Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Słowacki ekstraligowiec wypunktował wicemistrzów Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Kobieca drużyna w rozpoczętym tygodniu rozegra jedno spotkanie – w czwartek 11 września o 18:00 na Arenie Katowice. Mecz zostanie rozegrany w ramach III rundy eliminacji Ligi Mistrzyń UEFA, a przeciwnikiem będzie FC Twente. Rewanż będzie miał miejsce w czwartek 18 września w Enschede. Spotkania ligowe z Pogonią Tczew i Czarnymi Sosnowiec zostały przełożone na późniejsze terminy. Korzystając z przerwy reprezentacyjnej drużyna męska rozegrała sparing z Górnikiem Zabrze. Nasz zespół wygrał 2:1 (1:0). Następny mecz ligowy drużyna rozegra z Lechią na wyjeździe w piątek 12 września o 18:00. Do drużyny dołączył Ilja Szkurin. Media spekulują na temat ewentualnego transferu Tymoteusza Puchacza do GieKSy. Portal weszlo.com po ostatniej kolejce ligowej wyróżnił Bartosza Nowaka.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa sparingi. W pierwszym z nich pokonali BBTS Bielsko-Biała 3:1, a w drugim przegrali z ZAKSą 1:3. Przed spotkaniem z ZAKSą odbyła się prezentacja drużyny. Na sobotę 13 września planowany jest pierwszy mecz w PLS 1. Lidze z Czarnymi Radom. Początek spotkania o godzinie 17:00 w hali Arena Katowice.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy sparingi. W ubiegły czwartek zespół przegrał z HK Poprad 0:6. W sobotę i niedzielę przeciwnikiem była drużyna IceFighters Leipzig. W sobotę GieKSa wygrała 3:1, w niedzielę uległa przeciwnikowi 6:7. W najbliższy piątek (12 września) zespół rozegra pierwsze spotkanie w nowym sezonie THL. Przeciwnikiem będzie Polonia Bytom. W niedzielę hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Oba mecze zostaną rozegrane na wyjeździe. Początek spotkań odpowiednio o godzinie 18:00 i 17:00. W piątek odbyła się prezentacja drużyny.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Hitowe starcie zostało przełożone

Koronny mecz 6. kolejki Orlen Ekstraligi – starcie GieKSy Katowice z Czarnymi Sosnowiec – odbędzie się w poniedziałek 22 września. Hitowe starcie zostało przełożone z uwagi na udział katowiczanek w eliminacjach do UEFA Women’s Champions League.

Mecz miał się pierwotnie odbyć 20 września. KKS Czarni Antrans Sosnowiec to aktualne liderki Ekstraligi z kompletem zwycięstw na koncie, natomiast Gieksa to mistrzynie Polski w sezonie 2024/25.

Ze względu na udział piłkarek w kolejnej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzyń UEFA i zaplanowane mecze z FC Twente (11 i 18 września), uległ zmianie terminarz spotkań ligowych. Pierwotnie zaplanowany na 14 września mecz 5. kolejki Orlen Ekstraligi kobiet GKS Katowice – Pogoń Dekpol Tczew zostanie rozegrany w nowym terminie, który ustalą kluby we współpracy z PZPN.

Natomiast spotkanie 6. kolejki GieKSy z Czarnymi Antrans Sosnowiec odbędzie się w poniedziałek 22 września o godz. 17:00 i będzie transmitowane w serwisie sport.tvp.pl.

weszlo.com – Doświadczeni Polacy zawstydzają młodszych kolegów [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jest jakimś błędem w Matrixie to, że Bartosz Nowak gra w GKS-ie Katowice. To znaczy dla GKS-u to bardzo dobrze, jeszcze raz wielkie gratulacje za ściągnięcie takiego kozaka, ale właśnie: kozaka. Dziwne, że Nowak nie występuje obecnie w lepszym klubie Ekstraklasy, bo ma wszystko, żeby grać o mistrzostwo, a nie o utrzymanie.

Naprawdę łatwo sobie wyobrazić Nowaka w czołówce ligi, był zresztą w Rakowie, ale ten go odpuścił, co okazało się po prostu błędem.

[…] Naturalnie nie ma co robić z Nowaka jakiegoś Zidane’a, ale to na warunki Ekstraklasy świetny piłkarz. I od niego w dużej mierze będzie zależało, jak potoczy się ten sezon dla GKS-u, bo ciągnie kolegów za uszy.

Oficjalnie: Napastnik Legii Warszawa w GKS-ie Katowice

Dobiegł końca krótki, ale kosztowny pobyt Ilji Szkurina w Legii Warszawa. Białoruski napastnik w sobotę oficjalnie został piłkarzem GKS-u Katowice.

Klub z Bukowej podpisał z nim kontrakt do czerwca 2028 roku. W umowie zawarto opcję przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.

Szkurin pod koniec lutego został w pośpiechu sprowadzony przez Legię ze Stali Mielec za 1,2 mln euro. Przyszedł tak późno, że nie mógł już być zgłoszony do Ligi Konferencji i był do dyspozycji jedynie na mecze Ekstraklasy.

Transfer ten od początku wzbudzał wiele wątpliwości i czas pokazał, że raczej były one słuszne. Szkurin miał problemy ze skutecznością, choć pod koniec sezonu nieco się rozkręcił. W lidze strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty, trafił też w finale Pucharu Polski z Pogonią Szczecin.

Nowy sezon Białorusin zaczął od ważnej bramki w Superpucharze Polski z Lechem Poznań (2:1), ale kontynuacji nie było. W kolejnych ośmiu występach drogi do siatki nie znalazł. Edward Iordanescu jeszcze tylko dwa razy wystawił go w podstawowym składzie. W ostatnim przed przerwą reprezentacyjną spotkaniu z Cracovią Szkurin znalazł się na trybunach, co zwiastowało jego rychły koniec na Łazienkowskiej.

W Katowicach może odgrywać znacznie ważniejszą rolę. Adam Zrelak niedawno wrócił po kontuzji i już zaczął dawać jakość, ale w jego przypadku cały czas trzeba mieć wkalkulowane, że prędzej czy później znów wypadnie z gry. Maciej Rosołek i Aleksander Buksa nie dali jeszcze żadnego ofensywnego konkretu, co szczególnego zaskoczenia nie stanowi. W takim otoczeniu Szkurin ma szansę wyrosnąć na lidera ataku GieKSy.

sportowefakty.wp.pl – Puchacz wraca do Ekstraklasy. Wiadomo, który klub wybrał

Tymoteusz Puchacz, reprezentant Polski, po długich poszukiwaniach znalazł nowy klub. Według informacji portalu meczyki.pl obrońca po 4 latach wróci do Ekstraklasy.

Ostatni sezon nie był udany dla Tymoteusza Puchacza. 26-latek w sierpniu ubiegłego roku przeniósł się do Holstein Kiel, jednak już w styczniu został wypożyczony do Plymouth Argyle. Choć Polak nadal ma obowiązujący kontrakt z zespołem z 2. Bundesligi, klub nie jest zainteresowany jego usługami.

Puchacz postawił więc na indywidualne treningi i szukał nowego pracodawcy. Mówiło się o wielu potencjalnych kierunkach, a w sobotę pojawiły się informacje o ewentualnych przenosinach do Wieczystej Kraków.

Okazuje się, że 26-latek ponownie ma zagrać w Polsce, jednak nie na poziomie I ligi, a PKO Ekstraklasy. Jak informuje serwis meczyki.pl, Puchacz będzie bowiem reprezentował barwy GKS-u Katowice, gdzie dołączy na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu.

Wróci tym samym do klubu, w którym już wcześniej występował. Miało to miejsce w sezonie 2018/2019, kiedy został wypożyczony z Lecha Poznań. Wówczas rozegrał w barwach aktualnego mistrza Polski 27 meczów i zdobył cztery bramki, dając spory wkład na murawie.

Decyzja o powrocie do Katowic może być dla Puchacza szansą na odbudowanie formy i regularną grę, co jest kluczowe dla jego dalszej kariery. Wypożyczenie z niską opcją wykupu daje klubowi elastyczność w dalszych decyzjach dotyczących piłkarza. 26-latek po raz ostatni występował w polskiej lidze w sezonie 2020/21, kiedy grał w Lechu.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice znów grał z Górnikiem Zabrze. Kto tym razem był lepszy w Śląskim Klasyku na Bukowej?

Piłkarze GKS Katowice i Górnika Zabrze przerwę w rozgrywkach PKO Ekstraklasy wykorzystali na rozegranie sparingu. Spotkanie dwóch drużyn z naszego regionu odbyło się na starym stadionie GKS na Bukowej i było rewanżem za niedawny Śląski Klasyk.

11 dni temu Górnik i GKS grały ze sobą w PKO Ekstraklasie i wówczas w Zabrzu wyraźnie lepszym zespołem byli podopieczni trenera Michala Gasparika wygrywając 3:0. W środę 3 września doszło do rewanżu za Śląski Klasyk, bo obydwie drużyny postanowiły wykorzystać reprezentacyjną przerwę w rozgrywkach ligowych na rozegranie sparingu.

Mecz kontrolny GieKSy i Górnika odbył się na starym stadionie katowiczan na Bukowej, a obie ekipy wystąpiły w nim bez swoich kadrowiczów, którzy pojechali na zgrupowania reprezentacji. Więcej absencji było w zespole zabrzan i katowiczanie skwapliwie z tego skorzystali obejmując w I połowie prowadzenie.

Bramkę na Bukowej strzelił nowy nabytek GKS Eman Marković. Norweg pod koniec sierpnia podpisał trzyletni kontrakt z katowickim klubem, a teraz strzelił w jego barwach pierwszego gola świetnie zachowując się w polu karnym.

Do remisu doprowadził na kwadrans przed końcem pojedynku Gabriel Barbosa. Pozyskany przed tym sezonem rosły napastnik z Brazylii jeszcze nie zagrał w oficjalnym meczu Górnika, bo długo leczył kontuzję. Teraz jest już w pełni sił i po centrze z rzutu rożnego zrobił użytek ze swoich 195 cm wzrostu głową kierując piłkę do siatki.

Gospodarze przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść w ostatniej akcji spotkania. Bramkę na wagę wygranej strzelił były zawodnik Górnika Aleksander Buksa, który wykorzystał podanie Miłosza Swatowskiego. Trenera Rafała Góraka ucieszyło zwycięstwo, natomiast zmartwił uraz Aleksandra Paluszka, który już w 7 minucie kulejąc opuścił boisko.

Dzięki rozegraniu meczu sparingowego w środku tygodnia obaj szkoleniowcy będą mogli dać swoich podopiecznym teraz kilka dni wolnego, by z większą energią przygotowywali się do czekających ich w następny weekend wyjazdowych spotkań ligowych. GKS Katowice w piątek 12 września zmierzy się w Gdańsku z Lechią, a Górnik w poniedziałek 15 września w Częstochowie z Rakowem.

SIATKÓWKA

pls1liga.pl – GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:1 w sparingu

W piątek GKS Katowice i BBTS Bielsko-Biała rozegrały kolejny sparing. Spotkanie towarzyskie zakończyło się wygraną katowiczan 3:1 (25:27, 25:23, 25:21, 25:23).

Dzisiaj katowiczanie i bielszczanie rozegrali kolejny sparing przed inauguracją sezonu 2025/26 PLS 1. Ligi. To było już kolejne spotkanie obu drużyn. Tym razem lepsi okazali się siatkarze GKS-u.

Dzisiaj katowiczanie zrewanżowali się nam za porażkę z minionej soboty. W ostatnim sparingu przedsezonowym przegrywamy w Katowicach 1:3 – czytamy w komunikacie BBTS Bielsko-Biała.

W przedostatnim sparingu rozegranym w ramach przygotowań do nowego sezonu GKS Katowice zmierzył się z BBTS-em Bielsko-Biała w Arenie Katowice. Dla katowickiego zespołu była to okazja do rewanżu za przegrane spotkanie w turnieju Góral Cup Beskidy.

GKS rozpoczął spotkanie od skutecznego bloku i to właśnie w tym elemencie głównie punktował. Po asie serwisowym Damiana Hudzika na 6:2, trener gości poprosił o czas. Pierwszy punkt po przerwie zdobyli goście skutecznym atakiem z lewego skrzydła. GKS powiększał swoją przewagę i przy stanie 10:4, po zagrywce za punkt Gonzalo Quirogi, szkoleniowiec BBTS-u wykorzystał drugi czas. Bielszczanie starali się odrabiać stratę, dzięki skutecznej grze w ataku, jednak momentami gubili się, co wykorzystywała GieKSa. Gdy prowadzenie katowiczan stopniało do jednego punktu (12:11) trener Emil Siewiorek wykorzystał pierwszą przerwę. Po długiej wymianie na korzyść rywali oraz asie serwisowym objęli niewielkie prowadzenie, które konsekwentnie powiększali. BBTS wykorzystywał błędy rywala. Po obiciu bloku bielszczan przez Wojciecha Włodarczyka, wynik wyrównał się (19:19). Skutecznie w ataku prezentował się Michał Superlak. O ostatecznym wyniku zadecydowała gra na przewagi, z której zwycięsko wyszli bielszczanie po skutecznym ataku z prawego skrzydła oraz bloku Mateusza Zawalskiego.

Drugą partię otworzyła długa wymiana, w której to katowiczanie zapisali pierwszy punkt na swoim koncie, po autowym bloku BBTS-u. Początek seta był wyrównany i drużyny grały punkt za punkt. BBTS, dzięki wykorzystywaniu piłek sytuacyjnych oraz dwóch asach serwisowych Jakoba Thelle, objął czteropunktowe prowadzenie. Przy wyniku 10:6 na korzyść bielszczan, szkoleniowiec GKS-u poprosił o czas. Po przerwie rywale nadal utrzymywali przewagę. Stratę pomógł zmniejszyć z lewego skrzydła Wojciech Włodarczyk, jednak BBTS posyłał mocne i praktycznie niemożliwe do obrony ataki. GKS zmniejszył stratę i gdy wynik wskazywał 17:18, trener gości wykorzystał przerwę. To nie zatrzymało GieKSy, która wyrównała wynik, a następnie konsekwentnie powiększała swoje prowadzenie. Po stronie bielszczan pojawiały się błędy w polu zagrywki oraz ataku. Przy prowadzeniu GKS-u 21:19, bielszczanie poprosili o czas. Na prawym skrzydle w drużynie gości dobrze spisywał się Szymon Romać, który pojawił się na boisku w drugiej partii. BBTS odrabiał stratę. Przy stanie 23:22 trener Siewiorek wykorzystał przerwę. Katowiczanie zamknęli seta wygraną 25:23 dzięki zepsutej zagrywce bielszczan oraz atakowi przez środek Damiana Hudzika.

W trzecim secie na boisku pojawił się zupełnie zmieniony skład. Na początku partii żaden z zespołów nie zbudował znaczącej przewagi. Dobrze w drużynie GieKSy pokazał się Mateusz Łysikowski. W zespole z Bielska-Białej na środku skutecznie spisywał się Bartłomiej Zawalski, który kilkakrotnie punktował z ataku. Po stronie katowiczan pojawiały się błędy w ataku. Żadna z drużyn nie zaznaczyła znaczącej przewagi, gra toczyła się punkt za punkt. Po autowej zagrywce Zawalskiego oraz nieudanym ataku bielszczan, wynik wskazywał 18:16 na korzyść gospodarzy. Szkoleniowiec BBTS-u interweniował i poprosił o czas. Po przerwie rywale szybko odpowiedzieli, mocnym atakiem z prawego skrzydła oraz asem serwisowym. Tym razem to trener GieKSy skorzystał z przerwy. Po skutecznym bloku Bartosza Schmidta i błędzie dotknięcia siatki przez rywali prowadziliśmy 23:20. Partię zamknął skuteczny blok Piotra Fenoszyna na 25:21.

Czwartą partię otworzył Maciej Wóz atakiem przez środek. Oba zespoły ponownie grały punkt za punkt. Na lewym skrzydle zameldował się Łysikowski, zdobywając punkt po efektownym ataku. Chwilę później jednak pomylił się w polu zagrywki. BBTS zdołał objąć trzypunktowe prowadzenie po ataku przez środek oraz błędzie serwisowym katowiczan. Na boisku ponownie pokazał się Łysikowski, który dobrze spisywał się w obronie. Po autowym serwisie bielszczan, z przewagi zespołu nic nie zostało (13:13). Dzięki skutecznej grze blokiem katowiczanie objęli prowadzenie 20:18. Przy takim stanie trener BBTS-u wykorzystał czas. Po przerwie goście zdołali odrobić stratę. Końcówka spotkania należała do wyrównanych, a po stronie obu zespołów pojawiały się błędy. Po przerwie przy wyniku 23:23, Damian Domagała punktował z lewego skrzydła, a bielszczanie zamknęli spotkanie autowym atakiem.

GieKSę czeka ostatni sprawdzian przed rozpoczęciem rywalizacji w PLS 1. Lidze. W sobotę w hali Areny Katowice podejmiemy ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Mecz poprzedzi prezentacja drużyny.

GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:1 (25:27, 25:23, 25:21, 25:23)

siatka.org – Pierwszy sparing ZAKSY Kędzierzyn-Koźle na plus

Reprezentacja Polski siatkarzy jest już na Filipinach, gdzie niebawem rozpocznie udział w mistrzostwach świata, a w Polsce do sezonu intensywnie przygotowują się kluby PlusLigi. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle ma za sobą pierwszy sparing. Kędzierzynianie uświetnili oficjalną prezentacje GKS-u Katowice, spadkowicza z PlusLigi.

GKS Katowice, spadkowicz z PlusLigi oficjalną prezentacją i meczem z ZAKSĄ zamknął okres przygotowawczy. Wcześniej w Arenie Katowice podopieczni Emila Siewiorka wygrali 3:1 (25:27, 25:23, 25:21, 25:23) test mecz z BBTS-Bielsko-Biała.

Na zamknięcie okresu przygotowawczego katowiczanie zmierzyli się z ZAKSĄ. Utytułowany klub uświetnił prezentację GKS-u. W składzie ZAKSY wystąpili kadrowicze, Rafał Szymura czy Mateusz Czunkiewicz.

Pierwsze dwa punkty spotkania zdobył atakiem z prawego skrzydła Michał Superlak. Po sprytnym zagraniu Grzegorza Pająka GieKSa objęła prowadzenie 7:3. Katowiczanie dobrze weszli w mecz. Po kolejnym zdobytym przez nas punkcie szkoleniowiec drużyny gości interweniował i wykorzystał czas. To jednak nie wybiło GieKSy z rytmu i stale powiększała ona swoje prowadzenie. Po autowej zagrywce Igora Grobelnego GKS prowadził 14:7. Dobrze na lewym skrzydle spisywał się Mateusz Łysikowski. Przy utrzymującym się siedmiopunktowym prowadzeniu GieKSy, ZAKSA wykorzystała drugi czas. Katowiczanie dzięki cierpliwej grze zwyciężyli w pierwszej partii 25:18, po błędzie Karola Urbanowicza w polu serwisowym. Przed rozpoczęciem drugiej partii na parkiecie pojawili się byli zawodnicy GKS-u m.in. Jakub Jarosz, Łukasz Usowicz, Maciej Fijałek, Bartosz Mariański, którzy odebrali pamiątkowe statuetki z rąk prezesa klubu, Sławomira Witka.

W drugim secie punkt dla GieKSy zanotował Łysikowski, który jednak chwilę później posłał piłkę w aut. Skutecznie z lewego skrzydła punktował Grobelny. Dobrze w przyjęciu spisywała się GieKSa, a przy stanie 5:5 Damian Hudzik przepchnął piłkę na stronę rywala, a chwilę później dobry blok ustawił Grzegorz Pająk. Skutecznie w drużynie gości spisywał się Mateusz Rećko. Rywalizacja była wyrównana. Przy stanie 12:10 na korzyść Katowic, Superlak z prawego skrzydła ustrzelił Bartosza Fijałka i GieKSa objęła trzypunktowe prowadzenie, które później powiększyła dzięki asowi serwisowemu naszego atakującego. ZAKSA goniła nasz zespół i gdy przewaga GKS-u stopniała, przy wyniku 19:19, trener Emil Siewiorek poprosił o czas. Końcowa faza seta należała do bardzo wyrównanych i zespoły grały na przewagi. O wygranej ZAKSY przesądziły autowy blok katowiczan oraz skuteczny blok Konrada Stajera na 29:27.

Na początku trzeciego seta żadna z drużyn nie zbudowała znaczącej przewagi. Po obu stronach pojawiały się błędy. W zespole ZAKSY dobrze prezentował się Rafał Szymura. Z czasem w naszym zespole rozkręcił się Damian Domagała. Potrójny blok GieKSy oraz atak Bartosza Schmidta przez środek pozwolił na objęcie prowadzenia 11:8. Przy takim stanie trener rywali poprosił o czas. GieKSa utrzymywała kilkupunktowe prowadzenie. Po autowej zagrywce Łysikowskiego oraz skutecznym plasie Szymury wynik wyrównał się i dalsza gra przebiegała punkt za punkt. Przy stanie 19:21 trener Siewiorek wykorzystał czas. Po przerwie ZAKSA odskoczyła na trzy punkty. Na prawym skrzydle punktował Domagała. GKS odrabiał stratę do drużyny gości. Po asie serwisowym Grobelnego, rywale wygrali w trzecim secie 25:23.

Ostatnią partię GKS rozpoczął od kilku błędów. Rywale prowadzili 5:2 i z czasem powiększyli swoje prowadzenie do czterech punktów i utrzymywali je grając dobrze blokiem oraz mając wysoką skuteczność w ataku. Przy stanie 13:6 na korzyść gości, trener Siewiorek wykorzystał czas. Rywale wykorzystywali luki w przyjęciu oraz błędy katowiczan. Stratę starał się odrabiać Krzysztof Gibek atakami z lewego skrzydła. Ostatecznie rywale wygrali 25:18 w czwartej partii, tym samym triumfując w całym spotkaniu.

GKS Katowice – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3 (25:18, 27:29, 23:25, 18:25)

wkatowicach.eu – Prezentacja drużyny i sparing z ZAKSĄ. Siatkarski GKS Katowice gotowy na nowy sezon

GKS Katowice zainaugurował nowy sezon siatkarskiej 1. ligi w wyjątkowy sposób — prezentacją drużyny i sparingiem z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w nowo otwartej Arenie Katowice. Wydarzenie miało otwarty charakter i przyciągnęło wielu kibiców, dla których przygotowano dodatkowe atrakcje. Przed drużyną intensywny sezon, którego celem jest powrót do PlusLigi.

W sobotę, 6 września, GKS Katowice oficjalnie zainaugurował siatkarski sezon 2025/2026. Wydarzenie, które odbyło się w nowej Arenie Katowice, przyciągnęło kibiców, dla których przygotowano nie tylko sportowe emocje, ale również szereg atrakcji towarzyszących.

O godzinie 14:00 rozpoczęła się prezentacja zespołu, który w nadchodzącym sezonie powalczy o powrót do PlusLigi. Na parkiecie pojawili się zarówno aktualni zawodnicy GieKSy, jak i zaproszeni goście – byli trenerzy i siatkarze klubu. Tuż po prezentacji katowiczanie rozegrali ostatni mecz sparingowy przed startem ligi, mierząc się z wielokrotnym mistrzem Polski – ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Wynik nie był niestety niespodzianką – goście wygrali z katowiczanami 3-1.

Wstęp na wydarzenie był bezpłatny, a organizatorzy zadbali o przyjazną atmosferę dla całych rodzin. Na uczestników czekały strefa zabaw dla dzieci, relaksu oraz pokaz grupy Cheer Move Academy. Kibice mogli również odwiedzić stoisko Oficjalnego Sklepu GieKSy, gdzie dostępne były karnety na sezon i możliwość wyboru miejsc na trybunach nowego obiektu.

Premierowy mecz ligowy GKS Katowice rozegra już 13 września, a ich rywalem będą Czarni Radom. Będzie to jednocześnie pierwszy oficjalny mecz ligowy w Arenie Katowice.

HOKEJ

hokej.net – Kubeł zimnej wody! Słowacki ekstraligowiec wypunktował wicemistrzów Polski

HK Poprad pokonał na własnym lodzie GKS Katowice 6:0. „Kozice” zdominowały to starcie od samego początku.

Ekipa z Popradu początkowo miała zmierzyć się z Comarch Cracovią, z którą wygrała na wyjeździe aż 9:1. Finalnie zagrała z wicemistrzami Polski i również odniosła zwycięstwo.

Zespół spod Tatr na prowadzenie wyszedł już po 72 sekundach. Rzut karny na gola zamienił Tyler Wong, który wymanewrował Jespera Eliassona i dosłownie wjechał z krążkiem do bramki.

W 4. minucie na 2:0 podwyższył Andrew Calof. Kanadyjczyk przechwycił krążek i uderzeniem z nadgarstka zaskoczył katowickiego golkipera. Jeszcze przed końcem pierwszej tercji wynik podwyższył Peter Bjalončík strzałem z niebieskiej linii.

W drugiej tercji Słowacy nadal kontrolowali grę. W 31. minucie Ryan Sproul huknął sprzed korytarza międzybulikowego i wykorzystał podwójną przewagę. Po tej bramce doszło do zmiany w bramce GieKSy, bo Jespera Eliassona zastąpił Michał Kieler. Tuż przed końcem drugiej odsłony Juraj Majdan podwyższył na 5:0.

Katowiczanie próbowali odpowiadać szybkimi atakami, ale dobrze zorganizowana defensywa gospodarzy nie pozwalała na wiele. W 52. minucie Sproul zdobył swoje drugie trafienie w meczu, popisując się precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka i ustalił wynik spotkania na 6:0.

Niemcy pokonani. Liderzy nie zawiedli

Hokeiści GKS-u Katowice wygrali pierwszy z dwóch meczów sparingowych z IceFighters Lipsk. Rewanż w niedzielę o 16:00.

W przekroju całego meczu podopieczni Jacka Płachty okazali się zespołem lepszym i skuteczniejszym.

Z pewnością nie będą najlepiej wspominać początku tego starcia, bowiem przegrywali już od pierwszej minuty. Jesper Eliasson został pokonany w sytuacji sam na sam.

W 9. minucie wyrównał Patryk Wronka, który ruszył z własnej tercji i przymierzył z bulika.

Remis 1:1 utrzymał się do końca pierwszej, a także drugiej odsłony. Optyczną przewagę mieli katowiczanie, ale nie potrafili jej wykorzystać.

W 51. minucie GieKSę na prowadzenie wyprowadził Mateusz Michalski, który zwieńczył trójkową akcję. O losach spotkania definitywnie przesądził Grzegorz Pasiut. Kapitan umieścił gumę w pustej bramce.

Wicemistrzowie Polski wypuścili zwycięstwo z rąk! Przegrali po dogrywce

Hokeiści GKS-u Katowice prowadzili już 6:2 w sparingowym meczu z drużyną IceFighters Lipsk, ale ostatecznie zeszli z lodu pokonani. Ekipa z Oberligi wygrała 7:6 po dogrywce.

Drugi sparing GKS Katowice z IceFighters Leipzig rozpoczął się niespodziewanie – to goście pierwsi objęli prowadzenie, gdy w 12. minucie na listę strzelców wpisał się Daniel Visner. Katowiczanie mieli jednak przewagę i na początku drugiej tercji wyrównał Bartosz Fraszko, uderzając precyzyjnie nad parkanem bramkarza rywali.

Chwilę później Mateusz Bepierszcz został ukarany karą meczu za ostry faul. GKS zdołał przetrwać pięciominutowe osłabienie, a zaraz po nim prowadzenie dał gospodarzom Maksymilian Dawid. W kolejnych minutach katowiczanie uzyskali przewagę, którą udokumentowali bramkami Jonasz Hofman i Ian McNulty.

Z kolei na trafienie Marca Zajica odpowiedzieli Bartosz Fraszko oraz Jean Dupuy. Było więc 6:2 i przy tym wyniku wydawało się, że spotkanie jest rozstrzygnięte.

Ale Niemcy powstali z kolan. Jeszce przed zakończeniem drugiej odsłony Tom Pauker zdobył gola na 6:3, a w trzeciej odsłonie ekipa z Lipska doprowadziła do wyrównania i o losach spotkania musiała przesądzić dogrywka.

W trzeciej minucie dodatkowego czasu gry złotego gola zdobył Schwammberger.

wkatowicach.eu – Prezentacja hokeistów GKS-u Katowice na Sztauwajerach! Ostatnia prosta do nowego sezonu Tauron Hokej Ligi

Hokeiści GKS-u Katowice spotkali się z kibicami na Sztauwajerach w piątek, 5 września. Oficjalna prezentacja drużyny to zapowiedź nadchodzącego sezonu Tauron Hokej Ligi. Na początek spotkanie z Polonią Bytom, dla której będzie to debiut na najwyższym szczeblu rozgrywkowym po kilkuletniej przerwie.

W piątek 5 września na Sztauwajerach w katowickiej Dolinie Trzech Stawów odbyła się oficjalna prezentacja drużyny GKS-u Katowice przed startem nowego sezonu Tauron Hokej Ligi. Wydarzenie przyciągnęło tłumy kibiców, którzy mieli okazję z bliska poznać skład zespołu, zdobyć autografy, porozmawiać z zawodnikami oraz zrobić pamiątkowe zdjęcia.

Na miejscu nie zabrakło także atrakcji dodatkowych – działała strefa gastronomiczna, a muzykę serwował DJ związany ze Sztauwajerami. Sporym zainteresowaniem cieszyło się również stanowisko Oficjalnego Sklepu GieKSy oraz punkt sprzedaży karnetów.

Spotkanie odbyło się w rodzinnej atmosferze, a zawodnicy podkreślali, jak ważne dla nich jest wsparcie kibiców jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Przypomnijmy, że ligowe zmagania GKS Katowice rozpocznie już 12 września wyjazdowym meczem z Polonią Bytom. Pierwsze domowe spotkanie w „Satelicie” zaplanowano na 21 września – rywalem będzie JKH GKS Jastrzębie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga