Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [3] – Znakomity pierwszy set GKS-u, a potem… katastrofa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z ONICO trwał 97 minut, z czego I set 23 min. – II set 24 min. – III set 23 min. – IV set 27 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 26: zagrywka 12, atak 7, siatka 5, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 28: zagrywka 19, atak 4, siatka 2, inne 3.

Ilość zdobytych punktów – GKS 57: Butryn 13, Kapelus 13, Pietraszko 9, Krulicki 4, Sobański 4, Quiroga 4, Kohut 3, Witczak 2, Komenda 2, Stelmach 2, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 25: Butryn 6, Kapelus 6, Pietraszko 4, Krulicki 2, Witczak 2, Sobański 2, Komenda 1, Stelmach 1, Quiroga 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 32: Butryn 7, Kapelus 7, Pietraszko 5, Kohut 3, Quiroga 3, Krulicki 2, Sobański 2, Komenda 1, Kalembka 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 20: Butryn 10, Pietraszko 6, Kapelus 5, Krulicki 2, Stelmach 2, Witczak 1, Kalembka 1, Kohut 1, Sobański 1, Komenda -2, Quiroga -3, Stańczak -4.

Ilość zagrywek – GKS 84: Quiroga 18, Komenda 13, Butryn 13, Kapelus 8, Pietraszko 8, Krulicki 6, Kohut 6, Witczak 3, Kalembka 3, Sobański 3, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 19: Kapelus 4, Komenda 3, Pietraszko 3, Krulicki 2, Kohut 2, Sobański 2, Witczak 1, Butryn 1, Quiroga 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Krulicki 2, Witczak 2, Butryn 1, Kapelus 1, Pietraszko 1.

Ilość przyjęć – GKS 72: Stańczak 21, Kapelus 21, Quiroga 15, Mariański 5, Sobański 5, Kalembka 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 9: Stańczak 4, Quiroga 4, Kapelus 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 44%: Krulicki 100%, Kalembka 100%, Pietraszko 100%, Stelmach 100%, Mariański 60%, Quiroga 47%, Kapelus 43%, Stańczak 33%, Sobański 20%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 19%: Krulicki 100%, Pietraszko 100%, Stelmach 100%, Kapelus 24%, Mariański 20%, Sobański 20%, Stańczak 14%, Quiroga 7%, Kalembka 0%.

Ilość ataków – GKS 101: Butryn 35, Kapelus 21, Quiroga 18, Pietraszko 6, Kohut 6, Sobański 6, Krulicki 3, Komenda 2, Stelmach 2, Witczak 1, Kalembka 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 4: Quiroga 2, Butryn 1, Kapelus 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 5: Kapelus 2, Komenda 1, Butryn 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 44: Butryn 12, Kapelus 12, Pietraszko 4, Sobański 4, Kohut 3, Quiroga 3, Krulicki 2, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Kalembka 100%, Stelmach 100%, Krulicki 67%, Pietraszko 67%, Sobański 67%, Kapelus 57%, Komenda 50%, Kohut 50%, Butryn 34%, Quiroga 17%, Witczak 0%.

Ilość bloków punktowych – GKS 6: Pietraszko 4, Komenda 1, Quiroga 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 2: Butryn 1, Kapelus 1.

 

To był chyba najlepszy set w wykonaniu GieKSy w krótkiej historii występów na parkietach PlusLigowych. Naszym siatkarzom wychodziło praktycznie wszystko, górowaliśmy w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Gospodarze byli bezradni jak dzieci… szkoda, że to wszystko skończyło się tak szybko, ale po kolei… wpierw zobaczmy liczby tego seta. Skuteczność w ataku GKS miał 67% przy 15% ONICO. Gospodarze pierwszy punkt po własnej skutecznej akcji zdobyli dopiero przy stanie 6:10 dla GieKSy, a łącznie takich oczek zdobyli… Uwaga: TRZY! To jakiś niewyobrażalny rekord in minus PlusLigi! W punktach podliczono więc 14:3! GKS miał 2 asy serwisowe i 4 bloki, nie trzeba chyba dodawać, że gospodarze mieli ZERO! Łącznie po własnych akcjach nasz zespół wygrał aż 20:3! Nie spotkałem się jeszcze z takim wynikiem w statystykach. Błędy własne, GKS miał 7, a warszawianie 5, więc gdyby nie te prezenty z naszej strony wynik mógł być jeszcze wyższy! Przyjęcie rewelacyjne – dokładne na poziomie 70% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 10% do 39%. No ciężko się do czegoś przyczepić w grze GKS-u, no może do zbyt dużej ilości zepsutych zagrywek, bo aż 6. Najwięcej oczek zdobyli Pietraszko i Kapelus po 6, a Ukrainiec miał rewelacyjny procent skuteczności, bo na 7 ataków skończył 6, czyli 86%!

W drugim secie czar prysł i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki obie drużyny zamieniły się rolami. Tym razem to siatkarze GKS-u mieli ogromny problem ze skończeniem własnych ataków, gdzie zdobyli o zgrozo… 2 oczka więcej niż gospodarze w premierowej partii! Przegralibyśmy tego seta zapewne w podobnym stosunku, jak wygraliśmy pierwszego, ale „ratowali” sytuację gracze ONICO dużą ilością błędów własnych. Skuteczność w ataku odwrócona kompletnie – GKS miał 19% przy 61% ONICO. Wynikowo wyszło 5:17! GieKSa miał 3 asy i 1 blok, a warszawianie tylko 2 asy. Łącznie po własnych akcjach nasz zespół przegrał 9:19! We wspomnianych błędach własnych nasi siatkarze mieli ich 6, a ONICO aż 11. Przyjęcie się obniżyło rzec jasna, ale i tak nie było jakieś najgorsze, ale co z tego… – dokładne na poziomie 44% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 28% do 38%. Kapelus jeszcze na 3 ataki skończył 2 (czyli 67%), więc czemu nasz rozgrywający „uczepił się” grania do kompletnie rozsypanego Butryna (na 8 ataków skończył… 1, czyli 13%) oraz Quirogi (na 7 akcji nie skończył żadnej!) tego nie wie nikt.

Paradoksalnie gra naszego zespołu w tej partii wyglądała „wizualnie” lepiej niż w secie poprzednim, ale jakoś sam wynik, mówi nam coś innego. No bo graliśmy solidnie do pewnego momentu, a konkretnie do stanu 11:13 dla gospodarzy, (prowadząc nawet wcześniej kilkukrotnie np. 4:2 czy 9:8) a potem im dalej w las, tym gorzej. Wymownym komentarzem niech będzie sytuacja z końcówki tego seta, gdy od stanu 14:20, gospodarze nie zdobyli już ani jednego punktu po własnej skutecznej akcji! a i tak spokojnie go wygrali. Skuteczność wyglądała procentowo bardzo słabo – GKS 39% do 61% ONICO – ale jakoś nie przerodziło się to na wielkie straty po naszej stronie, bo w punktach wyszło tylko 9:11. GieKSa zaliczył tylko 2 asy, a gospodarze 4 asy i 1 blok. W błędach własnych GKS dorzucił rywalom 9 oczek, dostając w zamian tylko 6. Przyjęcie było lepsze nawet po naszej stronie, ale nic z tego w ataku nie skorzystaliśmy – dokładne na poziomie 41% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 8%. Ciężko kogoś wyróżnić w tym secie, no ale jak Butryn, Kapelus i Quiroga łącznie na 19 swoich ataków, skończyli tylko 6 piłek, to o czym ta rozmowa?

 

Czwarty set był najbardziej wyrównany ze wszystkich, choć i tak GieKSa od początku musiała gonić wynik i go… nie dogoniła. Ostatni remis był przy stanie 3:3, potem straciliśmy sześć punktów z rzędu i gra była już w tej partii praktycznie ustawiona! Udało się naszym siatkarzom dojść na wynik 18:20 i znów zabrakło jakości w samej końcówce. Poprawiliśmy grę w ataku, skuteczność GKS-u był na poziomie 52%, a ONICO 48% – w punktach podliczono 16:12. Niestety straciliśmy tę przewagę w blokach i na siatce. GieKSa miała tylko 1 blok, a warszawianie 3 asy i 4 bloki i już byliśmy dwa oczka do tyłu. Resztę dołożyliśmy błędami własnymi, u nas było 6, a u rywali 4. Przyjęcie padło, ale jakoś ostatnio niema ono bezpośredniego przełożenia na nasz wynik w secie – dokładne na poziomie 36% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 33%. W ataku troszkę odbudował się Butryn, zdobywca 6 punktów (46% skuteczności), ale zabrakło wsparcia innych graczy.

Ogólnie to był „dziwny” mecz. Przypominał największy rollercoaster w Europie Środkowo-Wschodniej czyli Lech Coaster z Legendii (jak można było zmienić nazwę „Wesołego Miasteczka”?!). Zaczęliśmy w Warszawie wjazd na wzniesienie pociągiem tej kolejki (1 set) i na samym szczycie osiągnęliśmy wynik 25:10. Pociąg na Torwarze pokonał bardzo stromy pierwszy spadek z jednoczesnym obrotem w prawo, po czym wykonał pierwszą inwersję (to był 2 set). Następnie pokonał niskie wzniesienie z jednoczesną zmianą pochylenia i drugie, wyższe, wzniesienie oraz drugą inwersję (to był 3 set). Tuż za korkociągiem pociąg wykonał nawrót będący niemal inwersją, następnie zwrot o 180° w prawo (to był 4 set). Nie udało się nam dokończyć jazdy na coasterze – pokonanie dwóch spiral i wyhamowanie przed stacją – bo nie doprowadziliśmy do tie-breaka. Naprawdę ciężko wytłumaczyć tak spory zjazd, jeśli chodzi o naszą jakość gry. Tak jak i trener Antiga nie był wstanie wytłumaczyć dlaczego zagrali tak słabiutkiego pierwszego seta. W takich przypadkach mówi się, że „gra się tak jak przeciwnik pozwala”, no i chyba coś w tym jest, patrząc na to co się wydarzyło na Torwarze.
Skuteczność w ataku – GKS 44% przy 47% ONICO – w punktach wyliczono 44:43 dla nas. Asy serwisowe – 7:9, a bloki punktowe 6:5. Łącznie po własnych akcjach uzyskano wynik remisowy 57:57. Błędy własne – GKS 28 w tym aż 19 z zagrywki, to prawdziwa zmora GieKSy w tym sezonie – ONICO 26 błędów. Przyjęcie lepsze po stronie gospodarzy – dokładne na poziomie 44% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 31%. Po tak rozegranym meczu nie możemy nikogo wyróżnić w naszym zespole.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 3 meczach (12 setów)

Bilans meczów łącznie – 1:2 – Bilans punktów – 3:6 – Bilans setów – 5:7 – Bilans małych punktów – 274:266
Bilans meczów „u siebie” – 0:1 – Bilans punktów – 0:3 – Bilans setów – 1:3 – Bilans małych punktów – 97:102
Bilans meczów „na wyjeździe” – 1:1 – Bilans punktów – 3:3 – Bilans setów 4:4 – Bilans małych punktów – 177:164

Rozegrane mecze –  3: Stańczak, Witczak, Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Fijałek, Kohut, Stelmach, Quiroga, 2: Mariański, Krulicki, Kalembka, Sobański

Rozegrane sety –  12- Stańczak, Butryn, Kapelus, Quiroga, 11: Komenda, Pietraszko, 9: Kohut, 8: Fijałek, 6: Witczak, Stelmach, 5: Krulicki, 4: Mariański, Sobański, 3: Kalembka,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” –  1850:2900

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 302 minuty, z czego I set 68 min. – II set 74 min. – III set 74 min. – IV set 86 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 83: zagrywka 49, atak 22, siatka 7, inne 5.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 84: zagrywka 58, atak 16, siatka 5, inne 5.

Ilość zdobytych punktów – GKS 191: Butryn 47, Kapelus 38, Quiroga 34, Pietraszko 30, Kohut 14, Komenda 8, Sobański 7, Krulicki 6, Kalembka 2, Witczak 2, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 72: Butryn 18, Kapelus 15, Pietraszko 12, Kohut 7, Quiroga 7, Komenda 5, Sobański 3, Krulicki 2, Witczak 2, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 119: Butryn 29, Quiroga 27, Kapelus 23, Pietraszko 18, Kohut 7, Krulicki 4, Sobański 4, Komenda 3, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 80: Butryn 21, Quiroga 20, Kapelus 18, Pietraszko 17, Kohut 6, Krulicki 3, Stelmach 2, Kalembka 2, Sobański 0, Witczak -1, Fijałek -2, Komenda -2, Stańczak -4.

Ilość zagrywek – GKS 275: Butryn 45, Quiroga 45, Pietraszko 40, Komenda 39, Kapelus 37, Kohut 30, Krulicki 14, Fijałek 8, Sobański 6, Witczak 5, Kalembka 5, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 58: Pietraszko 13, Kapelus 9, Butryn 8, Komenda 8, Kohut 6, Quiroga 5, Krulicki 3, Sobański 3, Fijałek 2, Witczak 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 13: Komenda 2, Krulicki 2, Witczak 2, Butryn 2, Kapelus 2, Kohut 1, Quiroga 1, Pietraszko 1.

Ilość przyjęć – GKS 216: Kapelus 88, Stańczak 54, Quiroga 52, Sobański 9, Mariański 5, Kalembka 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1, Komenda 1, Fijałek 1, Kohut 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 14: Kapelus 4, Stańczak 4, Quiroga 4, Fijałek 1, Sobański 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 41: Kapelus 18, Stańczak 10, Quiroga 8, Sobański 3, Komenda 1, Mariański 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 55: Kapelus 24, Quiroga 13, Stańczak 12, Sobański 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Mariański 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Krulicki 100%, Pietraszko 100%, Stelmach 100%, Kapelus 27%, Quiroga 25%, Stańczak 22%, Sobański 22%, Mariański 20%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kohut 0%, Kalembka 0%,

Ilość ataków – GKS 317: Butryn 98, Quiroga 76, Kapelus 61, Pietraszko 25, Kohut 19, Sobański 12, Komenda 8, Krulicki 8, Witczak 4, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 16: Butryn 9, Kapelus 3, Quiroga 3, Witczak 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 23: Butryn 9, Kapelus 4, Sobański 3, Kohut 2, Quiroga 2, Komenda 2, Witczak 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 153: Butryn 42, Kapelus 34, Quiroga 31, Pietraszko 18, Kohut 10, Sobański 6, Krulicki 4, Komenda 3, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 72%, Kalembka 67%, Kapelus 56%, Kohut 53%, Krulicki 50%, Sobański 50%, Butryn 43%, Quiroga 41%, Komenda 38%, Witczak 0%,

Ilość bloków punktowych – GKS 25: Pietraszko 11, Kohut 3, Butryn 3, Komenda 3, Kapelus 2, Quiroga 2, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 5: Quiroga 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1.
MVP – GKS 1: Komenda 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

#SzacunekDlaArbitra

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.

Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.

Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.

– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.

Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.

Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.

Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.

W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.

Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.

Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…

Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.

No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.

Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.

Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.

Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.

Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.

Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.

I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.

Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.

Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.

No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.

A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.

Kontynuuj czytanie

Felietony

Duma i wściekłość

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.

Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.

Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.

Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.

Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.

GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.

Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.

No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.

W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.

Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.

Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.

W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.

Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.

Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.

Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.

O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.

Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.

Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.

Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.

Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.

Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.

Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.

Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.

Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Czerwiński: To my graliśmy lepiej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.

Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.

Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.

Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.

Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.

Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.

Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.

Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?

Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.

Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.

Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.

Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.

Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga