecie piętro, bo była potrzebna do dojazdu na 1. i 2. dla VIP-ów czy coś takiego. Dojechałem z nim na drugie, a resztę pokonałem schodami.

17. Ten mankament z niedostępnością gastronomii stadionowej wynikał jednak z czegoś większego, co akurat było super sprawą. Uwierzcie, jest bardzo niekomfortowe relacjonowanie meczu, jeśli macie nad głową kibiców, którzy jeszcze robią bydło jak na Legii. I to kibiców przeciwnej drużyny. Zaglądają ci w ekran, robią jakieś podśmiechujki. Wielokrotnie się z tym spotykaliśmy. Tutaj był bardzo duży komfort i mogliśmy się skupić tylko na pracy.

18. Widoczność – super. Pozostało tylko kontynuować relację LIVE – którą rozpocząłem, gdy dojeżdżaliśmy na stadion. Przy okazji zapraszam do tych naszych relacji – bo jesteśmy LIVE na długo przed meczem i po spotkaniu i na bieżąco piszemy, co mówią trenerzy. Jest dużo smaczków, kulisów, trochę na żywo możecie zobaczyć pracę redakcji. Dodatkowo raz lub dwa w trakcie danej połowy nagrywam głosówkę z podsumowaniem dotychczasowych wydarzeń. Naprawdę warto nas śledzić. A my będąc nieopodal komentatorów Canal Plus mogliśmy od razu spoglądać na powtórki sytuacji, choć swoją drogą – transmisję mamy też odpaloną na laptopie (z tym że jest tu kilkudziesięciosekundowe opóźnienie).

19. Przed meczem Rafał Górak przechadzał się po murawie, sprawdzając jej stan i przywitał się z kibicami. Dobrze, że ta dobra krew między kibicami, a szkoleniowcem jest i po tych wszystkich trudnych czasach, nie ma już ani śladu.

20. Kibice dopisali. Zarówno Motoru, jak i GieKSy i z obu stron był bardzo dobry doping. I szkoda trochę, że w ramach neutralnych stosunków, w maju, gdy obie ekipy awansowały w Gdyni, było dużo wzajemnej życzliwości. Potem Motorowcy zaczęli się bratać zza Brynicą i wszystko prysło. Choć to lublinianie zaczęli podczas meczu obrażać GKS w sposób żenujący. GieKSiarze nie pozostali dłużni.

21. Przed meczem uhonorowano niesamowicie Rafała Króla, legendę Motoru, który rozegrał 290 meczów w barwach tego zespołu. Zawodnik pamięta pojedynki z GieKSą z lat 2008-10. Dość powiedzieć, że ja mogłem go obserwować w jego pierwszym sezonie w Motorze właśnie podczas jednego z tych meczów GKS w Lublinie. Bramki dla naszego zespołu zdobyli wtedy… Sebastian Gielza i Damian Sadowski.

22. Piłkarze GKS zachowali się z klasą i utworzyli wraz z zawodnikami Motoru szpaler. Sympatycznie. Tak powinno się honorować swoich wybitnych zawodników.

23. Już w 18. sekundzie GKS miał na koncie dwa celne strzały. Najpierw Bartosz Nowak, a potem Adrian Błąd uderzali na bramkę, ale Kacper Rosa świetnie bronił i pokazał, że w tym meczu nasi zawodnicy ofensywni będą mieli trudno. Potem Sebastian Bergier strzelił bramkę i wydawało się, że gra GieKSy daje duże szanse na zwycięstwo. Niestety szybko – po naszych błędach – rywale zdobyli dwa gole i na przerwę schodziliśmy z debetem. Jedną z bramek zdobył nasz były zawodnik – Piotr Ceglarz.

24. GieKSa się nie poddawała i szybko Borja Galan wyrównał. W końcu! Zawodnik ostatnio gra coraz lepiej i w końcu strzelił swoją pierwszą bramkę w lidze. Będziemy mieli z niego dużo pożytku – naprawdę miło patrzyło się na grę Hiszpana. A zapowiedzi trenera, że Borja wskoczy na dobry poziom, ziszczają się.

25. Motor znów wyszedł na prowadzenie i nie oddał go do końca, mimo że GKS walczył. Po emocjonującym meczu, katowiczanie przegrali w Lublinie 2:3.

26. Po nagrywce pomeczowej uciąłem sobie jeszcze pogawędkę z Michałem Żewłakowem, który z Rafałem Dębińskim komentował ten mecz w Canal Plus. Tak jak pisałem w felietonie – był reprezentant Polski bardziej obarczył naszych zawodników ofensywnych, a nie obrońców, za to, że GKS tego meczu nie wygrał. W jego opinii GieKSa była lepsza.

27. Ogólnie fajne jest w tej ekstraklasie, że przez to, że jest tak, medialna, możemy w końcu spotkać znane postaci ze świata piłki i nie tylko. Oczywiście w niższych ligach też jest to możliwe, ale raczej jedynie wtedy, gdy dana osoba ściśle jest związana z danym klubem.

28. Udaliśmy się na salę konferencyjną, a Patryk poszedł po wywiad. Sala konferencyjna ma kilometr długości, naprawdę nie przypominam sobie tak długiego pokoju tego typu. Żeby dojrzeć trenerów, trzeba mieć lunetę.

29. A na sali konferencyjnej, celebryta – mianowicie Fornal – jeśli nie kojarzycie, to taki znany Youtuber, który recenzuje różne gastronomiczne miejsca, typu kebaby itd. Ma ten swój charakterystyczny gest „zapraszania do środka”. Boże jaki ten Fornal jest potężny. Dawno nie widziałem tak dużego człowieka. Widać, że ma zamiłowanie do jedzenia, choć tutaj akurat nie jadł (pewnie dlatego, że już nic nie było). Sączył sobie tylko herbatkę.

30. Na konferencję się naczekaliśmy. Popełniłem strategiczny błąd, że usiadłem daleko z tyłu (bo tam był stolik), a głośniki działały tylko gdzieś do połowy sali. Musiałem więc wytężyć słuch, żeby móc notować, co mówią trenerzy.

31 .O ile Rafał Górak dość zwięźle i szybko odpowiedział na pytania, to rozanielony Mateusz Stolarski rozwijał się i mówił kwieciście, zahaczając niemal o patos. Trwało to i trwało, ale widać było, że ciśnienie po ostatnich meczach z niego zeszło. Przypomniało mi się podobne rozanielenie Jana Urbana i Goncalo Feio po meczu z nami. Dosłownie czuć, jak po takich meczach z jednego czy drugiego trenera zeszła presja.

32. A my, jak to my, zostaliśmy na sali konferencyjne jeszcze z godzinę. Magda robiła galerię, Patryk wrócił z wywiadu z Arkadiuszem Jędrychem, ja doszlifowywałem konferencję. Lubię te nasze posiedzenia, gdy salki się wyludniają, jesteśmy wtedy bardzo mocno skupieni na pracy, jest wesoło i materiały pojawiają się na stronie szybko.

33. Pobawiliśmy się tytułami i kompletnie niecelowo i niezależnie wyszła fajna zbitka tytułów – relacji pomeczowej, konferencji i galerii 😉

34. Zebraliśmy się około godziny 23:00. Czekała nas długa podróż do domu. Jeszcze wyjeżdżając ze stadionu ujrzeliśmy flagę, która była na trybunach dla Rafała Króla – teraz była wywieszona przed stadionem, by oznajmiać Lublinowi, jaka legenda w ich klubie grała.

35. Droga powrotna przebiegła nam spokojnie, choć też było mgliście. Ja zdążyłem napisać felieton pomeczowy, z czego bardzo się cieszyłem, bo nie wiem, kiedy bym znalazł czas, żeby go gdzieś wcisnąć. Podobnie jest z tym post scriptum. Ale udaje się. Ku chwale GieKSy.

36. W Katowicach byliśmy po trzeciej. To pierwszy daleki wyjazd w tej rundzie i zapowiedź tego, co nas czeka. Białystok, Szczecin, Gdańsk… i parę średnich jak Łódź, Kielce czy ekspresowy Wrocław.

37. Aha, dodam, że wczoraj w głowie sobie patrzyłem na GKS na wyjazdach w tym sezonie. W ośmiu z jedenastu meczów katowiczanie strzelali bramki. W trzech meczach piłkarze zdobyli po jednej, w trzech po dwie bramki, a po razie trafiali cztery i sześć razy. To naprawdę niezła statystyka goli wyjazdowych.

38. W Lublinie było dobrze, tylko z błędami. Nie ma co psioczyć. Zespół idzie w bardzo dobrym kierunku i ten rozwój jest aż nadto widoczny.

39. Do zobaczenia w Białymstoku!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga