Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd prasy: Drużyna nie będzie słabsza od tej z poprzedniego sezonu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarska II liga mężczyzn wznowiła rozgrywki, nasza drużyna rozegrała dwa spotkania ligowe. GieKSa w minioną środę pokonała na Bukowej Górnika Łęczna 2:1 oraz w niedzielę przegrała z Skrą Częstochowa 0:1. Prasówki po tych meczach znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj. Decyzją Komisji ds. Nagłych PZPN sezon 2019/20 Ekstraligi Kobiet został zakończony. Końcowa kolejność w tabeli została ustalona na podstawienie 12 rozegranych kolejek. Nasze Panie zajęły szóste miejsce w tabeli.

Siatkarze oraz hokeiści mają już przerwę pomiędzy sezonami. Trwają rozmowy z nowymi zawodnikami, w sekcji siatkarzy podpisano umowę z nowym/starym trenerem Grzegorzem Słabym.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Oj, brakowało „Blaszoka”!

Czuję, że wróciłem do świata żywych. Byłem tak zmęczony, jak lubię być – uśmiecha się Rafał Górak, szkoleniowiec GKS-u Katowice, po bardzo udanym wznowieniu II-ligowych rozgrywek, a przed niedzielnym wyjazdem do Częstochowy na boisko, które przypomina mu… asfalt.

[…] – Trudno na razie być w osądach zero-jedynkowym. Zobaczymy, jak dla gospodarzy potoczą się następne kolejki. Czytałem już wstępne wyliczenia, że atut własnego boiska bez publiki nie znaczy tak wiele; że gospodarze wygrywają o 19-20 procent rzadziej. Z pewnością i nam grało się trochę inaczej.

Gdy w końcówce zdobyliśmy bramkę na 2:1, to… trochę „Blaszoka” mi zabrakło. Drużyna miała spętane nogi, wyglądaliśmy w tym okresie słabiej, kibiców naprawdę brakowało. Oni są solą meczów, dlatego cieszymy się, że niedługo przynajmniej w części będą mogli wrócić na stadiony – podkreśla Górak.

[…] Wciąż niekrótka jest lista nieobecnych. Ci najbliżsi powrotu to Radek Dejmek, Marcin Urynowicz, Łukasz Wroński czy Danian Pavlas, który jesienią był zawodnikiem… Skry, do Katowic trafił w końcówce zimowego okna transferowego i nie zdołał jeszcze zadebiutować.

– Urynowicz zacznie z nami kolejny mikrocykl. Wroński i Dejmek trenują już normalnie, ale nie zaryzykuję ich występu na boisku w Częstochowie. Podejrzewam, że tak samo uczynię z Pavlasem – informuje Górak.

 

pzpn.pl – Komunikat Komisji Ds. Nagłych PZPN ws. rozgrywek kobiecych

[…] W związku z brakiem możliwości rozegrania wszystkich zaplanowanych kolejek do 30 czerwca 2020 r., rozgrywki Ekstraligi kobiet oraz I ligi kobiet w sezonie 2019/2020 zostały zakończone.

Ekstraliga

Jako kolejność drużyn w końcowej tabeli rozgrywek Ekstraligi kobiet w sezonie 2019/2020 przyjmuje się kolejność drużyn w tabeli po rozegraniu meczów 12. kolejki, tj. po ostatniej rozegranej kolejce rozgrywek.

Wszystkie zaległe mecze 12. lub poprzednich kolejek Ekstraligi kobiet w sezonie 2019/2020 zostały uznane za nierozegrane bez przyznawania punktów, zgodnie z postanowieniami § 6 ust. 9 Uchwały nr IX/140 z dnia 3 i 7 lipca 2008 roku Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie organizacji rozgrywek w piłkę nożną.

Klub zajmujący 1. miejsce w tabeli końcowej rozgrywek, tj. GKS Górnik Łęczna zdobył tytuł Mistrza Polski kobiet w sezonie 2019/2020.

Klub zajmujący 2. miejsce w tabeli końcowej rozgrywek, tj. KKPK Medyk Konin zdobył tytuł Wicemistrza Polski kobiet w sezonie 2019/2020.

W związku z uzyskaniem przez drużyny KKPK Medyk Konin oraz KKS Czarni Sosnowiec takiej samej liczby punktów w końcowej tabeli rozgrywek Ekstraligi kobiet w sezonie 2019/2020 przy jednoczesnym rozegraniu tylko jednego meczu pomiędzy tymi drużynami, oba kluby zostały uprawnione do otrzymania nagrody finansowej przewidzianej za zdobycie tytułu Wicemistrza Polski kobiet w sezonie 2019/2020.

Zgodnie z Regulaminem Rozgrywek, zespoły, które zajęły w tabeli końcowej rozgrywek miejsca 11-12 spadają do I ligi kobiet.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Kinga Kozak opuści GieKSę?

Po nieudanym sezonie w GieKSie rozpoczyna się przebudowa drużyny. Mamy ruchy z i do klubu. Według naszych informacji kolejną zawodniczką, która może opuścić katowicki zespół ma  być Kinga Kozak.

Po dobrych dwóch sezonach w Ekstralidze młodziutka napastniczka chce iść dalej i się rozwijać. Najprawdopodobniej więc wyjedzie za granicę. Mówi się o kierunku niemieckim i francuskim. Z całą pewnością byłby to wyśmienity krok do przodu dla reprezentantki Polski U19. Jeśli zaaklimatyzuję się w zagranicznym klubie, to seniorska reprezentacja może mieć z niej w przyszłości dużo pożytku.

W dwóch sezonach Ekstraligi w barwach GieKSy Katowice Kozak zdobyła łącznik jedenaście bramek.

 

Tylko u nas! Rapacka blisko nowego klubu

Według naszych informacji niezwykle uniwersalna ofensywna zawodniczka Oliwia Rapacka już wkrótce może opuścić AZS PWSZ Wałbrzych.

Po trzech latach spędzonych na Dolnym Śląsku czas na poważne zmiany. Byłą zawodniczką GOSiRek Piaseczno i Pragi Warszawa są zainteresowane dwa czołowe kluby Ekstraligi. Już od dawna do siebie chce ją sprawdzić Górnik Łęczna, a teraz do grona chętnych dołącza GieKSa Katowice. Trener Witold Zając jest niezwykle zmotywowany, by sprowadzić tę piłkarkę do siebie. Z naszych informacji wynika, że już trwają bardzo zaawansowane rozmowy w tej sprawie.

 

Milion rozdany! Kluby nagrodzone za reprezentantki Polski

Koniec sezonu 2019/20 to koniec pierwszej edycji pilotażowego programu wsparcia pieniężnego dla klubów za udział zawodniczek w zgrupowaniach reprezentacji Polski. Pomiędzy dwadzieścia dwa kluby rozdzielono milion złotych.

Ponad ćwierć miliona złotych zagarnął UKS SMS Łódź, sto dwadzieścia tysięcy powędruje do Medyka Konin, a sto czternaście do Górnika Łęczna.

Jak rozdzielono pieniądze ? Za zawodniczkę, która wystąpiła w spotkaniu kadry A, U19 i U17 klub otrzymywał dwa punkty, a jeśli dana zawodniczka nie weszła na murawę to klub dostawał punkt.

Tak prezentuje się czołówka klasyfikacji (podano kwoty netto):

  1. UKS SMS Łódź  269 349,00 zł
  2. KKPK Medyk Konin  121 180,00 zł
  3. GKS Górnik Łęczna  114 138,00 zł
  4. GKS Katowice  81 504,00 zł
  5. KKS Czarni Sosnowiec  67 119,00 zł

 

Tylko u nas! Szykuje się nam transferowe bramkarskie domino w ekstralidze

Czas na kolejny transferowe ruchy? Ujawnimy wielką bramkarką karuzelę, która może zmienić bramkarski ład w Polsce.

[…] Opcją awaryjną dla zespołu z Sosnowca ma być wtedy Jessica Ludwiczak. Ta bramkarka jeszcze nie przedłużyła kontraktu z GieKSą Katowice i na tę chwilę może odejść za darmo.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Grzegorz Słaby. Na dobre i złe…

Przez trzy lata wiele zyskałem pod kierunkiem Piotra Gruszki oraz Dariusza Daszkiewicza i mogę powiedzieć, że jestem przygotowany do prowadzenia zespołu. Mamy szczególną sytuację i w tym trudnym czasie postaramy się, byśmy wspólnie osiągnęli satysfakcjonujący końcowy wynik – deklaruje trener GKS-u Katowice, Grzegorz Słaby.

Tak jestem „GieKSiarzem”, bo z dziadkiem oraz ojcem chodziłem na mecze piłkarskie i kibicowałem mojej drużynie.

– Trudno się dziwić, bo przecież jestem mocno zaangażowany w siatkarski projekt, że przyjąłem propozycję stanąć u steru drużyny. Jestem przygotowany i pragnę jej pomóc, byśmy osiągnęli satysfakcjonujący wynik – mocno zaakcentował kilka dni nominowany trener siatkarzy GKS-u Katowice, Grzegorz Słaby, który na swoje dotychczasowe dokonania w zawodzie ze sporym dystansem. A tymczasem, mimo młodego wieku, dokonał już sporo, a przed nim otwierają się nowe i, miejmy nadzieję, ciekawe perspektywy.

Dla Grzegorza, nastolatka, pełnego sportowej pasji, spotkanie z wyczynową siatką ledwie się zaczynało i już się szybko skończyło. Gra na poziomie II czy III-ligowym poziomie w AZS-ie Katowice przynosiła młokosowi, a chwilę później studentowi katowickiej AWF sporo satysfakcji. Niemniej brutalnie została przerwana, bo kolano zupełnie się rozsypało: więzadła krzyżowe oraz łąkotka zostały uszkodzone.

– Byłem na I roku studiów i wielu mi wieszczyło, że z uczelnią muszę się pożegnać – wspomina trener GKS-u.

– Sporo wysiłku mnie to kosztowało, ale studia skończyłem jako trener II klasy i teraz jestem tu, gdzie jestem. Niemniej już w czasie nauki zaproponowano mi prowadzenie zajęć z juniorami AZS i trudno było z tego nie skorzystać, skoro gdzieś w głowie mi zaświtała myśl o trenerskim fachu. Studiowałem, z kolei wieczorem trenowałem młodych siatkarzy, pierwsze lata tego stulecia jeszcze nie zapowiadały takiego siatkarskiego boomu oraz niebywałych sukcesów.

Po skończeniu uczelni praca w szkole, ale również nadarzyła się okazja kontynuowania swojej trenerskiej, siatkarskiej pasji.

Zespół TKS Tychy skupiał w swoich szeregach pasjonatów, którzy na co dzień pracowali w różnych zawodach (np. górnicy czy strażacy), z kolei po pracy spotykali się w hali i trenowali nie tylko dla przyjemności, ale również, by poczuć smak rywalizacji na poziomie III-ligowym. Przed sezonem 2011/12 w Tychach pojawił się Grzegorz Słaby i zespół się jeszcze bardziej się zintegrował i wygrał rywalizację w III lidze.

[…] Zespół TKS Tychy miał problemy organizacyjne i w końcu działacze postanowili zrezygnować z występów w I lidze. Miejsce tyszan zajął zespół Caro z Ropczyc. I tak się przygoda Słabego w Tychach się zakończyła, ale to był zwiastun jego „smykałki” w trenerskim zawodzie…

TKKF Czarni Katowice grający na II-ligowym poziomie wygrywał mecze za meczem, ale nie wnikając w szczegóły, trener Przemysław Halapacz nieoczekiwanie pożegnał się z zespołem. Jednak polecił na swoje miejsce… Słabego.

[…] Grzegorz Słaby awansował z drużyną do PlusLigi i… został asystentem trenerem Piotra Gruszki, naszej siatkarskiej ikony. Obaj zgodnie współpracowali, ale po 2 latach ówczesny dyrektor sekcji Dariusz Łyczko postanowił dokonać rewolucyjnych zmian w zespole. Miejsce Gruszki zajął Dariusz Daszkiewicz, z kolei skład był mocno zmieniony.

[…] – Nie wszystko sprawy zostały wyjaśnione, ale liczę na ich zakończenie. Skład wymaga uzupełnienia i niebawem wszystko powinno się wyjaśnić. Czas zamknąć miniony etap i skupić się na przyszłości. Przygotowania zaczynamy 8 lipca szczegółowymi badaniami, a potem zaczynamy zajęcia. W planie jest Letnia Liga PlusLigi, choć nie jest jej orędownikiem. Gra na piachu jest specyficzna, mecze będą transmitowane w telewizji i znając zawodników, będą dawali z siebie wszystko. A w takich sytuacjach łatwiej o jakieś urazy (odpukać ! – przyp.red.), ale i z tym musimy się jakoś uporać.

Hiobowe wieści o rychłym końcu sekcji siatkówki w Katowicach trzeba odłożyć do lamusa. Niemniej dla siatkarzy GKS-u najbliższy sezon będzie niezwykle trudny pod każdy względem.

Grzegorz SŁABY

Ur. 19.12.1983 r. w Katowicach; żonaty (Aleksandra); dzieci: Bartłomiej (7 lat) i Emilia (rok). Kariera trenerska: AZS Katowice (juniorzy), TKS Tychy (2011 – 2014), TKKF Czarni Katowice (2014 – 2015), GKS Katowice (2015 – ???, jako I i II trener). Osiągnięcia: awans do I ligi z TKS-em Tychy (2013) i Czarnymi (2015); 6, 8, 10 i 11 miejsce z GKS-em jako II trener.

 

plusliga.pl – Były statystyk asystentem trenera

Coraz więcej wiemy o kształcie GKS-u Katowice w nowym sezonie. Jak podał klub drugim trenerem siatkarskiej GieKSy w sezonie 2020/2021 będzie dotychczasowy statystyk zespołu Damian Musiak.

Kolejną ważną informacją dotyczącą sztabu szkoleniowego GKS-u Katowice jest nowy zakres obowiązków Damiana Musiaka. Statystyk siatkarskiej GieKSy będzie w kolejny sezonie PlusLigi pełnił także funkcję drugiego trenera katowickiej drużyny.

[…] Dla byłego statystyka m.in. Cuprum Lubin, Dafi Społem Kielce i występującej w Młodej Lidze ekipy Trefla Gdańsk będzie to plusligowy debiut w roli asystenta trenera. Damian Musiak może pochwalić się imponującym doświadczeniem międzynarodowym i pracą pod okiem Andrei Anastasiego w kadrze Belgii, a także w męskiej reprezentacji Białorusi. Musiak był także członkiem sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski U-23 podczas mistrzostw świata tej kategorii wiekowej w 2017 roku.

 

GKS ma ośmiu zawodników i plan przygotowań do sezonu

Wczesna data rozpoczęcia kolejnej edycji rozgrywek PlusLigi (16 września br.) wymusiła na klubach ligi mistrzów świata zmiany w planowaniu okresu przygotowawczego. Nie ominęło to także GKS-u Katowice, którego siatkarska drużyna spotka się na pierwszych przedsezonowych zajęciach już na początku lipca.

– Rozpoczynamy przygotowania do nowego sezonu 6 lipca, pierwsze dni będą poświęcone kwestiom zdrowotnym. Zawodnicy spotkają się z fizjoterapeutą i trenerem przygotowania fizycznego, wcześniej przejdą badania w AWF-ie, dopiero potem przejdziemy do czystego sportu. Do końca lipca od poniedziałku do czwartku będą odbywały się dwa treningi dziennie, natomiast w piątki – jedne, dłuższe zajęcia. Będziemy starać się o to, by już w sierpniu rozegrać konieczne dla celów szkoleniowych sparingi, natomiast sytuacja w Polsce i na świecie mocno utrudnia zarówno wyjazdy, jak i organizację wszelkich memoriałów i turniejów towarzyskich rozgrywanych zwykle w okresie między rozgrywkami ligowymi. Mimo wszystko mamy nadzieję, że nie zaburzy ona naszych planów – mówi trener Grzegorz Słaby.

[…] – W tym roku rynek transferowy jest wyjątkowy, bo po szybkim starcie nastąpiło spowolnienie z powodu wybuchu pandemii. Intensywnie pracujemy nad zbudowaniem całej kadry na nadchodzący sezon. Niektóre umowy już finalizujemy – podkreśla Jakub Bochenek, dyrektor sportowy sekcji.

 

Jakub Bochenek: to będzie rok na przetrwanie

– To będzie rok na przetrwanie. Zarząd klubu nie wyznaczył nam żadnego konkretnego miejsca do osiągnięcia. Chcemy się spokojnie utrzymać i przejść go suchą stopą – mówi nowy dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice, Jakub Bochenek.

–  Tak naprawdę to jest misja ratunkowa, bo przez pandemię klub znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Jeszcze kilka tygodni temu, gdy koronawirus dopiero zaczynał szaleć, niektórzy wieszczyli nawet koniec siatkarskiej GieKSy. Wielu ludzi wykonało mnóstwo ciężkiej pracy, by uratować klub. Nie chcieliśmy, by ich trud poszedł na marne. Gdybyśmy z trenerem nie podjęli się tej misji, żałowalibyśmy i pluli sobie w twarz, że nie spróbowaliśmy – dodaje.

Pierwszą decyzją Jakuba Bochenka po objęciu funkcji dyrektora sekcji siatkarskiej GKS Katowice było powierzenie prowadzenia drużyny trenerowi Grzegorzowi Słabemu.

– Choć dyrektorem jestem krótko, tych decyzji było już kilka. Najważniejsza to powierzenie obowiązków trenera Grzegorzowi Słabemu. Wiem, że tylko razem dalej możemy pociągnąć ten wózek. Zresztą to był warunek, od którego uzależniałem swoją zgodę na objęcie funkcji dyrektora. Grzegorz zasługuje na szansę pracy jako pierwszy szkoleniowiec w GKS-ie. Znam go od wielu lat i wiem, że da klubowi całe serce – tłumaczy Jakub Bochenek.

[…] Przed włodarzami GKS-u wiele pracy.

– Musimy stworzyć drużynę na nadchodzący sezon. Na szczęście większość zawodników z poprzednich rozgrywek zostaje w GieKSie. Najtrudniej będzie wypełnić lukę po Rafale Szymurze. To zawodnik nietuzinkowy. W ostatnich rozgrywkach wygraliśmy dziesięć meczów, a w pięciu z nich Szymura wybierany był jego MVP. To świadczy o jego klasie. Prowadzimy zaawansowane rozmowy. Tak jak w poprzednim roku chcemy oprzeć zespół na zawodnikach, którzy w swoich dotychczasowych klubach nie byli w stu procentach doceniani. To był dobry ruch. Jan Nowakowski, Jan Firlej czy Kamil Kwasowski zrobili w Katowicach ogromne postępy i stali się odkryciami ligi. Chcemy nadal iść tą drogą, tym bardziej że nasz budżet został mocno okrojony i raczej w tym sezonie nie zobaczymy w Katowicach zawodników z krajowego topu – nie ukrywa Jakub Bochenek.

 

Emanuel Kohut jednak pozostanie w GKS-ie Katowice

Trwają rozmowy GKS-u Katowice z zawodnikami na temat rozliczeń poprzedniego sezonu i umów na kolejny, Klub porozumiał się ze słowackim środkowym Emanulem Kohutem i zawodnik ten pozostanie w zespole na kolejny sezon. Osiągnięto również porozumienie z Maciejem Fijałkiem, którego umowa po tym sezonie wygasła.

Katowicki klub poinformował, że rozmowy z zawodnikami Emanuelem Kohutem i Maciejem Fijałkiem na temat rozliczeń kontraktów na sezon 2019/20 związanych z przedwczesnym finiszem rozgrywek, zakończyły się zawarciem porozumień. Tym samym doświadczony słowacki środkowy pozostaje w kadrze zespołu i będzie reprezentował barwy GieKSy także w sezonie 2020/2021 PlusLigi.

Z kolei kontrakt Macieja Fijałka uległ planowanemu wygaśnięciu. Ważne umowy z GKS-em mają przyjmujący Adrian Buchowski, Jakub Szymański i Kamil Kwasowski, rozgrywający Jan Firlej, atakujący Jakub Jarosz oraz środkowi: Kamil Drzazga, Miłosz Zniszczoł i Jan Nowakowski.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Starzyński zostaje

Filip Starzyński jest drugim zawodnikiem, który zdecydował się podpisać nowy kontrakt z GKS-em Katowice. Wcześniej na taki krok zdecydował się Grzegorz Pasiut.

[…] 27-letni środkowy w poprzednim sezonie rozegrał 52 ligowe spotkania, w których zdobył 16 punktów za 9 goli i 7 asyst. Na ławce kar spędził 60 minut. Trenerzy często korzystali z jego usług podczas gier w osłabieniach, dobrze radził sobie też na punktach wznowień.

 

Kapitan z nowym kontraktem

Potwierdziły się nasze informacje – Grzegorz Pasiut zostaje w drużynie GKS-u Katowice. 33-letni środkowy podpisał roczny kontrakt.

W poprzednim sezonie Pasiut był kapitanem GieKSy i jej kluczowym zawodnikiem. Dość powiedzieć, że był jedynym graczem, który zdobył dla ekipy z Korfantego więcej punktów niż rozegrał meczów. W 39 spotkaniach strzelił bowiem 12 bramek i zanotował 30 asyst.

Warto też wspomnieć, że wychowanek KTH Krynica okazał się najlepiej punktującym graczem w mocno okrojonej fazie play-off. W 6 spotkaniach zdobył 7 „oczek” (2 G + 5 A).

[…] Z naszych informacji wynika, że blisko podpisania nowej umowy z katowickim klubem jest też Patryk Krężołek. Nowym zawodnikiem GieKSy najprawdopodobniej zostanie Dariusz Wanat. Jedną nogą w ekipie z Korfantego są też Mateusz Zieliński i Bartosz Fraszko, którzy w poprzednim sezonie występowali w KH Enerdze Toruń.

 

Pasiut: Drużyna nie będzie słabsza od tej z poprzedniego sezonu

Grzegorz Pasiut przedłużył o rok swój kontrakt z GKS-em Katowice. – Mam miłe wspomnienia z drużyną z ostatnich dwóch lat gry, więc wybór był łatwiejszy. Chcę tu dalej występować – przyznał 33-letni środkowy.

[…] – Tamten sezon nie został zakończony i jest duży niedosyt. Drużyna była bardzo dobra, a play-offy pokazały, że z meczu na mecz byliśmy silniejsi. Półfinał z GKS-em Tychy zapowiadał się bardzo ciekawie, ale nie dane było nam go rozegrać – powiedział jeden z najlepszych polskich środkowych.

– W nowych rozgrywkach, o ile znów nie pojawi się jakiś wirus, będziemy chcieli pokazać na co nas stać. Z tego, co się orientuję, to nie będzie ona słabsza od tej z zeszłego sezonu. Pozostaje nam walczyć o najwyższe cele – przyznał kapitan GKS-u Katowice.

– Taka jest kolej rzeczy: po mnie kontrakty zaczną podpisywać inni zawodnicy. Cieszę się, że jestem tym pierwszym i daję sygnał innym – wyjaśnił.

Niemal pewne jest to, że w ekipie z alei Korfantego pozostaną obrońca Patryk Wajda i skrzydłowy Mateusz Michalski. Obaj wkrótce powinni przedłużyć kontrakty.

 

Dwanaście drużyn chce grać w PHL

31 maja minął termin składania dokumentów licencyjnych na grę w przyszłym sezonie w Polskiej Hokej Lidze. Chęć gry w ekstralidze wyraziło dwanaście drużyn:

  1. GKS GieKSa Katowice S.A.
  2. JKH GKS JASTRZĘBIE S.A.
  3. KH PODHALE NOWY TARG S.A.
  4. KS TORUŃ HOKEJOWA S.A.
  5. KTH S.A.
  6. MKS CRACOVIA SSA
  7. POMORSKI KLUB HOKEJOWY 2014 S.A.
  8. RE-PLAST UNIA OŚWIĘCIM
  9. SPÓŁKA AKCYJNA STOCZNIOWIEC – W Organizacji
  10. TYSKI SPORT S.A.
  11. UKS NIEDŹWIADKI MOSIR SANOK
  12. ZAGŁĘBIE S.A.

W kolejnych etapach komisja licencyjna dokona analizy złożonych dokumentów, a następnie kluby zobowiązane będą do uzupełnienia ewentualnych braków. W późniejszym terminie wszystkie wnioski będą musiały zostać uzupełnione również o dokumentację finansową spółek. Przypomnijmy, że w nadchodzącym sezonie wpisowe wynosi 50 tysięcy złotych, a „dzika karta” jest do wykupienia już za 30 tysięcy. Każdy podmiot zgłaszający akces do gry musi również wykazać gwarancje finansowe na, co najmniej, 1,5 mln. PLN.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.

Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.

Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.

Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.

Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.

Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.

W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.

W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.

W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.

Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.

A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.

Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.

Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.

W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga