Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [9] – Wicemistrz Polski lepszy od katowiczan

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u ze Skrą trwał 79 minut, z czego I set 29 min. – II set 27 min. – III set 23 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 27: zagrywka 15, atak 9, siatka 1, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 23: zagrywka 16, atak 5, siatka 0, inne 2.

Ilość zdobytych punktów – GKS 39: Butryn 10, Kohut 6, Pietraszko 5, Quiroga 5, Komenda 4, Sobański 4, Kapelus 3, Krulicki 1, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 9: Komenda 3, Butryn 3, Kapelus 1, Pietraszko 1, Sobański 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 30: Butryn 7, Kohut 6, Quiroga 5, Pietraszko 4, Sobański 3, Kapelus 2, Kalembka 1, Krulicki 1, Komenda 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 3: Butryn 3, Pietraszko 3, Sobański 3, Kohut 2, Krulicki 1, Kalembka -1, Mariański -2, Witczak -3, Kapelus -3.

Ilość zagrywek – GKS 68: Butryn 15, Kohut 11, Quiroga 11, Pietraszko 8, Komenda 7, Kapelus 6, Sobański 4, Kalembka 3, Witczak 2, Fijałek 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 16: Komenda 4, Kohut 4, Butryn 2, Kapelus 2, Pietraszko 2, Witczak 1, Kalembka 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 1: Pietraszko 1.

Ilość przyjęć – GKS 58: Quiroga 27, Kapelus 11, Mariański 11, Sobański 8, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 5: Quiroga 3, Mariański 2.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 41%: Quiroga 52%, Mariański 45%, Kapelus 27%, Sobański 25%, Pietraszko 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 22%: Mariański 27%, Quiroga 26%, Kapelus 18%, Sobański 13%, Pietraszko 0%.

Ilość ataków – GKS 78: Butryn 25, Quiroga 17, Kapelus 10, Kohut 10, Sobański 6, Pietraszko 4, Witczak 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Komenda 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 5: Butryn 3, Witczak 1, Kapelus 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Kapelus 3, Butryn 2, Quiroga 2, Witczak 1, Kalembka 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 31: Butryn 10, Kohut 6, Quiroga 5, Sobański 3, Kapelus 2, Pietraszko 2, Krulicki 1, Komenda 1, Kalembka 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 40%: Krulicki 100%, Komenda 100%, Kohut 60%, Kalembka 50%, Pietraszko 50%, Sobański 50%, Butryn 40%, Quiroga 29%, Kapelus 20%, Witczak 0%.

Ilość bloków punktowych – GKS 7: Komenda 3, Pietraszko 2, Kapelus 1, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:

 

Pierwszy set GKS zaczął od wysokiego „C” osiągając dość sporą przewagę. Zaczęło się od prowadzenia 3:6, poprzez 4:8, 5:10 i 7:13. aż do 9:15. To był bardzo dobry okres gry naszego zespołu, choć gospodarze też troszkę pomogli, mając w tym okresie aż 7 błędów własnych. Od tego momentu gracze Skry znacznie poprawili jakość swej gry i systematycznie, ale troszkę za szybko zaczęli odrabianie strat. Wynik remisowy mieliśmy już przy 16:16, by za chwilę bełchatowianie wyszli już na prowadzenie 18:17. I tak doszliśmy do wyniku 22:21, by w samej końcówce mieć spore problemy ze skończeniem własnych akcji. Skuteczność w ataku, tu był nasz główny problem – GKS miał tylko 28% przy 41% Skry – w punktach podliczono 7:13, a to już były spore straty z takim rywalem. W asach i blokach prawie po równo, bo 3:4. Błędów własnych było mniej po naszej stronie – GKS 8, a Skra 12. W przyjęciu to była przepaść – dokładne na poziomie 25% do 76%, a perfekcyjne na poziomie 13% do 47%. Zdobyliśmy zaledwie 10 punktów po własnych skończonych akcjach, więc trudno kogoś wyróżnić pod tym względem.

Drugi set był bardziej wyrównany niż pierwszy, a zaczęło się ponownie od naszego prowadzenia 6:10, które to w mniejszym wymiarze utrzymaliśmy do stanu 14:15. Potem to gospodarze wyszli na jedno oczko przewagi (16:15), które utrzymało się do stanu 21:20. W decydującej końcówce znów zawiódł u nas atak, co gracze Skry skrzętnie wykorzystali. Skuteczność w ataku procentowo się wyrównała, bo obie ekipy miały po 41%, ale w punktach wyszliśmy nawet na plus, 13:9. Bełchatowianie nadrobili to w asach i blokach wygrywając w tych elementach 3:7, więc po własnych skończonych akcjach mieliśmy remis po 16. No to oczywiście resztę zrobiły błędy własne, które gracze Skry ograniczyli w porównaniu do wcześniejszej partii, GKS miał 9, a Skra 6. Przyjęcie tym razem się odwróciło na naszą korzyść – dokładne na poziomie 52% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 35% do 13%. W tej partii należy wyróżnić naszych środkowych, którzy zdobyli łącznie 8 punktów, zabrakło siły w ataku ze skrzydeł, bo tu zdobyliśmy razem zaledwie 7 oczek.

Trzecia partia miała podobny przebieg do wcześniejszej. Wyrównana gra od początku, gdzie prowadzenie zmieniało się kilka razy. Od 4:2 dla gospodarzy, poprzez 7:9 dla gości, ponownie 12:10 dla Skry i znów naszej przewagi jednopunktowej od 14:15 aż do stanu 19:20. Niestety znów w końcówce nasza gra w ataku dosłownie stanęła i gospodarze zrobili to co chcieli. Skuteczność w ataku znów lepsza po stronie naszych rywali – GKS miał 52% przy 65% Skry – w punktach wyszło 11:15. W asach i blokach też byliśmy gorsi, bo 2:4 i trudno liczyć na zniwelowanie tych strat błędami własnymi. A tych po stronie GKS-u było 6, u rywali 9. Przyjęcie lepsze po stronie gospodarzy – dokładne na poziomie 42% do 58%, a perfekcyjne na poziomie 16% do 16%. Jak troszkę lepiej zagraliśmy atakiem na skrzydłach – łącznie 9 oczek – to znów zawiodła gra środkowych, zaledwie 2 zdobyte punkty.

Ogólnie mecz GKS-u na solidnym poziomie, z walką, aczkolwiek bełchatowianie obnażyli wszystkie nasze słabe strony. Szczególnie szkoda przegranej pierwszej partii, gdy prowadziliśmy już przecież 15:9! Dwie pozostałe były bardziej wyrównane, choć z podobnym scenariuszem na koniec. W poprzednich zwycięskich swoich meczach, to katowiczanie lepiej rozgrywali decydujące końcówki setów. Tym razem to gracze Skry dali nam lekcję jak wtedy grać. Po prostu wyszło większe doświadczenie siatkarzy gospodarzy oraz ich większe umiejętności. W tym meczu to siatkarze Skry odrzucili ostrą zagrywką naszych graczy od siatki i stąd późniejsze problemy z kończeniem ataków ze skrzydeł. Natomiast nasza zagrywka nie była tak agresywna jak we wcześniejszych meczach i taki mamy końcowy efekt w tym spotkaniu. Jakimś tam pocieszeniem może być fakt, że w tym sezonie jeszcze nikt nie ugrał nawet seta grając w Bełchatowie. Łącznie skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 40% przy 48% Skry – punktowo wyliczono 31:37. W asach serwisowych przegraliśmy 1:5 i to samo w blokach punktowych 7:10. Łącznie w zdobytych punktach po własnych akcjach podliczono 39:52, to przepaść na tym poziomie. W błędach własnych – GKS miał 23, a Skra miała 27. Przyjęcie było lepsze po stronie gospodarzy – dokładne na poziomie 41% do 60%, a perfekcyjne na poziomie 22% do 25%. Indywidualnie trudno kogoś wyróżnić w naszym zespole po tym spotkaniu, ale szczególnie zawiedli gracze atakujący ze skrzydeł, choć z drugiej strony po słabszym przyjęciu nie otrzymywali od rozgrywającego takich piłek jakich by oczekiwali. No cóż… oby w starciu z ZAKSĄ nasza jakość gry była większa, bo i skala trudności przed naszym zespołem, jeszcze większa!

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 9 meczach (33 sety)

Bilans meczów łącznie – 6:3 – Bilans punktów – 17:10 – Bilans setów – 20:13 – Bilans małych punktów – 774:725
Bilans meczów „u siebie” – 2:1 – Bilans punktów – 6:3 – Bilans setów – 7:3 – Bilans małych punktów – 248:218
Bilans meczów „na wyjeździe” – 4:2 – Bilans punktów – 11:7 – Bilans setów 13:10 – Bilans małych punktów – 526:507

Rozegrane mecze – 9: Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Kohut, Stelmach, Quiroga, 8: Witczak, Mariański, 7: Fijałek, 6: Krulicki, Sobański, 5: Kalembka, 4: Stańczak,

Rozegrane sety – 33: Quiroga, 32: Kapelus, Komenda, Butryn, 30: Kohut, 29: Pietraszko, 25: Mariański, 17: Fijałek, 16: Witczak, Stelmach, 14: Stańczak, 12: Krulicki, 11: Sobański, 7: Kalembka,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 2950:9170

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 852 minuty, z czego I set 224 min. – II set 236 min. – III set 235 min. – IV set 137 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 247: zagrywka 141, atak 74, siatka 12, inne 20.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 219: zagrywka 159, atak 39, siatka 8, inne 13.

Ilość zdobytych punktów – GKS 527: Butryn 122, Quiroga 104, Kapelus 90, Pietraszko 67, Kohut 60, Komenda 32, Witczak 17, Sobański 15, Krulicki 13, Stelmach 3, Kalembka 3, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 196: Butryn 49, Quiroga 34, Kapelus 31, Komenda 24, Pietraszko 22, Kohut 16, Sobański 7, Witczak 6, Krulicki 5, Stelmach 2.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 331: Butryn 73, Quiroga 70, Kapelus 59, Pietraszko 45, Kohut 44, Witczak 11, Komenda 8, Krulicki 8, Sobański 8, Kalembka 3, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 219: Butryn 60, Quiroga 52, Kapelus 36, Kohut 32, Pietraszko 31, Komenda 6, Krulicki 6, Sobański 4, Witczak 2, Stelmach 2, Kalembka 0, Fijałek -2, Stańczak -4, Mariański -6.

Ilość zagrywek – GKS 771: Quiroga 133, Butryn 129, Komenda 117, Kapelus 105, Pietraszko 102, Kohut 93, Witczak 28, Krulicki 24, Kalembka 13, Sobański 13, Fijałek 11, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 159: Pietraszko 29, Kohut 25, Butryn 24, Komenda 24, Kapelus 22, Quiroga 16, Krulicki 6, Witczak 5, Sobański 3, Fijałek 2, Kalembka 2, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 46: Quiroga 9, Butryn 9, Komenda 8, Pietraszko 7, Kapelus 4, Witczak 3, Kohut 3, Krulicki 2, Stelmach 1.

Ilość przyjęć – GKS 587: Quiroga 214, Kapelus 189, Mariański 87, Stańczak 54, Sobański 26, Kohut 4, Pietraszko 4, Kalembka 3, Komenda 2, Krulicki 2, Stelmach 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 40: Quiroga 15, Kapelus 10, Mariański 6, Stańczak 4, Sobański 2, Fijałek 1, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 135: Kapelus 47, Quiroga 43, Mariański 17, Sobański 13, Stańczak 10, Pietraszko 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 162: Quiroga 58, Kapelus 46, Mariański 36, Stańczak 12, Sobański 5, Kohut 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 28%: Stelmach 100%, Krulicki 50%, Kohut 50%, Mariański 41%, Quiroga 27%, Pietraszko 25%, Kapelus 24%, Stańczak 22%, Sobański 19%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kalembka 0%,

Ilość ataków – GKS 858: Butryn 227, Quiroga 210, Kapelus 173, Kohut 78, Pietraszko 66, Witczak 37, Sobański 30, Krulicki 15, Komenda 14, Kalembka 5, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 39: Butryn 17, Quiroga 9, Kapelus 5, Witczak 5, Pietraszko 2, Kohut 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 70: Butryn 21, Kapelus 17, Quiroga 12, Sobański 6, Witczak 5, Pietraszko 4, Kohut 2, Komenda 2, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 411: Butryn 106, Quiroga 90, Kapelus 80, Kohut 49, Pietraszko 42, Sobański 13, Witczak 11, Komenda 7, Krulicki 7, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 64%, Kohut 63%, Kalembka 60%, Komenda 50%, Butryn 47%, Krulicki 47%, Kapelus 46%, Quiroga 43%, Sobański 43%, Witczak 30%,

Ilość bloków punktowych – GKS 70: Pietraszko 18, Komenda 17, Kohut 8, Butryn 7, Kapelus 6, Quiroga 5, Krulicki 4, Witczak 3, Sobański 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 8: Quiroga 2, Pietraszko 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 6: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 1, Mariański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Oczko po oczku utkana sieć

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!

Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.

No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…

Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.

Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.

Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.

Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.

Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.

No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.

Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.

Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.

Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.

Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.

Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.

Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.

I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.

Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga