Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Lechią: GKS w gazie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Lechia Gdańsk 2:0 (1:0).

trojmiasto.pl  – Lechia przegrała w Katowicach

Lechia Gdańsk przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 0:2 (0:1) w 25. kolejce PKO BP Ekstraklasy. To pierwsza porażka w delegacji od 26 października ubiegłego roku. W meczu dwóch osłabionych drużyn ubytki w ekipie Johna Carvera okazały się poważniejsze. W ofensywie nie udało się zastąpić kontuzjowanych: Tomasa Bobcka i Camilo Meny, a w przerwie z powodów zdrowotnych boisko opuścił Matej Rodin. Gospodarze zachowali czyste konto, a nawet strzelili trzeciego gola ze spalonego, mimo że nie grało ich dwóch podstawowych defensorów: Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński. Kluczowym piłkarzem był Bartosz Nowak, którego podania torowały drogę do bramki Aleksa Paulsena, dla którego nie był to najlepszy dzień.

weszlo.com – GieKSa podtrzymuje serię. Pokonała apatyczną Lechię

Marsz Katowiczan w górę tabeli może nie być taki łatwy do zatrzymania, jeśli dalej będą oni punktować z taką lekkością. Bo ich futbol jest prosty, ale w gruncie rzeczy bardzo ładny i po prostu skuteczny. Czasem o sukcesie decyduje jedno podanie czy jeden odbiór – tyle wystarczy, by podopieczni Rafała Góraka zrobili robotę. A kiedy brakuje odrobiny magii, zapewnia ją Bartosz Nowak. Jakie to proste, nie?

Nowak brał udział przy obu akcjach bramkowych, zero zaskoczenia. On rozgrywał piłkę z Milewskim, który potem dał asystę do Wdowiaka przy golu na 1:0. On wywiódł w pole całą obronę Lechii, gdy obsługiwał pięknym podaniem Szkuryna. Wreszcie on po raz kolejny skupiał na sobie uwagę wszystkich na boisku, trybunach i przed telewizorami.

Fajny to piłkarz, nie ma co. Ale gra też w fajnej drużynie, która mimo problemów kadrowych poradziła dziś sobie z groźnym rywalem z Gdańska koncertowo.

Bez Jędrycha w środku bloku obronnego. Za kartki zawieszony też Czerwiński, którego zastąpić miał przesunięty niżej Wasielewski. A mimo takich kłopotów GieKSa i tak na zero z tyłu w starciu z Lechią – bez mającego lekki uraz Bobcka na szpicy i kontuzjowanego Meny na skrzydle mniej groźną, ale jednak Lechią. Bezzębność gości dało się jednak wyczuć już w pierwszej połowie, kiedy najgroźniejsze były jej strzały z dystansu.

Swoich sił próbowali Żelizko, Neugebauer czy Ćirković, ale Strączek nie miał z ich uderzeniami wiele do roboty. W ogóle – jeśli już zatrudniano bramkarza GieKSy, to raczej do takich codziennych zadań. Tu wyłapać dośrodkowanie, tam coś wypiąstkować. Początkowo golkiper miał trochę problemów i nie wydawał się w swoich interwencjach pewny, ale im dalej w las, tym było solidniej. Lechia nie dała mu okazji do pomyłki, a on nie dał jej żadnej nadziei.

Z drugiej strony boiska… o grze Paulsena można napisać coś zupełnie innego. Bramkarz Gdańszczan o mało nie doprowadził do katastrofy, kiedy wesołym dograniem obsłużył, zamiast jednego z kolegów, Nowaka. Wtedy kapitan gospodarzy nie wykorzystał szansy, ale i tak miał zaliczyć kolejny dobry wieczór.

W tę akcję, jak już wspomnieliśmy, był Nowak mocno zamieszany. Gola zdobył jednak Wdowiak – rozgrywający dziś przeciętne zawody, ale będący w odpowiednim miejscu i czasie, by strzelić prosto w Paulsena i dać mu się pomylić.

Trudno omawiać dziś ataki Lechii, bo zwykle kończyły się one stratą i chociaż zalążkiem kontry rywali. Nie zmienia to jednak faktu, że Gdańszczanie byli pozbawieni wszelkich atutów przez dobrze ustawionych gospodarzy. Ci pilnie bronili dostępu do własnego pola karnego, a próby przełamania ich bloku obronnego strzałami z dystansu po prostu spełzły na niczym

W drugiej połowie – a szczególnie po drugim golu – Lechia nie dawała już w ataku prawie żadnych znaków życia. Bo czy atakiem jest wymienianie podań po obwodzie aż do straty? No nie.

Skoro już udało się wspomnieć o tym drugim golu, to warto zaznaczyć po raz kolejny, że Bartosz Nowak to katowicki maestro. Asysta, którą dał do Szkuryna była po prostu fenomenalna, a później niewiele brakło, a obaj panowie zapisaliby na swoje konto kolejną akcję bramkową. Tym razem jednak Białorusin nieznacznie złamał linię spalonego.

Tak czy siak – 3:0 przyjęlibyśmy ze zrozumieniem. Lechia zagrała bowiem apatycznie, a GieKSa nie spuszcza z tonu i w ostatnich trzech spotkaniach ligowych zgarnia komplet punktów. A że gra w takiej lidze, że to wystarczy do poważnego włączenia się do gry o puchary? Nie jej wina.

gdansk.pl – GKS – Lechia 2:0. Biało-Zieloni rozczarowali w Katowicach

To był mecz o przysłowiowe “sześć punktów”, a nawet więcej. Z góry było wiadomo, że drużyna, która zwycięży, znajdzie się blisko czuba tabeli i będzie miała realne widoki na walkę o miejsce, dające grę w europejskich pucharach. Niestety osłabiona w ataku Lechia zatraciła na boisku w Katowicach wszystkie swoje atuty: szybkość, ciąg na bramkę, skuteczność. GKS wygrał zasłużenie 2:0.

Brak w drużynie – z powodu urazów – Tomasa Bobcka i Camilo Meny jest usprawiedliwieniem, ale tylko do pewnego stopnia. Klasowa drużyna powinna sobie poradzić nawet w osłabieniu. Tym bardziej, że GKS też nie zagrał najsilniejszym składem – zabrakło dwóch podstawowych obrońców: Arkadiusza Jędrycha i Alana Czerwińskiego.

Rozczarowała cała Lechia, ale szczególnie mogła irytować nieskuteczność bramkarza Alexa Paulsena. Wpuścił niemal wszystko, co było do wpuszczenia. Raz nawet podał piłkę do rywala i powinna być z tego bramka, ale Bartosz Nowak szczęśliwie nie zdołał wykorzystać tego prezentu.

[…] Lechia na boisku w Katowicach miała aż 61 procent posiadania piłki i wysoką 81-procentową celność podań, których wymieniła w sumie aż 533! Co z tego, skoro były to podania głównie w poprzek boiska, a często też w stronę bramkarza. Zabrakło dynamiki, gry z pierwszej piłki, “gryzienia trawy”, ciągu na bramkę, groźnych strzałów. Pierwsza połowa była w wykonaniu przeciętna, druga – mniej, niż przeciętna. Gdy przegrywasz, powinieneś pokazać zaciętość i waleczność, bez których nie odwrócisz niekorzystnego wyniku. Tymczasem Lechia wyglądała na boisku tak, jakby broniła swojego zwycięstwa poprzez „szanowanie piłki”,

Mimo braku dwóch podstawowych stoperów, GKS był świetnie zorganizowany w obronie i grał tak, jak lubi najbardziej – z kontry. W obu akcjach bramkowych kluczową rolę odegrał Bartosz Nowak, jeden z najlepszych rozgrywających w lidze. Wystarczyło go wyłączyć z gry, by znacznie osłabić siłę uderzeniową Katowic – jednak Lechia nie potrafiła i tego zrobić.

lechia.gda.pl – Spory zawód. Relacja po meczu z GKS Katowice

Pierwsze minuty nie przyniosły wybitnych okazji a obie drużyny badały się wzajemnie. W dwunastej minucie Rodin świetnie zablokował groźną próbę Bartosza Nowaka. Dwie minuty później Neugebauer kapitalnie uruchomił Wójtowicza na skrzydle, niestety cwańsi byli piłkarze gospodarzy. Siedemnasta minuta to z kolei atak Lechii – bliski gola centrostrzałem był Tomasz Wójtowicz. Dwie minuty pózniej napór Lechii dalej trwał – Zhelizko odpalił armatę zza pola karnego, ale dobrze interweniował Strączek. W 32 minucie świetnie minął bramkarza Kurminowski, niestety zostawił sobie za mało miejsca i uderzył w boczną siatkę. Blisko szczęścia był GKS 3 minuty później – okrutny błąd Paulsena próbował wykorzystać Bartosz Nowak, który dostał piłkę prosto pod nogi bezpośrednio właśnie od Paulsena. Pechowo niestety Lechia straciła gola w 39 minucie, i mimo próby Zhelizki w końcówce spotkania, wynik utrzymał się do przerwy.

Drugą połowę mocniej zaczęli gospodarze i zepchnęli Lechię do defensywy. Biało-Zieloni ocknęli sie na szczęście dość szybko, i w 56 minucie bardzo bliski szczęścia był Zhelizko. Gieksa dopięła swego w 60 minucie, kiedy cudowne podanie Bartosza Nowaka wykorzystał Ilia Szkurin. Oba zespoły nie stworzyły już większych szans do końca, poza nieuznanym golem dla katowiczan w koncówce. Lechia zasłużenie uległa dziś GKSowi Katowice.

gol24.pl – Nowak show w Katowicach. Osłabiona Lechia rozmontowana przez GieKSę w 25. kolejce Ekstraklasy

Popis Bartosza Nowaka w meczu 25. kolejki PKO Ekstraklasy z Lechią Gdańsk (2:0). Pomocnik GKS-u Katowice był zamieszany niemal we wszystkie gole zespołu Rafała Góraka. Asystował przy trafieniu Ilji Szkurina, a po jego kolejnym zagraniu Białorusin ponownie trafił do siatki, jednak znajdował się na spalonym.

Trener przyjezdnych z dalekiego Gdańska John Carver przed meczem przekazał smutne wieści. Ze względu na kontuzję nie mogli wystąpić między innymi Kolumbijczyk Camilo Mena czy Słowak Tomas Bobcek, który walczy o koronę króla strzelców z Karolem Czubakiem. To było duże osłabienie dla gdańskiej ofensywy, którzy na Nowej Bukowej nie potrafili choćby na moment zbliżyć się do pola karnego gospodarzy.

W środku pola GieKSy po raz kolejny dzielił i rządził niesamowity Bartosz Nowak. 32-latek z Radomia najpierw zapoczątkował akcję, którą już w 39. minucie na gola zamienił Mateusz Wdowiak po dograniu od Sebastiana Milewskiego. Awizowany przez kibiców PKO Ekstraklasy do reprezentacji Polski pomocnik kolejną asystę w sezonie dołożył po zmianie stron.

– Ciasteczko – skomentowano jego zagranie na profilu Canal+ Sport. Nowak podał między obrońców Lechii Gdańsk do niepilnowanego Ilji Szkurina, który bez najmniejszych problemów skierował piłkę do siatki.

GKS Katowice tym samym pnie się w górę tabeli. Piłkarze Rafała Góraka po dwóch ostatnich zwycięstwach nad Radomiakiem i Lechią zajmują już… piąte miejsce z punktem straty do czwartego Rakowa Częstochowa.

ekstraklasa.org – GKS Katowice 2:0 Lechia Gdańsk – Niezastąpieni zawodnicy

GKS Katowice znów skorzystał z doskonałej formy Bartosza Nowaka. Lechia Gdańsk musiała sobie radzić bez kontuzjowanych: Tomasa Bobcka i Camilo Meny.

Bartosz Nowak jest w niesamowitej formie. Polak zanotował już w tym sezonie 10 asyst (najwięcej), a w 2026 roku zdobył 7 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (najwięcej). Również dzięki niemu GKS Katowice wygrał po raz 3. z rzędu w PKO Bank Polski Ekstraklasie, a także po raz 6. w domowych meczach z Lechią (zwycięstwo we wszystkich meczach z tym rywalem u siebie; bilans bramkowy: 10-1).

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z Lechią Gdańsk 2:0. Oto pięć najważniejszych wniosków po tym meczu

Kolejny znakomity mecz na Nowej Bukowej. GKS Katowice pokonał Lechię Gdańsk 2:0, potwierdzając, że jest najlepszym zespołem tej rundy w całej Ekstraklasie.

[…] GKS Katowice wygrał z Lechią Gdańsk 2:0. Oto pięć najważniejszych wniosków po tym meczu, dzięki któremu ekipa Rafała Góraka włączyła się do walki o medale.

1.            Idealna murawa. Przy takiej grze, jaką prefererują piłkarze Rafała Góraka, to absolutnie kluczowa kwestia. Dokładne podania i precyzyjne prowadzenie piłki podczas szybkich akcji, o samych strzałach już nie wspominając, są możliwe tylko przy takiej nawierzchni, jaką może sie pochwalić Arena Katowice. Na tle klepisk Ekstraklasy to powód do autentycznej dumy.

2.            Bo zespół ma Rafała Strączka. Bramkarz GKS-u jest w fantastycznej formie. Strzały Lechii z dystansu na początku spotkania były dla niego nie lada testem. Golkiper spisał się jednak efektownie i efektywnie, utrzymując zespół w bezbramkowym remisie, otwierającym drogę do zwycięstwa.

3.            Bartosz Nowak i wszystko jasne. Lider i reżyser gry gospodarzy. W meczu z Lechią sam próbował strzelać, ale przy golu na 1:0 wykonał magiczne dotknięcie piłki, które uruchomiło całą sekwencję zdarzeń z kapitalnym podaniem Sebastiana Milewskiego i golem Mateusza Wdowiaka. A w drugiej połowie powtórzył taki numer i Ilia Szkurin w sytuacji sam na sam trafił na 2:0.

4.            Śląski charakter. Ekipa z Katowic gra w tej chwili najbardziej dynamiczną i najbardziej agresywną piłkę w całej lidze. To zasługa trenera Rafała Góraka, który konsekwentnie buduje na Nowej Bukowej kadrę z zawodników, o których sam mówi wprost „żołnierze”. To dzięki temu nawet tak poważne osłabienia zespołu – przeciwko Lechii nie zagrali Alan Czerwiński i Arkadiusz Jędrych – nie odbijają się na jakości całej gry.

5.            Małe pole manewru. Kartki Arkadiusza Jędrycha i Alana Czerwińskiego w połączeniu z kontuzjami Adama Zrelaka i Jesse Boscha sprawiły, że trener GKS-u nie miał zbyt wielkiego pola manewru, zwłaszcza w ofensywie. Na szczęście mecz przebiegał w taki, a nie inny sposób, ale w sytuacji wymagającej pilnej reakcji, problem byłby zdecydowanie widoczny.

eurosport.tvn24.pl – GKS w gazie. Doskoczył do czołówki

Trwa znakomita passa piłkarzy GKS-u Katowice. Podopieczni Rafała Góraka odnieśli w sobotę trzecie zwycięstwo z rzędu w polskiej ekstraklasie, bez większych problemów pokonując u siebie Lechię Gdańsk 2:0. Dzięki trzem punktom awansowali w tabeli aż o sześć miejsc.

W sobotę zespół ze Śląska potwierdził świetną dyspozycję. A rywal nie był łatwy, bo mowa o Lechii, która osiem dni wcześniej rozbiła na własnym stadionie kandydata do mistrzostwa, czyli Jagiellonię Białystok.

Gdańszczanie nie mieli wiele do powiedzenia. W całym spotkaniu oddali zaledwie jeden celny strzał przy aż siedmiu ze strony gospodarzy.

GKS w obu połowach trafiał po razie. Przed przerwą bramkę zdobył Mateusz Wdowiak, a w 60. minucie na 2:0 podwyższył Ilja Szkurin. Więcej goli tego dnia nie padło.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga