Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Śląski Klasyk w 1/32 finału Pucharu Polski!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki rozegrały ostatni sparing przed starem rozgrywek sezonu 2023/24, w którym przegrały 0:1 (0:1) z mistrzyniami Czech, Slavią Praga. Pierwsze spotkanie ligowe mistrzynie Polski rozegrają w sobotę 19 sierpnia o godzinie 14:20, na Bukowej, z Czarnymi Sosnowiec. Mecz będzie transmitowany na antenie TVP Sport. Piłkarze w ramach czwartej kolejki Fortuna I Ligi, wygrali ze spadkowiczem Wisłą Płock 4:1 (2:0). Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zespół rozegra w poniedziałek, 21 sierpnia o godzinie 18:00 z beniaminkiem ligi Zniczem Pruszków. Rywalem drużyny w I rundzie zmagań w Pucharze Polski będzie Górnik Zabrze. Rozegranie meczy tej rundy planowane jest w dniach 26 – 28 września.
Siatkarze wrócili do treningów 10 sierpnia. W dniach 17 – 20 sierpnia drużyna weźmie udział w turnieju PreZero Grand Prix, rozgrywanym w Gdańsku. Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, wygrała w dwóch pierwszych sparingach przed nowym sezonem z HC RT Torax Poruba oraz Zagłębiem Sosnowiec w identycznym stosunku 4:2. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra kolejne dwa test-mecze: z AZ Havirov (17 sierpnia) oraz Sokołem Kijów (19 sierpnia). GieKSa podpisała roczny kontrakt z amerykańskim obrońcą Ryanem Cook.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Czeszki lepsze od Polek
W ostatnim sparingu piłkarki GKSu Katowice wybrały się za południową granicę do Slavkova koło Brna. Ich rywalkami były mistrzynie Czech, Slavia Praga.
Po wyrównanym początku to Czeszki trafiły do bramki GKSu w 8 minucie, a strzelczynią była Surnovska. Czeszki “poczuły krew” starając się zepchnąć katowiczanki do defensywy. Mistrzynie Polski starały się odpowiedzieć kontratakami, jednak nie udało się trafić do siatki Slavii. Pierwszej połowy na boisku nie zakończyła młoda zawodniczka GKSu, Dominika Misztal, która z powodu urazu musiała zejść.
Po przerwie obie drużyny próbowały zmienić wynik spotkania. W 66 minucie bliskie podwyższenia wyniku były Czeszki, jednak piękny strzał głową wybroniła Weronika Klimek. Mimo kilku kolejnych sytuacji z obu stron wynik meczu się nie zmienił. Czeszki wygrały minimalnie z zespołem Katowic 1:0.
roosevelta81.pl – Śląski Klasyk w 1/32 finału Pucharu Polski!!
W piątek w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej odbyło się losowanie par 1/32 finału Totolotek Pucharu Polski. Piłkarzom Górnika Zabrze los przydzielił GKS Katowice. Zatem przed nami Śląski Klasyk, który rozegrany zostanie przy Bukowej. Terminy spotkań tej fazy rozgrywek zaplanowane zostały na koniec września.
Przypomnijmy, że w poprzedniej edycji Pucharu Polski Górnik rywalizował z GieKSą na etapie 1/16. Po trudnym meczu i dwóch golach Lukasa Podolskiego, do następnej rundy awansowali „Trójkolorowi”.
sportdziennik.com – Karny defekt GieKSy
Żaden pierwszoligowiec nie egzekwował w 2023 roku tylu rzutów karnych, co GieKSa. Żaden też równie często się w tym elemencie nie mylił. To niepokojący karny defekt GieKSy. Siedem zespołów strzeliło w tym roku kalendarzowym tyle samo lub więcej goli z rzutów karnych, co GieKSa. Jednak żaden nie egzekwował ich tak wielu! Siedem z siedmiu prób wykorzystali piłkarze Chrobrego Głogów, stuprocentową skuteczność przy 6 uderzeniach z „wapna” miała też – choć nie uratowało jej to przed spadkiem – Chojniczanka, 4 z 4 strzałów na bramki zamieniło Podbeskidzie, 4 z 5 – Stal Rzeszów czy obecni beniaminkowie ekstraklasy z Chorzowa i Niepołomic, zaś 4 z 6 – Arka Gdynia. Katowiczanie też trafili do siatki z 11 metrów czterokrotnie. Ale przy ledwie 50-procentowej skuteczności, bo potrzebowali do tego aż 8 prób! 7 z nich miało miejsce w rundzie wiosennej. „Karne demony” w nowym sezonie szybko dały o sobie znać przy okazji niedzielnego remisowego spotkania w Lublinie.
W poprzedniej rundzie GKS-owi zdarzyła się nawet seria trzech zmarnowanych karnych. O ile Arkadiusz Jędrych trafił do siatki w Sosnowcu, redukując rozmiary porażki z otwierającym nowy stadion Zagłębiem na 1:2, o tyle potem mylili się: Jakub Arak z Sandecją Nowy Sącz, Jędrych z Resovią (ich strzały bronili bramkarze) oraz Sebastian Bergier w Głogowie (uderzył nad bramką). Te pudła kosztowały drużynę punkty, bo zamiast prowadzić z Sandecją 2:0, skończyło się remisem 1:1, zamiast zremisować z Resovią 1:1, skończyło się 0:1 i zamiast wygrać w Głogowie 1:0, padł bezbramkowy remis.
Impas przełamał dopiero Arak, wyrównując w końcówce na 1:1 ze Stalą Rzeszów, a potem zrehabilitowali się też Jędrych i Bergier, nie myląc się z 11 metrów w kończącym sezon i również remisowym – 3:3 – wyjazdowym spotkaniu z Chojniczanką. Nie zmieniło to faktu, że kwestia „jedenastek” była podnoszona w Katowicach nawet podczas letniej przerwy w rozgrywkach.
– Wykorzystanie trzech niestrzelonych w rundzie wiosennej rzutów karnych spowodowałoby, że mielibyśmy 7 punktów więcej, a to dałoby miejsce w szóstce. To pokazuje, że od barażów nie dzieliła przepaść, choć nasz budżet wcale nie był tak wysoki, a adekwatny do miejsca zajmowanego w lidze – mówił Krzysztof Nowak, wiceprezes klubu, do radnych na Komisji Kultury, Promocji i Sportu.
Na swojej pierwszej konferencji prasowej przy Bukowej przyznał zaś później: – Podobno jestem nielubiany, że na komisji sportu powiedziałem, iż to nie Rafał Górak nie strzelał, nie wykorzystał w rundzie wiosennej trzech rzutów karnych. No nie strzelał! A gdyby wpadły te karne, to może bylibyśmy w tym roku w okolicach strefy barażowej.
W niedzielę znów można było mówić o rzutach karnych i zastanawiać się, co by było, gdyby… W 71 minucie meczu z Motorem, przy stanie 1:1, Jakub Arak wykorzystał nieporozumienie między Łukaszem Budziłkiem a Sebastianem Rudolem i uzyskał jedenastkę. Świetnie dysponowany tego dnia golkiper lublinian próbował zdekoncentrować napastnika GKS-u, ten przed gwizdkiem nawet nie patrzył w jego stronę, ale przegrał ten pojedynek. Płaskie uderzenie padło łupem Budziłka i GieKSie – mimo bardzo dobrego, a w I połowie wręcz świetnego występu – uciekły 2 punkty.
– Najbardziej dedykowany do strzelania jedenastki jest Arek Jędrych, który jednak zgłosił niedyspozycję. Drugi w kolejności to Sebastian Bergier, ale nie było go już na boisku. Dalej są Kuba Arak i Mateusz Mak. W pierwszej chwili widziałem, że Mateusz bierze piłkę w ręce i powiem szczerze, że uspokoiło mnie to. Potem między zawodnikami doszło jednak do innych ustaleń, Kuba przejął piłkę. To już ich decyzja, zmienników, kto pewniej się czuje. Nie mam pretensji, bo wziąć na siebie odpowiedzialność to jedno, a nie wykorzystać sytuacji – to drugie.
– To była bardzo dobra interwencja bramkarza. Pewnie byśmy to spotkanie wygrali… Gdy nie strzela się karnego, zawsze jest przykro i źle, zawodnika trzeba wspomagać i wspierać. Tak też będziemy czynić – trener GieKSy, Rafał Górak, dodawał otuchy Jakubowi Arakowi, ale wydaje się, że po drugiej w tym roku pomyłce napastnik z tego elementu gry został na jakiś czas wyleczony.
SIATKÓWKA
polsatsport.pl – PreZero Grand Prix siatkarzy
W dniach 17–20 sierpnia siatkarze rozegrają turniej PreZero Grand Prix Polskiej Ligi Siatkówki. Szesnaście drużyn PlusLigi zaprezentuje się na Energa Stadionie Letnim w Gdańsku.
[…] W turnieju PreZero Grand Prix Polskiej Ligi Siatkówki zagra szesnaście klubów PlusLigi. Uczestników podzielono na cztery grupy po cztery drużyny w każdej. Po dwie najlepsze uzyskają awans do ćwierćfinałów.
Kilka klubów wystąpi pod nowymi nazwami. Niektóre z nich zmieniły nazwę jedynie na rozgrywki PreZero Grand Prix PLS (Trefl Royal Seafood Gdańsk, Immergas Warszawa).
PreZero Grand Prix PLS to turniej rozgrywany na plaży. Drużyny liczą po czterech zawodników. Pierwszą edycję rozegrano w 2020 roku. Dotychczasowi triumfatorzy: Jastrzębski Węgiel (2020), Indykpol AZS Olsztyn (2021), LUK Lublin (2022).
PreZero Grand Prix PLS siatkarzy – podział na grupy:
grupa A: Grupa Azoty Kędzierzyn-Koźle, KGHM Cuprum Lubin, Trefl Royal Seafood Gdańsk, PGE GiEK Skra Bełchatów
grupa B: Jastrzębski Węgiel, Enea Czarni Radom, PSG Stal Nysa, Bogdanka LUK Lublin
grupa C: Asseco Resovia, Norwid Częstochowa, Ślepsk Malow Suwałki, Indykpol AZS Olsztyn
grupa D: Aluron CMC Warta Zawiercie, Barkom-Każany Lwów, Immergas Warszawa, GKS Katowice.
PreZero Grand Prix siatkarzy – terminarz, daty, godziny, transmisje meczów:
[…] 2023-08-17: Immergas Warszawa – GKS Katowice (czwartek, godzina 17.45; transmisja – Polsat Sport Premium /grupa D
[…] 2023-08-18: Barkom-Każany Lwów – GKS Katowice (piątek, godzina 14.00; transmisja – Polsat Sport) /grupa D
[…] 2023-08-19: GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie (sobota, godzina 12.45; transmisja – Polsat Sport) /grupa D
[…] 2023-08-20: 1A – 2B (niedziela, godzina 9.00; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał
2023-08-20: 1D – 2C (niedziela, godzina 10.15; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał
2023-08-20: 1B – 2A (niedziela, godzina 11.30; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał
2023-08-20: 1C – 2D (niedziela, godzina 12.45; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał
2023-08-20: (niedziela, godzina 14.00; transmisja – Polsat Sport News) /półfinał
2023-08-20: (niedziela, godzina 15.15; transmisja – Polsat Sport News) /półfinał
2023-08-20: (niedziela, godzina 16.30; transmisja – Polsat Sport News) /mecz o 3. miejsce
2023-08-20: (niedziela, godzina 17.45; transmisja – Polsat Sport News) /FINAŁ.
HOKEJ
sportdziennik.com – Cel zawsze ten sam
Ekipa trenera Jacka Płachty chce grać w czołowej czwórce i o medale. GKS Katowice ma na to pewne szanse, których nie chce zmarnować.
GKS Katowice, obrońca tytułu mistrzowskiego, zaliczył spore kadrowe zmiany w okresie letnim. Z drużyny odeszło ośmiu zawodników i na ich miejsce pojawiło tylu samo nowych. Jak twierdzi trener Jacek Płachta, to naturalna kolej rzeczy. Działacze wraz z trenerami działali roztropnie i nie spieszyli się z podpisywanie kontraktów. Starali się stworzyć kadrę o podobnej strukturze jak w poprzednim sezonie. Teraz, już w czasie zajęć na lodzie, są dobrej myśli.
W kadrze GKS-u jest obecnie 20 zawodników: dwóch bramkarzy, siedmiu obrońców oraz jedenastu napastników. Zostanie ona uzupełniona jeszcze dwoma młodymi hokeistami, którzy trenują z zespołem. Obrońcą Błażejem Chodorem oraz napastnikami Karolem Mosiem i Jakubem Musiołem. Po serii meczów kontrolnych szkoleniowcy zdecydują kto z młodzieży zostanie na najbliższy sezon. W poprzednim na takich zasadach terminował w GKS-ie Piotr Ciepielewski, który wyjechał do Finlandii i teraz rywalizuje o miejsce w młodzieżowym zespole Kiekko-Espoo. Kto wie, czy po drugiej stronie Bałtyku nie zostanie na dłużej.
– Poruszaliśmy się w określonych realiach finansowych i każdy transfer był szczegółowo analizowany – mówi dyrektor sekcji hokejowej, Roch Bogłowski. – Przede wszystkim zdecydowaliśmy się mocno przebudować defensywę, bo z tej formacji odeszło czterech hokeistów. Wartościowych, rodzimych obrońców brak i w tej sytuacji szukaliśmy zagranicznych. Wydaje się, że trafiliśmy na właściwych, o odpowiednich parametrach fizycznych, ale zobaczymy, co pokażą na lodzie. Z napastników pożegnaliśmy m.in. Brandona Magee, Teemu Pullkinena oraz Patryka Krężołka. Ich miejsce zajęli zawodnicy, którzy powinni spełnić nasze oczekiwania. Do zespołu powrócił z Krakowa Mateusz Michalski.
W ostatnim tygodniu lipca treningi na „Jantorze” były dobrowolne, dlatego uczestniczyła w nich połowa kadry, bez obcokrajowców. W ostatnim dniu lipca przeprowadzono testy motoryczne, które w opinii szefa sekcji wypadły lepiej niż dobrze. Zagraniczni hokeiści w kontrakcie mają klauzulę, że jeżeli przygotowanie fizyczne będzie poniżej oczekiwań, to wówczas można zerwać umowę. Do takich rozwiązań nie doszło i stąd też wnioskujemy, że obcokrajowcy prezentują się zadowalająco.
Trenerzy przewidzieli osiem meczów kontrolnych, a pierwsze dwa są dzisiaj z Porubą oraz jutro z Zagłębiem Sosnowiec. – To wystarczy, żeby jak najlepiej się przygotować do ligowych rozgrywek – twierdzi dyrektor Bogłowski. – Ten sezon różni od poprzedniego, bo wówczas uczestniczyliśmy w eliminacjach grupowych Ligi Mistrzów. Teraz ten początek będzie zdecydowanie mniej intensywny.
Wprawdzie hokeiści trenują na gościnnym „Jantorze”, a w poprzednich sezonach rozpoczynali sezon od sesji wyjazdowej, bo nie mogli grać w „Satelicie”z powodu braku lodu. – Tym razem spotkała nas miła niespodzianka – uśmiecha się szef sekcji. – Mamy zapewnienie, że na początku września będzie już tafla lodowa w „Satelicie” i będziemy mogli zainaugurować sezon 10 września spotkaniem z GKS-em Tychy.
Rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie, bo drużyny dokonały ciekawych transferów. Będzie do końca walka o jak najwyższe miejsce w play offie. Dystans między poszczególnymi zespołami na pewno się zmniejszył. Jedynie szkoda, że nie dołączyła jeszcze jedna drużyna do ekstraklasy, ale może nastąpi to w kolejnym sezonie. Nie chcemy wytwarzać presji na zespole, ale cel jest niezmienny od kilku sezonów, pragniemy awansować do czołowej czwórki i rywalizować o medale. Zdajemy sobie sprawę, że to trudne zadanie. W poprzednim sezonie byliśmy blisko odpadnięcia w ćwierćfinale play off, ale potem zdobyliśmy mistrzostwo.
GKS Katowice, oprócz rywalizacji ligowej, w listopadzie czeka występ w półfinale Pucharu Kontynentalnego.
hokej.net – Cook nowym defensorem GieKSy. Ma dobre warunki fizyczne
Szefostwo GKS-u Katowice dokonało ósmego transferu przed rozpoczęciem sezonu 2023/2024. Do ekipy mistrzów Polski dołączył Ryan Cook, który podpisał roczny kontrakt.
Cook urodził się w Lancaster, w stanie Nowy Jork. Ma 28 lat i operuje prawym uchwytem kija. Jest graczem silnym, zdecydowanym, który potrafi zrobić użytek ze swoich gabarytów. Mierzy 191 centymetrów i waży 100 kilogramów.
Jego poważna przygoda z hokejem zaczęła się od występów w akademickiej NCAA. Rozegrał tam 99 spotkań i zgromadził w nich 13 punktów za 6 bramek i 7 asyst. Na ławce kar spędził 117 minut karnych, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -13. W zespole Niagara University występował razem z Benem Sokayem i Noahem Delmasem, którzy przed obecnym sezonem również dołączyli do GieKSy.
Ostatnie trzy sezony amerykański obrońca spędził w East Coast Hockey League, która stanowi trzeci poziom rozgrywkowy za oceanem po NHL i AHL. Wystąpił w sumie w 128 meczach, notując w nich 6 bramek i 25 kluczowych zagrań. Sędziowie nałożyli na niego 81 minut karnych.
W poprzednich rozgrywkach Ryan Cook reprezentował dwóch drużyn ECHL: Kalamazoo Wings (47 konfrontacji, 3 bramki + 9 asyst) oraz Reading Royals (19 meczów, 1 bramka, 6 asyst).
– Pozyskaliśmy obrońcę dysponującym bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, dodatkowo z prawym uchwytem kija, co powinno dać sztabowi szkoleniowemu większy komfort przy zestawieniu formacji defensywnych. Cook to zawodnik, który przede wszystkim realizuje się w zadaniach defensywnych, jednak potrafi również z powodzeniem wyprowadzić krążek z własnej tercji i rozpocząć akcję ofensywną – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.
Pierwsze szlify GieKSy na plus
W pierwszym meczu towarzyskim przez zbliżającym się sezonem hokeiści Mistrzów Polski odnieśli zwycięstwo. GieKSa pokonała w czwartkowy meczu na Jantorze czeskiego pierwszoligowca HC RT TORAX Poruba 4:2.
Spotkanie rozpoczęło się od sporej walki w tercji neutralnej, żadnej ze stron nie udawało się dłużej pozostać przy krążku. Próby zaskoczenia bramkarzy ograniczały się do strzałów spod niebieskiej linii, które jednak w żaden sposób nie sprawiały trudności formacjom defensywnym.
Więcej dynamiki w rozegraniu można było dostrzec po stronie katowiczan, którzy zaczęli coraz pewniej czuć się w okolicach bramki strzeżonej przez Daniela Dolejša. Po odesłaniu na ławkę kar Jana Pohla mistrzowie Polski mieli okazję zagrać po raz pierwszy w przewadze, z której jednak nie potrafili wypracować sobie klarownych sytuacji strzeleckich. W 9. minucie spotkania poczynania ofensywne gospodarzy przyniosły wymierny skutek. W szybkim rozegraniu akcji Bartosz Fraszko obsłużył Mateusza Bepierszcza, a ten otworzył wynik spotkania. Zdobyty gol zdecydowanie dodał animuszu zawodnikom GieKSy, którzy dominowali w fizycznych pojedynkach, a największą aktywnością w tym okresie gry wykazywał się szukający swych okazji strzeleckich z dystansu Santeri Koponen. Pomimo optycznej przewagi GKS-u w 12. minucie Czesi zdobyli bramkę wyrównującą. Chwilę po tym, jak swojej okazji nie wykorzystał Mychajło Kowalczuk, Jiří Klimíček dostrzegł przed bramką Andreja Adamca, który nie miał problemów z umieszczeniem gumy w bramce.
Druga tercja rozpoczęła się od mocnego nacisku ze strony GKS-u na rozgrywających krążek zawodników Poruby. Najwięcej trudności w tym zakresie sprawiali obrońcom szczególnie Grzegorz Pasiut oraz Kacper Maciaś, którzy przejmując krążek wykreowali pozycję strzelecką dla Macieja Kruczka, jednak temu nie udało się mocnym strzałem z dystansu pokonać Dolejša.
W miarę upływu czasu do głosu zaczęli dochodzić goście, szczególnie za sprawą Tomasa Šoustala, który wziął na siebie ciężar rozegrania kreując swoim kolegom coraz lepsze sytuacje. Najwięcej na tym korzystał Ondřej Šedivý, któremu na drodze do bramki stanął słupek. Grający w pierwszej przewadze w tym spotkaniu goście przez długi czas nie potrafili wykreować sobie dogodnej pozycji do zamknięcia katowiczan we własnej tercji, aż do momentu obsłużenia świetnym podaniem Razgalsa, który doszedł do sytuacji sam na sam z Johnem Murrayem, górą jednak pozostał reprezentant Polski.
Po stronie katowiczan sporo pracy na lodzie wykonywał Ben Sokay, który nie bał się samodzielnych wypadów pod bramkę rywali. Na obraz gry z całą pewnością wpłynęły nałożone na Mateusza Michalskiego w krótkim odstępie od siebie dwie dwuminutowe kary. Podczas kolejnych gier w przewadze czeski zespół czuł się dużo swobodniej, przyspieszając rozegranie krążka, a duet Šedivý i Střondala sprawdzał czujność Murraya w coraz dogodniejszych dla siebie sytuacjach.
Trzecia odsłona spotkania mogła rozpocząć się od niezwykle szybkiego wyjścia na prowadzenie gospodarzy. Już dzisieć sekund po wznowieniu gry Maciej Kruczek świetnym podaniem otworzył drogę do bramki Grzegorzowi Pasiutowi, który jednak w sytuacji sam na sam z Dolejšem skierował krążek w poprzeczkę bramki.
Następne minuty to okres znów dobrze czytających grę katowiczan, którzy każdą z akcji drużyny Poruby potrafili błyskawicznie przeciąć. Po wykluczeniu na dwie minuty Andreja Adamca, mistrzowie Polski bardzo dobrze zaczęli rozgrywać przewagę, największy udział w tym przypadał Santeri Koponenowi oraz Aleksi Vartinenowi. Ten drugi zdecydował się w końcu na strzał spod niebieskiej linii, krążek mijając bramkę odbił się od bandy, a gdy wrócił pod bramkę najszybciej dopadł do niego Hamus Olsson i w 46. minucie było 2:1 dla GKS-u Katowice.
Po wykluczeniu Lukáša Doudery i Vojtěcha Střondala GieKSa pozostawała w okresie gry 5 na 3, w okresie przewag świetnie zarysowywała się współpraca tercetu Monto – Varttinen – Koponen. I tak o ile na taflę zdążył wrócić Střondal, o tyle w grze 5 na 4 katowiczanie dopięli swego, a premierowego gola w nowych barwach w 53. minucie zdobył Olli Iisakka, który najlepiej odnalazł się w zamieszaniu przed bramką.
Odpowiedź gości przyszła niezwykle szybko, bo już minutę później Petr Mrázek, dostrzegł Šoustala, który nie dał szans strzałem przy krótkim słupku, próbującemu nadążyć za podaniem Murrayowi. Ostatnie słowo należało jednak do mistrzów Polski. Krążek za bramkę wprowadził Ben Sokay, który dostrzegł dobrze ustawionego przed bramką Jakuba Wanackiego, a ten precyzyjnym strzałem na cztery minuty przed końcem, ustalił wynik spotkania.
GieKSa znów zwycięska
Drugi sparing i drugie zwycięstwo – na dodatek w takich samych rozmiarach. Hokeiści GKS-u Katowice po wygranej z HC RT TORAXEm Poruba pokonali Zagłębie Sosnowiec 4:2.
Od pierwszego bulika spotkanie charakteryzowało się dobrym tempem i sporą walką. Nieco lepiej w tej wymianie ciosów odnaleźli się zawodnicy Zagłębia, którzy za sprawą Damiana Tyczyńskiego sprawdzili w bramce gotowość Michała Kielera. Drużyna z Katowic próbowała wypracowywać sobie swoje okazję za sprawą długich podań, jednak przy wykończeniu tych akcji nie miał żadnych problemów strzegący bramki gości Patrik Spěšný.
Po stronie mistrzów Polski na wyróżnienie zasługiwała praca pierwszej formacji, czego dowodem była świetna okazja Mateusza Bepierszcza, który po otwierającym podaniu Grzegorza Pasiuta nie zdołał jednak skierować krążka w światło bramki. W 9. minucie GKS Katowice otworzył wynik spotkania. Po wygranym buliku w tercji Zagłębia krążek trafił na kij Aleksi Varttinena, który zdecydował się zagrać wzdłuż niebieskiej linii do Santeriego Kopoena, a ten mocnym strzałem pokonał Patrika Spěšnego. Chwilę później mogło być już 2:0. Katowickiej publiczności po raz kolejny z dobrej strony pokazał się tercet Koponen-Varttinen-Monto, lecz ten ostatni musiał uznać wyższość sosnowieckiego golkipera. Objęcie prowadzenia wprowadziło zdecydowanie więcej spokoju w poczynania podopiecznych Jacka Płachty, którzy zdominowali ten okres gry, co raz zmuszając do pracy Spěšnego.
W 12. minucie sekundzie GKS udokumentował swoją przewagę zdobywając drugą bramkę. Krążek do tercji Zagłębia wprowadził Grzegorz Pasiut, który wykazując się świetnym przeglądem sytuacji na tafli wypatrzył Bartosza Fraszkę, a ten za sprawą pewnego uderzenia wpisał się na listę strzelców.
Najlepszą okazją do zdobycia bramki dla gości była dwójkowa akcja Patryka Krężołka i Damiana Tyczyńskiego, którzy stanęli oko w oko z Michałem Kielerem, jednak w tej sytuacji zabrakło pomysłu na wykończenie akcji.
W przerwie Piotr Sarnik podjął decyzję o zmianie bramkarza i tak wraz z początkiem drugiej odsłony między słupkami Zagłębia mogliśmy obserwować Mikołaja Szczepkowskiego. Przebieg gry w drugiej tercji przebiegał głównie pod znakiem dobrej pracy obu golkiperów. Michałowi Kielerowi we znaki szczególnie wdał się dobrze pracujący duet Krężołek-Tyczyński, blisko pokonania katowickiego bramkarza był również Michał Kotlorz, jednak po jego strzale, guma uderzyła w słupek.
Początek trzeciej tercji nie obfitował w klarowne sytuacje dla żadnej ze stron. W 45. minucie spod linii niebieskiej kropnął Santeri Koponen, zdobywając trzeciego gola dla GieKSy. Niespełna dwie minuty później próbą dobrego rozegrania popisał się Hampus Olsson, a jego akcję na raty wykończył Sam Marklund, podwyższając wynik na 4:0.
Stracone bramki jednak nie ostudziły jednak ofensywnych zapędów Zagłębia Sosnowiec. Już po minucie na mocne uderzenie z okolic koła bulikowego zdecydował się Oskar Krawczyk i umieszczając krążek bezpośrednio pod poprzeczką nie pozostawił Michałowi Kielerowi najmniejszego pola manewru, otwierając tym samym dorobek bramkowy gości. W 51. minucie w trakcie próby rozegrania we własnej tercji katowiczanie stracili krążek na rzecz rywala, co finalnie wykorzystał Dominik Nahunko zdobywając bramkę na 4:2.
Za sprawą wykluczenia dla Hampusa Olssona, oraz nałożonej kary technicznej na drużynę GKS-u za nadmierną liczbę graczy na lodzie drużyna Zagłębia przez moment przebywała na lodzie w podwójnej przewadze, jednak po strzale Marek Charvát na drodze do kontaktowej bramki po raz kolejny stanął słupek, a w kolejnej sytuacji Ryley Lingren nie znalazł sposobu na zaskoczenie Michała Kielera.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze