Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Z szacunkiem i jedziemy dalej!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Na początku nie wiedziałem za bardzo, jak podejść do tego remisu, ale z czasem – kilka godzin po meczu – zacząłem go po prostu bardziej doceniać. Przede wszystkim mam wrażenie, że niektórzy kibice wpadają w jakiś dziwny mindset, że GieKSa będzie teraz wygrywać każdy mecz i jeśli nie ma trzech punktów, to podnosi się larmo. Nieważne, że startowaliśmy w strefie spadkowej, w ekstraklasie jesteśmy drugi rok, po pierwszych czterech kolejkach na nas psy wieszano. Nieważne, że od piątej kolejki jesteśmy drugą najlepszą drużyną ekstraklasy. Że byliśmy o krok od finału Pucharu Polski. Jak GieKSa nie wygrała, to znaczy, że zaj…ali, miasto nie chce pucharów, a piłkarze boją się o swoje kontrakty.

Jak to już kilka razy pisałem w tym sezonie – w dupach się niektórym poprzewracało od dobrobytu.

Fakt jest następujący – od sześciu kolejek GieKSa w lidze nie przegrała. Gdy dodamy do tego pucharowy Raków – to mamy siedem spotkań (bo formalnie tamten mecz liczę jako remis). Sześć meczów bez porażki – to najlepsza seria od awansu do ekstraklasy. Poprzednia taka – wówczas nawet siedem meczów bez przegranej – ostatnio miała miejsce na finiszu pierwszej ligi.

GieKSa w tym czasie wygrała trzy mecze u siebie oraz zremisowała trzy spotkania na wyjeździe. Taki układ w przekroju całego sezonu oznaczałby Mistrzostwo Polski. Ja generalnie na taki układ bym się nie obraził. Zawsze gdzieś tam w głowie było, że wygrywanie u siebie i remisowanie na wyjazdach to bardzo dobra sprawa. I GieKSa to robi. Jeśli utrzyma ten schemat w ostatnich dwóch meczach – będą puchary.

Zremisowaliśmy bezbramkowo z Piastem. Zremisowaliśmy mecz, w którym tego jednego punktu wcale nie musieliśmy zdobyć. Piast bardzo dobrze wszedł w mecz i rozgrywał bardzo dobrą pierwszą połowę. Chciał nas pobić intensywnością i naporem na bramkę. Tak ostatnio gra drużyna trenera Myśliwca – ładnie i skutecznie. Rozegrali świetny mecz z Arką i naprawdę dobry w Kielcach. To nie jest byle jaka drużyna. Według mnie w przyszłym sezonie może to być spokojny środek tabeli albo może nawet górna połowa. Naprawdę patrząc na to, co wyprawiają niektóre ekipy w rundzie wiosennej – Gliwiczanie jawią się jako team bardzo solidny.

GieKSa przed przerwą zagrała bardzo słabo. Nie było tej ikry, spowalnialiśmy grę, nie pokazywaliśmy się na pozycjach, było to mozolne i jakby na zaciągniętym ręcznym. Z gry nie stworzyliśmy sobie nic. Nie było te stałych fragmentów. Jeszcze Kowal przy fajnie zapowiadającej się kontrze wywrócił się na chałce. No nie wychodziło nic, bo i wiele nie zrobiliśmy, by wychodziło. Dobrze, że przynajmniej Rafał Strączek użył dłoni i żuchwy do obrony i dzięki temu gola nie straciliśmy.

Po przerwie było już lepiej. Piast już nie atakował z taką werwą, choć kilka razy wszedł w nasze pole karne. Przede wszystkim to jednak GKS się ogarnął i również zaczął sobie stwarzać jako takie okazje. Było ich niewiele, ale naprawdę niezłe. Strzał Markovića, dobijany strzał Szkurina i to fatalne pudło Kowala. W końcu pechowa sytuacja ze strzelonym i anulowanym golem. Tutaj do sędziego Sylwestrzaka oczywiście żadnych uwag nie ma – odwołał bramki GieKSy i Piasta całkowicie słusznie. To w innych meczach znów mieliśmy kompromitacje arbitrów, jak choćby brak czerwonej kartki dla zawodnika Widzewa, gdzie „cała Polska widziała”, że od 4. minuty łodzianie powinni grać w dziesiątkę. „Całą Polska” oprócz wyjątkowo ślepych sędziów na boisku czy przede wszystkim wozie VAR.

Przy tym wspomnę, że ostatecznie na szczęście nie imają się nas w tym sezonie jakieś koszmarne błędy sędziowskie. Tak naprawdę chyba jedynym meczem z dużymi pretensjami może być ten z Legią sędziowany właśnie przez Sylwestrzaka.

Tak, druga połowa była już lepsza, ale nie była na tyle dobra, by z Piastem wygrać. Ostatecznie mecz zakończył się dość sprawiedliwym remisem, choć za pierwszą połowę dałbym wskazanie na Piasta. Dlatego właśnie uważam, że ten remis należy cenić.

Powtórzę to co też często ostatnio mówię – kiedyś takie mecze przegrywaliśmy po bramce z dupy. Teraz jak nie umiemy wygrać, to remisujemy. Wyjątek oczywiście stanowi mecz z Cracovią, ale chyba nie chcę do tego wracać, bo to był najbardziej spieprzony mecz w tym sezonie. Któryś na to miano zawsze musi zasłużyć. Padło na Kraków. Zdarza się – taki jest sport.

Ale wyjąwszy Pasy – z Koroną utrzymaliśmy remis, a przecież Cebula na koniec miał setkę. Radomiak nas cisnął niemiłosiernie – utrzymaliśmy prowadzenie. Teraz właśnie mecz z Piastem. Nie ma źle.

Kilku zawodników mogło zagrać zdecydowanie lepiej. Bartek Nowak ostatnio już nie jest tak efektywny jak wcześniej, od niego wymagam znacznie więcej. Przede wszystkim znów jednak z ciężkim sercem, ale muszę skrytykować Ilję, bo ten zawodnik nie ma tego doskoku do piłki, robi wiele rzeczy powoli, gdy trzeba by było depnąć, choćby metr dwa do przodu. Fajnie się zastawia i nawet przyjmie tę piłkę, ale brakuje tej agresji, żeby ją utrzymać i dalej coś zrobić. Plus znów – w jedynej sytuacji w pierwszej połowie, zamiast strzelać, próbował jeszcze okiwać połowę drużyny Piasta. Po co?

Nie przekonuje mnie też Marcel Wędrychowski. Wszedł, naprawdę na skrzydle miał sporo miejsca, żeby wykorzystać swoją szybkość. Raz się zabiegł gdzieś nie wiadomo gdzie pod trybunę gości i mało z tego wyniknęło. Piłkarz ten ma bardzo dobry potencjał, ale nadal z tą głową jest problem.

Dobrze, że zagraliśmy na zero z tyłu. Obrona spisała się dobrze, choć Marius Olsen miewa jakieś zawiasy. No ale piłkarz mało na razie zagrał, więc mamy nadzieję, że się wyrobi.

Zakładanie przed meczem, że wygramy z Piastem, bo Piast słaby to głupota. Nie było argumentów przed spotkaniem, żeby zakładać, że GieKSa jest jakimś zdecydowanym faworytem. Tabela pokazuje, że GieKSa jest nieco lepsza, ale własne boisko niweluje te różnice.

I teraz tak – patrząc na układ tabeli dla mnie nie jest największym problemem remis w Gliwicach. Problemem jest przede wszystkim to, że Zagłębie wygrało w Zabrzu. Gdyby Lubinianie tam nie zapunktowali, uznałbym tę kolejkę za udaną. Na poziomie minimum – bo z naszym remisem i wygranymi Rakowa oraz Jagiellonii, ale jednak udany. A tak jest połowicznie udana – bo Zagłębie nas w tabeli dogoniło, natomiast dobrze, że Wisła przegrała i chyba wypisała się z walki o puchary.

Swoje jednak musimy jeszcze zdobyć. Przez tę wygraną Zagłębia – na ten moment do pucharów brakuje nam dwóch lub trzech punktów, ale raczej trzeba liczyć, że trzech. Bo Zagłębie gra u siebie z Pogonią i na wyjeździe z Jagiellonią. GKS z tymi samymi ekipami będzie się mierzył, tyle że z Jagą u siebie, z Portowcami w Szczecinie. Chodzi o to, by nie zdobyć mniej punktów niż piłkarze Ojrzyńskiego.

Mały rzut oka trzeba jeszcze zrobić na Radomiak i… Legię. Żeby Legia nas nie dogoniła musimy zdobyć dwa punkty. Co do Radomiaka, będziemy liczyć dziś wieczorem – po ewentualnym zwycięstwie ekipy Baltazara w Krakowie. No i ciekawi jesteśmy, co wydarzy się w środę w zaległych meczach Arka – Górnik i Raków – Jagiellonia.

Nie ma co jednak uczestniczyć w wyścigu żółwi i liczyć na potknięcia przeciwników (oprócz Zagłębia). My musimy zagrać swoje minimum, czyli wspomniane co najmniej dwa, a najlepiej trzy punkty zdobyć. Najbliższa okazja będzie do tego w niedzielę.

Co to będzie za spotkanie. Stadion już jest od kilku dni wyprzedany, przedostatnia kolejka i GieKSa walcząca o puchary z eksportową drużyną Adriana Siemieńca, która to jednak ma swoje problemy. GKS już dwa razy z Jagą od powrotu do ekstraklasy wygrał – w lidze i pucharze. Teraz to spotkanie ma również swoją wielką rangę. Szykuje się spektakularne widowisko.

A skoro trener Daniel Myśliwiec mówi, że GieKSa zasługuje na puchary i podium, nie wypada tego po prostu nie zrealizować.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Potencjalni rywale w Lidze Konferencji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.

GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).

ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.

Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga