Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Na GKS Katowice znów nie ma mocnych
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna żeńska po powrocie z obozu w Turcji, pokonała w sparingu Śląsk Wrocław 2:0 (1:0). W najbliższą sobotę (14 lutego) o 19:30 panie zmierzą się w ramach 1/8 Pucharu Polski ze Ślęzą we Wrocławiu. Do drużyny dołączyła obrończyni Marina Theodoraki, a z klubem pożegnała się Oliwia Grzegorczyk. Piłkarze pokonali Widzew Łódź 1:0 (1:0). Najbliższe spotkanie rozegramy w piątek (13 lutego) o 20:30 z Legią na Arenie Katowice. Na mecz zaprasza „Bercik” Krzysztof Hanke, promując nowe koszulki.
W ostatnim meczu siatkarze pokonali na Arenie Katowice Lechię Tomaszów Mazowiecki 3:0. Następne spotkanie rozegramy na wyjeździe 13 lutego o 19:00 ze Spartą Grodzisk Mazowiecki. Nasza drużyna w dalszym ciągu prowadzi w PLS 1. Lidze.
Hokeiści w rozpoczętym tygodniu rozegrają dwa spotkania: w czwartek (12 lutego) o 18:30 z JKH GKS-em Jastrzębie (w Satelicie) oraz w niedzielę (15 lutego) o 17:00 z KH Energą w Toruniu. Klub podpisał umowę z napastnikiem Samem Coatta.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Udany sprawdzian przed ligą. GieKSa pokonuje Śląsk w ostatnim sparingu
W sobotni wieczór na obiekcie OS „Kolejarz” GKS Katowice rozegrał swój ostatni zimowy sparing przed rozpoczęciem rundy wiosennej. Podopieczne trenerki Karoliny Koch pewnie wygrały z drużyną Śląska Wrocław 2:0.
W pierwszej połowie spotkanie było wyrównane i obie drużyny miały swoje okazje do zdobycia bramki. Jako pierwsze zagrożenie stworzyły wrocławianki, które trafiły w słupek. GKS odpowiedział groźnymi strzałami – Klaudii Maciążki cofnęło piłkę słupek, a uderzenie Kateriny Vojtkovej trafiło w boczną siatkę.
W 44. minucie Patricia Hmirova otworzyła wynik, pewnie wykonując rzut karny podyktowany za zagranie ręką w polu karnym.
Po przerwie katowiczanki kontrolowały przebieg gry. W 62. minucie prowadzenie podwyższyła Kalaberova – wykorzystała precyzyjny strzał z rzutu wolnego.
Trenerka Koch wprowadziła następnie kilka zmian: na boisku pojawiły się Posiewka, Malesa, Langosz, Bińkowska, Vuskane (66. minuta), a później także Thamm (77. minuta). Mimo roszad składzie, gospodynie utrzymały korzystny wynik do końcowego gwizdka.
Nagłe rozstanie u Mistrzyń Polski! 20-letnia wychowanka opuszcza GieKSę na własną prośbę
Zespół GKS Katowice – aktualnych Mistrzyń Polski żegna się z jedną ze swoich piłkarek. Z klubu odchodzi zawodniczka, która przeszła w nim wszystkie szczeble szkolenia i jest jego wychowanką – Oliwia Grzegorczyk.
We wtorek, 10 lutego, klub oficjalnie ogłosił zakończenie współpracy z 20-letnią Grzegorczyk. Rozwiązanie kontraktu nastąpiło na wyraźną prośbę samej piłkarki, która zdecydowała się zamknąć wieloletni etap swojej kariery przy Bukowej i szuka nowych wyzwań.
[…] Grzegorczyk opuszcza katowicki klub jako utytułowana zawodniczka. W trakcie swojej gry zdobyła:
2 tytuły Mistrzyni Polski (sezony 2022/23 i 2024/25),
Puchar Polski w sezonie 2023/24.
kobiecyfutbol.pl – Grecka obrończyni wzmacnia mistrzynie Polski
Do GKS-u Katowice dołączyła grecka obrończyni Marina Theodoraki. 18-letnia zawodniczka przenosi się do zespołu mistrzyń Polski z FC Zurich na zasadzie transferu definitywnego. Zawodniczka podpisała kontrakt ważny do czerwca 2028 roku. Urodzona w 2007 roku w Salonikach piłkarka swoje pierwsze kroki stawiała w Arisie FC. W Grecji reprezentowała także PAOK FC, OFI 1925 oraz Trikali F.C. W barwach PAOK-u dwukrotnie sięgnęła po mistrzostwo kraju i zdobyła Puchar Grecji. W wieku 16 lat zadebiutowała w rozgrywkach Ligi Mistrzyń UEFA.
dziennikzachodni.pl – Larmo na Arenie, czyli Bercik zaprasza na GieKSę i reklamuje retro koszulki! A pamiętacie, jak ratował klub przed Arabami?
W piątek o 20.30 GKS Katowice zagra z Legią Warszawa. Mecz oraz specjalne koszulki promuje aktor Krzysztof Hanke, kojarzony m.in. z rolą Bercika w „Świętej wojnie”. W tym serialu też się GieKSa pojawiła…
Akcja związana z meczem GKS Katowice – Legia Warszawa odbywa się pod hasłem „Larmo na Arenie!”. Jej twarzą został Krzysztof Hanke, czyli Bercik ze „Świętej wojny”. Aktor promuje też nowe koszulki GieKSy, zaprojektowane w stylu retro.
– To koszulki wzorowane na strojach z finału Pucharu Polski w 1991 r., w którym GKS Katowice pokonał Legię Warszawa – podkreśla klub z Nowej Bukowej.
Koszulki wydane zostały w limitowanej serii 150 sztuk. Sprzedawane są w specjalnych opakowaniach i zawierają podziękowania dla nabywców. Można je kupić wyłącznie w GIEKSA FANSTORE (Galeria Katowicka, 2 piętro) w cenie 299,99 zł.
Krzysztof Hanke na meczu nie będzie obecny, bo w piątek ma zaplanowane występy w Niemczech, ale temat GKS-u i meczów z Legią nie jest mu obcy.
– Osobiście kibicuję nie tylko GieKSie, ale też inym zespołom z naszego regionu i dla każdego z nich spotkanie z Legią było i jest jak święta wojna – podkreśla aktor. – W jednym z odcinków naszego serialu GKS też się zresztą pojawił. To było jeszcze na starej Bukowej, próbowano go sprzedać Arabom, a my go ratowaliśmy…
SIATKÓWKA
siatka.org – Początek rundy bez zaskoczeń. Na GKS Katowice znów nie ma mocnych
22. kolejka I ligi siatkarzy wystartowała. Na 1. miejscu umocnił się GKS Katowice, z łatwością punktując Lechię Tomaszów Mazowiecki – 3:0. Cenne oczka na konto udało się również dopisać graczom Nowak – Mosty MKS-u Będzin, a zespół utrzymał 5. miejsce.
[…] GKS Katowice na początek weekendu umocnił się na 1. miejscu. Liderzy mają na koncie już 53 punkty, tym razem nie pozostawiając suchej nitki na siatkarzach z Tomaszowa Mazowieckiego. Asem spotkanie otworzył Krzysztof Gibek. Choć próbował powalczyć Marcel Hendzelewski i Jakub Abramowicz, to od początku tempo dyktowała GieKSa – 10:7, 10:9. Różnica była stała, a na wysokości zadania stawał Gonzalo Quiroga – 17:14, 20:18. Cenne oczka dokładał też Damian Domagała, który za moment domknął seta – 25:22.
Dwie kolejne partie były bardziej jednostronne, choć początek drugiej odsłony był całkiem wyrównany – 4:4, 8:8. Postawić próbował się Artur Brzostowicz, ale końcowo było to za mało. Po bloku Damiana Domagały było już 16:11 dla gospodarzy. Dalej świetnie spisywał się duet Gibek – Quiroga, prowadząc zespół do wyniku 2:0 – 25:19. Lechia na początku trzeciego seta dalej walczyła – 8:7. Po asie Damiana Domagały zrobiło się jednak 11:7. Seria zagrywek Grzegorza Pająka przełożyła się na prowadzenie 18:10, a spotkanie zamknął Krzysztof Gibek – 25:19.
GKS Katowice – Lechia Tomaszów Mazowiecki 3:0 (25:22, 25:19, 25:19)
MVP: Damian Domagała
HOKEJ
hokej.net – Siła rażenia wzmocniona. Amerykański napastnik zasila GieKSę
GKS Katowice nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tym okienku transferowym. Wzmocnili oni bowiem swoją siłę ataku, pozyskując Sama Coattę do końca obecnego sezonu.
Niespełna 36-letni napastnik urodził się w Minnetonce w stanie Minnesota. Mierzy 180 centymetrów i waży 82 kilogramy. Jego niewątpliwym atutem jest natomiast prawy uchwyt kija.
Swoją przygodę z hokejem rozpoczął za oceanem, gdzie aż trzy razy z rzędu triumfował w lidze NCAA z zespołem Union College, gdzie w ostatnim sezonie był nawet asystentem kapitana.
Później natomiast pozwiedzał nieco Europę, występując w Szwecji, Norwegii, Węgrzech, Niemczech czy Szwajcarii. W przypadku Szwecji, Niemiec i Szwajcarii nie były to jednak najwyższe klasy rozgrywkowe.
W sezonie 2024/25 wrócił jednak do Stanów Zjednoczonych, zasilając szeregi Bloomington Bison w ECHL-u, a potem Greenville Swamp Rabbits. Łącznie wówczas rozegrał 29 meczów, notując 13 punktów za 6 bramek i 7 asyst.
Obecne rozgrywki rozpoczął jednak dosyć późno, bo aż do 20 stycznia pozostawał bez klubu, aż w końcu dołączył do Iowa Heartlanders w tej samej lidze. Tam jednak zdążył rozegrać tylko dwa mecze, w których spędził dwie minuty na ławce kar i wypadł na -1 w klasyfikacji plus/minus.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze