Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Słowacki ekstraligowiec wypunktował wicemistrzów Polski
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna w rozpoczętym tygodniu rozegra jedno spotkanie – w czwartek 11 września o 18:00 na Arenie Katowice. Mecz zostanie rozegrany w ramach III rundy eliminacji Ligi Mistrzyń UEFA, a przeciwnikiem będzie FC Twente. Rewanż będzie miał miejsce w czwartek 18 września w Enschede. Spotkania ligowe z Pogonią Tczew i Czarnymi Sosnowiec zostały przełożone na późniejsze terminy. Korzystając z przerwy reprezentacyjnej drużyna męska rozegrała sparing z Górnikiem Zabrze. Nasz zespół wygrał 2:1 (1:0). Następny mecz ligowy drużyna rozegra z Lechią na wyjeździe w piątek 12 września o 18:00. Do drużyny dołączył Ilja Szkurin. Media spekulują na temat ewentualnego transferu Tymoteusza Puchacza do GieKSy. Portal weszlo.com po ostatniej kolejce ligowej wyróżnił Bartosza Nowaka.
Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa sparingi. W pierwszym z nich pokonali BBTS Bielsko-Biała 3:1, a w drugim przegrali z ZAKSą 1:3. Przed spotkaniem z ZAKSą odbyła się prezentacja drużyny. Na sobotę 13 września planowany jest pierwszy mecz w PLS 1. Lidze z Czarnymi Radom. Początek spotkania o godzinie 17:00 w hali Arena Katowice.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy sparingi. W ubiegły czwartek zespół przegrał z HK Poprad 0:6. W sobotę i niedzielę przeciwnikiem była drużyna IceFighters Leipzig. W sobotę GieKSa wygrała 3:1, w niedzielę uległa przeciwnikowi 6:7. W najbliższy piątek (12 września) zespół rozegra pierwsze spotkanie w nowym sezonie THL. Przeciwnikiem będzie Polonia Bytom. W niedzielę hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Oba mecze zostaną rozegrane na wyjeździe. Początek spotkań odpowiednio o godzinie 18:00 i 17:00. W piątek odbyła się prezentacja drużyny.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Hitowe starcie zostało przełożone
Koronny mecz 6. kolejki Orlen Ekstraligi – starcie GieKSy Katowice z Czarnymi Sosnowiec – odbędzie się w poniedziałek 22 września. Hitowe starcie zostało przełożone z uwagi na udział katowiczanek w eliminacjach do UEFA Women’s Champions League.
Mecz miał się pierwotnie odbyć 20 września. KKS Czarni Antrans Sosnowiec to aktualne liderki Ekstraligi z kompletem zwycięstw na koncie, natomiast Gieksa to mistrzynie Polski w sezonie 2024/25.
Ze względu na udział piłkarek w kolejnej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzyń UEFA i zaplanowane mecze z FC Twente (11 i 18 września), uległ zmianie terminarz spotkań ligowych. Pierwotnie zaplanowany na 14 września mecz 5. kolejki Orlen Ekstraligi kobiet GKS Katowice – Pogoń Dekpol Tczew zostanie rozegrany w nowym terminie, który ustalą kluby we współpracy z PZPN.
Natomiast spotkanie 6. kolejki GieKSy z Czarnymi Antrans Sosnowiec odbędzie się w poniedziałek 22 września o godz. 17:00 i będzie transmitowane w serwisie sport.tvp.pl.
weszlo.com – Doświadczeni Polacy zawstydzają młodszych kolegów [KOZACY I BADZIEWIACY]
Jest jakimś błędem w Matrixie to, że Bartosz Nowak gra w GKS-ie Katowice. To znaczy dla GKS-u to bardzo dobrze, jeszcze raz wielkie gratulacje za ściągnięcie takiego kozaka, ale właśnie: kozaka. Dziwne, że Nowak nie występuje obecnie w lepszym klubie Ekstraklasy, bo ma wszystko, żeby grać o mistrzostwo, a nie o utrzymanie.
Naprawdę łatwo sobie wyobrazić Nowaka w czołówce ligi, był zresztą w Rakowie, ale ten go odpuścił, co okazało się po prostu błędem.
[…] Naturalnie nie ma co robić z Nowaka jakiegoś Zidane’a, ale to na warunki Ekstraklasy świetny piłkarz. I od niego w dużej mierze będzie zależało, jak potoczy się ten sezon dla GKS-u, bo ciągnie kolegów za uszy.
Oficjalnie: Napastnik Legii Warszawa w GKS-ie Katowice
Dobiegł końca krótki, ale kosztowny pobyt Ilji Szkurina w Legii Warszawa. Białoruski napastnik w sobotę oficjalnie został piłkarzem GKS-u Katowice.
Klub z Bukowej podpisał z nim kontrakt do czerwca 2028 roku. W umowie zawarto opcję przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.
Szkurin pod koniec lutego został w pośpiechu sprowadzony przez Legię ze Stali Mielec za 1,2 mln euro. Przyszedł tak późno, że nie mógł już być zgłoszony do Ligi Konferencji i był do dyspozycji jedynie na mecze Ekstraklasy.
Transfer ten od początku wzbudzał wiele wątpliwości i czas pokazał, że raczej były one słuszne. Szkurin miał problemy ze skutecznością, choć pod koniec sezonu nieco się rozkręcił. W lidze strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty, trafił też w finale Pucharu Polski z Pogonią Szczecin.
Nowy sezon Białorusin zaczął od ważnej bramki w Superpucharze Polski z Lechem Poznań (2:1), ale kontynuacji nie było. W kolejnych ośmiu występach drogi do siatki nie znalazł. Edward Iordanescu jeszcze tylko dwa razy wystawił go w podstawowym składzie. W ostatnim przed przerwą reprezentacyjną spotkaniu z Cracovią Szkurin znalazł się na trybunach, co zwiastowało jego rychły koniec na Łazienkowskiej.
W Katowicach może odgrywać znacznie ważniejszą rolę. Adam Zrelak niedawno wrócił po kontuzji i już zaczął dawać jakość, ale w jego przypadku cały czas trzeba mieć wkalkulowane, że prędzej czy później znów wypadnie z gry. Maciej Rosołek i Aleksander Buksa nie dali jeszcze żadnego ofensywnego konkretu, co szczególnego zaskoczenia nie stanowi. W takim otoczeniu Szkurin ma szansę wyrosnąć na lidera ataku GieKSy.
sportowefakty.wp.pl – Puchacz wraca do Ekstraklasy. Wiadomo, który klub wybrał
Tymoteusz Puchacz, reprezentant Polski, po długich poszukiwaniach znalazł nowy klub. Według informacji portalu meczyki.pl obrońca po 4 latach wróci do Ekstraklasy.
Ostatni sezon nie był udany dla Tymoteusza Puchacza. 26-latek w sierpniu ubiegłego roku przeniósł się do Holstein Kiel, jednak już w styczniu został wypożyczony do Plymouth Argyle. Choć Polak nadal ma obowiązujący kontrakt z zespołem z 2. Bundesligi, klub nie jest zainteresowany jego usługami.
Puchacz postawił więc na indywidualne treningi i szukał nowego pracodawcy. Mówiło się o wielu potencjalnych kierunkach, a w sobotę pojawiły się informacje o ewentualnych przenosinach do Wieczystej Kraków.
Okazuje się, że 26-latek ponownie ma zagrać w Polsce, jednak nie na poziomie I ligi, a PKO Ekstraklasy. Jak informuje serwis meczyki.pl, Puchacz będzie bowiem reprezentował barwy GKS-u Katowice, gdzie dołączy na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu.
Wróci tym samym do klubu, w którym już wcześniej występował. Miało to miejsce w sezonie 2018/2019, kiedy został wypożyczony z Lecha Poznań. Wówczas rozegrał w barwach aktualnego mistrza Polski 27 meczów i zdobył cztery bramki, dając spory wkład na murawie.
Decyzja o powrocie do Katowic może być dla Puchacza szansą na odbudowanie formy i regularną grę, co jest kluczowe dla jego dalszej kariery. Wypożyczenie z niską opcją wykupu daje klubowi elastyczność w dalszych decyzjach dotyczących piłkarza. 26-latek po raz ostatni występował w polskiej lidze w sezonie 2020/21, kiedy grał w Lechu.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice znów grał z Górnikiem Zabrze. Kto tym razem był lepszy w Śląskim Klasyku na Bukowej?
Piłkarze GKS Katowice i Górnika Zabrze przerwę w rozgrywkach PKO Ekstraklasy wykorzystali na rozegranie sparingu. Spotkanie dwóch drużyn z naszego regionu odbyło się na starym stadionie GKS na Bukowej i było rewanżem za niedawny Śląski Klasyk.
11 dni temu Górnik i GKS grały ze sobą w PKO Ekstraklasie i wówczas w Zabrzu wyraźnie lepszym zespołem byli podopieczni trenera Michala Gasparika wygrywając 3:0. W środę 3 września doszło do rewanżu za Śląski Klasyk, bo obydwie drużyny postanowiły wykorzystać reprezentacyjną przerwę w rozgrywkach ligowych na rozegranie sparingu.
Mecz kontrolny GieKSy i Górnika odbył się na starym stadionie katowiczan na Bukowej, a obie ekipy wystąpiły w nim bez swoich kadrowiczów, którzy pojechali na zgrupowania reprezentacji. Więcej absencji było w zespole zabrzan i katowiczanie skwapliwie z tego skorzystali obejmując w I połowie prowadzenie.
Bramkę na Bukowej strzelił nowy nabytek GKS Eman Marković. Norweg pod koniec sierpnia podpisał trzyletni kontrakt z katowickim klubem, a teraz strzelił w jego barwach pierwszego gola świetnie zachowując się w polu karnym.
Do remisu doprowadził na kwadrans przed końcem pojedynku Gabriel Barbosa. Pozyskany przed tym sezonem rosły napastnik z Brazylii jeszcze nie zagrał w oficjalnym meczu Górnika, bo długo leczył kontuzję. Teraz jest już w pełni sił i po centrze z rzutu rożnego zrobił użytek ze swoich 195 cm wzrostu głową kierując piłkę do siatki.
Gospodarze przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść w ostatniej akcji spotkania. Bramkę na wagę wygranej strzelił były zawodnik Górnika Aleksander Buksa, który wykorzystał podanie Miłosza Swatowskiego. Trenera Rafała Góraka ucieszyło zwycięstwo, natomiast zmartwił uraz Aleksandra Paluszka, który już w 7 minucie kulejąc opuścił boisko.
Dzięki rozegraniu meczu sparingowego w środku tygodnia obaj szkoleniowcy będą mogli dać swoich podopiecznym teraz kilka dni wolnego, by z większą energią przygotowywali się do czekających ich w następny weekend wyjazdowych spotkań ligowych. GKS Katowice w piątek 12 września zmierzy się w Gdańsku z Lechią, a Górnik w poniedziałek 15 września w Częstochowie z Rakowem.
SIATKÓWKA
pls1liga.pl – GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:1 w sparingu
W piątek GKS Katowice i BBTS Bielsko-Biała rozegrały kolejny sparing. Spotkanie towarzyskie zakończyło się wygraną katowiczan 3:1 (25:27, 25:23, 25:21, 25:23).
Dzisiaj katowiczanie i bielszczanie rozegrali kolejny sparing przed inauguracją sezonu 2025/26 PLS 1. Ligi. To było już kolejne spotkanie obu drużyn. Tym razem lepsi okazali się siatkarze GKS-u.
Dzisiaj katowiczanie zrewanżowali się nam za porażkę z minionej soboty. W ostatnim sparingu przedsezonowym przegrywamy w Katowicach 1:3 – czytamy w komunikacie BBTS Bielsko-Biała.
W przedostatnim sparingu rozegranym w ramach przygotowań do nowego sezonu GKS Katowice zmierzył się z BBTS-em Bielsko-Biała w Arenie Katowice. Dla katowickiego zespołu była to okazja do rewanżu za przegrane spotkanie w turnieju Góral Cup Beskidy.
GKS rozpoczął spotkanie od skutecznego bloku i to właśnie w tym elemencie głównie punktował. Po asie serwisowym Damiana Hudzika na 6:2, trener gości poprosił o czas. Pierwszy punkt po przerwie zdobyli goście skutecznym atakiem z lewego skrzydła. GKS powiększał swoją przewagę i przy stanie 10:4, po zagrywce za punkt Gonzalo Quirogi, szkoleniowiec BBTS-u wykorzystał drugi czas. Bielszczanie starali się odrabiać stratę, dzięki skutecznej grze w ataku, jednak momentami gubili się, co wykorzystywała GieKSa. Gdy prowadzenie katowiczan stopniało do jednego punktu (12:11) trener Emil Siewiorek wykorzystał pierwszą przerwę. Po długiej wymianie na korzyść rywali oraz asie serwisowym objęli niewielkie prowadzenie, które konsekwentnie powiększali. BBTS wykorzystywał błędy rywala. Po obiciu bloku bielszczan przez Wojciecha Włodarczyka, wynik wyrównał się (19:19). Skutecznie w ataku prezentował się Michał Superlak. O ostatecznym wyniku zadecydowała gra na przewagi, z której zwycięsko wyszli bielszczanie po skutecznym ataku z prawego skrzydła oraz bloku Mateusza Zawalskiego.
Drugą partię otworzyła długa wymiana, w której to katowiczanie zapisali pierwszy punkt na swoim koncie, po autowym bloku BBTS-u. Początek seta był wyrównany i drużyny grały punkt za punkt. BBTS, dzięki wykorzystywaniu piłek sytuacyjnych oraz dwóch asach serwisowych Jakoba Thelle, objął czteropunktowe prowadzenie. Przy wyniku 10:6 na korzyść bielszczan, szkoleniowiec GKS-u poprosił o czas. Po przerwie rywale nadal utrzymywali przewagę. Stratę pomógł zmniejszyć z lewego skrzydła Wojciech Włodarczyk, jednak BBTS posyłał mocne i praktycznie niemożliwe do obrony ataki. GKS zmniejszył stratę i gdy wynik wskazywał 17:18, trener gości wykorzystał przerwę. To nie zatrzymało GieKSy, która wyrównała wynik, a następnie konsekwentnie powiększała swoje prowadzenie. Po stronie bielszczan pojawiały się błędy w polu zagrywki oraz ataku. Przy prowadzeniu GKS-u 21:19, bielszczanie poprosili o czas. Na prawym skrzydle w drużynie gości dobrze spisywał się Szymon Romać, który pojawił się na boisku w drugiej partii. BBTS odrabiał stratę. Przy stanie 23:22 trener Siewiorek wykorzystał przerwę. Katowiczanie zamknęli seta wygraną 25:23 dzięki zepsutej zagrywce bielszczan oraz atakowi przez środek Damiana Hudzika.
W trzecim secie na boisku pojawił się zupełnie zmieniony skład. Na początku partii żaden z zespołów nie zbudował znaczącej przewagi. Dobrze w drużynie GieKSy pokazał się Mateusz Łysikowski. W zespole z Bielska-Białej na środku skutecznie spisywał się Bartłomiej Zawalski, który kilkakrotnie punktował z ataku. Po stronie katowiczan pojawiały się błędy w ataku. Żadna z drużyn nie zaznaczyła znaczącej przewagi, gra toczyła się punkt za punkt. Po autowej zagrywce Zawalskiego oraz nieudanym ataku bielszczan, wynik wskazywał 18:16 na korzyść gospodarzy. Szkoleniowiec BBTS-u interweniował i poprosił o czas. Po przerwie rywale szybko odpowiedzieli, mocnym atakiem z prawego skrzydła oraz asem serwisowym. Tym razem to trener GieKSy skorzystał z przerwy. Po skutecznym bloku Bartosza Schmidta i błędzie dotknięcia siatki przez rywali prowadziliśmy 23:20. Partię zamknął skuteczny blok Piotra Fenoszyna na 25:21.
Czwartą partię otworzył Maciej Wóz atakiem przez środek. Oba zespoły ponownie grały punkt za punkt. Na lewym skrzydle zameldował się Łysikowski, zdobywając punkt po efektownym ataku. Chwilę później jednak pomylił się w polu zagrywki. BBTS zdołał objąć trzypunktowe prowadzenie po ataku przez środek oraz błędzie serwisowym katowiczan. Na boisku ponownie pokazał się Łysikowski, który dobrze spisywał się w obronie. Po autowym serwisie bielszczan, z przewagi zespołu nic nie zostało (13:13). Dzięki skutecznej grze blokiem katowiczanie objęli prowadzenie 20:18. Przy takim stanie trener BBTS-u wykorzystał czas. Po przerwie goście zdołali odrobić stratę. Końcówka spotkania należała do wyrównanych, a po stronie obu zespołów pojawiały się błędy. Po przerwie przy wyniku 23:23, Damian Domagała punktował z lewego skrzydła, a bielszczanie zamknęli spotkanie autowym atakiem.
GieKSę czeka ostatni sprawdzian przed rozpoczęciem rywalizacji w PLS 1. Lidze. W sobotę w hali Areny Katowice podejmiemy ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Mecz poprzedzi prezentacja drużyny.
GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:1 (25:27, 25:23, 25:21, 25:23)
siatka.org – Pierwszy sparing ZAKSY Kędzierzyn-Koźle na plus
Reprezentacja Polski siatkarzy jest już na Filipinach, gdzie niebawem rozpocznie udział w mistrzostwach świata, a w Polsce do sezonu intensywnie przygotowują się kluby PlusLigi. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle ma za sobą pierwszy sparing. Kędzierzynianie uświetnili oficjalną prezentacje GKS-u Katowice, spadkowicza z PlusLigi.
GKS Katowice, spadkowicz z PlusLigi oficjalną prezentacją i meczem z ZAKSĄ zamknął okres przygotowawczy. Wcześniej w Arenie Katowice podopieczni Emila Siewiorka wygrali 3:1 (25:27, 25:23, 25:21, 25:23) test mecz z BBTS-Bielsko-Biała.
Na zamknięcie okresu przygotowawczego katowiczanie zmierzyli się z ZAKSĄ. Utytułowany klub uświetnił prezentację GKS-u. W składzie ZAKSY wystąpili kadrowicze, Rafał Szymura czy Mateusz Czunkiewicz.
Pierwsze dwa punkty spotkania zdobył atakiem z prawego skrzydła Michał Superlak. Po sprytnym zagraniu Grzegorza Pająka GieKSa objęła prowadzenie 7:3. Katowiczanie dobrze weszli w mecz. Po kolejnym zdobytym przez nas punkcie szkoleniowiec drużyny gości interweniował i wykorzystał czas. To jednak nie wybiło GieKSy z rytmu i stale powiększała ona swoje prowadzenie. Po autowej zagrywce Igora Grobelnego GKS prowadził 14:7. Dobrze na lewym skrzydle spisywał się Mateusz Łysikowski. Przy utrzymującym się siedmiopunktowym prowadzeniu GieKSy, ZAKSA wykorzystała drugi czas. Katowiczanie dzięki cierpliwej grze zwyciężyli w pierwszej partii 25:18, po błędzie Karola Urbanowicza w polu serwisowym. Przed rozpoczęciem drugiej partii na parkiecie pojawili się byli zawodnicy GKS-u m.in. Jakub Jarosz, Łukasz Usowicz, Maciej Fijałek, Bartosz Mariański, którzy odebrali pamiątkowe statuetki z rąk prezesa klubu, Sławomira Witka.
W drugim secie punkt dla GieKSy zanotował Łysikowski, który jednak chwilę później posłał piłkę w aut. Skutecznie z lewego skrzydła punktował Grobelny. Dobrze w przyjęciu spisywała się GieKSa, a przy stanie 5:5 Damian Hudzik przepchnął piłkę na stronę rywala, a chwilę później dobry blok ustawił Grzegorz Pająk. Skutecznie w drużynie gości spisywał się Mateusz Rećko. Rywalizacja była wyrównana. Przy stanie 12:10 na korzyść Katowic, Superlak z prawego skrzydła ustrzelił Bartosza Fijałka i GieKSa objęła trzypunktowe prowadzenie, które później powiększyła dzięki asowi serwisowemu naszego atakującego. ZAKSA goniła nasz zespół i gdy przewaga GKS-u stopniała, przy wyniku 19:19, trener Emil Siewiorek poprosił o czas. Końcowa faza seta należała do bardzo wyrównanych i zespoły grały na przewagi. O wygranej ZAKSY przesądziły autowy blok katowiczan oraz skuteczny blok Konrada Stajera na 29:27.
Na początku trzeciego seta żadna z drużyn nie zbudowała znaczącej przewagi. Po obu stronach pojawiały się błędy. W zespole ZAKSY dobrze prezentował się Rafał Szymura. Z czasem w naszym zespole rozkręcił się Damian Domagała. Potrójny blok GieKSy oraz atak Bartosza Schmidta przez środek pozwolił na objęcie prowadzenia 11:8. Przy takim stanie trener rywali poprosił o czas. GieKSa utrzymywała kilkupunktowe prowadzenie. Po autowej zagrywce Łysikowskiego oraz skutecznym plasie Szymury wynik wyrównał się i dalsza gra przebiegała punkt za punkt. Przy stanie 19:21 trener Siewiorek wykorzystał czas. Po przerwie ZAKSA odskoczyła na trzy punkty. Na prawym skrzydle punktował Domagała. GKS odrabiał stratę do drużyny gości. Po asie serwisowym Grobelnego, rywale wygrali w trzecim secie 25:23.
Ostatnią partię GKS rozpoczął od kilku błędów. Rywale prowadzili 5:2 i z czasem powiększyli swoje prowadzenie do czterech punktów i utrzymywali je grając dobrze blokiem oraz mając wysoką skuteczność w ataku. Przy stanie 13:6 na korzyść gości, trener Siewiorek wykorzystał czas. Rywale wykorzystywali luki w przyjęciu oraz błędy katowiczan. Stratę starał się odrabiać Krzysztof Gibek atakami z lewego skrzydła. Ostatecznie rywale wygrali 25:18 w czwartej partii, tym samym triumfując w całym spotkaniu.
GKS Katowice – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3 (25:18, 27:29, 23:25, 18:25)
wkatowicach.eu – Prezentacja drużyny i sparing z ZAKSĄ. Siatkarski GKS Katowice gotowy na nowy sezon
GKS Katowice zainaugurował nowy sezon siatkarskiej 1. ligi w wyjątkowy sposób — prezentacją drużyny i sparingiem z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w nowo otwartej Arenie Katowice. Wydarzenie miało otwarty charakter i przyciągnęło wielu kibiców, dla których przygotowano dodatkowe atrakcje. Przed drużyną intensywny sezon, którego celem jest powrót do PlusLigi.
W sobotę, 6 września, GKS Katowice oficjalnie zainaugurował siatkarski sezon 2025/2026. Wydarzenie, które odbyło się w nowej Arenie Katowice, przyciągnęło kibiców, dla których przygotowano nie tylko sportowe emocje, ale również szereg atrakcji towarzyszących.
O godzinie 14:00 rozpoczęła się prezentacja zespołu, który w nadchodzącym sezonie powalczy o powrót do PlusLigi. Na parkiecie pojawili się zarówno aktualni zawodnicy GieKSy, jak i zaproszeni goście – byli trenerzy i siatkarze klubu. Tuż po prezentacji katowiczanie rozegrali ostatni mecz sparingowy przed startem ligi, mierząc się z wielokrotnym mistrzem Polski – ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Wynik nie był niestety niespodzianką – goście wygrali z katowiczanami 3-1.
Wstęp na wydarzenie był bezpłatny, a organizatorzy zadbali o przyjazną atmosferę dla całych rodzin. Na uczestników czekały strefa zabaw dla dzieci, relaksu oraz pokaz grupy Cheer Move Academy. Kibice mogli również odwiedzić stoisko Oficjalnego Sklepu GieKSy, gdzie dostępne były karnety na sezon i możliwość wyboru miejsc na trybunach nowego obiektu.
Premierowy mecz ligowy GKS Katowice rozegra już 13 września, a ich rywalem będą Czarni Radom. Będzie to jednocześnie pierwszy oficjalny mecz ligowy w Arenie Katowice.
HOKEJ
hokej.net – Kubeł zimnej wody! Słowacki ekstraligowiec wypunktował wicemistrzów Polski
HK Poprad pokonał na własnym lodzie GKS Katowice 6:0. „Kozice” zdominowały to starcie od samego początku.
Ekipa z Popradu początkowo miała zmierzyć się z Comarch Cracovią, z którą wygrała na wyjeździe aż 9:1. Finalnie zagrała z wicemistrzami Polski i również odniosła zwycięstwo.
Zespół spod Tatr na prowadzenie wyszedł już po 72 sekundach. Rzut karny na gola zamienił Tyler Wong, który wymanewrował Jespera Eliassona i dosłownie wjechał z krążkiem do bramki.
W 4. minucie na 2:0 podwyższył Andrew Calof. Kanadyjczyk przechwycił krążek i uderzeniem z nadgarstka zaskoczył katowickiego golkipera. Jeszcze przed końcem pierwszej tercji wynik podwyższył Peter Bjalončík strzałem z niebieskiej linii.
W drugiej tercji Słowacy nadal kontrolowali grę. W 31. minucie Ryan Sproul huknął sprzed korytarza międzybulikowego i wykorzystał podwójną przewagę. Po tej bramce doszło do zmiany w bramce GieKSy, bo Jespera Eliassona zastąpił Michał Kieler. Tuż przed końcem drugiej odsłony Juraj Majdan podwyższył na 5:0.
Katowiczanie próbowali odpowiadać szybkimi atakami, ale dobrze zorganizowana defensywa gospodarzy nie pozwalała na wiele. W 52. minucie Sproul zdobył swoje drugie trafienie w meczu, popisując się precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka i ustalił wynik spotkania na 6:0.
Niemcy pokonani. Liderzy nie zawiedli
Hokeiści GKS-u Katowice wygrali pierwszy z dwóch meczów sparingowych z IceFighters Lipsk. Rewanż w niedzielę o 16:00.
W przekroju całego meczu podopieczni Jacka Płachty okazali się zespołem lepszym i skuteczniejszym.
Z pewnością nie będą najlepiej wspominać początku tego starcia, bowiem przegrywali już od pierwszej minuty. Jesper Eliasson został pokonany w sytuacji sam na sam.
W 9. minucie wyrównał Patryk Wronka, który ruszył z własnej tercji i przymierzył z bulika.
Remis 1:1 utrzymał się do końca pierwszej, a także drugiej odsłony. Optyczną przewagę mieli katowiczanie, ale nie potrafili jej wykorzystać.
W 51. minucie GieKSę na prowadzenie wyprowadził Mateusz Michalski, który zwieńczył trójkową akcję. O losach spotkania definitywnie przesądził Grzegorz Pasiut. Kapitan umieścił gumę w pustej bramce.
Wicemistrzowie Polski wypuścili zwycięstwo z rąk! Przegrali po dogrywce
Hokeiści GKS-u Katowice prowadzili już 6:2 w sparingowym meczu z drużyną IceFighters Lipsk, ale ostatecznie zeszli z lodu pokonani. Ekipa z Oberligi wygrała 7:6 po dogrywce.
Drugi sparing GKS Katowice z IceFighters Leipzig rozpoczął się niespodziewanie – to goście pierwsi objęli prowadzenie, gdy w 12. minucie na listę strzelców wpisał się Daniel Visner. Katowiczanie mieli jednak przewagę i na początku drugiej tercji wyrównał Bartosz Fraszko, uderzając precyzyjnie nad parkanem bramkarza rywali.
Chwilę później Mateusz Bepierszcz został ukarany karą meczu za ostry faul. GKS zdołał przetrwać pięciominutowe osłabienie, a zaraz po nim prowadzenie dał gospodarzom Maksymilian Dawid. W kolejnych minutach katowiczanie uzyskali przewagę, którą udokumentowali bramkami Jonasz Hofman i Ian McNulty.
Z kolei na trafienie Marca Zajica odpowiedzieli Bartosz Fraszko oraz Jean Dupuy. Było więc 6:2 i przy tym wyniku wydawało się, że spotkanie jest rozstrzygnięte.
Ale Niemcy powstali z kolan. Jeszce przed zakończeniem drugiej odsłony Tom Pauker zdobył gola na 6:3, a w trzeciej odsłonie ekipa z Lipska doprowadziła do wyrównania i o losach spotkania musiała przesądzić dogrywka.
W trzeciej minucie dodatkowego czasu gry złotego gola zdobył Schwammberger.
wkatowicach.eu – Prezentacja hokeistów GKS-u Katowice na Sztauwajerach! Ostatnia prosta do nowego sezonu Tauron Hokej Ligi
Hokeiści GKS-u Katowice spotkali się z kibicami na Sztauwajerach w piątek, 5 września. Oficjalna prezentacja drużyny to zapowiedź nadchodzącego sezonu Tauron Hokej Ligi. Na początek spotkanie z Polonią Bytom, dla której będzie to debiut na najwyższym szczeblu rozgrywkowym po kilkuletniej przerwie.
W piątek 5 września na Sztauwajerach w katowickiej Dolinie Trzech Stawów odbyła się oficjalna prezentacja drużyny GKS-u Katowice przed startem nowego sezonu Tauron Hokej Ligi. Wydarzenie przyciągnęło tłumy kibiców, którzy mieli okazję z bliska poznać skład zespołu, zdobyć autografy, porozmawiać z zawodnikami oraz zrobić pamiątkowe zdjęcia.
Na miejscu nie zabrakło także atrakcji dodatkowych – działała strefa gastronomiczna, a muzykę serwował DJ związany ze Sztauwajerami. Sporym zainteresowaniem cieszyło się również stanowisko Oficjalnego Sklepu GieKSy oraz punkt sprzedaży karnetów.
Spotkanie odbyło się w rodzinnej atmosferze, a zawodnicy podkreślali, jak ważne dla nich jest wsparcie kibiców jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Przypomnijmy, że ligowe zmagania GKS Katowice rozpocznie już 12 września wyjazdowym meczem z Polonią Bytom. Pierwsze domowe spotkanie w „Satelicie” zaplanowano na 21 września – rywalem będzie JKH GKS Jastrzębie.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością
W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.
Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.
Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.
Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.
Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.
Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.
W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.
W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.
W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.
Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.
A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.
Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.
Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.
W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.


Najnowsze komentarze