Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [7] – GieKSa zagrała jak na faworyta przystało!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Dafi Społem trwał 63 minuty, z czego I set 24 min. – II set 21 min. – III set 18 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 28: zagrywka 14, atak 12, siatka 1, inne 1.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 18: zagrywka 15, atak 3, siatka 0, inne 0.

Ilość zdobytych punktów – GKS 47: Butryn 15, Kapelus 9, Quiroga 9, Pietraszko 6, Kohut 5, Komenda 2, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 22: Butryn 9, Kapelus 4, Quiroga 3, Komenda 2, Kohut 2, Pietraszko 1, Sobański 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 25: Butryn 6, Quiroga 6, Kapelus 5, Pietraszko 5, Kohut 3.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 27: Butryn 13, Quiroga 6, Kapelus 5, Pietraszko 2, Sobański 1.

Ilość zagrywek – GKS 74: Butryn 16, Quiroga 14, Kohut 12, Komenda 11, Pietraszko 11, Kapelus 10.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 15: Kohut 4, Pietraszko 3, Komenda 2, Butryn 2, Kapelus 2, Quiroga 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Butryn 2, Quiroga 2, Kapelus 1.

Ilość przyjęć – GKS 35: Quiroga 20, Mariański 9, Kapelus 5, Sobański 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 0:
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 51%: Sobański 100%, Kapelus 60%, Quiroga 50%, Mariański 44%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 31%: Sobański 100%, Kapelus 40%, Mariański 33%, Quiroga 25%.

Ilość ataków – GKS 70: Butryn 21, Kapelus 17, Quiroga 11, Kohut 9, Pietraszko 8, Sobański 4.
Ilość błędów w ataku – GKS 3: Kapelus 1, Pietraszko 1, Kohut 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 2: Kapelus 1, Quiroga 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 37: Butryn 12, Kapelus 7, Quiroga 7, Pietraszko 5, Kohut 5, Sobański 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 53%: Quiroga 64%, Pietraszko 63%, Butryn 57%, Kohut 56%, Kapelus 41%, Sobański 25%.

Ilość bloków punktowych – GKS 5: Komenda 2, Butryn 1, Kapelus 1, Pietraszko 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:

 

Po lepszym początku dla gości, w pierwszym secie GKS szybko wyszedł na prowadzenie 6:4 i zaczął systematycznie powiększać swą przewagę, od 9:6 i 11:7 poprzez 13:8 i 18:12 aż do 20:13. Wtedy kielczanie spróbowali jeszcze odrobić straty, ale udało się to im tylko częściowo, bo o dwa oczka. Set w większości czasu pod naszą kontrolą, ale statystyki pokazały na bardziej wyrównaną partię. Skuteczność w ataku GKS miał 48% przy aż 57% gości, ale punktowo przegraliśmy minimalnie 12:13. GieKSa miała po 2 asy i bloki, a Społem tylko 1 blok. W błędach własnych GKS 7, a Dafi 9. Przyjęcie również wyrównane – dokładne na poziomie 50% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 31% do 32%. Punktowanie było pod kontrolą Butryna oraz Quirogi, którzy zdobyli po 5 oczek.

Drugi set pod pełną kontrolą GKS-u od samego początku. Zaczęło się od prowadzenia 4:2, a przy serwisie Butryna mieliśmy niesamowitą serie i wygrywaliśmy już 11:3! Potem było już tylko… lepiej, od 16:6 do 22:11, no i skończyło się 13 oczkach przewagi. Oprócz naszej dobrej gry, kielczanie wspierali nas swymi… błędami i stąd taki rezultat. Skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 53%, przy 27% Społem, a w punktach wyliczono i tak małą przewagę, bo tylko 10:7. Ponownie GiekSa miała po 2 asy i bloki, a Społem tylko 1 blok. GKS podarował gościom błędami własnym tylko 4 punkty, wszystkie z zagrywki, a kielczanie błędów popełnili aż 11! Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 57% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 43% do 25%. Najwięcej oczek zdobył Butryn, znów 5, a pozostałe rozłożyły się na resztę graczy.

Od początku trzeciej partii widzieliśmy spokojną i skuteczną grę GKS-u. Prowadzenia nie oddaliśmy ani na moment, był tylko jeden remis na samym początku (1:1). Zaczęliśmy od 3:1 i 6:3, poprzez 11:7 i 15:9, następnie 20:12, by zakończyć na 25:15. Zagraliśmy ponownie skutecznie w ataku, GKS miał 58% skuteczności, przy 38% gości, a w punktach wyszło aż 15:8. GieKSa miał tylko po 1 asie i bloku, ale za to Społem ZERO w obu tych elementach. Błędy własne GKS miał 7, przy 8 Społem. Przyjęcie lepsze u nas, ale rywale też nie mieli jakiegoś najgorszego – dokładne na poziomie 50% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 25%. W punktowaniu Butryna (ponownie zdobył 5 oczek) wsparł tym razem Kapelus, który zapisał na swoim koncie 6 punktów.

Ogólnie GieKSa sprostała roli faworyta i pewnie pokonała kielczan. Czas trwania spotkania (63 minuty) mówi w zasadzie wszystko. Nasza drużyna była lepsza od przeciwnika, w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Jedynie, do czego się można przyczepić to tradycyjnie, nadmierna ilość zepsutych zagrywek. To nasza największa bolączka od początku sezonu. Skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 53%, a Społem 40%, w punktach podliczono 37:28 na naszą korzyść. Asów serwisowych nasi siatkarze zrobili 5, przy ani jednym gości, podobnie w blokach punktowych, GKS miał 5, a Społem tylko 2. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji wyniosła 47:30, oczywiście dla naszych siatkarzy. Błędów własnych katowiczanie popełnili tylko 18, ale za to aż 15 w zagrywce, kielczanie zaś mieli ich aż 28, ale za to „tylko” 14 na zagrywce. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 51% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 31% do 27%. MVP został wybrany Karol Butryn zdobywca 15 punktów, w tym 12 atakiem (na 21 akcji czyli 57%), 1 oczko blokiem oraz 2 asami. Łącznie zaserwował 16 razy, mając 2 błędy. Ogólnie trzeba wyróżnić grę całej wyjściowej szóstki, która zaprezentowała równy poziom, stąd też tylko krótkie wejścia na parkiet Stelmacha oraz Sobańskiego.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 7 meczach (26 setów)

Bilans meczów łącznie – 5:2 – Bilans punktów – 14:7 – Bilans setów – 17:9 – Bilans małych punktów – 605:550
Bilans meczów „u siebie” – 2:1 – Bilans punktów – 6:3 – Bilans setów – 7:3 – Bilans małych punktów – 248:218
Bilans meczów „na wyjeździe” – 3:1 – Bilans punktów – 8:4 – Bilans setów 10:6 – Bilans małych punktów – 357:332

Rozegrane mecze – 7: Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Kohut, Stelmach, Quiroga, 6: Witczak, Mariański, 5: Fijałek, 4: Stańczak, Krulicki, Sobański, 3: Kalembka,

Rozegrane sety – 26: Kapelus, Quiroga, 25: Komenda, Butryn, 24: Pietraszko, 23: Kohut, 18: Mariański, 14: Stańczak, Witczak, Fijałek, 13: Stelmach, 8: Krulicki, 7: Sobański, 5: Kalembka,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 2950:6140

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 660 minut, z czego I set 169 min. – II set 176 min. – III set 185 min. – IV set 110 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 190: zagrywka 113, atak 52, siatka 11, inne 14.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 172: zagrywka 124, atak 30, siatka 8, inne 10.

Ilość zdobytych punktów – GKS 415: Butryn 94, Quiroga 82, Kapelus 75, Pietraszko 58, Kohut 45, Komenda 24, Witczak 15, Sobański 9, Krulicki 8, Kalembka 2, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 162: Butryn 40, Kapelus 27, Quiroga 26, Pietraszko 20, Komenda 19, Kohut 15, Witczak 6, Krulicki 4, Sobański 4, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 253: Quiroga 56, Butryn 54, Kapelus 48, Pietraszko 38, Kohut 30, Witczak 9, Komenda 5, Sobański 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 187: Butryn 48, Quiroga 45, Kapelus 38, Pietraszko 28, Kohut 25, Witczak 4, Komenda 4, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Sobański -1, Fijałek -2, Mariański -3, Stańczak -4.

Ilość zagrywek – GKS 601: Quiroga 103, Butryn 99, Komenda 93, Pietraszko 86, Kapelus 84, Kohut 71, Witczak 24, Krulicki 17, Fijałek 8, Sobański 8, Kalembka 7, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 124: Pietraszko 24, Kapelus 18, Komenda 18, Butryn 18, Kohut 17, Quiroga 14, Krulicki 5, Witczak 4, Sobański 3, Fijałek 2, Kalembka 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 38: Quiroga 8, Komenda 7, Butryn 7, Pietraszko 5, Kapelus 4, Witczak 3, Kohut 2, Krulicki 2.

Ilość przyjęć – GKS 441: Quiroga 156, Kapelus 142, Mariański 59, Stańczak 54, Sobański 15, Kalembka 3, Kohut 3, Pietraszko 3, Komenda 2, Krulicki 2, Stelmach 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 25: Quiroga 8, Kapelus 5, Stańczak 4, Mariański 3, Sobański 2, Fijałek 1, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 89: Quiroga 31, Kapelus 28, Mariański 11, Stańczak 10, Sobański 5, Komenda 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 117: Quiroga 38, Kapelus 35, Mariański 24, Stańczak 12, Sobański 4, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1, Kohut 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Stelmach 100%, Krulicki 50%, Mariański 41%, Pietraszko 33%, Kohut 33%, Sobański 27%, Kapelus 25%, Quiroga 24%, Stańczak 22%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kalembka 0%,

Ilość ataków – GKS 658: Butryn 169, Quiroga 161, Kapelus 138, Pietraszko 57, Kohut 55, Witczak 31, Sobański 21, Komenda 12, Krulicki 8, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 30: Butryn 13, Quiroga 7, Kapelus 4, Witczak 3, Pietraszko 2, Kohut 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 49: Butryn 15, Kapelus 10, Quiroga 8, Sobański 5, Witczak 4, Pietraszko 3, Kohut 2, Komenda 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 324: Butryn 82, Quiroga 71, Kapelus 67, Pietraszko 37, Kohut 36, Witczak 9, Sobański 8, Komenda 5, Krulicki 4, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 49%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 67%, Kohut 65%, Pietraszko 65%, Krulicki 50%, Kapelus 49%, Butryn 49%, Quiroga 44%, Komenda 42%, Sobański 38%, Witczak 29%,

Ilość bloków punktowych – GKS 53: Pietraszko 16, Komenda 12, Kohut 7, Butryn 5, Kapelus 4, Witczak 3, Quiroga 3, Krulicki 2, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 8: Quiroga 2, Pietraszko 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 5: Komenda 2, Butryn 2, Mariański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga