Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Elana-GKS Katowice: GieKSa w końcu wygrywa na wyjeździe
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu Elana Toruń – GKS Katowice. Po dwóch kolejnych porażkach GieKSa wygrała 2:1 (1:1).
sportdziennik.pl – 2:1 w Toruniu – wyjazdowe przełamanie GieKSy!
Dwa piękne strzały z dystansu, zmarnowany rzut karny, decydująca bramka w końcówce. Katowiczanom nie było łatwo, ale w pełni zasłużenie pokonali Elanę, prolongując szanse na bezpośredni awans do pierwszej ligi.
Doczekali się! Dotąd GieKSa zgarnęła w tym roku w roli gości tylko punkt, w dodatku na boisku pogodzonej ze spadkiem Legionovii, a z pozostałych czterech wiosennych wyjazdów wracała na tarczy. W sobotni wieczór przełamała tę niemoc w Toruniu, o czym przesądziła 86. minuta. Adrian Błąd dośrodkował z rzutu wolnego, a głową piłkę do siatki wpakował Grzegorz Janiszewski.
[…] GKS wygrał z Elaną zasłużenie, punktując po dwóch ostatnich porażkach (z rezerwami Lecha i Polkowicami). W zasadzie przez cały mecz prowadził grę i o ile w pierwszej połowie gospodarze byli jeszcze w stanie się odgryzać, o tyle po przerwie ataki wychodziły im z rzadka, acz oddajmy, że jedną okazję – Kordiana Górki w 81. minucie – mieli naprawdę dobrą. Lewy defensor pochodzący ze Śląska uderzył jednak nad poprzeczką. Po stronie minusów należy zapisać fakt, że wszystko to, co kluczowe w zakresie ofensywnych aktywów, katowiczanie znów uzyskiwali po stałych fragmentach, a znów mieli kłopoty z wypracowywaniem okazji z czystej gry.
[…] Toruńskiej publiczności przypomniał się Maciej Stefanowicz. Pomocnik, którego Górak zabrał ze sobą z Elany na Bukową, już w 3. minucie strzelił kapitalnego gola. Adrian Błąd dośrodkował z rzutu rożnego, Michał Bierzało głową wybił piłkę przed pole karne, a Stefanowicz przymierzył idealnie, wolejem, z powietrza. Chapeus bas. Środkowy pomocnik zdobył w tym sezonie 6 bramek – 4 z rzutu karnego, 2 z dystansu. Obie w meczach przeciwko… Elanie.
Z rzutu karnego powinien dołożyć też trafienie nr 7. GieKSa wywalczyła jedenastkę na samym początku II połowy, gdy Dominik Pisarek w zamieszaniu powalił Arkadiusza Woźniaka. Stefanowicz uderzył w swój lewy róg, ale… spudłował. Był to jego pierwszy zmarnowany karny nie tylko w Katowicach, ale i całej przygodzie z seniorską piłką (wcześniejszych 20 prób było bezbłędnych!).
[…] To był dobry do oglądania mecz, bo jednych i drugich interesowała pełna pula. Torunianom zagląda w oczy widmo spadku – plasują się przecież pod „kreską” – zaś GieKSie – widmo braku bezpośredniego awansu do pierwszej ligi. O takowy będzie bardzo trudno, ale ekipa Góraka przynajmniej wywarła presję na Widzewie i Łęcznej. O ile ta druga gra jutro z niezainteresowaną awansem, a premią z Pro Junior System Olimpią Elbląg, o tyle łodzian czeka niełatwa przeprawa w Siedlcach. Teraz mają punkt przewagi nad GieKSą i gdy jutro potkną się, to w następnej kolejce mecz GKS – Widzew będzie nie tyle na noże, co wręcz miecze. Jeśli będą powody do radości – to za 8 dni. W Toruniu katowiczanie spełnili tylko swą powinność, czemu wyraz dali nawet tuż po końcowym gwizdku, bo próżno było szukać w górze ich uniesionych rąk. Zadowolenie było, ale umiarkowane, skoro w tabeli pozostaną na 3. miejscu.
pomorska.pl – Trwa niemoc Elany. Spadek do III ligi coraz bardziej realny…
Spotkanie rozpoczęło się od „trzęsienia ziemi”. Już w 3. minucie do bramki gospodarzy trafił Maciej Stefanowicz. 360 sekund później kapitalnym strzałem zza pola karnego popisał się jednak Kacper Jóźwicki i było 1:1. Taki wynik utrzymał się do przerwy.
se.pl – Elana Toruń – GKS Katowice: Rafał Górak wygrał przy Bema. Dramatyczna sytuacja torunian
[…] W meczu Elana Toruń – GKS Katowice, obie ekipy miały różne cele, ale musiały poszukać trzech punktów. Do grodu Kopernika wrócił trener Rafał Górak, za którego kadencji „Żółto-Niebiescy” grali ładną i skuteczną piłkę. Szkoleniowiec GKS-u Katowice znalazł sposób na Elanę.
[…] Zaczęło się jak u Hitchcocka – od trzęsienia ziemi. W 4. minucie fenomenalnym strzałem popisał się były zawodnik Elany Toruń, Maciej Stefanowicz i dał prowadzenie „Gieksie”. Chwilę później na tablicy wyników widniał remis 1:1. Tym razem świetnie z dystansu przymierzył Kacper Jóźwicki, który niespodziewanie dla wielu pojawił się w pierwszej jedenastce. Bogusław Pietrzak zaufał wychowankowi, a ten odpłacił się kapitalnym golem.
Goście z Katowic mieli optyczną przewagę, ale lepsze sytuacje kreowali sobie gospodarze. Bliski szczęścia był Machaj, a w 43. minucie uderzenia Mariusza Kryszaka minimalnie chybiło celu.
Druga połowa to ponownie trzęsienie ziemi – w 47. minucie arbiter Marcin Szczerbowicz z Olsztyna podyktował rzut karny dla GKS-u Katowice, ale na bramkę nie był w stanie go zamienić Maciej Stefanowicz. Kolejne minuty to delikatna przewaga torunian, ale brakowało odpowiedniego wykończenia akcji ofensywnych.
W końcówce decydujący cios zadali faworyci. W 86. minucie dobrze rozegrany rzut wolny na gola zamienił Grzegorz Janiszewski, który popisał się skutecznym strzałem głową. Podopieczni Bogusława Pietrzaka nie odmienili już losów meczu.
dziennikzachodni.pl – Elana Toruń – GKS Katowice 1:2. Bezcenne zwycięstwo!
Piłkarze GKS Katowice wygrali w Toruniu z Elaną 2:1, odnosząc bezcenne zwycięstwo w kontekście utrzymania się w walce o bezpośredni awans do I ligi. Mecz był dramatyczny, zespół Rafała Góraka nie wykorzystał rzutu karnego.
[…] Na murawie na akcję odpowiadano akcją, obie drużyny miały szansę na strzelenie goli, ale wynik nie ulegał zmianie. Tuż po przerwie GKS dostał jednak idealną okazję – Arkadiusz Woźniak został sfaulowany w polu karnym. Stefanowicz z jedenastu metrów nie trafił jednak w bramkę.
Sztuki tej dokonał w 85 minucie Grzegorz Janiszewski, pakując piłkę do siatki głową po rzucie wolnym Arkadiusza Błąda,
Dzięki temu starcie z Widzewem Łódź w niedzielę 12 lipca o 13.05 na Bukowej może być najważniejszym meczem sezonu na Bukowej.
sportslaski.pl – Wyjazdowe przełamanie zaliczone. „GieKSa” wróciła na zwycięski szlak
Po serii dwóch porażek z rzędu i wypadnięciu ze strefy dającej bezpośredni awans, piłkarze GKS-u Katowice postarali się o poprawienie mocno nadszarpniętych morali. Podopieczni Rafała Góraka odnieśli bowiem pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w bieżącym roku, pokonując Elanę Toruń 2:1 po bramkach Macieja Stefanowicza i Grzegorza Janiszewskiego. Wszystko co najważniejsze w sobotnim meczu działo się przede wszystkim w jego początkowym i końcowym fragmencie.
[…]Wspomniane trafienia zapowiadały kapitalne drugoligowe widowisko, lecz po bardzo mocnym początku w wykonaniu obu drużyn, w późniejszym czasie tempo spotkania było już nieco spokojniejsze. Długo konkretniejsi w swoich ofensywnych poczynaniach byli podopieczni Bogusława Pietrzaka, którzy dość szybko mogli pójść za ciosem i już w 14. minucie mogli objąć prowadzenie. Sprokurowanej okazji przez bramkarza „GieKSy” nie wykorzystał jednak Bartosz Machaj, a jeszcze przed końcem pierwszej części gry, swoją szansę na zdobycie bramki miał również Mariusz Kryszak. Kapitan Elany Toruń otrzymał świetne podanie piętą od Krzysztofa Kołodzieja i bez wahania kropnął w stronę bramki.
Strzał doświadczonego pomocnika zza pola karnego minął bramkę gości o centymetry, a ta niewykorzystana okazja mogła szybko zemścić się na Elanie. Bliski strzelenia gola do szatni był bowiem Adrian Błąd – skrzydłowy mógł zwieńczyć golem swoją solową akcję, ale przegrał on pojedynek z zaledwie szesnastoletnim bramkarzem rywala. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1, ale można było liczyć na to, że po wznowieniu gry oba zespoły jeszcze odważniej ruszą do ataku i powalczą o komplet punktów. Remis nie miał bowiem prawa nikogo usatysfakcjonować, gdyż „GieKSa” nie specjalnie zbliżyłaby się dzięki niemu do czołowej dwójki, a Elana nie zdołałaby opuścić „czerwonej strefy”.
Podobnie jak pierwsza część gry, tak i druga mogła rozpocząć się fantastycznie dla podopiecznych niedawnego opiekuna Elany. W 47. minucie katowiczanie otrzymali bowiem rzut karny, podyktowany za faul na Arkadiuszu Woźniaku. Tym samym szansę na ustrzelenie dubletu miał Maciej Stefanowicz, ale pomocnik nie wytrzymał wojny nerwów i jego płaski strzał minął lewy słupek bramki. W odpowiedzi swojej szansy w ofensywie poszukał środkowy obrońca Jakub Świeciński. 18-letni obrońca najwyżej wyskoczył do jednego z wielu wykonywanych przez gospodarzy rzutów rożnych, ale jego strzał głową umiejętnie sparował Mrozek.
W kolejnych minutach oba zespoły posiadały dobre okresy w swojej grze, ale żaden z nich nie był w stanie udokumentować swojej przewagi bramką. Piłkarzom brakowało bowiem odpowiedniej skuteczności oraz dokładnego ostatniego podania, więc chcąc nieco uporządkować poczynania w ofensywie, trener Rafał Górak zdecydował się na przeprowadzenie trzech roszad. Bezbarwny Piotr Kurbiel, Arkadiusz Woźniak oraz Szymon Kiebzak zostali zastąpieni przez odpowiednio Dawida Rogalskiego, Łukasza Wrońskiego i Daniana Pavlasa, ale zmiany te długo nie przynosiły wymiernego skutku. Gościom wciąż brakowało precyzji i pomysłu na przedarcie się pod pole karne przeciwnika, co mogło zostać skrzętnie wykorzystane przez Elanę w 81. minucie. Wówczas szybką akcję „żółto-niebieskich” mógł zwieńczyć Kordian Górka, ale jego finezyjny strzał znacząco przeleciał nad poprzeczką.
Gdy wielu kibicom mogło już się wydawać, że spotkanie w Toruniu zakończy się podziałem punktów, katowiczanie zdołali wykorzystać jeden z rzutów rożnych w najlepszy możliwy sposób. W 85. minucie obrońca Grzegorz Janiszewski najwyżej wyskoczył do dośrodkowanej z boku boiska futbolówki i sprawił, że „GieKSie” udało się sięgnąć po upragniony komplet punktów. Tym samym podopieczni Rafała Góraka odnieśli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w 2020 roku i przy okazji umocnili się na trzecim miejscu w tabeli.
infokatowice.pl – GieKSa w końcu wygrywa na wyjeździe
[…] W kolejnych kilku minutach dwoma fatalnymi zagraniami popisał się Mrozek, na szczęście w obu przypadkach zdołał naprawić swój błąd. Szczególnie kuriozalna była sytuacja z 14 min., kiedy golkiper Trójkolorowych podał piłkę do Machaja, chwilę później okazał się jednak od niego lepszy w pojedynku sam na sam. Pomimo tego, że obie ekipy stworzyły jeszcze po kilka groźnych akcji, nie udało im się jednak przed przerwą zdobyć kolejnych bramek. W GieKSie najbliżej szczęścia był w 45 min. Błąd, który przeleciał z piłką kilkadziesiąt metrów, minął kilku rywali, ale w sytuacji sam na sam strzelił prosto w bramkarza.
Druga połowa ponownie mogła rozpocząć się od prowadzenia przyjezdnych, bo już w 47 min. sędzia podyktował rzut karny po faulu na Woźniaku. Niestety niezawodny do tej pory Stefanowicz tym razem się pomylił i strzelił obok słupka. Potem długo podopieczni trenera Rafała Góraka nie potrafili znaleźć sposobu na defensywę gospodarzy, którzy grając z kontry kilka razy zatrudnili Mrozka. W końcówce GKS zdołał jednak przechylić losy spotkania na swoją korzyść.
[…] Jest to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo GieKSy na wiosnę.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze