Piłka nożna
Patałachy
4.04.2015 Suwałki
Wigry Suwałki – GKS Katowice 2:0
Bramki: Moneta (15), Adamek (84)
Wigry: Salik – Bogusz (46. Widejko), Adamek, Moneta (79. Tarnowski), Rafalskis, Wichtowski, Bartkowski, Valskis (64. Biel), Hirsz, Kopczyński, Jarzębowski.
GKS: Bucek – Czerwiński, Kamiński, Pielorz, Pietrzak – Frańczak (46. Ceglarz), Cholerzyński, Wieczorek (71. Duda), Pitry, Wołkowicz (77. Januszkiewicz)- Goncerz.
Z.kartki: Bogusz, Valskis, Adamek – Cholerzyński, Frańczak, Goncerz
Cz.kartki:
Sędzia: Tomasz Radkiewicz (Łódź)
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Pyjter
4 kwietnia 2015 at 17:29
Piłkarze wrócą i znów będzie ta gadka co juz słucham od paru lat…”ze znów się nie udało,ze bardzo chcemy,w szatni padły mocne słowa,ze w następnym meczu będziemy walczyć o 3punkty…i znowu się nie udało”
Marcin
4 kwietnia 2015 at 17:54
Brak słów po prostu tak bardzo naszej GIEKSIĘ się kibicuje a tu od kilku lat to samo 6-10 miejsce w tabeli,nie ma już sił. .
MarianoItaliano
4 kwietnia 2015 at 18:10
Jeszcze jeden mecz przegrany i myśle że koniec z Panem Skowronkiem 🙂
achim
4 kwietnia 2015 at 18:27
Skowronki dopiyro przylatujom, a nasz chyba poleci!
MarianoItaliano
4 kwietnia 2015 at 18:29
Myślę że powinien już dawno polecieć po nas pogrąży jak żydzew
zygzak
4 kwietnia 2015 at 18:39
Wszyscy powinni wylecieć z prezesem Cyganem wyłącznie,Gieksa to nie jest już ten waleczny klub co kiedyś,teraz to są chłopcy do bicia.Gieksą powinni rządzić byli piłkarze tego klubu a nie ludzie którzy nie mają zielonego pojęcia o piłce.Niestety w Katowicach sport powoli umiera.
MarianoItaliano
4 kwietnia 2015 at 18:44
Zgadzam się z kolegą niżej niestety każdy chce do koryta
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 18:48
wek skowronek i to jak najszybciej wypad z bukowej
Gregi
4 kwietnia 2015 at 18:48
Umiecie zje.bać Świeta panowie grajki..Skowron i Cygan out!
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 18:49
wek skowronek wypad z bukowej
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 18:50
az sie trzese z nerwow tyle lat za ta nasza gieksa a tu nadal dupa wolowa wek skowronek z bukowej
Anty GRZYB
4 kwietnia 2015 at 18:52
Nie wiem o ktorej godzinie te pilkarzyki wracaja ale mam ochote chocby w nocy jechac pod stadion i spojrzec tys skurwysynom nierobom w oczy. KURWA KURWA KURWA
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 18:53
wypad skowronek
Tom
4 kwietnia 2015 at 18:53
Żałość żałość żałość i wielka szkoda że to tak wszystko się toczy , po co stadion i te głupie nadęte gadanie …..
Marcin
4 kwietnia 2015 at 18:55
Nie no to już jest kulminacja wszystkiego, taki blamaż z wigrami. Przecież my sie musimy ostro brać do utrzymania!!!!!!!!!!!! K.. mać ile lat będziemy czekać na ekstraklasę !? Mamy już tego dość. Prezes,trener itd wont z Bukowej!!!
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 18:55
tyle lat kurwa za granica a tu nadal WIELKIE ZERO ZE SKOWRONKIEM NA CZELE
Anty GRZYB
4 kwietnia 2015 at 18:57
MY TERAZ MUSIMY MYSLEC O UTRZYMANIU A CO KURWA Z AWANSEM? POSZEDL SIE JEBAC WIEC NIECH JUZ TERAZ ROZPIERDOLA TO DRUZYNE I NIECH GRAJA MALOLACI BO JAK ZLECIMY TO KURWA BEDZIE NA KOGO Z WALIC. Z BYTOWIA ZA TYDZIEN MAJA PRZEJEBANE
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 18:59
ZAMIAST NA SPACER Z RODZINA TO ZAWSZE TUTAJ CALY CZAS KLOTNIE ZRODZINA KLOTNIE Z KOBIETA I POCO BO KOCHAM GIEKSE OD DZIECKA A TU ZERO GOWNO NIC A SKOWRONEK FURGA NIECH LECI W PIZDU
BOLO
4 kwietnia 2015 at 18:59
JAKI PREZES TAKI TRENER,JAKI TRENER TAKI PILKARZ,JAKI PILKARZ TAKIE GOWNO NA BOISKU.
JAK BYL SP.DZIUROWICZ TO WSZYSCY CHODZILI JAK W ZEGARKU,TERAZ WIOSKI NAS OSMIESZAJA KURWA KONIEC Z TYM AZYLEM DLA PADALCOW ,WON Z TYM CHERLAWYM GOWNEM W NASZYCH BARWACH.
W TYM KLUBIE TYLKO BAJTLI MOZNA OGLADAC .
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 19:02
ZGADZAM SIE Z BOLO SZACUN DLA CIEBIE
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 19:04
SKOWRONEK WYPAD Z GIEKSY NATYCHMIAST NAWET DZIS JAK MASZ ODROBINE HONORU
Marcin
4 kwietnia 2015 at 19:05
Nie zazdroszczę wam piłkarzom na następnym meczu na Bukowej, macie prz…ne nie zdziwie sie jak dostaniecie wpierdol! My w Katowicach potrzebujemy ekipy z Błękitnych, tych którzy Lechowi wpierdolili 3;1 !!!
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 19:07
PITRY CHOLERZYNSKI GONZO WOLEK POSTAWCIE SIE WYJEBAJCIE TEGO FLETA ZWANEGO TRENEREM PANEM KURWA SKOWRONKIEM
Marcin
4 kwietnia 2015 at 19:16
Skowronki wiadomo do wyjebczenia, prezes też nie ma pojęcia o robocie udawało mu sie do tej pory nie wylecieć. Takie wyniki mamy co roku że aż wstyd na całą Polskę, cały chorzów sie z nas śmieje!
damian nederland
4 kwietnia 2015 at 19:17
SKOWRONEK NIEMA HONORU
sławek
4 kwietnia 2015 at 19:35
PIERDOLONE panienki zrobili nom zajebisty prezent na święta niech wypierdalają z Katowic teraz czas na młodzież.A te chuje zajebane do roboty.
Bartolo
4 kwietnia 2015 at 19:41
Prezes-człowiek z urzędu miasta-pierdolić ten układ.Oni nie chcą silnego klubu!Chcą tego co jest teraz i mieć święty spokój.Już lepiej grać w 3 lidze i rządzić się samemu-Stowarzyszenie kibiców
BOLO
4 kwietnia 2015 at 19:47
W TYM KLUBIE KAZDEMU JEST DOBRZE TYLKO NIE KIBICOM KASA Z MIASTA LECI I WSZYSCY SA SZCZESLIWI TYLKO NAS RABIA W CHUJA.NAWET NAJLEPSZY TRENER NIC TU NIEZROBI BO TU JEST PRZYZWOLENIE NA CHUJOGRAJSTWO .CI ZAWODNICY TO GRZECZNE MODELE Z OKLADKI A NAM TRZEBA CHAMOW I BANDYTOW BOISKOWYCH TAKICH JAK LEDEK ,SWIR ,NAPIERALA ITD INACZEJ ZAWSZE BEDA NAS JEBAC W RYJ.
kazik
4 kwietnia 2015 at 20:00
c o to kurwa jest dyrekcja wypad prawdziwych kibicow maja w dupie zawodnicy tez.wszyscy sie z nas smieja ze na bukowej nikomu niechce sie grac cieple posadki kasiora czy ktos bedzie z nich robil spolecznie nie sadze bo kibice byli sa i beda ale jak tak beda grac to bedzie pusto zawodnik dzis jest jutro tam aby zawsze tu jestesmy na dobre i zle widac co zropbili z hokejem w katowicach
tyta
4 kwietnia 2015 at 20:06
… Skowronek nazot do Radzionkowa z całą drużyną i prezesem na czele
sławek
4 kwietnia 2015 at 20:12
PIERDOLENIE O KONSEKWENCIACH i nadal nic w tym temacie trzeba zacząć od prezesa wymienia trenerów jak skarpety a som grzeje stołek i za chuja go nie puści a skowronek i tak odejdzie .JAŚIU FURTOK na trenera to im wstawi w pizde
gieksiarz
4 kwietnia 2015 at 20:16
… z tymi piłkarzami żaden trener nie potrafi nic zrobić (prócz Nawałki ale to już inna bajka). Moskal odszedł do Krakowa i co … radzi sobie bo ma materiał a u nas po prostu jak było 15 lat temu tak jest do tej pory… dno. Kibice walczyli za każdym razem o ten klub do upadłego ale przyszli inni ludzie i nic nie potrafią od tylu lat zrobić. Czas się pożegnać i dać szansę nowym z pasją i wiarą w GKS KATOWICE!!!. Prezes, trener, piłkarze – wam już dziękujemy, choćby zacząć od drugiej ligi ale już bez was. BOLO trudno się z tobą nie zgodzić – czas wywalić ten niedobry łańcuszek.
Kristofer
4 kwietnia 2015 at 20:43
Panom z zarzadu dziekujemy.Potrzebny jest manager a nie prezesina ktora na stolki stawia ludzi pod publike co nic nie wnosza.Potrzebny od zaraz gosc ktory to wszystko ogarnie i wywali pseudo pilkarzy.Wstyd na calo polske tyle lat pieprza jedno i to samo a nawet nikomu nie chce sie poszukac powaznego sponsora!!!!Takim grajkom dziekujemy juz DOSC!!!
kibic
4 kwietnia 2015 at 20:49
Czas skończyć z tą farsą ! miasto ma na nas wyj…! Może pora wyjść na ulice centrum miasta i pokazać że w hu… się robić nie damy !!
BOLO
4 kwietnia 2015 at 21:41
I ZADNYCH BOJKOTOW BO IM O TO CHODZI .NIC NIEWIDZIELI, NIC NIEPOWIEDZA A PILKARZE SIE WYTLUMACZA ZE BYLO ZIMNO I DESZCZ PADAL TRZEBA JEBNAC REKA W STOL PRESJA MUSI BYC KTO SIE POSRA TO ZNACZY ZE NIEGODZIEN NOSIC NASZYCH BARW
wlodek
5 kwietnia 2015 at 08:17
mamy 3 piłkarzy Pietrzak Pitry Goncerz reszta banda patałachów prezes brak słow do tego cygan kłamie jak najety co rok sie zbroimy i stawiamy na młodych i sciaga nam petarzy itp.
Pamietacie jak walczyli z Cracovia (dom/wyjazd) na mrozie kurwa najlepszy mecz jaki był skład . teraz sie w dupach poprzewracało nawet trener chujowy Moskala nie słuchali to beda skowronka .
Zero jakiejs gry a ambicji te KURWY to dawno nie mają .
gober
5 kwietnia 2015 at 08:43
Ten zarząd co mamy /wiekowo/powinien prowadzić UKS Katowice ana dodatek 30-letni bokser dyr. sportowym-proszę na trzeżwo pomyśleć co oni mają do powiedzenia w szatni tym niby co się nazywają piłkarzami.