Dołącz do nas

Wywiady

[WYWIAD] Marcin Janicki o wielosekcyjnej GieKSie, marketingu i organizacji (część II)

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania drugiej i zarazem ostatniej części obszernego wywiadu z wiceprezesem GKS Katowice Marcinem Janickim. W niedzielę mogliście się zapoznać (kliknij tutaj) z kwestiami związanymi ze sponsorami i stadionem, a dziś poruszymy tematy wielosekcyjnego klubu, organizacji i marketingu.

Jak wygląda struktura organizacyjna klubu? Czy coś się zmieniło z powodu wielosekcyjności?
Jeśli chodzi o komunikację to mamy Maćka Blauta. Za marketing odpowiada Olga Bieganowska, która ma świetnie rozpracowaną działkę społeczną i tutaj na pewno wyróżniamy się na tle ligi i idzie to w dobrym kierunku. Dział sprzedaży to Marcin Ćwikła, który odnosi coraz większe sukcesy, jeśli chodzi o pozyskiwanie nowych sponsorów. Oprócz tego opiekuje się on dotychczasowymi partnerami i nie znam osoby, która narzekałaby na jakość obsługi. W tym zakresie nie przewiduję zmian. Zdecydowaliśmy się wydzielić pracę grafika i zlecić ją studiu graficznemu na zewnątrz. Związane to jest z większą ilością sekcji, które będziemy musieli teraz obsłużyć. Jeśli chodzi o sport, to piłka nożna mężczyzn skupia się na menedżerze Dariuszu Motale, a za sekcję kobiecą odpowiada Mariusz Polak. Siatkówka i tenis będą w rękach Darka Łyczko, który mamy nadzieję sprawdzi się na tym poziomie.

Jak organizacyjnie będziecie starali się poukładać klub z tyloma sekcjami?
Od wielu miesięcy większość czasu zajmują mi kwestie stricte organizacyjne związane z wielosekcyjnością. Kiedyś było możliwe doglądanie każdej kwestii osobiście, ale teraz nie starcza już na to czasu. Dawniej z pracownikami najniższego szczebla spotykaliśmy się dość często, a teraz skupiam się już głównie na kierownikach poszczególnych działów. Cała organizacja się rozrasta i w klubie jest coraz więcej osób. Kiedyś wszyscy z marketingu siedzieli w jednym pokoju i mogli działać na zasadzie ciągłej burzy mózgów. Teraz mamy coś zdecydowanie bardziej zorganizowanego, ale muszą pojawiać się spotkania. Ma to swoje plusy i minusy, bo oczywiście mówi się, że dużo spotkań jest bezsensownych, ale część z nich musi się odbywać. Oprócz tego wprowadziliśmy wiele rozwiązań, które zmieniły nasz system pracy.

Widzisz rezerwy w organizacji, czy może dochodzimy do takiego etapu, że bez sukcesu sportowego nie mamy możliwości się dalej rozwijać?
Myślę, że doszliśmy obecnie do takiego punktu „przegięcia”. Teraz albo stadion, albo awans sportowy. Bardziej liczę na awans, bo nawet na „starej” Bukowej jesteśmy w stanie ściągnąć tutaj tłumy. Dużym krokiem do przodu jest wielosekcyjność. Zakładamy, że na hokeju będzie podobny kibic do tego, który chodzi na piłkę. Natomiast siatkówka może skupić już całkowicie inną grupę i to może być duża atrakcja dla sponsorów. Będziemy starali się to wykorzystać i sami jesteśmy ciekawi, jak to organizacyjnie się poukłada.

Czy obecny dział komunikacji, marketingu i sprzedaży będzie obsługiwał wszystkie sekcje i podmioty związane z wielosekcyjną GieKSą?
Poszerzyliśmy dział sprzedaży tak, by był w stanie obsługiwać wszystkie sekcje. Z działem komunikacji to jest osobna kwestia, bo musimy dokładnie przeanalizować na ile można pokazywać rozgrywki siatkówki i hokeja. Oczywiście będziemy rozmawiać z zarządem klubu hokejowego, ale będziemy starali się, by wszystko było pod jednym działem w naszej spółce. W chwili obecnej każdej firmie moglibyśmy zaoferować wsparcie pięciu podmiotów i niezbyt skuteczne byłyby działania każdej sekcji z osobna. Zdecydowanie będziemy unikać negatywnego dublowania.

Mówiliśmy o plusach wielosekcyjności, a czy są jakieś minusy?
Nie nazwałbym tego minusami, a raczej zagrożeniami. Pierwsze z nich to organizacja związana z tym, że nie chcielibyśmy by każda sekcja zaczęła żyć swoim życiem. Przykładowo działania działów marketingu i szukanie sponsorów. Im więcej osób będzie w to zaangażowanych z różnych sekcji tym bardziej się to będzie rozmywać i czasem przeciągać w czasie. Zagrożeniem na pewno mogą być wyniki sportowe gdy trafi się weekend, że wszyscy mogą przegrać swoje mecze.

Czy klub odnośnie sekcji będzie mieć większy wpływ na porę rozgrywania meczów by nie dochodziło do sytuacji gdzie piłkarze grają na B1, a siatkarze w tym samym czasie walczą awans na hali?
Mamy terminarze siatkówki i piłki nożnej. Wiemy, że weekendowo pokrywa się inauguracja siatkówki z meczem z Tychami. Niespecjalnie będziemy mieć wpływ na terminarze jeśli będą transmisje meczów w telewizji. Obie dyscypliny będzie pokazywać Polsat Sport i chcielibyśmy oczywiście uniknąć sytuacji gdzie w jednym czasie na dwóch antenach będzie pokazywany GKS siatkarski i piłkarski. Do tego jeszcze dojdzie hokej.

Nie uważasz, że przydałaby się do pracy osoba odpowiedzialna za kontakty między klubem i kibicami?
Na tyle dobrze współpracujemy ze stowarzyszeniem kibiców, że taka osoba na chwilę obecną nie jest potrzebna. Wszelkie sprawy związane z komunikacją czy marketingiem (w tym bilety) można załatwiać bezpośrednio z kierownikami działów – odpowiednio Maćkiem Blautem i Olgą Bieganowską.

Dużym wyzwaniem dla klubu byłby siatkarski mecz w Spodku?
Zakładamy takie mecze w Spodku. Problemem jest jednak aktualny kalendarz imprez, które się tam odbędą, a są kontraktowane od dłuższego czasu przez operatora hali. Chcielibyśmy by najlepsze mecze tam się odbywały, wiemy, że nie od razu otworzymy pełny Spodek dla kibiców, ale myślę, że moglibyśmy liczyć na frekwencje na poziomie 3-4 tysięcy.

Wyobrażasz sobie sytuacje kiedy kibice piłkarscy są zadowoleni, bo drużyna gra w ekstraklasie i osiąga dobre wyniki, ale zawodzi siatkówka i to ci kibice domagają się np. dymisji zarządu?
Myślę, że klub powinien być zorganizowany w ten sposób, że zarząd ma zapewnić środki na funkcjonowanie klubu w każdym jego aspekcie. Za sferę sportową poszczególnej sekcji powinni odpowiadać jego kierownicy i to oni powinni być rozliczani z wyników sportowych, bo to jest ich działka. Naszym głównym zadaniem jest ułożenie tej struktury i zdobycie środków na te działanie. Jeśli będą te środki to można stawiać wymagania osobą odpowiedzialnym za wyniki sportowe.

Jaka jest opinia zarządu klubu na pomysł jednego z kibiców by spróbować stworzyć sekcje E-Sportu w klubie? Czy takie pomysły mogą być w ogóle rozpatrzone na etapie w jakim się znajdujemy jeśli chodzi o budowę klubu?
Bardzo uważnie śledzę forum kibiców i te pomysły. Napisałem smsa do autora tego posta z informacją, w której podkreśliłem, że pomysł jest ciekawy i jeśli chciałby pomóc w jego realizacji to zapraszamy do pomocy. Przyznam, że z E-Sportem do pewnego momentu niewiele miałem wspólnego. W ostatnim czasie zaraził mnie tym brat, który jest bardzo mocno w to zaangażowany, dopiero od niego dowiedziałem się, że na takim poziomie również funkcjonują drużyny na wzór drużyn sportowych. By w ogóle myśleć o takiej sekcji trzeba by było oszacować koszty, jakie są z tym związane. Tutaj totalnie nie wiemy jak to wygląda od tej strony. Pomysł ten wydaje mi się bardzo ciekawy w kontekście tego, że miasto bardzo mocno wspiera rozwój firm z rynku IT. Na teraz jednak chcielibyśmy się skupić na sekcjach, które mamy w klubie.

Czy klub ma narzędzia do tego, by monitorować wpływ akcji marketingowych na frekwencje i przychód w dniu meczowym?
Jeśli chodzi o frekwencję to jest to pytanie, które zadają sobie wszyscy marketingowcy w Polsce – „na ile jesteśmy w stanie wpłynąć marketingiem na frekwencję?”. W mojej opinii to jest około 10-15 proc. w górę lub dół. Wiadomo, że najważniejszy jest wynik sportowy, potem idzie pogoda i kilka innych istotnych czynników. Z parametrów, które możemy mierzyć są chociażby kwoty, które są wydawane przez kibiców. Dzięki nowemu systemowi płatności na obiekcie mamy wgląd do takich danych. Udało nam się podnieść o 20 proc. kwotę, jaką kibice wydają na meczach. Z medialnych rzeczy to oczywiście są mierzone wyświetlenia na Facebooku, unikalne wejścia na stronę. Można więc powiedzieć, że w części można określić czy dana akcja dała nam efekty czy też nie.

Co przekazujesz ludziom w klubie gdy ich praca nad akcjami marketingowymi jest niekiedy mocno przesłonięta przez słabe wyniki drużyny? Są chwile zwątpienia w takim okresie?
Wiadomo, że po przegranych meczach humory i nastroje nie są najlepsze, ale zawsze przychodzi nowy dzień gdzie musimy wstawać i działać dalej. Klub różni się od normalnej firmy, gdzie przekazanie informacji np. o kwartalnym wyniku finansowym – nie ma większego wpływu na nastroje ludzi tam pracujących. Największe przygnębienie było po porażkach 0:5 z Zagłębiem, bo raz, że przegraliśmy, a dwa rozmiary tej porażki mocno nas dotknęły. My musimy jednak patrzeć na to inaczej, przed nami są kolejne mecze, które chcemy wygrać, a od strony organizacyjnej dobrze się do nich przygotować. Wiadomo, że jako zarząd staramy się wpoić wszystkim, że jesteśmy jedną drużyną. Chcemy by wszyscy mieli przekonanie o tym, bo nie może być sytuacji gdzie my powiemy jako marketing, że jesteśmy najlepsi w klubie, a piłkarze słabsi. Wygrywamy i przegrywamy razem i wszystko to jest ze sobą powiązane.

Zdarzyły się sytuacje, w których pod wpływem wyników trzeba było odwołać akcje marketingowe czy też jakieś spotkania lub rozmowy z piłkarzami?
Najbardziej boli gdy akcja marketingowa jest przygotowywana przez 2-3 miesiące, a w momencie gdy ją prowadzimy przydarzają nam się słabsze wyniki. Nie ma co ukrywać, wtedy ta sytuacja ma wpływ na odbiór danej akcji. Są akcje, które przygotowujemy przez dłuższy czas i ich nie jesteśmy w stanie odwołać. Dużo też w takich sytuacjach zależy od wyczucia działu komunikacji. To oni czasem decydują o tym czy wypuścić danego newsa lub mema internetowego. Raczej staramy się nie cofać przed tym co było zaplanowane jednak muszę przyznać, że w przypadku niektórych akcji zdarzało nam się zmniejszać ich zakres. Taki jest jednak klub sportowy, że czasem trzeba się dostosować do tych wyników, które w danym okresie osiągamy.

Planujecie przygotowanie większej ilości zapowiedzi meczowych w stylu wyścigu trabantów przed Rozwojem?
Jak najbardziej chcielibyśmy w taki sposób zapraszać kibiców na mecze. Przy obecnej ilości sekcji na pewno będziemy myśleli o tym, by zaprosić fanów nie tylko na mecze piłki nożnej, ale także siatkówkę i hokej. Niedawno pojawił się też pomysł wspólnego karnetu. Chcemy by to był jeden GKS Katowice, a nie każda z sekcji osobno.

Co z systemem, który odpowiada za organizację dnia meczowego, czyli kwestie płatności za bilety, catering? Będą jakieś zmiany w tym zakresie?
Z informacji, które do mnie dotarły od firm, z którymi współpracujemy wiemy, że kibice chyba się już przyzwyczaili do niego. Były zastrzeżenia odnośnie kolejek, więc będzie uruchomione dodatkowe stoisko sprzedażowe przy trybunie głównej. Mamy kilka nowym urządzeń mobilnych, więc sprzedaż powinna iść sprawniej niż dotychczas. Zakładam, że na najlepsze mecze z Sosnowcem, Zabrzem zrobimy system dualny, bo liczymy na komplet widzów. Chcemy im zapewnić płynną sprzedaż podczas takich spotkań. Ten system ma dużo pozytywów dla klubu, pierwszym z nich jest wgląd w transakcje, które realizują kibice, na bieżąco jest rejestrowane to co się dzieje w systemie, jakie są transakcje. To pozwala nam dostosować się do nawyków zakupowych kibiców. Druga sprawa, o której też rozmawiamy ze sponsorami to potencjalna możliwość wykorzystania środków nie tylko na bilety, gadżety, catering, ale również na produkty, które oferowałby np. sponsor. W rozmowach, których prowadzimy jest to wartość dodana. Trzeci aspekt to np. konkursy skierowane do kibiców, które chciałby realizować sponsor mogą zostać rozliczone w formie bonusów np. na kartę. Myślę, więc, że w tym systemie jest jeszcze sporo możliwości do wykorzystania. Chcielibyśmy teraz by jedna karta była dostępna dla wszystkich sekcji tak by kibic nie musiał mieć trzech kart. Tutaj też liczymy na jednolitą identyfikację w tym zakresie. Aktualnie jesteśmy na etapie szacowania kosztów w tym zakresie.

Czy w planach klubu jest stworzenie większej ilość miejsc gdzie docelowo będzie można zakupić bilety?
Pracujemy nad takim rozwiązaniem, czekamy na decyzję w tej sprawie. Nie chciałbym teraz o tym mówić dopóki ta sprawa się nie zakończy pozytywnie dla nas. W tej chwili dla nas najważniejsza jest sprzedaż przez Internet. Tutaj myślę będzie szersza akcja marketingowa by tą sprzedaż promować. Myślimy nad jakimiś bonusami dla kibiców korzystających z takich rozwiązań. Jeśli chodzi o punkt sprzedaży przy pomocy miasta to myślę, że będzie z tym ciężko. Przede wszystkim, jeśli chodzi o koszta takiego miejsca.

Czy miasto nie mogłoby wspomóc klubu w tym zakresie w miejscach, w których sprzedaje bilety na różnego rodzaju miejskie imprezy?
Ten temat był poruszany, ale tutaj problemem są kwestie techniczne związane z ochroną danych osobowych i połączeniem internetowym do tego typu transakcji.

Jeśli chodzi o akcje społeczne, o których wspominaliśmy to, czy są planowane jakieś nowe akcje w tym zakresie, czy bardziej będziemy starać się dopracowywać i rozszerzać te, na których obecnie się skupiamy.
Na pewno będziemy kontynuować nasz flagowy projekt, czyli „Zagraj na Bukowej”, chcemy kontynuować akcje w szkołach i przedszkolach. Myślę, że na to pytanie szerzej mogłaby odpowiedzieć Olga Bieganowska – nasz szef marketingu. Na pewno chcielibyśmy w większym stopniu być aktywnym w strefie sektora rodzinnego. Ten sektor jest dla nas bardzo ważny, bo wszyscy dobrze wiedzą, że kibic raz zarażony kibicem zostaje na zawsze.

Wyjaśnij proszę kibicom, dlaczego na nowy sezon będziemy grać w tym samym wzorze koszulek?
Umowa niczego nie wykluczała. Podjęliśmy taką decyzję widząc, że stroje bardzo dobrze się sprzedają i są dobrze przyjęte przez kibiców. Trzeba zwrócić uwagę, że mamy nowe sekcje w klubie, założyliśmy sobie, że chcielibyśmy by ich identyfikacja była jak najbardziej spójna. Po analizach doszliśmy do wniosku, że nie będzie to dobry moment na to by zmieniać koszulki piłkarskie na nowe. Chcemy przeczekać ten rok i dopasować sprzęt sekcji do tego co mamy. Na tą chwilę projektujemy koszulki siatkarskie, czekamy na projekty koszulek hokejowych. Chcielibyśmy dążyć do jednego wzorca, od kolejnego sezonu będziemy chcieli zmieniać wzory. Ważną kwestią jest też partner, który produkuje stroje dla sekcji. Może być ciężko, by znaleźć takiego, który zrobi stroje i sprzęt dla wszystkich sekcji i by ten sprzęt miał odpowiednią jakość. Dużą korzyścią tej umowie był również fakt, że cały sprzęt akademii był taki sam dla wszystkich roczników, jeśli chodzi o wygląd. To na pewno zwiększyło przywiązanie do marki.

Organizacyjnie mówi się, że jesteśmy w ekstraklasie. Jakby tak porównać GKS Katowice od strony organizacyjnej do klubów, które tam już grają, to jakie miejsce byśmy zajęli?
Myślę, że bylibyśmy w grupie mistrzowskiej pod tym względem. Oczywiście, nie będziemy się tutaj porównywać z największymi, czyli z Lechem i Legią, gdzie z tego co wiem w samej administracji pracuje ponad 100 osób. Chciałem jednak zaznaczyć, że owszem mówi się, że kibicowsko, marketingowo jesteśmy w ekstraklasie, ale pamiętajmy, że to cały czas jest jeden GKS. Gdybyśmy awansowali do ekstraklasy to wszystkie działy muszą być na tym poziomie, bo dla mnie nie byłoby tej radości gdyby np. piłkarze awansowali, a marketing był na słabszym poziomie. Trzeba być silnym i musimy się uzupełniać, wymaga to cierpliwości, ale wydaje się, że idzie to w dobrym kierunku.

Który klub według Ciebie oprócz GieKSy jest na dobrej drodze by zrobić taki sukces na wielu płaszczyznach?
Osobiście podoba mi się aktywność Jagiellonii Białystok. Dobrze radziła sobie Korona Kielce, ale w ostatnim czasie trochę wyhamowali, być może na skutek zmian, jakie przechodzą. Odradza się na pewno Lech pod tym względem. Wracając do Jagiellonii to dużo dobrego słyszałem o ich organizacji również od osób, które nie są związane z naszym klubem, a znają rynek i organizację w ekstraklasie. Potwierdzały one moje spostrzeżenia, czyli to, że „Jaga” ma dużo akcji marketingowych i są zaangażowani w to co robią. Inna sprawa, że na pewne szersze akcje pozwala im region, w którym się znajdują i fakt, że są tam sami.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.

Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.

Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.

Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.

Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.

Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.

W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.

W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.

W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.

Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.

A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.

Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.

Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.

W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga