Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Wisła Kraków o krok od katastrofy. Problemy przed meczem o życie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu GKS Katowice –Wisła Kraków

 

laczynaspilka – GKS z Wisłą o wszystko i nic

W Katowicach ciągle jeszcze mają nadzieję na bezpośredni awans do PKO BP Ekstraklasy. W Krakowie walka idzie na całego – „Biała Gwiazda” musi wygrywać, żeby być w strefie barażowej. Z tego powodu sobotni mecz „GieKSy” z Wisłą Kraków zapowiada się bardzo atrakcyjnie (godz. 17.30).

Jednak nie sama ranga powoduje, że mecz budzi ogromne emocje wśród fanów GKS-u i „Białej Gwiazdy”. Katowiczanie świetnie spisują się w rundzie wiosennej, w której są drugim (po Lechii Gdańsk) najlepiej punktującym zespołem. W czternastu spotkaniach zdobyli 32 punkty. Dzięki świetnej drugiej części sezonu są na podium, za plecami nadającymi ton rozgrywkom drużynom z Trójmiasta – Lechii oraz Arki. Wisła tak dobrze w tym roku nie punktuje – 19 „oczek” to siódmy wynik w Fortuna 1. Lidze. Krakowianie potrafili rozstrzygnąć na swoją korzyść tylko pięć z trzynastu spotkań. W czterech remisowali i cztery razy schodzili z boiska pokonani. Ale Wisła niedawno świętowała zdobycie Pucharu Polski.

[…] Spotkania z GKS-em w sobotę oraz z Bruk-Bet Termalicą w ostatniej kolejce mecz będą o być albo nie być „Białej Gwiazdy” w barażach.

[…] Wisła ma patent na swojego rywala z Katowic. Jesienią pokonała katowiczan 3:2, chociaż jeszcze do 97. minuty przegrywała 1:2! Zryw w doliczonym czasie gry zapewnił wtedy wiślakom komplet oczek, który teraz jest dla nich na wagę złota, czytaj: uratowania sezonu. Brak baraży będzie wielkim rozczarowaniem z punktu widzenia środowiska skupionego wokół Wisły. A z przeciwnikiem zmierzą się rozpędzonym. GKS wiosną ograł nawet Lechię, w minionej kolejce zwyciężył w dramatycznych okolicznościach w Tychach. Formę katowiczanie w ostatnich tygodniach prezentują wyborną. Wygrywają i to nawet strzelają rywalowi osiem goli (Stali Mielec) (kto nie widział ten klipa – przyp. red).

– Będziemy musieli znaleźć nowy sposób na grę zespołu. Nie zmienimy nic w przygotowaniach, będzie taki sam mikrocykl jak przed Stalą i GKS-em Tychy. Wiemy, jaka siła jest w szatni Wisły Kraków, ale uwierzcie mi, że także mamy dużą siłę, która rośnie z dnia na dzień. Rozgrywki są na finiszu, a ta liga jest gwarantem wielkich emocji. Cieszę się, że jesteśmy bardzo wysoko w tabeli i że walczymy o wszystko. Zawsze kibicowałem piłce, pierwszej lidze, bo jestem z nią bardzo zżyty i wiem, że tutaj wszystko jest naprawdę możliwe. Idźmy dalej do przodu, reszta niech się rozstrzygnie na boisku – podkreśla trener GKS-u Katowice Rafał Górak.

Górak pracuje z GKS-em piąty rok. Jeszcze nigdy nie był tak bliski ekstraklasy. Jakiś czas temu został zapytany przez dziennikarza TVP Sport o swoją przyszłość. – W tej chwili koncentruję się wyłącznie na tym, co tu i teraz. Nie chcę planować przyszłego sezonu, bo wciąż nie zrealizowałem celu na trwające rozgrywki. Wszyscy jesteśmy ambitni, mamy swoje marzenia i chcemy o nie walczyć. W tym momencie czuję duże zadowolenie związane z tym, jak w ostatnim czasie prezentowała się drużyna. Oby trwało to dalej. Nikt nam niczego nie zabrania – stwierdził szkoleniowiec „GieKSy”.

 

wkatowicach.eu – Emocjonujący weekend dla kibiców GKS Katowice. Mecz z Wisłą w Katowicach i finał kobiecego Pucharu Polski

[…] Fortuna 1. Liga zbliża się do końca sezonu 2023/2024. Na ostatniej prostej, kilka kolejek przed końcem sezonu, GKS Katowice stoi przed sporą szansą gry w barażach, co więcej nie pozostaje bez szans na bezpośredni awans do Ekstraklasy.

W tym kontekście ogromne znaczenie będzie miał mecz 33. kolejki Fortuna 1 Ligi pomiędzy GKS-em Katowice a Wisłą Kraków, który odbędzie się w sobotę 18 maja o godz. 17:30 na Stadionie Miejskim przy ul. Bukowej. O randze tego meczu świadczy m.in. to, że na trybunach stadionu w Katowicach nie ma wolnych miejsc – bilety się wyprzedały do ostatniej sztuki.

Mecz z Wisłą Kraków zdecydowanie będzie elektryzować kibiców z Katowic od pierwszego do ostatniego gwizdka. Biała Gwiazda też liczy na wyjazdowe zwycięstwo, które jest jej niezmiernie potrzebne w ligowych zmaganiach o awans na wyższy szczebel rozgrywkowy.

Po ostatnim zwycięstwie Górnika Łęczna z Polonią Warszawa (2:0), Wisła Kraków wypadła ze strefy barażowej. Podopieczni hiszpańskiego trenera Alberta Rude mają w dorobku 50 oczek i tracą punkt do szóstych w tym momencie rywalizacji tyszan. Przed Wisłą zatem nerwowa końcówka sezonu, bowiem potrzebują zdobyczy punktowej, by zabezpieczyć sobie walkę w barażach. W bieżących rozgrywkach krakowianie odnieśli pięć wyjazdowych zwycięstw. W przekroju ostatnich pięciu meczów zdobyli osiem punktów.

W całej historii katowicka GieKSa mierzyła się z Wisłą Kraków 57 razy. Statystyki są po stronie gości, którzy wygrywali nad katowiczanami 30 razy, remisowali z klubem z naszego miasta szesnastokrotnie, a GKS był górą jedynie w 11 z tych spotkań.

 

gazetakrakowska.pl – Wisła Kraków w Katowicach zagra mecz, w którym wszystko jest do wygrania i wszystko do przegrania…

Wisła Kraków ma już minimalny margines błędu. Tak naprawdę, jeśli chce na sto procent zagrać w barażach o awans do ekstraklasy, musi wygrać dwa najbliższe mecze. Pierwszy już w sobotę o godz. 17.30 w Katowicach z GKS-em.

[…] Pozostaje jednak pytanie jak to zrobić, skoro na drodze krakowian staje mocno rozpędzony zespół Katowic, który wciąż ma jeszcze szanse nawet na bezpośredni awans do ekstraklasy? Pytanie tym bardziej zasadne, że o ile wcześniej wiślacy nie mieli jakichś gigantycznych problemów kadrowych, to po ostatnim spotkaniu posypały się one obficie. Przede wszystkim w obronie, z której z czwórki, jaka zaczynała ostatni mecz z Lechią Gdańsk, do dyspozycji trenera Alberta Rude będzie teraz zaledwie jeden zawodnik – Alan Uryga. Joseph Colley pauzuje z czerwoną kartkę, David Junca za żółte, a Bartosz Jaroch jest kontuzjowany. Będą ich musieli zastąpić inni. Zapewne Dawid Szot zagra na prawej obronie, Igor Łasicki na środku defensywy, a Eneko Satrustegui na lewej stronie.

Czy to plus powrót Marca Carbo do drugiej linii zatrzyma katowiczan? Będzie o to bardzo trudno, bo „Gieksa” rozpędziła się na dobre. W dwóch ostatnich meczach strzeliła jedenaście bramek! I wyprzedziła Wisłę w klasyfikacji najskuteczniejszego zespołu zaplecza ekstraklasy. GKS ma naprawdę mnóstwo atutów w ofensywie. Stałe fragmenty gry, szybki atak, siła fizyczna. Katowiczanie potrafią strzelać gole na różne sposoby. Nie są jednak również oczywiście drużyną idealną i wiele może zależeć do tego jak ten mecz się ułoży i jak zagra Wisła. A musi zagrać mądrze. Choćby tak jak niedawno przy ul. Bukowej zaprezentowała się Odra Opole. Solidna w obronie, dobrze zorganizowana, potrafiła ograć GKS na jego terenie aż 3:1. W dodatku każda z bramek, jakie strzelali opolanie była inna. Jedna po wrzucie z autu, druga po strzale z dystansu, trzecia po szybkim i bardzo sprawnie wyprowadzonym ataku. Jak zatem widać Katowice można skarcić. Trzeba mieć tylko na to pomysł i wiarę w swoje możliwości.

Za Wisłą może przemawiać również fakt, że GKS Katowice jest zespołem, który wyjątkowo jej „leży”. Krakowianie po spadku z ekstraklasy grali z tym zespołem trzy razy i wygrali wszystkie mecze. Mało tego, jeśli wziąć pod uwagę mecze, jakie Wisła i GKS rozegrały ze sobą w XXI wieku, to „Biała Gwiazda” na szesnaście takich konfrontacji w różnych rozgrywkach wygrała – uwaga – czternaście razy! Oczywiście każda seria kiedyś się kończy, ale jeśli wiślacy chcą pozostać w grze o baraże, to muszą ją przedłużyć tym razem. Bo to będzie mecz z gatunku tych, w których wszystko można jeszcze wygrać, ale też wszystko przegrać… I o tym muszą pamiętać krakowianie w sobotnie popołudnie bardzo mocno.

 

Albert Rude przed wyjazdem Wisły Kraków do Katowic: Wszystko jest motywacją przed tym meczem

[…] W Wiśle nie zagrają na pewno w sobotę Joseph Colley i David Junca za kartki oraz kontuzjowani Bartosz Jaroch i Bartosz Talar. Zapytany o kontuzję Jarocha i kiedy jest przewidywany powrót tego zawodnika do gry, Albert Rude odpowiedział: – W takich przypadkach jest ciężko określić, ile będzie potrzebował czasu, żeby wrócić. Wszystko będzie zależało od tego jak jego organizm będzie reagował na zabiegi, które przechodzi obecnie.

Z obrony Wisły wypada aż trzech piłkarzy, którzy wyszli w podstawowym składzie na mecz z Lechią. Prócz Jarocha, również wspomniani Colley i Junca. Rude, zapytany o to czy ustawienie obrony jest dla niej największym problemem przed wyjazdem do Katowic, odparł: – To prawda, że mamy kilka ważnych absencji w linii obrony. Mamy jednak również zawodników, którzy są gotowi, żeby wypełnić te absencje.

Może te problemy nie byłyby tak duże, gdyby wiślacy nie dostawali czasami niepotrzebnych kartek po bezmyślnych faulach. Tak jak było np. w przypadku Davida Junki w meczu z Lechią. Widać, że to temat, który poruszany był też w szatni Wisły, bo jej trener mówi:

– Generalnie mówiąc, w tego typu meczach, gdy grasz z tak trudnym przeciwnikiem czy grasz w barażach, trzeba grać w jedenastu. Oczywiście rozmawialiśmy o tym z zespołem. I mogę zapewnić, że nie była to przyjemna rozmowa.

GKS Katowice to obecnie rozpędzony zespół. Strzela dużo goli, wygrywa. Jak zatrzymać takiego rywala? Albert Rude twierdzi, że ma na to pomysł. O katowiczanach mówi: – Po pierwsze chcę powiedzieć, że bardzo dogłębnie analizowaliśmy mecze naszego najbliższego rywala i na podstawie tych obserwacji przygotowaliśmy plan, który mam nadzieję, że zadziała. Najważniejsze jest jednak, że Katowice to jest projekt. To jest projekt długoterminowy, co widać na boisku. Jest tam trener, który pracuje od sezonu 2019/2020. To jest pięć sezonów pracy z drużyną, a sporo jest tam zawodników, którzy są w tym zespole, dwa, trzy nawet cztery lata. Możemy zatem zobaczyć bardzo jasno, że jest tam droga, którą podąża ten zespół. Wiedzą, co mają grać i dla mnie jest żadną niespodzianką ich wynik w tym sezonie.

Jeśli chodzi o ustawienie Wisły w ofensywie, to wydaje się być tylko jeden znak zapytania. Czy od początku zagra Roman Goku czy Szymon Sobczak. W tym pierwszy przypadku wysuniętym napastnikiem pozostałby Angel Rodado. W drugim Rodado zagrałby nieco niżej, za Sobczakiem. Trener Wisły na pytanie czy już zdecydował jak to ustawić, odpowiada: – Mamy te dwie możliwości, ale też inne na podstawową jedenastkę. Żeby ocenić tę sytuację, powiem, co ma wpływ na wybór podstawowego składu. Liczą się dwa kryteria. Po pierwsze obecna forma danego zawodnika. Po drugie liczy się to, czego potrzebujemy w rywalizacji z danym rywalem. To są czynniki, które zdecydują o wyborze jedenastki.

Padło też pytanie czy w ostatnim meczu z Lechią piłkarze nie byli odpowiednio skoncentrowani, a może wręcz przeciwnie – przemotywowani? Trener Rude mówi: – Zrobiliśmy bardzo dokładną analizę tego mecz. Myślę, że mieliśmy bardzo dobre trzydzieści minut. Kiedy straciliśmy pierwszego gola, oni zaczęli grać bardzo dobrze, lepiej od nas i ciężko nam było wrócić do tego meczu. W drugiej połowie było już bardzo trudno grając bez dwóch zawodników. Nie sądzę, że to wszystko było spowodowane brakiem koncentracji. Raczej tym, że nie zarządzaliśmy dobrze w tym meczu naszymi przewagami, gdy prowadziliśmy najpierw 1:0, a następnie 2:1. Zarządzanie w takim meczu to są detale. Jeśli masz dwie czerwone kartki, dwa rzuty karne w meczu z liderem, to jest decydujące.

 

wislakrakow.pl – Jeden cel: zapowiedź meczu #KATWIS

[…] Dla Wisły Kraków będzie to prawdopodobnie najważniejszy mecz w ligowej kampanii. Po ostatnim niepowodzeniu z liderującą Lechią Gdańsk drużyna spod Wawelu przesunęła się na 7. pozycję, która nie gwarantuje już udziału w barażach. Aby nie oglądać się na innych Biała Gwiazda potrzebuje do końca rozgrywek kompletu zwycięstw. Za tydzień przeciwko sobie zagrają GKS Tychy i Górnik Łęczna – przy zachowaniu statusu quo po trwającej kolejce, któraś z tych drużyn na pewno straci wtedy punkty. Otworzy to wtedy szansę Wiślakom na wskoczenie do strefy barażowej, jednak do osiągnięcia tego celu konieczne jest wygranie w nadchodzącym meczu.

[…] Na rewanż do Katowic udamy się z osłabioną linią defensywy. Za sprawą kontuzji mięśniowej z gry wypadł Bartosz Jaroch, natomiast za czerwone kartki pauzować będą David Juncà i Joseph Colley. Sztab trenera Alberta Rudé stanie przed ważnymi decyzjami kadrowymi, a rezerwowi piłkarze będą musieli zaprezentować najwyższą sportową dyspozycję. Będzie to konieczne, aby kontynuować walkę o powrót do Ekstraklasy.

 

sportowefakty.wp.pl – Wisła Kraków na musiku. „To nie była przyjemna rozmowa”

– Nie wydaje mi się, że potrzebujemy czegoś ekstra – mówi trener Wisły Kraków Albert Rude. „Biała Gwiazda” zagra w sobotę w Katowicach hitowy mecz 33. kolejki Fortuna I ligi z GKS-em. Jedni i drudzy muszą wygrać.

GKS Katowice potrzebuje zwycięstwa z Wisłą Kraków, żeby zachować szanse na bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy (w ostatniej kolejce GKS czeka wyjazdowy mecz z Arką Gdynia, który może o wszystkim decydować).

Wisła musi wygrać, jeśli wciąż chce liczyć się w walce o baraże. Po piątkowym zwycięstwie Motoru Lublin w Rzeszowie „Biała Gwiazda” jest na 8. miejscu w tabeli Fortuna I ligi i perspektywa awansu jest dość odległa.

– Nie wydaje mi się, że potrzebujemy czegoś ekstra. Zagramy z bardzo dobrym przeciwnikiem, naszym bezpośrednim rywalem w walce o awans. Balansujemy na krawędzi, musimy wygrać, żeby mieć szansę na baraże. Mamy wszystkie składniki, by być odpowiednio wysoko zmotywowanym na to spotkanie – powiedział trener Albert Rude na konferencji prasowej.

 

meczyki.pl – Wisła Kraków o krok od katastrofy. Problemy przed meczem o życie. „Sami sobie zgotowali taki los”

Przed rozpoczęciem sezonu byli stawiani w roli faworyta do wygrania ligi. Teraz, na dwie kolejki przed końcem rozgrywek, marzą o zajęciu przynajmniej szóstego miejsca, które pozwoli zachować szanse na awans do Ekstraklasy. Wisła Kraków jest o krok od kompromitacji. W Katowicach powalczy o życie.

Sensacyjny triumf w Fortuna Pucharze Polski nieco zakłamuje rzeczywistość. Owszem, Wisła Kraków dokonała wielkiej rzeczy, wygrywając we wspomnianych rozgrywkach jako pierwszoligowiec, ale cel nadrzędny na ten sezon miała zupełnie inny. Był nim, i dalej zresztą jest, awans do Ekstraklasy. On oddala się jednak z tygodnia na tydzień i dziś pozostaje trochę w strefie marzeń.

“Biała Gwiazda” regularnie gubi się bowiem w rozgrywkach ligowych. Przegrywa, remisuje, od wielkiego dzwonu coś wygra. Nie potrafi złapać jakiejkolwiek serii, która wypchnęłaby ją w górę tabeli. Już jakiś czas temu umarły nadzieje na bezpośredni awans, czyli zajęcie pierwszej lub drugiej lokaty. Wydawało się jednak, że podopieczni Alberta Rudego bez większych problemów zrealizują plan minimum, a więc zapewnią sobie udział w barażach.

Wszystko zależy teraz od rezultatów dwóch ostatnich kolejek. Problem w tym, że Wisła najbliższe spotkanie rozegra w Katowicach z miejscowym GKS-em, który zajmuje w tabeli wysokie trzecie miejsce i nadal marzy o bezpośrednim awansie do Ekstraklasy, bez konieczności bicia się w barażach. Podopieczni Rafała Góraka grają na wiosnę znakomicie. W rywalizacji z Wisłą są faworytem, co potwierdzają nawet kursy bukmacherów.

Mecz z GKS-em urasta dla Wisły do rangi meczu o życie. Porażka zniweluje szanse “Białej Gwiazdy” niemal do zera, remis powinien utrzymać klub ze stolicy Małopolski przy życiu do ostatniej kolejki, z kolei ewentualne zwycięstwo będzie dużym krokiem w stronę osiągnięcia celu, jakim jest przynajmniej szósta lokata.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga