Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [3] – Znakomity pierwszy set GKS-u, a potem… katastrofa
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z ONICO trwał 97 minut, z czego I set 23 min. – II set 24 min. – III set 23 min. – IV set 27 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 26: zagrywka 12, atak 7, siatka 5, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 28: zagrywka 19, atak 4, siatka 2, inne 3.
Ilość zdobytych punktów – GKS 57: Butryn 13, Kapelus 13, Pietraszko 9, Krulicki 4, Sobański 4, Quiroga 4, Kohut 3, Witczak 2, Komenda 2, Stelmach 2, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 25: Butryn 6, Kapelus 6, Pietraszko 4, Krulicki 2, Witczak 2, Sobański 2, Komenda 1, Stelmach 1, Quiroga 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 32: Butryn 7, Kapelus 7, Pietraszko 5, Kohut 3, Quiroga 3, Krulicki 2, Sobański 2, Komenda 1, Kalembka 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 20: Butryn 10, Pietraszko 6, Kapelus 5, Krulicki 2, Stelmach 2, Witczak 1, Kalembka 1, Kohut 1, Sobański 1, Komenda -2, Quiroga -3, Stańczak -4.
Ilość zagrywek – GKS 84: Quiroga 18, Komenda 13, Butryn 13, Kapelus 8, Pietraszko 8, Krulicki 6, Kohut 6, Witczak 3, Kalembka 3, Sobański 3, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 19: Kapelus 4, Komenda 3, Pietraszko 3, Krulicki 2, Kohut 2, Sobański 2, Witczak 1, Butryn 1, Quiroga 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Krulicki 2, Witczak 2, Butryn 1, Kapelus 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 72: Stańczak 21, Kapelus 21, Quiroga 15, Mariański 5, Sobański 5, Kalembka 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 9: Stańczak 4, Quiroga 4, Kapelus 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 44%: Krulicki 100%, Kalembka 100%, Pietraszko 100%, Stelmach 100%, Mariański 60%, Quiroga 47%, Kapelus 43%, Stańczak 33%, Sobański 20%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 19%: Krulicki 100%, Pietraszko 100%, Stelmach 100%, Kapelus 24%, Mariański 20%, Sobański 20%, Stańczak 14%, Quiroga 7%, Kalembka 0%.
Ilość ataków – GKS 101: Butryn 35, Kapelus 21, Quiroga 18, Pietraszko 6, Kohut 6, Sobański 6, Krulicki 3, Komenda 2, Stelmach 2, Witczak 1, Kalembka 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 4: Quiroga 2, Butryn 1, Kapelus 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 5: Kapelus 2, Komenda 1, Butryn 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 44: Butryn 12, Kapelus 12, Pietraszko 4, Sobański 4, Kohut 3, Quiroga 3, Krulicki 2, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Kalembka 100%, Stelmach 100%, Krulicki 67%, Pietraszko 67%, Sobański 67%, Kapelus 57%, Komenda 50%, Kohut 50%, Butryn 34%, Quiroga 17%, Witczak 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 6: Pietraszko 4, Komenda 1, Quiroga 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 2: Butryn 1, Kapelus 1.
To był chyba najlepszy set w wykonaniu GieKSy w krótkiej historii występów na parkietach PlusLigowych. Naszym siatkarzom wychodziło praktycznie wszystko, górowaliśmy w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Gospodarze byli bezradni jak dzieci… szkoda, że to wszystko skończyło się tak szybko, ale po kolei… wpierw zobaczmy liczby tego seta. Skuteczność w ataku GKS miał 67% przy 15% ONICO. Gospodarze pierwszy punkt po własnej skutecznej akcji zdobyli dopiero przy stanie 6:10 dla GieKSy, a łącznie takich oczek zdobyli… Uwaga: TRZY! To jakiś niewyobrażalny rekord in minus PlusLigi! W punktach podliczono więc 14:3! GKS miał 2 asy serwisowe i 4 bloki, nie trzeba chyba dodawać, że gospodarze mieli ZERO! Łącznie po własnych akcjach nasz zespół wygrał aż 20:3! Nie spotkałem się jeszcze z takim wynikiem w statystykach. Błędy własne, GKS miał 7, a warszawianie 5, więc gdyby nie te prezenty z naszej strony wynik mógł być jeszcze wyższy! Przyjęcie rewelacyjne – dokładne na poziomie 70% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 10% do 39%. No ciężko się do czegoś przyczepić w grze GKS-u, no może do zbyt dużej ilości zepsutych zagrywek, bo aż 6. Najwięcej oczek zdobyli Pietraszko i Kapelus po 6, a Ukrainiec miał rewelacyjny procent skuteczności, bo na 7 ataków skończył 6, czyli 86%!
W drugim secie czar prysł i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki obie drużyny zamieniły się rolami. Tym razem to siatkarze GKS-u mieli ogromny problem ze skończeniem własnych ataków, gdzie zdobyli o zgrozo… 2 oczka więcej niż gospodarze w premierowej partii! Przegralibyśmy tego seta zapewne w podobnym stosunku, jak wygraliśmy pierwszego, ale „ratowali” sytuację gracze ONICO dużą ilością błędów własnych. Skuteczność w ataku odwrócona kompletnie – GKS miał 19% przy 61% ONICO. Wynikowo wyszło 5:17! GieKSa miał 3 asy i 1 blok, a warszawianie tylko 2 asy. Łącznie po własnych akcjach nasz zespół przegrał 9:19! We wspomnianych błędach własnych nasi siatkarze mieli ich 6, a ONICO aż 11. Przyjęcie się obniżyło rzec jasna, ale i tak nie było jakieś najgorsze, ale co z tego… – dokładne na poziomie 44% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 28% do 38%. Kapelus jeszcze na 3 ataki skończył 2 (czyli 67%), więc czemu nasz rozgrywający „uczepił się” grania do kompletnie rozsypanego Butryna (na 8 ataków skończył… 1, czyli 13%) oraz Quirogi (na 7 akcji nie skończył żadnej!) tego nie wie nikt.
Paradoksalnie gra naszego zespołu w tej partii wyglądała „wizualnie” lepiej niż w secie poprzednim, ale jakoś sam wynik, mówi nam coś innego. No bo graliśmy solidnie do pewnego momentu, a konkretnie do stanu 11:13 dla gospodarzy, (prowadząc nawet wcześniej kilkukrotnie np. 4:2 czy 9:8) a potem im dalej w las, tym gorzej. Wymownym komentarzem niech będzie sytuacja z końcówki tego seta, gdy od stanu 14:20, gospodarze nie zdobyli już ani jednego punktu po własnej skutecznej akcji! a i tak spokojnie go wygrali. Skuteczność wyglądała procentowo bardzo słabo – GKS 39% do 61% ONICO – ale jakoś nie przerodziło się to na wielkie straty po naszej stronie, bo w punktach wyszło tylko 9:11. GieKSa zaliczył tylko 2 asy, a gospodarze 4 asy i 1 blok. W błędach własnych GKS dorzucił rywalom 9 oczek, dostając w zamian tylko 6. Przyjęcie było lepsze nawet po naszej stronie, ale nic z tego w ataku nie skorzystaliśmy – dokładne na poziomie 41% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 8%. Ciężko kogoś wyróżnić w tym secie, no ale jak Butryn, Kapelus i Quiroga łącznie na 19 swoich ataków, skończyli tylko 6 piłek, to o czym ta rozmowa?
Czwarty set był najbardziej wyrównany ze wszystkich, choć i tak GieKSa od początku musiała gonić wynik i go… nie dogoniła. Ostatni remis był przy stanie 3:3, potem straciliśmy sześć punktów z rzędu i gra była już w tej partii praktycznie ustawiona! Udało się naszym siatkarzom dojść na wynik 18:20 i znów zabrakło jakości w samej końcówce. Poprawiliśmy grę w ataku, skuteczność GKS-u był na poziomie 52%, a ONICO 48% – w punktach podliczono 16:12. Niestety straciliśmy tę przewagę w blokach i na siatce. GieKSa miała tylko 1 blok, a warszawianie 3 asy i 4 bloki i już byliśmy dwa oczka do tyłu. Resztę dołożyliśmy błędami własnymi, u nas było 6, a u rywali 4. Przyjęcie padło, ale jakoś ostatnio niema ono bezpośredniego przełożenia na nasz wynik w secie – dokładne na poziomie 36% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 33%. W ataku troszkę odbudował się Butryn, zdobywca 6 punktów (46% skuteczności), ale zabrakło wsparcia innych graczy.
Ogólnie to był „dziwny” mecz. Przypominał największy rollercoaster w Europie Środkowo-Wschodniej czyli Lech Coaster z Legendii (jak można było zmienić nazwę „Wesołego Miasteczka”?!). Zaczęliśmy w Warszawie wjazd na wzniesienie pociągiem tej kolejki (1 set) i na samym szczycie osiągnęliśmy wynik 25:10. Pociąg na Torwarze pokonał bardzo stromy pierwszy spadek z jednoczesnym obrotem w prawo, po czym wykonał pierwszą inwersję (to był 2 set). Następnie pokonał niskie wzniesienie z jednoczesną zmianą pochylenia i drugie, wyższe, wzniesienie oraz drugą inwersję (to był 3 set). Tuż za korkociągiem pociąg wykonał nawrót będący niemal inwersją, następnie zwrot o 180° w prawo (to był 4 set). Nie udało się nam dokończyć jazdy na coasterze – pokonanie dwóch spiral i wyhamowanie przed stacją – bo nie doprowadziliśmy do tie-breaka. Naprawdę ciężko wytłumaczyć tak spory zjazd, jeśli chodzi o naszą jakość gry. Tak jak i trener Antiga nie był wstanie wytłumaczyć dlaczego zagrali tak słabiutkiego pierwszego seta. W takich przypadkach mówi się, że „gra się tak jak przeciwnik pozwala”, no i chyba coś w tym jest, patrząc na to co się wydarzyło na Torwarze.
Skuteczność w ataku – GKS 44% przy 47% ONICO – w punktach wyliczono 44:43 dla nas. Asy serwisowe – 7:9, a bloki punktowe 6:5. Łącznie po własnych akcjach uzyskano wynik remisowy 57:57. Błędy własne – GKS 28 w tym aż 19 z zagrywki, to prawdziwa zmora GieKSy w tym sezonie – ONICO 26 błędów. Przyjęcie lepsze po stronie gospodarzy – dokładne na poziomie 44% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 31%. Po tak rozegranym meczu nie możemy nikogo wyróżnić w naszym zespole.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 3 meczach (12 setów)
Bilans meczów łącznie – 1:2 – Bilans punktów – 3:6 – Bilans setów – 5:7 – Bilans małych punktów – 274:266
Bilans meczów „u siebie” – 0:1 – Bilans punktów – 0:3 – Bilans setów – 1:3 – Bilans małych punktów – 97:102
Bilans meczów „na wyjeździe” – 1:1 – Bilans punktów – 3:3 – Bilans setów 4:4 – Bilans małych punktów – 177:164
Rozegrane mecze – 3: Stańczak, Witczak, Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Fijałek, Kohut, Stelmach, Quiroga, 2: Mariański, Krulicki, Kalembka, Sobański
Rozegrane sety – 12- Stańczak, Butryn, Kapelus, Quiroga, 11: Komenda, Pietraszko, 9: Kohut, 8: Fijałek, 6: Witczak, Stelmach, 5: Krulicki, 4: Mariański, Sobański, 3: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 1850:2900
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 302 minuty, z czego I set 68 min. – II set 74 min. – III set 74 min. – IV set 86 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 83: zagrywka 49, atak 22, siatka 7, inne 5.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 84: zagrywka 58, atak 16, siatka 5, inne 5.
Ilość zdobytych punktów – GKS 191: Butryn 47, Kapelus 38, Quiroga 34, Pietraszko 30, Kohut 14, Komenda 8, Sobański 7, Krulicki 6, Kalembka 2, Witczak 2, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 72: Butryn 18, Kapelus 15, Pietraszko 12, Kohut 7, Quiroga 7, Komenda 5, Sobański 3, Krulicki 2, Witczak 2, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 119: Butryn 29, Quiroga 27, Kapelus 23, Pietraszko 18, Kohut 7, Krulicki 4, Sobański 4, Komenda 3, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 80: Butryn 21, Quiroga 20, Kapelus 18, Pietraszko 17, Kohut 6, Krulicki 3, Stelmach 2, Kalembka 2, Sobański 0, Witczak -1, Fijałek -2, Komenda -2, Stańczak -4.
Ilość zagrywek – GKS 275: Butryn 45, Quiroga 45, Pietraszko 40, Komenda 39, Kapelus 37, Kohut 30, Krulicki 14, Fijałek 8, Sobański 6, Witczak 5, Kalembka 5, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 58: Pietraszko 13, Kapelus 9, Butryn 8, Komenda 8, Kohut 6, Quiroga 5, Krulicki 3, Sobański 3, Fijałek 2, Witczak 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 13: Komenda 2, Krulicki 2, Witczak 2, Butryn 2, Kapelus 2, Kohut 1, Quiroga 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 216: Kapelus 88, Stańczak 54, Quiroga 52, Sobański 9, Mariański 5, Kalembka 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1, Komenda 1, Fijałek 1, Kohut 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 14: Kapelus 4, Stańczak 4, Quiroga 4, Fijałek 1, Sobański 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 41: Kapelus 18, Stańczak 10, Quiroga 8, Sobański 3, Komenda 1, Mariański 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 55: Kapelus 24, Quiroga 13, Stańczak 12, Sobański 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Mariański 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Krulicki 100%, Pietraszko 100%, Stelmach 100%, Kapelus 27%, Quiroga 25%, Stańczak 22%, Sobański 22%, Mariański 20%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kohut 0%, Kalembka 0%,
Ilość ataków – GKS 317: Butryn 98, Quiroga 76, Kapelus 61, Pietraszko 25, Kohut 19, Sobański 12, Komenda 8, Krulicki 8, Witczak 4, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 16: Butryn 9, Kapelus 3, Quiroga 3, Witczak 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 23: Butryn 9, Kapelus 4, Sobański 3, Kohut 2, Quiroga 2, Komenda 2, Witczak 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 153: Butryn 42, Kapelus 34, Quiroga 31, Pietraszko 18, Kohut 10, Sobański 6, Krulicki 4, Komenda 3, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 72%, Kalembka 67%, Kapelus 56%, Kohut 53%, Krulicki 50%, Sobański 50%, Butryn 43%, Quiroga 41%, Komenda 38%, Witczak 0%,
Ilość bloków punktowych – GKS 25: Pietraszko 11, Kohut 3, Butryn 3, Komenda 3, Kapelus 2, Quiroga 2, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 5: Quiroga 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1.
MVP – GKS 1: Komenda 1.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze