Bramkarze bez zarzutu, z werbalnym „bonusem” Abrama

Dodano przez Shellu | 12 czerwca 2018 10:04
Licznik odwiedzin: 985

Po raz kolejny z wielkim niesmakiem przychodzi nam opisywać poszczególne formacje. Robimy to tylko z kronikarskiego obowiązku, bo tak naprawdę, jeśli ktoś zarzuci nam niekonsekwencję, że najpierw piszemy o celowym odpuszczaniu meczów, wszystkich naszych pozasportowych domysłach, a teraz opisujemy zawodników merytorycznie (postawa na boisku) – będzie miał rację. Proszę więc ten cykl artykułów potraktować raczej jako odbębnienie redakcyjnego obowiązku, bo tak naprawdę sportowa analiza rundy wiosennej jest tak zasadna, jak utrzymanie Mateusza Kamińskiego w klubie. Czyli nie ma to żadnego sensu, ale będzie to miało miejsce. Zaczynamy od bramkarzy, czyli formacji najłatwiejszej do opisu.

Sytuacja z golkiperami w GKS była o tyle specyficzna, że w całej rundzie wystąpiło ich aż trzech (każdy w danym momencie stawał się „jedynką”), a gdyby trener odważnie postanowił postawić na Frankowskiego czy Procka – tych bramkarzy w rundzie byłoby czterech.

Wiosnę zaczął Sebastian Nowak, który wystąpił w meczu z Rakowem. Golkiper spisał się bardzo dobrze, zagrał jeden z najlepszych meczów w GKS i na tym jego udział na wiosnę się skończył. Zawodnik zerwał więzadła krzyżowe i do końca sezonu obserwował mecze z trybun. Klub zaproponował mu nowy kontrakt, który – jak dowiedzieliśmy się dopiero ostatnio – zawodnik podpisał.

Szybko musiał do składu wrócić Mateusz Abramowicz, który ostatni mecz rozegrał jesienią z Chrobrym Głogów w październiku. Teraz zaczął w meczu z Odrą Opole i GKS Katowice wygrał to spotkanie, a golkiper puścił jedną bramkę, przy której jednak nie miał wiele do powiedzenia. Potem rozegrał dwa mecze na zero z tyłu i choć trzeba przyznać, że zawodnicy Zagłębia i Wigier nie zatrudniali go zbyt często, to zwłaszcza w tym drugim meczu – miał jedną lub dwie kapitalne interwencje, które były kluczowe dla wyniku. Ze Stalą Mielec już dwa gole puścił, ale bez swojej winy. Potem natomiast miał kolejne dwa spotkania na zero z tyłu, z Chojniczanką i Chrobrym i choć również nie musiał rozgrywać meczów życia, to był czujny, kilka bardzo dobrych interwencji zaliczył, a w Głogowie wyprowadził kontrę na drugą bramkę. Niestety w meczu z Puszczą Niepołomice odniósł kontuzję, na tyle poważną, że wykluczyła go ona do końca sezonu. No właśnie, do końca?

W przerwie w Niepołomicach na boisko wszedł Maciej Wierzbicki. Wierzba zagrał w GKS praktycznie po 4 latach. Gola nie puścił i zaprezentował się przyzwoicie. Także w meczu z Bytovią zaliczył czyste konto i tak naprawdę tylko dzięki niemu GKS nie przegrał, bo Maciej zaliczył jedną kluczową interwencję w sytuacji sam na sam. Pierwsze dwa gole puścił z karnych – w Olsztynie i Chorzowie, co było przedzielone meczem na zero z Podbeskidziem. Swoją drogą irytujące jest – i nie mówimy tu o tym konkretnym bramkarzu, że od trzech lat żaden z naszych bramkarzy nie obronił rzutu karnego. Tych jedenastek było aż szesnaście i tylko raz rywale się pomylili – Sebastian Dudek uderzył nad poprzeczką. Pozostałe piętnaście uderzeń z wapna lądowało w siatce i nasi zawodnicy nawet nie zbliżyli się do obrony. Ostatni raz karnego „złapał Rafał Dobroliński w ostatniej kolejce sezonu 2014/15. Ktoś powie, że karne to loteria, ale bez przesady. Ta statystyka jest fatalna.

O ile Wierzbik dobrze się spisywał na początku, to wszystko załamało się w meczu z Tychami. GKS prowadził 1:0 i wtedy zawodnikowi przydarzyły się dwa błędy, z czego drugi śmiało można nazwać kuriozalnym. Najpierw zawodnik wychodził i wracał chaotycznie przy rzucie rożnym dla gości, którzy wykorzystali zawahanie. Po kilku minutach nieatakowany przez nikogo zagrywał na kilka metrów do Midzierskiego… kilka metrów obok stopera. Rywal to wykorzystał i strzelił zwycięskiego gola. Dzień po finale Ligi Mistrzów, w Grudziądzu Wierzba nie złapał prostej piłki i rywal znów strzelił gola. To był ostatni występ zawodnika w GKS, gdyż nie zdecydowano się przedłużyć z nim kontraktu. I pewnie te dwa mecze o tym zaważyły.

Niespodziewanie dla wszystkich do składu na ostatni mecz wskoczył… zdrów jak ryba Abramowicz. Zagrał sobie chłopak z Łęczną, ale zapamiętany został bardziej z wypowiedzi pomeczowej, w której stwierdził, że czas na „zasłużone wakacje”. Mocno sobie tą wypowiedzią nadszarpnął opinię i pokazał niestety, że jest tak dobrym bramkarzem, jak głupie ma wypowiedzi i podejście (lub odwrotnie). Szkoda.

Bramkarze więc to dość osobliwa historia jeśli chodzi o wiosnę w GKS Katowice. Trzeba jednak powiedzieć, że cała trójka zaprezentowała się dobrze. Problemy zaczął stwarzać jedynie Wierzba na sam koniec, ale wcześniej kilka meczów i tak zagrał ponad stan. Trzeba jednak jasno powiedzieć – to nie bramkarze byli problemem GKS w tej rundzie.

2 komentarze »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.
  1. Shellu — 12 czerwca 2018 @ 22:03

    Robię swój dyżur, a potem wolne 😉

  2. q2 — 12 czerwca 2018 @ 11:25

    Shellu co tu opisywać ? Co było na każdej pozycji to kazdy widział. W skrocie byl dramat. Shellu chyba masz za dużo czasu wolnego. Zrób sobie wolne. Odpocznij od tego. Na świeżo podejdź do tematu w Nowym sezonie.

 

Dodaj komentarz

*