Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Sportowa duma Katowic
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, hokeja oraz szachów. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Klub podpisał umowę z firmą Macron, która zostało nowym partnerem technicznym GieKSy. Prezydent Katowice przyznał nagrody w Dziedzinie Sportu 2025 – wśród laureatów znajdują się zawodnicy GieKSy.
Marcjanna Zawadzka podpisała roczną umowę z GieKSą. Kinga Seweryn i Klaudia Słowińska otrzymały powołania do reprezentacji Polski na finałowy turniej Mistrzostw Europy. W męskiej sekcji piłkarskiej Klub podpisał umowę z Marcelem Wędrychowskim. Trwa otwarta sprzedaż karnetów na sezon 2025/26.
W sekcji siatkówki doszło do podpisania dwóch umów z nowymi zawodnikami: Mateuszem Łysikowskim i Gonzalo Quiroga.
W sekcji hokeja na lodzie podpisano umowę z Ian McNulty.
KLUB
dziennikzachodni.pl – Włoska firma ubierze GKS Katowice. Rafał Górak na otwarciu sklepu na Nowej Bukowej
W sobotę 14 czerwca o godz. 9 na Nowej Bukowej otwarto sklep włoskiej firmy, która będzie ubierać GKS Katowice. W stroju nowej kolekcji pojawił się trener piłkarzy GieKSy – Rafał Górak.
GKS Katowice i Macron podpisały umowę, na mocy której włoski producent sprzętu sportowego został nowym parterem technicznym klubu. Sportowcy wszystkich sekcji GieKSy będą występować i trenować w strojach Macron do końca sezonu 2027/2028.
– Zawarcie umowy z firmą Macron to dalszy krok w profesjonalizacji działań klubu. Spośród wielu ofert zdecydowaliśmy się na współpracę z partnerem, który zapewni nie tylko rekordowo wysokie wsparcie dla GKS-u, ale zadba też o bardzo wysoką jakość sprzętu dla naszych sportowców – podkreśla Sławomir Witek, prezes katowickiego klubu.
– Jesteśmy dumni, że możemy powitać GKS Katowice w rodzinie Macron. To partnerstwo wykracza poza dostarczanie odzieży technicznej – chodzi o uhonorowanie klubu o głęboko zakorzenionej tradycji w polskim sporcie oraz oferowanie produktów, które oddają jego historię, dumę i ambicje. Dzięki spersonalizowanemu designowi i najwyższej jakości, naszym celem jest wspieranie sportowców GKS-u w osiąganiu najlepszych wyników, a jednocześnie umacnianie ich więzi z kibicami i lokalną społecznością – podkreślił Gianluca Pavanello, prezes firmy Macron.
Wielką wartość umowy stanowi możliwość tworzenia strojów dedykowanych dla sekcji GieKSy. W lipcu zaprezentowane będą stroje, w jakich piłkarze Katowic przystąpią do rozgrywek PKO BP Ekstraklasy w nowym sezonie.
W sobotę na Nowej Bukowej otwarto Macron Store Hub. Pierwsi chętni czekali przed godziną 9 na otwarcie sklepu w Arenie Katowice. Pojawił się też trener piłkarzy GieKSy Rafał Górak.
– Strój, który mam na sobie należy już do nowej kolekcji. Zawodnicy też dostali swoje. Stroje meczowe jeszcze się „szyją” – mówił Górak. – Jestem zadowolony z tej umowy, bo GKS Katowice jako klub ekstraklasowy mógł sobie na nią pozwolić. Po prostu – jesteśmy na wyższej półce niż przez ostatnie lata i o wiele bardziej atrakcyjni dla partnerów biznesowych – dodał Górak, który chętnie pozował do zdjęć z kibicami.
Nowy sklep na Nowej Bukowej jest prowadzony przez firmę Red Box (znaną ze starej Bukowej), ale całość wnętrz została przygotowana już przez Włochów z Macrona.
Na jednej ze ścian zaprezentowano herby klubów, z którymi współpracuje firma Macron. W Polsce jest to na przykład mistrz kraju – Lech Poznań, a za granicą FC Bologna (z tego miasta jest włoski producent strojów), Real Sociedad, Levante, czy Crystal Palace. Oprócz tych zaprezentowanych w katowickim salonie to też Widzew Łódź, Wisła Kraków, West Bromwich Albion, Udinese, Osasuna, FC Nantes, Auxerre, Heerenveen, Hannover 96, Karlsruher SC, FC Basel, Austria Wiedeń i wiele innych.
W sobotę na pierwsze 40 osób czekały darmowe niespodzianki. Pełną parą działała maszyna do nanoszenia nadruków na koszulki, do której ustawiała się kolejka.
Nie było jednak jeszcze strojów nowej kolekcji GKS-u Katowice. Pojawią się prawdopodobnie w momencie prezentacji nowej koszulki meczowej piłkarzy.
wkatowicach.eu – Sportowa duma Katowic. Poznaj laureatów Nagród Prezydenta Miasta w Dziedzinie Sportu 2025
Pasja, praca i sukces. Katowice uhonorowały wybitnych sportowców i trenerów. W środę, 11 czerwca, na Arenie Katowice odbyła się gala wręczenia Nagród Prezydenta Miasta Katowice w Dziedzinie Sportu.
Nagrody Prezydenta Katowic w Dziedzinie Sportu 2025
Sport odgrywa kluczową rolę w życiu człowieka, ponieważ kształtuje nie tylko ciało, ale i charakter. Uczy systematyczności, wytrwałości, pracy zespołowej oraz radzenia sobie z porażkami. Sport rozwija też poczucie odpowiedzialności, samodyscypliny i dążenia do celu – wartości, które przekładają się na wiele innych dziedzin życia. To również ważny element budowania wspólnoty i tożsamości, zarówno lokalnej, jak i narodowej. Gala wręczenia Nagród Prezydenta Miasta Katowice w Dziedzinie Sportu była doskonałą okazją, by uhonorować tych, którzy swoją pasją, determinacją i ciężką pracą budują sportową tożsamość Katowic.
Najlepszymi sportowcami 2024 roku okazali się:
Arkadiusz Jędrych,
Martyna Swatowska-Wenglarczyk,
Julia Szczecinina,
Katarzyna Wasick,
Anita Włodarczyk
oraz Michał Woźniak.
Nagrody przyznano również dla największym „sportowym nadziejom Katowic” oraz „najlepszemu działaczowi sportowemu/trenerowi”.
[…] Nagrody Prezydenta Miasta Katowice w dziedzinie sportu przyznawane są w trzech kategoriach:
najlepszy sportowiec Katowic,
sportowa nadzieja Katowic
i najlepszy działacz sportowy/trener.
Nagroda przyznawana jest od 2003 roku zawodnikom za osiąganie wysokich wyników w krajowym i międzynarodowym współzawodnictwie sportowym. Z kolei trenerzy i działacze sportowi mogą otrzymać nagrodę m.in. za wychowanie medalisty igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Polski, zawodów o Puchar Świata, rekordzistów świata i Polski lub za całokształt pracy szkoleniowej, menadżerskiej, działalność wychowawczą czy popularyzację dyscypliny sportowej wśród młodzieży.
Oto laureaci w poszczególnych kategoriach:
Najlepszy sportowiec Katowic w 2024 r.:
[…] Arkadiusz Jędrych – GKS GieKSa Katowice – awans drużyny piłkarskiej do Ekstraklasy
Sportowa nadzieja Katowic:
Patryk Cieślak – KS Hetman Katowice – szachy
[…] Kamil Szygulski – ZUKS GKS Katowice – zapasy
[…] Najlepszy działacz sportowy/trener:
Rafał Górak – trener sekcji piłki nożnej mężczyzn GKS GieKSa Katowice S.A. W sezonie 2023/2024 wraz z drużyną seniorską wywalczył po 19 latach przerwy awans piłkarzy do rozgrywek PKO BP Ekstraklasy. Uczynił to w roku przypadającym na 60-lecie istnienia klubu. Nieprzerwanie od 6 lat pełni funkcję szkoleniowca pierwszego zespołu Klubu.
Jerzy Kopański – wieloletni prezes i trener Zapaśniczego Uczniowskiego Klubu Sportowego GKS Katowice, medalista zapaśniczych Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy i Mistrzostw Polski, olimpijczyk z Seulu w 1988 zajął 5 miejsce. Dzięki jego zaangażowaniu i ciężkiej, trenerskiej pracy jego wychowankowie w ostatnich latach osiągali wysokie wyniki sportowe w kraju i na arenie międzynarodowej.
Ponadto prezydent Marcin Krupa wyróżnił dwie drużyny:
DRUŻYNĘ SENIORÓW GKS GIEKSA KATOWICE S.A. – za wywalczenie awansu do rozgrywek PKO BP Ekstraklasy w sezonie 2023/2024.
[…] W ubiegłych latach laureatami nagrody byli między innymi:
[…] Jan Furtok – piłkarz, legenda GKS-u Katowice
[…] Karolina Koch – trenerka żeńskiej drużyny GKS GieKSa Katowice,
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Marcjanna Zawadzka podpisała kontrakt z mistrzyniami Polski
Marcjanna Zawadzka podpisała kontrakt z GKS-em Katowice. 26-letni zawodniczka podpisała kontrakt do końca sezonu 2026/2027.
Defensorka ostatnie pięć sezonów spędziła w zespole Górnika Łęczna. Podczas pobytu w zespole z lubelskiego zawodniczka sięgnęła dwukrotnie po wicemistrzostwa Polski i raz po brązowy medal.
Wychowanka KS Olivii Gdańsk w minionym sezonie wystąpiła w dwudziestu ligowych spotkaniach i zdobyła w nich siedem goli. Rozegrała również trzy spotkania w Orlen Pucharze Polski i zdobyła w nich jednego gola.
wkatowicach.eu – Zawodniczki GKS-u Katowice w kadrze Polski na Euro 2025! Na turniej pojadą Kinga Seweryn i Klaudia Słowińska
Dwie zawodniczki katowickiej GieKSy będą walczyć z najlepszymi piłkarkami kontynentu w czasie tegorocznych Mistrzostw Europy. Powołania do narodowej kadry otrzymały Kinga Seweryn i Klaudia Słowińska. Przypomnijmy, kobieca sekcja GKS-u Katowice to aktualne mistrzynie Polski.
Selekcjonerka reprezentacji Polski kobiet Nina Patalon ogłosiła listę dwudziestu trzech zawodniczek powołanych na finały mistrzostw Europy, które odbędą się w lipcu w Szwajcarii. W kadrze na turniej znalazły się dwie piłkarki GKS-u Katowice:
bramkarka Kinga Seweryn
oraz pomocniczka Klaudia Słowińska.
Jak podaje Polski Związek Piłki Nożnej, Biało-Czerwone rozpoczną przygotowania do swojego debiutanckiego turnieju mistrzostw Europy 17 czerwca na zgrupowaniu w Arłamowie. Przed wylotem do Szwajcarii rozegra ona 27 czerwca w Mielcu mecz towarzyski z reprezentacją Ukrainy.
Polki w fazie grupowej Euro 2025 zmierzą się z:
Niemkami (4 lipca, St. Gallen),
Szwedkami (8 lipca, Lucerna)
i Dunkami (12 lipca, Lucerna).
Gratulujemy Kindze i Klaudii powołań na turniej!
gol24.pl – Marcel Wędrychowski znalazł nowy klub. Został ogłoszony przez GKS Katowice – efektowna prezentacja
Marcel Wędrychowski, z którym Pogoń Szczecin nie przedłużyła wygasającego kontraktu, dołączył w sobotnie popołudnie do GKS Katowice – drużyny, która w roli beniaminka utrzymała się w PKO Ekstraklasie i już teraz rozpoczęła wzmocnienia na kolejny sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Marcel Wędrychowski związał się z GKS-em Katowice trzyletnim kontraktem z opcją przedłużenia. 23-letni piłkarz to lewonożny ofensywny pomocnik, który również może występować na pozycji skrzydłowego. Do Katowic trafia z Pogoni Szczecin – czytamy w oficjalnym komunikacie opublikowanym na stronie klubu z województwa śląskiego. Jednocześnie przybliżając jego dotychczasową sylwetkę.
Nowy zawodnik GKS-u Katowice swoją przygodę z piłką nożną rozpoczął w Stali Szczecin, by następnie przenieść się do Pogoni Szczecin, w której przeszedł niemal wszystkie etapy szkolenia, będąc jednym z najbardziej utalentowanych zawodników – przypomniano o tym fakcie przy okazji podpisywania kontraktu z nowym klubem.
W drużynie Portowców regularnie walczył w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów, a pod koniec 2019 roku zadebiutował w PKO BP Ekstraklasie w spotkaniu z Koroną Kielce. W barwach Pogoni Szczecin na najwyższym szczeblu rozgrywkowym wystąpił łącznie w 53 meczach, w których zdobył 3 bramki i zaliczył 4 asysty. Sezon 2021/2022 Wędrychowski spędził na wypożyczeniu w ekstraklasowym Górniku Łęczna, gdzie w 18 spotkaniach zdobył 1 bramkę i zaliczył dwie asysty – przybliżono jego sylwetkę.
Marcel Wędrychowski ma na koncie również występy w reprezentacjach młodzieżowych Polski. W zespole do lat 21 zaliczył 4 mecze, w których zdobył jednego gola.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS odkrył kolejną kartę. Doświadczony przyjmujący zagra w Katowicach
Coraz mniej niewiadomych jest w składzie GKS-u Katowice na nowy sezon. Do spadkowicza z PlusLigi dołączył Mateusz Łysikowski. Transferem doświadczonego przyjmującego klub pochwalił się w swoich mediach społecznościowych.
GKS Katowice sukcesywnie informuje o zmianach w składzie drużyny przed sezonem 2025/2026. W I lidze wystąpi ona w mocno odmienionym składzie. Niemal w komplecie jest już przyjęcie, bowiem w górnośląskiej drużynie pozostał Krzysztof Gibek, a w międzysezonowej przerwie dołączył do niej Wojciech Włodarczyk. Okazało się, że na przyjęciu zagra również Mateusz Łysikowski.
To 28-letni siatkarz, który w latach 2022-2025 reprezentował PZL Leonardo Avię Świdnik, w której barwach rozegrał 79 spotkań i zdobył 10 nagród MVP.
Wcześniej w swojej karierze grał w Krispolu Września, ZAKSIE Strzelce Opolskie i BBTS-ie Bielsko-Biała, natomiast w kategoriach juniorskich występował w klubach UKS Strzelce Opolskie oraz MMKS ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Ponadto w latach 2019-2021 nowy siatkarz GKS-u grał w klubach 2. Bundesligi, CV Mitteldeutschland i FT 1844 Freiburg.
W Katowicach mocno liczą na Łysikowskiego i wierzą, że pomoże GKS-owi szybko wrócić do siatkarskiej elity. – Doceniamy sportowy charakter i potencjał Mateusza, dlatego też chcieliśmy, żeby dołączył do naszego składu. Widzieliśmy, jak w klubie ze Świdnika potrafił rozstrzygać losy spotkań, zdobywając nagrody MVP i prezentując spore siatkarskie możliwości. Liczymy na to, że Mateusz dobrze wpasuje się w budowany na przyszły sezon zespół i zaprezentuje katowickiej publiczności swoją dynamikę i ambicję, pomagając GieKSie w walce o powrót do PlusLigi – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.
Przyjmujący powraca do GKS Katowice
Gonzalo Quiroga został ogłoszony zawodnikiem GKSu Katowice. Klub poinformował o tym za pośrednictwem oficjalnej strony. Tym samym drużyna z Katowic skompletowała już całą linie przyjęcia. Dla Argentyńczyka jest to powrót do GKSu.
GKS Katowice na pewno chce jak najszybciej zapomnieć o poprzednim sezonie. Po tym jak z hukiem spadli z PlusLigi wygrywając tylko pięć spotkań zawodnicy są z całą pewnością zmotywowani do walki o powrót. Kluczowa w kontekście tego sezonu jest również zmiana trenera, która zaszła jeszcze w poprzednim sezonie. W listopadzie z katowickim klubem pożegnał się Grzegorz Słaby, a w jego miejsce pojawił się Emil Siewiorek. Teraz GKS kompletuje skład i po przyjściu Włodarczyka i Łysikowskiego transferem Gonzalo Quiroga domknęli kwestie przyjęcia.
Dla argentyńskiego przyjmującego będzie to drugi powrót do drużyny z województwa śląskiego. Pierwszy raz w tej drużynie zaprezentował się w sezonie 2017/2018 opuszczając wtedy włoskie Tonnazo Padwa. Rozegrał wtedy 30 spotkań, ale pod koniec sezonu doznał kontuzji barku i kolejny sezon spędził na rehabilitacji po czym opuścił GKS. Pozostał on w Polsce na jeszcze jeden sezon tym razem do BKS Visły Bydgoszcz. Następnie udał się do Francji, by występować w barwach Cambrai Volley. W sezonie 2021/2022 postanowił spróbować jeszcze raz swoich sił w GKSie. Okazało się to strzałem w dziesiątkę.
Argentyńczyk zdobył w 28 spotkaniach 292 punkty i był kluczową postacią. Głównie dzięki jego grze katowicki klub zameldował się w fazie play-off i po przegranym ćwierćfinale z ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zajęli 8.miejsce. Po dwóch sezonach po raz kolejny wyjechał do Francji. Bronił tam barw Tourcoing Lille i Tours. Z tym ostatnim w ubiegłym sezonie zdobył mistrzostwo Francji. Teraz po raz drugi wraca do Katowic, by pomóc druzynie wrócić do PlusLigi.
HOKEJ
hokej.net – Ma cechy lidera. Doświadczony Kanadyjczyk dołączył do GieKSy
Pierwszy transfer GKS-u Katowice stał się faktem. Do ekipy wicemistrzów Polski dołączył Ian McNulty, który podpisał roczny kontrakt.
McNulty (183 cm, 85 kg) ma 32 lata i urodził się w kanadyjskim miasteczku Airdrie, w prowincji Alberta. Może występować zarówno na skrzydle, jak i na środku ataku. To gracz, który w trudnych momentach potrafi wziąć ciężar gry na własne barki i zdobyć ważnego gola.
Jego poważna przygoda z hokejem rozpoczęła się od występów w kanadyjskiej lidze akademickiej USport.
W latach 2018-2021 był zawodnikiem zespołu Tulsa Oilers, występującego na co dzień w East Coast Hockey League, czyli na trzecim szczeblu profesjonalnych rozgrywek za oceanem po NHL i AHL. W 204 meczach zdobył 34 bramki i zanotował 46 asyst, a na ławce kar spędził 124 minuty.
Później 32-letni Kanadyjczyk przeniósł się do brytyjskiej Elite Ice Hockey League. W ciągu trzech lat na jej taflach rozegrał 164 spotkania, strzelając w nich 64 gole i notując 77 kluczowych zagrań. Sędziowie nałożyli na niego 105 minut karnych.
Miniony sezon Ian McNulty spędził w węgiersko-rumuńskiej Erste Lidze, gdzie występował w Újpesti TE Dodajmy, że trenerem ekipy z Budapesztu był Jason Morgan, który w 2016 roku krótko prowadził PGE Orlik Opole. W 39 konfrontacjach 15-krotnie pokonywał bramkarzy rywali i zgromadził też 12 asyst.
– Ian to doświadczony hokeista, który dobrze sprawdził się zarówno w ligach Północnej Ameryki, jak i na taflach europejskich. Pełnił w swoich drużynach ważne role, strzelając kluczowe gole i kreując sytuacje dla innych. Potrafi odnaleźć się zarówno w ataku, jak i w obronie. Liczymy na to, że jego umiejętności w połączeniu z dojrzałą grą będą mocnym atutem GKS-u Katowice – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GieKSy.
–Słyszałem same dobre rzezy o mieście, klubie, a zwłaszcza o kibicach. Jestem podekscytowany, że będę nosił te barwy i walczył o trofea przez cały sezon. Nie mogę się doczekać żeby was wkrótce zobaczyć– tymi słowami doświadczony napastnik zwrócił się do kibiców.
Przypomnijmy, że ważne kontrakty z ekipą GieKSy posiadają też bramkarz: Michał Kieler, obrońcy Aleksi Varttinen, Travis Verveda, Kacper Maciaś i Błażej Chodor, a także napastnicy: Jean Dupuy, Stephen Anderson, Brandon Magee, Mateusz Bepierszcz, Mateusz Michalski oraz Jakub i Jonasz Hoffmanowie.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością
W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.
Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.
Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.
Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.
Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.
Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.
W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.
W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.
W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.
Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.
A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.
Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.
Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.
W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.


Najnowsze komentarze