Piłka nożna
„To nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy”
Gdy rok remu zaczynaliśmy ehkm… „wiosnę” 31 stycznia mówiliśmy o rekordzie wczesnej inauguracji. Złożyła się na to ekstraklasa, która zaczyna wcześniej niż pierwsza liga, no i fakt, że mecz GieKSy został wyznaczony jako pierwszy – czyli piątkowy o osiemnastej. W tym roku ponownie wyznaczeni zostaliśmy niejako jako chorążych najpiękniejszej ligi świata, ale w wyniku przesunięcia kalendarza – ten piątek o osiemnastej wypadł dzień wcześniej, czyli 30 stycznia. Zawsze mi się przypominają te marcowe starty, czteromiesięczne przerwy w rozgrywkach, z rekordem w drugą stronę, czyli startem 1 kwietnia w czwartej lidze – wówczas ze względu na terminarz rozgrywek, naszą pauzę i przełożenie meczu ze Źródłem Kromołów (który ostatecznie i tak się nie odbył).
Przeleciało, jak z bicza strzelił. Jeszcze chwilę temu byliśmy w euforii po pokonaniu Jagi w Pucharze Polski, a potem rozpatrywaliśmy akcję trzy na jeden w Częstochowie. To już jednak przeszłość. GKS jest po okresie przygotowawczym, po ciężkiej robocie fizycznej pod okiem Miłosza Drozda oraz taktycznej, kierowanej przez cały nasz sztab trenerski. Zespół – z tego co da się wyczuć – jest gotowy do tej twardej rywalizacji. Do tych „igrzysk śmierci”, jak nadchodzącą rundę określił Mateusz Stolarski. To będzie prawdziwa wojna, pasjonująca, z rannymi i zwycięzcami. Ostateczne rozstrzygnięcia poznamy w maju.
Jedenaście punktów różnicy pomiędzy pierwszą, a ostatnią drużyną w tabeli. Przecież to jest chore. Cztery kolejki, czyli w zacieśnieniu meczów – dwa tygodnie. I można se zdobyć mistrza.
Nas jednak na razie interesuje dół tabeli, a tu jest jeszcze ciaśniej. Aktualnie GKS znajduje się w strefie spadkowej, ale póki co „to nic nie znaczy, to o niczym się świadczy”. Bo te jedenaście punktów między pierwszym, a ostatnim zespołem to jedno. Patrząc natomiast na drugą połowę tabeli, to od 10. do 18. miejsca są TYLKO DWA punkty. Jeśli tamto było chore, to na to już nie ma wytłumaczenia. Zjawiska kwantowe muszą w tej lidze zachodzić, superpozycja, że jedna drużyna jednocześnie walczy o puchary i jest niemal czerwoną latarnią ligi.
Początek sezonu był dla GKS fatalny. Zarówno pod kątem wyników, jak i gry. Z Rakowem była słabizna, w pierwszej połowie Zagłębie Lubin nas zjadło. Z Widzewem po niezłym początku, potem polegliśmy czysto piłkarsko. Legii nie ukłuliśmy w pierwszej połowie i w samej końcówce Jędza pozbawił nas złudzeń. Mimo to, były fragmenty. I takim fragmentem była druga połowa z Zagłębiem. Choć nadal nie była to absolutnie połowa wybitna. Ale GieKSa odrobiła dwubramkową stratę, dając ten jeden punkcik, który ostatecznie nadal bardzo dużo waży w porównaniu z zerem. Pierwszy w tym sezonie błysk Bartka Nowaka doprowadził do tego, że nie mieliśmy drugiej bramki u siebie. Choć to Zagłębie w końcówce cisnęło cofniętą GieKSę i było blisko strzelenia trzeciej bramki.
To był zdecydowanie najsłabszy okres w tym sezonie, bo potem było już całkiem, całkiem. GieKSa co prawda nadal miała mecze lepsze i słabsze, nadal w wielu meczach traciła punkty, ale przede wszystkim pojawiły się zwycięstwa. I bardzo dobre mecze, w których udawało się zdominować przeciwnika lub zwycięsko iść na noże. W zasadzie, gdyby odjąć te pierwsze cztery kolejki, powiedzielibyśmy, że runda jesienna była udana. Ale i tak dobrze, że katowiczanie z tego dołka się wygrzebali, bo eksperci wówczas już GieKSę… pogrzebali.
Przed nami mecz z Zagłębiem Lubin, rewelacją tych rozgrywek. Lubinianie pod okiem Leszka Ojrzyńskiego (!) potrafią grać efektownie i skutecznie. Osiągają też naprawdę dobre wyniki. Rozgromili czterema bramkami Lechię i Arkę. Potrafili wygrać w Poznaniu i Częstochowie. Wygrali z Legią, Górnikiem i Widzewem. Zremisowali na Cracovii. Naprawdę, wyniki są to imponujące i zasłużenie plasują lubinian w czołówce. Do tego stopnia, że coraz bardziej prawdopodobny wydaje się mój felieton pochwalny po sezonie dla Zagłębia Lubin, jeśli zajmą któreś miejsce w tabeli, które deklarowałem na początku sezonu, uznając, że będzie to totalnie cienka drużyna i główny kandydat do spadku…
A jednak. Nie możemy ekipy Miedziowych traktować jako drużyny nie do pokonania. Przypomnijmy, że w poprzednim sezonie, katowiczanie grali naprawdę kapitalnie w Lubinie, ale w końcówce dostali gonga (nie Hilarego). Natomiast nie możemy się tego zespołu bać, bo piłkarza Rafała Góraka mają swoje atuty. No i nie zapominajmy, że Zagłębie w tej przerwie poniosło wielką stratę. Do Rakowa wrócił bowiem Leonardo Rocha, nasz kat przecież, który w tym sezonie dla lubinian strzelił siedem goli. Zagłębie straciło także Mateusza Wdowiaka, który zasilił nasze szeregi. Kontuzjowany jest Marcel Reguła, absolutnie kluczowa postać w układance Ojrzyńskiego. Zagłębie więc liże rany i choćby z tego powodu warto to będzie wykorzystać. Kibice z Lubina są wściekli na to, że klub nie potrafił zatrzymać bramkostrzelnego piłkarza.
Ciekawi jesteśmy, jak wkomponują się w nasz zespół nowi zawodnicy. Liczymy, że naprawdę sporym wzmocnieniem będzie Erik Jirka, który w Piaście przecież grał bardzo dobrze. Mankamentem ciągle wydaje się brak wzmocnienia środka obrony przynajmniej jednym zawodnikiem. Z drugiej strony cieszy przedłużenie kontraktów z Lukasem Klemenzem, Borją Galanem i Adamem Zrelakiem.
Od powrotu do ekstraklasy z Zagłębiem toczyliśmy boje bardzo wyrównane. W Lubinie we wspomnianym meczu było 0:1, na Bukowej – w pożegnalnym meczu starego stadionu – GieKSa po męczarniach, ale wygrała 1:0. No i wspomniany remis z początku sezonu. Można więc powiedzieć, że drużyny mają naprawdę bardzo zbliżony poziom. Z tym, że Zagłębie jest etatowym ekstraklasowiczem, a my drugoroczniakiem. Więc rywalizacja jak równy z równym z taką drużyną jest jak najbardziej na plus.
Przede wszystkim jednak stadion Zagłębia trzeba odczarować. Bo w nowej historii GieKSy graliśmy tam trzy razy i za każdym razem przegrywaliśmy 0:1, z czego dwa ostatnie razy w samej końcówce. Stadion ten nie służy nam podobnie, jak arena przy Roosevelta. GKS nie potrafi tam strzelić nawet jednego gola. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby tę złą passę już jutro przełamać.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
GKS Katowice, po rzutach karnych, przegrał z Herning Blue Fox w meczu o brązowy medal Pucharu Kontynentalnego. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
















Najnowsze komentarze