Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [28] – Znów przeciętny występ naszych siatkarzy w PlusLidze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Resovią trwał 76 minut, z czego I set 27 min. – II set 23 min. – III set 26 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 18: zagrywka 14, atak 3, siatka 1, inne 0.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 20: zagrywka 12, atak 6, siatka 1, inne 1.

Ilość zdobytych punktów – GKS 42: Kapelus 15, Witczak 6, Sobański 6, Pietraszko 4, Krulicki 3, Butryn 3, Kohut 3, Kalembka 1, Stelmach 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 15: Kapelus 6, Pietraszko 3, Kohut 2, Sobański 2, Witczak 1, Stelmach 1,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 27: Kapelus 9, Witczak 5, Sobański 4, Krulicki 3, Butryn 3, Kalembka 1, Pietraszko 1, Kohut 1,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 6: Kapelus 8, Krulicki 3, Witczak 3, Kalembka 1, Pietraszko 1, Komenda -1, Butryn -1, Kohut -1, Mariański -2, Stelmach -2, Sobański -3,

Ilość zagrywek – GKS 61: Kapelus 16, Kohut 8, Witczak 6, Sobański 6, Krulicki 5, Komenda 4, Kalembka 4, Pietraszko 4, Butryn 3, Fijałek 3, Stelmach 2,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 12: Kohut 3, Witczak 2, Kapelus 2, Pietraszko 2, Komenda 1, Butryn 1, Sobański 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 4: Kapelus 2, Kohut 1, Sobański 1,

Ilość przyjęć – GKS 60: Kapelus 20, Sobański 15, Mariański 13, Stelmach 8, Witczak 3, Quiroga 1,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 11: Sobański 5, Stelmach 3, Mariański 2, Kapelus 1,
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 47%: Quiroga 100%, Witczak 67%, Mariański 62%, Kapelus 60%, Sobański 27%, Stelmach 13%,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 18%: Quiroga 100%, Witczak 33%, Mariański 31%, Kapelus 20%, Sobański 7%, Stelmach 0%,

Ilość ataków – GKS 71: Kapelus 23, Butryn 11, Witczak 9, Sobański 9, Pietraszko 6, Kohut 4, Krulicki 3, Kalembka 3, Stelmach 3,
Ilość błędów w ataku – GKS 6: Sobański 3, Kapelus 2, Butryn 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 7: Butryn 2, Kapelus 2, Witczak 1, Pietraszko 1, Kohut 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 36: Kapelus 12, Witczak 6, Sobański 5, Krulicki 3, Butryn 3, Pietraszko 3, Kohut 2, Kalembka 1, Stelmach 1,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 51%: Krulicki 100%, Witczak 67%, Sobański 56%, Kapelus 52%, Pietraszko 50%, Kohut 50%, Kalembka 33%, Stelmach 33%, Butryn 27%,

Ilość bloków punktowych – GKS 2: Kapelus 1, Pietraszko 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 1: Komenda 1,

 

Pierwszy set zaczął się od wyrównanej gry (6:5), ale dość szybko gospodarze osiągnęli przewagę i odskakiwali z wynikiem (10:6, 15:10). Ten stan utrzymał się aż do (prawie) samego końca (24:18). Wtedy to nastąpił nieco spóźniony finisz naszego zespołu i zdobycie 5 punktów z rzędu (24:23), ale niestety rzeszowianie w ostatniej chwili zamknęli tego seta. Skuteczność w ataku – GKS miał 46% przy 48% Resovii – w punktach wyszło 11:10 dla naszej drużyny. W asach i blokach przegraliśmy 4:5. Błędy własne – GieKSa miała 10 przy 8 rzeszowian. Przyjęcie lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 37% do 59%, a perfekcyjne na poziomie 5% do 41%. Grę w ataku trzymał Kapelus zdobywając 6 oczek (przy 50% skuteczności).

Drugi set zaczął się „niewinnie”, bo od wyrównanej gry i wpierw prowadzenia gospodarzy (4:2), potem GKS wyszedł na krótko na czoło wyniku (6:7), by ponownie to rywale byli z przodu (11:8). Właściwie to od naszego prowadzenia, mieliśmy spore problemy ze skończeniem własnych akcji, wkradło się nieporozumienie oraz nerwowość, co skutkowało fatalnym obrazem naszej gry. Gospodarze szybko osiągnęli przewagę (14:9, 16:10), a przy wyniku 20:11 to już było tylko dogrywanie tego seta. Skuteczność w ataku – GKS miał 48% przy 71% Resovii – w punktach podliczono 11:15. W asach i blokach przegraliśmy 1:4. Błędy własne – GieKSa miała 6 przy tylko 3 rzeszowian. Przyjęcie bardziej się wyrównało, ale i tak było lepsze u rywali – dokładne na poziomie 48% do 54%, a perfekcyjne na poziomie 29% do 23%. Tym razem punktowanie rozłożyło się na cały zespół, oczywiście z równaniem w dół.

Przez 3/4 partii nic nie wskazywało na „piękną” katastrofę w naszym wykonaniu. Od początku graliśmy solidną siatkówkę i utrzymywaliśmy swoją przewagę (raz mniejszą a raz większą) – od 1:4 i 5:7, poprzez 7:10 i 11:15, aż do stanu 15:20. I od tego rezultatu nasza gra załamała się kompletnie, nie wychodziło nam dosłownie nic i gospodarze zdobyli, aż 8 punktów z rzędu, doprowadzając do wyniku 23:20!!! Tak doświadczony zespół gospodarzy nie mógł wypuścić takiej szansy z rąk i dociągnął tę partię do ich zwycięskiego końca. Skuteczność w ataku – GKS miał 58% przy 65% Resovii – w punktach wyszło 14:17. W asach i blokach znów byliśmy gorsi 1:4. Błędy własne – GieKSa miała 4 przy 7 rzeszowian. Przyjęcie znów troszkę lepsze to stronie rywali – dokładne na poziomie 55% do 58%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 32%. Podobnie jak w pierwszej partii naszą grę w ataku ratował Kapelus zdobywając 7 oczek (przy 55% skuteczności).

Ogólnie to był znów kolejny rozczarowujący występ naszych siatkarzy. Wynik pierwszego seta jest mocno mylący, bo tam przez większą jego część graliśmy po prostu przeciętnie i dopiero w samej końcówce rywale „pozwolili” nam podretuszować wynik. Drugi set to niestety słaba gra przez jego zdecydowaną większość czasu. Natomiast trzeci set, a właściwie jego końcówka, nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii siatkarskiej GieKSy. Przegrać seta, prowadząc w nim 15:20 i stracić aż 8 punktów z rzędu, to nie lada wyczyn. No cóż… Skuteczność w ataku – GKS miał 51% przy 62% Resovii – w punktach podliczono 36:42. W asach serwisowych przegraliśmy 4:6, a w blokach punktowych 2:7. Łącznie po skończeniu własnych akcji wynik był następujący – 42:55. Błędy własne – GieKSa miała 20 przy 18 rzeszowian. Przyjęcie było lepsze po stronie przeciwników – dokładne na poziomie 47% do 57%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 33%. Mały plusik po tym spotkaniu można postawić tylko przy Kapelusie, który zdobył 15 punktów – w tym 12 atakiem (52% skuteczności), 2 asem i 1 blokiem. Do końca fazy zasadniczej pozostały już tylko dwie kolejki, a my jesteśmy świadkami coraz smutniejszego obrazu naszej drużyny w tym sezonie.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 28 meczach (105 setów)

Bilans meczów łącznie – 12:16 – Bilans punktów – 35:49 – Bilans setów – 46:59 – Bilans małych punktów – 2296:2379
Bilans meczów „u siebie” – 5:9 – Bilans punktów – 15:27 – Bilans setów – 20:31 – Bilans małych punktów – 1105:1166
Bilans meczów „na wyjeździe” – 7:7 – Bilans punktów – 20:22 – Bilans setów 26:28 – Bilans małych punktów – 1191:1213

Rozegrane mecze – 28: Komenda, Butryn, Kapelus, Quiroga, 27: Witczak, Pietraszko, Kohut, Mariański, 22: Fijałek, 21: Sobański, 18: Stelmach, 17: Stańczak, 16: Krulicki, 15: Kalembka,

Rozegrane sety – 102: Quiroga, 97: Butryn, Komenda, 94: Kohut, 90: Pietraszko, 89: Mariański, 84: Kapelus, 61: Witczak, 57: Fijałek, 56: Stańczak, 54: Sobański, 30: Stelmach, 29: Krulicki, Kalembka,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 20.410:22.110

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 2626 minut, z czego I set 683 min. – II set 702 min. – III set 716 min. – IV set 433 min. – V set 92 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 681: zagrywka 407, atak 203, siatka 34, inne 37.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 714: zagrywka 466, atak 182, siatka 26, inne 40.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1615: Butryn 375, Quiroga 333, Pietraszko 201, Kohut 199, Kapelus 196, Witczak 96, Sobański 83, Komenda 54, Krulicki 32, Kalembka 30, Fijałek 10, Stelmach 6.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 548: Butryn 124, Quiroga 98, Pietraszko 77, Kohut 71, Kapelus 61, Komenda 40, Witczak 25, Sobański 24, Krulicki 11, Kalembka 6, Fijałek 6, Stelmach 5,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1067: Butryn 251, Quiroga 235, Kapelus 135, Kohut 128, Pietraszko 124, Witczak 71, Sobański 59, Kalembka 24, Krulicki 21, Komenda 14, Fijałek 4, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 603: Butryn 179, Quiroga 144, Kohut 115, Pietraszko 96, Kapelus 55, Witczak 40, Krulicki 18, Kalembka 5, Stelmach 1, Sobański 0, Komenda -3, Stańczak -7, Fijałek -8, Mariański -32.

Ilość zagrywek – GKS 2299: Quiroga 394, Pietraszko 329, Butryn 317, Kohut 289, Kapelus 266, Komenda 259, Witczak 113, Sobański 111, Fijałek 79, Kalembka 73, Krulicki 62, Stelmach 7.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 466: Pietraszko 79, Butryn 74, Kohut 69, Quiroga 58, Komenda 49, Kapelus 48, Sobański 21, Witczak 20, Kalembka 19, Fijałek 17, Krulicki 10, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 151: Quiroga 33, Pietraszko 29, Butryn 27, Kohut 18, Komenda 12, Kapelus 10, Witczak 9, Fijałek 5, Krulicki 3, Sobański 3, Stelmach 1, Kalembka 1,

Ilość przyjęć – GKS 1969: Quiroga 675, Kapelus 471, Mariański 431, Sobański 216, Stańczak 99, Kohut 18, Pietraszko 17, Stelmach 14, Kalembka 6, Krulicki 6, Komenda 6, Witczak 5, Butryn 3, Fijałek 2,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 159: Quiroga 43, Kapelus 37, Mariański 32, Sobański 25, Stańczak 7, Pietraszko 3, Krulicki 3, Komenda 3, Stelmach 3, Fijałek 1, Kalembka 1, Witczak 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 411: Quiroga 137, Kapelus 106, Mariański 78, Sobański 55, Stańczak 21, Stelmach 4, Pietraszko 3, Kohut 3, Komenda 1, Kalembka 1, Krulicki 1. Witczak 1,
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 494: Quiroga 177, Mariański 131, Kapelus 105, Sobański 47, Stańczak 21, Kohut 3, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kalembka 2, Witczak 2, Krulicki 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 40%, Butryn 33%, Kalembka 33%, Mariański 30%, Quiroga 26%, Sobański 22%, Kapelus 22%, Stańczak 21%, Krulicki 17%, Kohut 17%, Stelmach 14%, Pietraszko 12%, Komenda 0%, Fijałek 0%,

Ilość ataków – GKS 2698: Butryn 710, Quiroga 654, Kapelus 406, Kohut 243, Pietraszko 209, Witczak 188, Sobański 170, Kalembka 40, Krulicki 36, Komenda 31, Stelmach 6, Fijałek 5,
Ilość błędów w ataku – GKS 182: Butryn 66, Quiroga 49, Sobański 19, Kapelus 17, Witczak 13, Pietraszko 7, Kohut 5, Komenda 3, Kalembka 2, Krulicki 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 205: Butryn 56, Quiroga 39, Kapelus 39, Witczak 22, Sobański 18, Pietraszko 16, Kohut 10, Kalembka 3, Komenda 2,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1270: Butryn 326, Quiroga 283, Kapelus 170, Kohut 143, Pietraszko 130, Witczak 83, Sobański 71, Kalembka 24, Krulicki 19, Komenda 13, Fijałek 4, Stelmach 4,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 80%, Stelmach 67%, Pietraszko 62%, Kalembka 60%, Kohut 59%, Krulicki 53%, Butryn 46%, Witczak 44%, Quiroga 43%, Komenda 42%, Kapelus 42%, Sobański 42%,

Ilość bloków punktowych – GKS 194: Pietraszko 42, Kohut 38, Komenda 29, Butryn 22, Quiroga 17, Kapelus 16, Krulicki 10, Sobański 9, Kalembka 5, Witczak 4, Stelmach 1, Fijałek 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 26: Kohut 6, Butryn 5, Komenda 5, Quiroga 4, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 12: Komenda 5, Butryn 3, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1, Sobański 1,
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 15: Butryn 7, Kapelus 2, Quiroga 2, Sobański 1, Witczak 1, Pietraszko 1, Stańczak 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga