Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Skrzydłowy wypadł na długo
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W czwartej kolejce Ekstraligi Kobiet piłkarki GKS-u wygrały na wyjeździe z AZS UJ Kraków 2:1 (1:0) i zajmują piątą lokatę w tabeli. Piłkarze, korzystając z przerwy reprezentacyjnej rozegrali spotkanie towarzyskie z Banikiem Ostrava. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.
Siatkarze w ramach przygotowań do startu PlusLigi rozegrali sparing ze Stalą Nysa w którym wygrali 4:0. W najbliższy piątek i sobotę rozegrane zostaną spotkania towarzyskie z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Do składu drużyny dołączył ostatni zawodnik: Gonzalo Quiroga.
W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali test mecz z drużyną GKS-u Tychy, w którym wygrali 3:2. Do kadry zespołu dołączył obrońca Aleksandr Jakimienko.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Skrzydłowy wypadł na długo
Zerwanie więzadła krzyżowego przedniego oraz uszkodzenie łąkotki bocznej. Taką diagnozę usłyszał Dominik Kościelniak.
Boczny pomocnik GieKSy doznał urazu w końcówce pierwszej połowy felernego niedzielnego spotkania z Chrobrym Głogów (0:4). Obserwatorzy przyznawali, że trzask na pustym stadionie w Polkowicach był wyraźnie słyszalny i zwiastował najgorsze. Potwierdził to rezonans. Mecz z Chrobrym, w którego barwach Kościelniak przed laty wchodził do seniorskiej piłki, był jego ostatnim na wiele miesięcy. To, że wróci do optymalnej dyspozycji przed zakończeniem tego sezonu, jest dziś scenariuszem bardzo optymistycznym.
Dla GKS-u to oczywiście fatalna wiadomość. Choć 26-latek nie strzelił w tym sezonie gola i nie zaliczył asysty, to był w zespole czołowym skrzydłowym. Trener Rafał Górak traktował go jako pierwszy wybór na tej pozycji. Jeśli tylko był zdrowy – wybiegał w podstawowym składzie. 2-krotnie tworzył boki pomocy z Krystianem Sanockim, 2-krotnie – z Danianem Pawłasem, raz z Arkadiuszem Woźniakiem.
Gdy w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec nie zagrał z powodu urazu, na skrzydłach biegali Pawłas i Szymon Kiebzak, który dopiero wraca do optymalnej dyspozycji po wielotygodniowej absencji. Uraz dokuczał też młodzieżowcowi Patrykowi Szwedzikowi, posiadającemu niewielkie doświadczenie. Pawłas i Woźniak z kolei są też brani pod uwagę do gry na bokach obrony i tam ostatnio występowali. Szkoleniowcowi GieKSy brak Kościelniaka ograniczy zatem pole manewru, a na razie licznik 26-latka zatrzyma się w Katowicach na 34 meczach i 4 zdobytych bramkach.
Losy poprzednich zawodników, którym w Katowicach przytrafiło się zerwanie więzadeł, nie toczyły się dla nich przy Bukowej korzystnie. Dominik Bronisławski w GieKSie już nie zagrał, po wyleczeniu się pół roku był bez klubu, odbudował się w III-ligowej Stali Brzeg i dziś jest rezerwowym w Skrze Częstochowa.
Mateusz Broda z kolei po zakończeniu rehabilitacji zdołał wystąpić tylko w spotkaniu z Sokołem Ostróda, gdy drużyna była już pewna awansu. Latem stoper trafił na wypożyczenie do Podhala Nowy Targ, ale furory póki co w III lidze nie robi. Zaliczył tylko 45 minut w przegranym spotkaniu ze Stalą Stalowa Wola.
SIATKÓWKA
siatka.org – Gonzalo Quiroga wraca do GKS-u Katowice
Skład siatkarskiego GKS-u Katowice na sezon 2021/2022 PlusLigi zamyka argentyński przyjmujący Gonzalo Quiroga, który występował w barwach tego klubu w latach 2017-2019.
28-letni argentyński przyjmujący pochodzący z San Juan to postać doskonale znana kibicom GKS-u Katowice. Quiroga, wychowanek Obras Sanitarias, dołączył po raz pierwszy do składu katowickiej drużyny w 2017 roku, natomiast wcześniej występował we włoskim Tonazzo Padwa (2014-16), a także w Stanach Zjednoczonych, gdzie grał i uczył się na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (macierzystej uczelni naszego rozgrywającego Micaha Ma’a).
Argentyńczyk rozegrał dla GKS-u 47 spotkań w PlusLidze, w których łącznie zdobył 386 punktów, z tego 39 zagrywką i 22 blokiem. Pod koniec sezonu 2017/2018 Gonzalo Quiroga doznał urazu barku, który wymagał długiej rehabilitacji i wyraźnie zahamował siatkarską karierę zawodnika. Po opuszczeniu szeregów GieKSy zagraniczny przyjmujący występował w BKS-ie Visła Bydgoszcz, a ostatni sezon spędził we francuskim zespole Cambrai VB, który na koniec ostatniej edycji rozgrywek Ligue A zajął miejsce w najlepsze czwórce rozgrywek. W 29 spotkaniach sezonu Quiroga punktował 339 razy (26 asów serwisowych, 22 punktowe bloki) i zanotował 42,57 proc. przyjęcia perfekcyjnego.
– Poszukiwania ostatniego zawodnika trwały bardzo długo, bo chcieliśmy znaleźć osobę, która będzie spełniała nasze zapotrzebowanie, zwłaszcza w elemencie przyjęcia. Wówczas pojawiła się opcja zatrudnienia Gonzalo. Znamy go doskonale, zobaczyliśmy wiele jego meczów w lidze francuskiej i widzieliśmy, że spełnia nasze wymagania w tym zakresie. Poza tym zawsze był dobrym duchem zespołu i mam nadzieję, że tak będzie nadal – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.
GKS w sparingu lepszy od Stali Nysa
GKS Katowice w swoim pierwszym wyjazdowym sparingu przed startem sezonu mierzył się ze Stalą Nysa, z którą wcześniej mierzył się w ramach cyklu PreZero Grand Prix. W składzie rywali znajdowały się doskonale znane kibicom GieKSy, rozgrywający Marcin Komenda i przyjmujący Kamil Kwasowski. W pierwszej szóstce katowickiej ekipy zadebiutował rozgrywający Micah Ma’a, który miał za sobą kilka dni treningów z drużyną.
GKS pewnie wygrał każdego z czterech rozegranych setów, a najlepiej punktującym graczem naszej ekipy był Jakub Szymański, który w czterech rozegranych setach zdobył 17 punktów, w tym aż 5 blokiem i 2 zagrywką. Katowiczanie przeważali nad nysanami w każdym elemencie gry i popełniali mniej błędów skutkujących utratą punktu. Szczególnie wyraźna różnica między obiema ekipami była w punktowym bloku (13:7) i w skuteczności w kontrataku.
– Za nami kolejne granie w szóstkach, miłym akcentem była z pewnością publiczność na trybunach. Cieszymy się ze zwycięstwa i naszej postawy, bo za nami jest pierwszy tydzień przygotowań, w którym mogliśmy faktycznie trenować sześciu na sześciu. Po zawodnikach widać było duży głód gry; rozgrywający Micah Ma’a, który dołączył niedawno do nas, wykonał dziś bardzo dobrą pracę tak jak reszta drużyny. Największy problem tego spotkania jest taki, że nie przyznaje się za nie żadnych punktów. Wygrana cieszy, ale najważniejsze będą wygrane i punkty w lidze, a takie mecze jak ten pomagają w budowaniu dobrej atmosfery w grupie i przekonania się, że wykonujemy dobrą pracę – mówił po spotkaniu trener Grzegorz Słaby.
Kolejne sparingowe sprawdziany siatkarskiej GieKSy będą miały miejsce w dniach 10 i 11 września. Najpierw zagra w hali OS Szopienice z Grupa Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a dzień później nastąpi rewanż w Głogówku.
Stal Nysa – GKS Katowice 0:4 (23:25, 21:25, 19:25, 21:25)
[…] GKS Katowice: Ma’a, Jarosz, Hain, Kania, Kogut, Szymański, Mariański (libero) oraz Drzazga, Lewandowski, Nowosielski, Domagała, Ogórek (libero)
HOKEJ
hokej.net – Udane testy. Jakimienko podpisał kontrakt
Aleksandr Jakimienko został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. Rosyjski defensor złożył podpis pod rocznym kontraktem.
Jakimienko (180 cm, 92 kg) urodził w estońskim Tallinie. Swoją poważną przygodę z hokejem zaczynał od występów w młodzieżowej drużynie łotewskiego klubu Valmiera, a następnie grał w hokejowej akademii austriackiego Red Bull Salzburg.
24-letni defensor ma w swoim dorobku blisko 150 meczów na zapleczu KHL, ale w poprzednim sezonie nie grał. Tak przynajmniej donoszą portale statystyczne.
Aleksandr Jakimienko wystąpił we wszystkich dotychczasowych sparingach GKS-u przed startem sezonu 2021/22. Strzelił on bramkę w wyjazdowym meczu towarzyskim z nowotarskim Podhalem (3:4).
– Aleksandr został zaproszony na testy i pokazał się z dobrej strony w sparingach z topowymi zespołami naszej ligi. Tym samym swoją postawą zapracował na kontrakt z naszym klubem – powiedział dyrektor sekcji hokeja na lodzie Roch Bogłowski.
– Czuję się w w Katowicach naprawdę bardzo dobrze. Ostatnie tygodnie treningów były naprawdę wymagające, zwłaszcza wtedy, gdy część chłopaków wyjechała na kwalifikacje olimpijskie i musieliśmy grać bez nich sparingi. Cieszę się, że moja postawa została doceniona przez sztab trenerski – dodał Aleksandr Jakimienko.
GieKSa lepsza od tyszan
Hokeiści GKS Katowice w piątkowy wieczór pokonali GKS Tychy 3:2. Gola na wagę zwycięstwa zdobył dwie minuty przed końcem spotkania Patryk Wronka.
Po pierwszej odsłonie więcej powodów do zadowolenia mieli tyszanie, bo to oni prowadzili 1:0. Macieja Miarkę w 15. minucie pokonał Dienis Sierguszkin.
GieKSa lepiej zaprezentowała się w drugiej odsłonie, a efektem tego były dwa gole. Chwilę po wznowieniu gry wyrównał Carl Hudson, wykorzystując dobre dogranie Matiasa Lehtonena. Prowadzenie podopiecznym Jacka Płachty dał Patryk Wajda, który minął jednego z tyskich obrońców i zaskoczył Ondřeja Raszkę uderzeniem pod poprzeczkę.
W barwach GKS-u Tychy wystąpił testowany Renārs Kārkls. 22-letni Łotysz w 45. minucie doprowadził do wyrównania, zaskakując Macieja Miarkę uderzeniem spod linii niebieskiej.
Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało do katowiczan, a konkretnie do Patryka Wronki. 26-letni skrzydłowy uderzył „z kolana” i zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi.
– To był dość intensywny mecz, jak na sparing. Myślę, że nasza gra jest coraz lepsza i cieszy wygrana. To na pewno w szatni wprowadzi większą pewność siebie – wyjaśnił „Wronczi”.
– Dzisiaj dobrze graliśmy pressingiem i z tego aspektu na pewno możemy być zadowoleni. Jutro kolejny rywal i musimy jeszcze lepiej przede wszystkim zagrać taktycznie – dodał.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Najnowsze komentarze