Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Serduszko GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Po przerwie reprezentacyjnej piłkarki wznowiły rozgrywki: w dziewiątej kolejce drużyna zremisowała 3:3 (0:1) z Medykiem Konin. Następny mecz zespół rozegra w najbliższą sobotę, na wyjeździe z Rekordem Bielsko-Biała. Piłkarze rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania: pierwsze z nich w ramach Pucharu Polski z Termalicą Nieciecza, drugie było spotkaniem ligowe z GKS-em 1962 Jastrzębie. W spotkaniach padły wyniki: 1:2 i 0:0. Prasówkę po tych spotkaniach meczu znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.

Pomimo absencji w drużynie (kontuzje, SARS-CoV-2) siatkarze rozegrali spotkanie w piątej z drużyną Indykpol AZS Olsztyn w Katowicach. Spotkanie zakończyło się wygraną AZS-u 3:0. Następne spotkanie drużyna rozegra, w sobotę, na wyjeździe z Cuprum Lubin.

Hokeiści rozegrali dwa mecze: niestety oba przegrane. W piątek w Toruniu z KH Energą 1:2, w niedzielę, w Satelicie z drużyną RE-Plast Unią Oświęcim 2:3, po rzutach karnych. Nasza drużyna jest w dalszym ciągu liderem rozgrywek z przewagą dwóch punktów na Unią.

 

PIŁKA NOŻNA

sport.poinformowani.pl – Piłka nożna kobiet: wielki powrót GieKSy, lider z Łodzi zatrzymany

Miniona sobota przyniosła sporo emocji na boiskach kobiecej Ekstraligi. Piłkarki GKS-u Katowice odrobiły trzybramkową stratę i urwały punkty konińskiemu Medykowi. Pierwszą porażkę w sezonie zanotowały liderki z Łodzi, uznając wyższość AP Lotos Gdańsk. Komplet punktów zgarnęły ekipy Czarnych Sosnowiec i Górnika Łęczna.

[…] GKS Katowice – Medyk Konin

Jednym z takich zespołów był koniński Medyk, który w poprzedniej kolejce pojedynkował się z Górnikiem Łęczna i na własnym obiekcie musiał uznać wyższość rywala. Oba zespoły stworzyły emocjonujące widowisko, padło aż osiem goli, ale podopieczne trenera Romana Jaszczaka zawiodły w drugiej połowie, dając sobie wbić aż trzy bramki. Runda jesienna powoli zmierza ku końcowi, a Medyk jak dotychczas nieco rozczarowuje, pięć ostatnich spotkań przyniosło zaledwie jedną wygraną. W sobotę „Medyczki” udały się do Katowic na starcie z miejscową GieKSą, która w poprzedniej kolejce nie zdołały zatrzymać lidera z Łodzi. Oba zespoły do tego pojedynku przystępowały zatem z zamiarem zrewanżowania się za wcześniejsze niepowodzenia. Od początku spotkania inicjatywa była po stronie gospodyń, które zepchnęły „Medyczki” do defensywy. Wraz z kolejnymi upływającymi minutami do głosu częściej zaczęły dochodzić podopieczne trenera Romana Jaszczaka. Po nieco ospałym początku ekipa z Wielkopolski przenosiła ciężar gry na połowę katowiczanek, ale w pierwszym kwadransie dogodnej okazji wykreować sobie nie zdołała. Pierwszą groźną szansę przyniosła 27. minuta, kiedy to dobrze piłkę w polu karnym na długi słupek strąciła Natalia Chudzik, jednak Stephanie Zuniga Herrera nie zdołała przeciąć podania i skierować futbolówki do siatki. Starania koninianek przyniosły oczekiwane rezultaty pięć minut później, a na listę strzelczyń wpisała się Karlina Miksone. Reprezentantka Łotwy dostrzegła złe ustawienie golkiperki gospodyń, Weroniki Klimek i uderzeniem z dystansu dała swojej drużynie prowadzenie w tym spotkaniu. Podopieczne trenera Witolda Zająca natychmiast rzuciły się do odrabiania strat i w końcówce pierwszej odsłony trzykrotnie zmusiły Oliwię Szymczak do interwencji. Najbliżej szczęścia w 37. minucie była Katerina Vojtkowa, która uderzała z okolic jedenastego metra boiska, jednak golkiperka Medyka nie dała się zaskoczyć. Dobry fragment gry nie przyniósł gospodyniom trafienia i do szatni z lepszym nastrojami schodziły przyjezdne. Po powrocie na murawę „Medyczki” wyprowadziły drugi cios, szybko podwajając dorobek bramkowy. Klaudia Fabova dobiegła do prostopadłego podania posyłanego z głębi pola przez wprowadzoną na boisko po przerwie Annę Gawrońską. Skrzydłowa Medyka zachowała duży spokój, minęła golkiperkę GKS-u i skierowała piłkę do pustej bramki. Rozpędzone piłkarki z Wielkopolski kontrolowały wydarzenia na murawie stadionu w Katowicach, czego potwierdzeniem było trafieniem numer trzy. W 65. minucie precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego na gola zamieniła środkowa defensorka przyjezdnych, Julia Maskiewicz. Wydawało się, że piłkarek GieKSy nie będzie stać nawet na honorową bramkę, ale dziesięć minut po trafieniu Maskiewicz do siatki „Medyczek” po raz pierwszy w tym meczu drogę znalazło uderzenie Nikoli Brzęczek. Przyjezdne zupełnie się pogubiły, nie minęły nawet dwie minuty, a katowiczanki zdobyły bramkę kontaktową. W poczynania koninianek wkradło się sporo nerwowości, to GieKSa przejęła inicjatywę i mocno naciskała Medyka. Znakomity kwadrans miejscowych w czwartej minucie doliczonego czasu gry przypieczętowała Alicja Dyguś, doprowadzając do zasłużonego remisu. Medyk Konin roztrwonił trzybramkową zaliczkę i z Katowic wywiózł zaledwie jedno oczko.

 

kobiecyfutbol.pl – Hitchcock byłby dumny

Takiego dreszczowca nie powstydziłby się reżyser “Psychozy”. Starcie dwóch drużyn zajmujących miejsca w górnej części tabeli zapowiadało się ciekawie, zwłaszcza że ani katowiczanki, ani koninianki jeszcze nie zremisowały spotkania. Nikt chyba jednak nie spodziewał się takiej huśtawki nastrojów. Choć jeszcze w 73. minucie Konin prowadził trzema bramkami, spotkanie zakończyło się wynikiem 3:3.

Mecz lepiej zaczęły koninianki, po dość wyrównanej pierwszej połowie prowadziły w Katowicach po uderzeniu Miksone. W drugiej połowie katowiczanki starały się odrabiać stratę, ale to podopieczne Romana Jaszczaka zdobywały kolejne bramki: najpierw do siatki trafiła odzyskująca formę po kontuzji Klaudia Fabova, a potem na 3:0 podwyższyła Julia Maskiewicz i po trochę ponad godzinie gry wydawało się, że Medyczki wywiozą z Katowic komplet punktów.

Tymczasem w 74. minucie nastąpiło przebudzenie mocy. Najpierw do siatki trafiła Nikola Brzęczek, a trzy minuty później Oliwię Skrzypczak pokonała Weronika Kłoda i na niecały kwadrans do końca meczu nagle przewaga medyczek stopniała do jednej bramki. Gieksiarki ambitnie zaatakowały, szukając okazji do wyrównania, a nieco zdezorientowane takim obrotem sprawy koninianki starały się bronić prowadzenia i szukać okazji do kontry. Gdy kibice odliczali już sekundy do końcowego gwizdka, w 4. minucie doliczonego czasu gry piłkę w siatce umieściła Alicja Dyguś. Po chwili pani Sylwia Biernat zakończyła spotkanie i oba zespoły zanotowały całkiem zasłużony z przebiegu gry remis.

 

sportdziennik.com – Serduszko GieKSy

Ambitny projekt w Katowicach! GieKSa chce uderzyć do wszystkich 79 przedszkoli w mieście. Cel? Aktywizacja najmłodszych, ale nie tylko…

W stolicy Górnego Śląska przed kilkunastoma dniami wszyscy grzali się i ekscytowali wbiciem pierwszej łopaty na budowie nowego stadionu GKS. 15-tysięczny obiekt będzie miał zaspokoić potrzeby klubu z tradycjami, który ponownie chce wrócić na salony polskiej piłki.

Kto jednak wie czy ważniejszy projekt nie toczy się już w górnośląskiej metropolii, a jest on związany z najmłodszymi, bez których nowy piękny stadion, który ma być ukończony za 247 milionów w 36 miesięcy, nie ma przecież sensu.

W GieKSie wymyślili swój projekt, jak dotrzeć z zajęciami sportowymi do najmłodszych, jak zachęcić ich do uprawiania sportu, a co za tym idzie w przyszłości zasilenia samego klubu. – Projekt jest obliczony na lata i nie ma co tutaj mówić o kosztach, a tylko o inwestycji. Widzimy, jaka jest sytuacja, jaka mało dzieci są aktywne, stąd wychodzimy z propozycją do przedszkoli z naszą ofertą zajęć sportowych. Z projektem już ruszyliśmy w sześciu katowickich przedszkolach. Docelowo, jak będzie możliwość, to chcemy przeprowadzać zajęcia we wszystkich 79 przedszkolach w mieście – mówi nam Marek Szczerbowski, prezes GKS Katowice.

Jak podkreśla szef wielosekcyjnego klubu z Katowic, za całym ambitnym projektem stoi nie kto inny, jak Mariusz Pańpuch. To osoba dobrze znana w środowisku piłki młodzieżowej nie tylko na Górnym Śląsku. Wcześniej przez ćwierć wieku związany był ze słynącym z dobrej czy z bardzo dobrej pracy z młodzieżą Gwarku Zabrze. Z klubem z Biskupic zdobył w 2002 roku mistrzostwo Polski juniorów młodszych. Spod jego ręki wyszła plejada znanych graczy, z Łukaszem Piszczkiem na czele.

Od lata zeszłego roku jest w Katowicach, gdzie jest dyrektorem Akademii Młodej GieKSy. – To nasz najlepszy transfer letniego okienka – podkreśla prezes Szczerbowski.

Jak mówi i szef GKS i trener czy dyrektor Pańpuch, celem „Serduszka GieKSy” nie jest pozyskiwanie zawodników czy zawodniczek do gry w sekcji piki nożnej, hokeja czy siatkówki. – Najważniejsze dla nas jest to, żeby aktywizować dzieci na polu sportowym czy budować oraz kreować przyjazne środowisko kibiców GKS Katowic. Na podobnej zasadzie działają kluby na Zachodzie. Efektem ubocznym naszych działań ma być to, że ci co będą chcieli, to trafią do nas do klubu. Nie jest to jednak celem w samym sobie naszego projektu – podkreśla Szczerbowski.

Założenia projektu „Serduszka GieKSy” są naprawdę ambitne. Zajęcia z najmłodszymi dziećmi, 3 i 4 letnimi, odbywają się w małych, bo 8 osobowych grupach raz w tygodniu przez 45 minut. Ze starszymi, 5 i 6 letnimi jest podobnie, z tym że tam grupy są liczniejsze, bo liczą 10 dzieciaków. Docelowo zajęcia miałby się odbywać dwa razy w tygodniu.

– Są udokumentowane badania, że kiedy dziecko mając do wyboru smartphone czy zorganizowane ćwiczenia fizyczne, to wybierze tą drugą opcję. My tą właśnie drogą chcemy iść – podkreśla Mariusz Pańpuch.

– Do swojej dyspozycji mamy na razie 9 trenerów, ale nie ukrywam że szukamy szkoleniowców, którzy takiej pracy byliby się w stanie poświęcić. Przykładowo w holenderskich klubach jest tak, że wielu trenerów jest skoncentrowanych na pracy z najmłodszymi, a ich zarobki tam są takie, że to ich jedyna praca, nie muszą pracować jak nasi trenerzy od 7 rano, do 7 wieczorem – mówi trener i dyrektor Pańpuch.

– Szukamy ludzi zaangażowanych i chcących pracować z najmłodszymi. Tylko poprzez takie podejście będziemy mogli raz, że aktywizować tych najmłodszych, co jest dla nas najistotniejsze i najważniejsze, a poza tym budować wśród nich oraz ich rodziców markę naszego klubu. Ten projekt ma być kontynuowany co rok, a jego zwieńczeniem ma być „Olimpiada Przedszkolaka”. Jeśli któreś z tych najmłodszych trafi potem do nas do klubu, to tylko się będziemy z tego cieszyć – zaznacza prezes Szczerbowski.

W katowickim klubie nie ukrywają, że ambitny projekt „Serduszko GieKSy” ma też wymusić pewne rozwiązania infrastrukturalne, dotyczące rozwoju infrastruktury sportowej w mieście. Owszem, buduje się piękny stadion i całe zaplecze przy nim za prawie ćwierć miliarda złotych. To wszystko będzie służyło jednak głównie zawodowej, pierwszej drużynie, oby grającej jak najszybciej w ekstraklasie. Trenera Mariusza Pańpucha pytamy, ilu zawodników i zawodniczek trenuje w Akademii Młodej GieKSy i ile mają boisk do dyspozycji. – Mamy 450 piłkarzy i piłkarek, którzy trenują na… dwóch boiskach, na Hetmanie i Kolejarzu, choć to pierwsze już wymaga remontu – pada odpowiedź. Do tych 450 młodych piłkarzy trzeba też doliczyć 350 młodych zawodników, którzy trenują w sekcjach siatkarskiej czy hokejowej. Tutaj też bez rozbudowy i nakładów na infrastrukturę się nie obejdzie.

Oby decydenci w Katowicach mieli to w głowie i pamiętali o tych potrzebach, bo budowa nowego stadionu, choćby najpiękniejszego, nie załatwi wszystkich ważnych potrzeb, szczególnie tych dotyczących najmłodszych.

SERDUSZKO GIEKSY

Cele strategiczne:

  • budowanie oraz kreowanie środowiska kibiców i marki GKS-u Katowice
  • reklama i promocja klubu
  • kreowanie pozytywnego wizerunku klubu
  • budowanie struktury klubu grup młodzieżowych
  • kształtowanie pozytywnych postaw wobec kultury fizycznej.

Cele krótkoterminowe:

  • pozyskiwanie zawodników do młodzieżowych sekcji Fundacji Sportowe Katowice.
  • wszechstronne propagowanie szeroko pojętej idei sportu wśród młodych ludzi,
  • aktywizowanie dzieci i młodzieży do zdrowego, sportowego stylu życia,
  • przekazywanie najmłodszym wartości dotyczących zdrowia oraz jego ochrony,
  • promowanie aktywnego trybu życia i dobrych nawyków,
  • wspieranie działań na rzecz integracji oraz nawiązywania kontaktów.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Cztery przypadki koronawirusa i uraz w GKS-ie

Wszyscy mieliśmy nadzieję, że takie komunikaty jak najnowszy GKS-u Katowice są już za nami. Niestety wzrost zakażeń koronawirusem w październiku znajduje odzwierciedlenie również w PlusLidze. Poniżej prezentujemy oświadczenie katowickiego klubu na temat stanu zdrowia w drużynie.

„Po ostatnim spotkaniu GKS-u Katowice w rozgrywkach PlusLigi jeden z zawodników naszego Klubu został skierowany na test na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 ze względu na objawy wskazujące na zarażenie. Wynik testu okazał się pozytywny. W wyniku tego testy zostały przeprowadzone u pozostałych członków drużyny. W sumie u trzech podstawowych siatkarzy zespołu GKS-u oraz u jednego członka sztabu szkoleniowego wyniki testu na koronawirusa okazały się pozytywne. Na prośbę wyżej wymienionych Klub nie podaje imion i nazwisk zarażonych. Dodatkowo na izolację do dnia 1 listopada został skierowany jeszcze jeden siatkarz zespołu.

[…] Ponadto informujemy, że poważnego urazu doznał Tomas Rousseaux, co wyklucza zawodnika z gry i treningu na okres co najmniej do kilku tygodni. Klub złożył w środę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w związku z przekazaną przez Rousseaux informacją o zaatakowaniu go przez nieznanego sprawcę.

Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności GKS Katowice zwrócił się do PLS z prośbą o przełożenie zaplanowanego na 31 października meczu z Indykpolem AZS Olsztyn.”

 

sportdziennik.com – A jednak grają!

Trzech zawodników ma koronowirusa, jeden przebywa na kwarantannie, zaś dwóch jest kontuzjowanych – tak prezentuje się zespół GKS-u Katowice przed meczem z Indykpolem AZS-em Olsztyn (niedz. 20.30).

Do dyspozycji trenera Grzegorza Słabego pozostało 8 zawodników, w tym dwaj libero i jeden rozgrywający.

– Już kilka dni temu poinformowaliśmy władze Polskiej Ligi Siatkówki i prosiliśmy o przełożenie i wyznaczenie nowego terminu spotkania – informuje dyrektor sekcji, Jakub Bochenek.

– Otrzymaliśmy negatywną odpowiedź. Z formalnego punktu widzenia nie było podstaw do odwołania, bo dysponujemy rozgrywającym. Wydaje się jednak, że wystarczyłaby odrobina dobrej woli ze strony władz.

Działacze olsztyńskiego AZS-u nie byli zainteresowani przełożeniem tej potyczki, bo ich siatkarze ostatnio prezentują dobrą formę i wygrali z zespołem z Zawiercia. W tej sytuacji akademikom wydaje się, że darmowe punkty w Katowicach spadną im z nieba i mecz będzie formalnością.

Natomiast trener Słaby jest mocno poirytowany sytuacją, ale wstrzymał się od jakichkolwiek wypowiedzi. Trudno mu się dziwić, skoro sytuacja jest kuriozalna. Bartosz Mariański będzie grał na swojej nominalnej pozycji, czyli libero. Natomiast jego kompan, Dawid Ogórek, jako jedyny rezerwowy może być przewidziany jako przyjmujący, bo nie podejrzewamy, by mógł wystąpić na środku czy też jako atakujący.

Rozgrywanie spotkania w takim układzie mija się z celem, ale władze PLS trzymają się sztywno swoich regulaminów.

 

Kuriozalny mecz

Zdziesiątkowany GKS Katowice przez koronawirus, kwarantanny oraz kontuzje nie sprostał akademikom z Olsztyna, choć ambitnie walczył do końca.

Jednak siła uderzeniowa była po stronie gości. Spotkanie trwało zaledwie 68 minut.

W kwadracie dla rezerwowych wiatr hulał, bo stał tylko Dawid Ogórek, nominalny libero, ale tym razem był przyjmującym. Pojawił się na boisku, bo Jakub Szymański narzekał na bark i nie był w pełni sił. Scenariusz wszystkich 3. odsłon był podobny. Początki były wyrównane, a potem goście szybko uzyskiwali przewagę i konsekwentnie zmierzali do końca.

– Co można zrobić na treningu gdyby było nas sześciu – pytał retorycznie po meczu rozgrywający GKS-u, Jakub Nowosielski. A po chwili dodał: – mieliśmy gry i zabawy. W meczu staraliśmy się jak mogliśmy, ale wynik mówi sam za siebie. A przed nami kolejne ważne spotkania, które będą decydowały o kształcie dolnej części tabeli. Musimy ten trudny moment przetrwać innego wyjścia nie mamy.

W tym tygodniu powróci kilku zawodników po chorobie i kontuzjach oraz dwaj środkowi z kwarantanny. Ale w jakiej będą dyspozycji? Tego nie wie nikt…

GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 0:3 (16:25, 17:25, 20:25)

 

HOKEJ

hokej.net – „Stalowe Pierniki” lepsze od lidera. Bombowe przewagi

W arcyciekawym spotkaniu na szczycie tabeli PHL Energa Toruń pokonała GKS Katowice 2:1. Torunianie z zimną krwią wykorzystali aptekarskie sędziowanie i obie bramki zdobyli w podwójnej przewadze.

Spotkanie pierwszej z trzecią drużyną w tabeli zwiastowało ogromny ładunek emocji. Katowiczanie chcieli potwierdzić supremację w tabeli, z kolei torunianie mieli na celu umocnienie się na pozycji gwarantującej uczestnictwo w Turnieju Finałowym Pucharu Polski. Innymi słowy kibice spodziewali się walki, ciekawych akcji, spięć pod bramką a przede wszystkim goli. I nie zawiedli się.

Początek spotkania był równie interesujący jak mecz szachowy Karpow – Kasparow. Obie drużyny były skoncentrowane na grze obronnej w myśl zasady: „z tyłu gramy na zero, z przodu zawsze coś wpadnie”. Przełamanie impasu kibice zawdzięczali… sędziom. O ile kara pięciu minut dla Oskara Krawczyka za rzucenie rywala na bandę była bezdyskusyjna, o tyle wykluczenie Macieja Kruczka było mocno aptekarskie. A że sędzia ma zawsze rację, torunianie zagrali w podwójnej przewadze, którą skwapliwie wykorzystali. Robert Korczocha wyłożył krążek do Michaiła Szabanowa, a ten atomowym strzałem spomiędzy bulików pokonał Johna Murraya.

Po strzelonej przez torunian bramce wypadki na lodzie potoczyły się błyskawicznie. Trzy minuty później kibice mieli swoiste deja vu: najpierw za nadmierną ilość graczy na lodzie karę pojechał odsiadywać Patryk Wronka, a kilka sekund później towarzystwa dotrzymał mu Jakub Wanacki. A że historia lubi się powtarzać, to i tę podwójną przewagę gospodarze spuentowali golem. W roli głównej ponownie wystąpił Korczocha, który świetnie wyłożył krążek wzdłuż linii do Mikałaja Sytego, ten zaś zapakował gumę do siatki obok rozpaczliwie interweniującego Murraya. Te dwa ciosy wyprowadzone zza podwójnej gardy mocno oszołomiły katowiczan, którzy nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce rywala.

Początek drugiej odsłony dał nadzieję gościom na kontaktową bramkę po odesłaniu na ławkę Patryka Koguta. W odróżnieniu od gości „Stalowe Pierniki” wybroniły osłabienie, co wywołało lekką frustrację wśród graczy katowickiego klubu. Szczególnie „elektryczny” był Mateusz Bepierszcz, jednak sędziowie skutecznie tonowali nastroje. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że katowiczanie robili wszystko, żeby zdobyć kontaktową bramkę. Na ich nieszczęście Conrad Mölder miał dziś „dzień konia” i bronił w nieprawdopodobny sposób nawet najtrudniejsze uderzenia graczy „GieKSy”. A że dobremu bramkarzowi sprzyja szczęście, po strzale Bartosza Fraszki krążek zatrzymał się na poprzeczce.

Przewaga katowiczan nie ulegała dyskusji. I kiedy wszyscy myśleli że kontaktowa bramka jest kwestią czasu, krążek… wylądował w siatce Murraya. Na szczęście dla gości sędziowie po analizie video bramki nie uznali, z czego najbardziej niepocieszony był strzelec gola Mikałaj Syty. Powtórka pokazała wyraźnie że bramka nie znajdowała się na miejscu. W odpowiedzi goście przycisnęli, ale końcowa syrena wybrzmiała przy wyniku 2:0 dla torunian.

Ostatnia odsłona to prawdziwa wojna nerwów. W jej efekcie za ostrość w grze lód musieli opuścić Fraszko i Alaksandr Szkrabow. Obydwa zespoły rzuciły na szalę wszystko co miały najlepszego. Mnożyły się groźne sytuacje pod obydwoma bramkami. Na 5 minut przed końcem za męską wymianę zdań na ławkę powędrowali Maciej Kruczek i Henri Limma. Wówczas trener Jacek Płachta po raz pierwszy w tym spotkaniu zdjął bramkarza. Manewr powiódł się, gdyż chwilę później Grzegorz Pasiut z powietrza wbił krążek do bramki. Rozochoceni trafieniem goście jeszcze raz wycofali bramkarza, ale torunianie wyszli z opałów obronną ręką. Ostatecznie „Stalowe Pierniki” pokonały „GieKSę” 2:1 i ich udział w turnieju o Puchar Polski nie ulega wątpliwości.

 

Dreszczowiec dla Unii! Przesądziły rzuty karne

Siódme zwycięstwo z rzędu odnieśli hokeiści Re-Plast Unii Oświęcim. W najciekawszym meczu 18. kolejki Polskiej Hokej Ligi biało-niebiescy pokonali na wyjeździe GKS Katowice 3:2 po rzutach karnych! Znakomite spotkanie w oświęcimskiej bramce rozegrał Robert Kowalówka, który obronił 47 z 49 uderzeń rywali oraz cztery najazdy!

[…] Katowiczanie przystąpili do spotkania w niemal najmocniejszym składzie. Zabrakło jedynie zmagającego się z urazem Mateusza Rompkowskiego, do gry wrócił za to najlepszy strzelec GieKSy Anthon Eriksson.

Dużo większy problem ze złożeniem składu miał Tom Coolen, a miało to związek z faktem, iż kontuzje leczą Cole MacDonald, Patryk Noworyta, Łukasz Krzemień i Jan Sołtys. W meczowym zestawieniu znalazło się 15 zawodników z pola, w tym zaledwie trzech nominalnych obrońców! Luki w defensywie, podobnie jak w sześciu poprzednich meczach, wypełnili nominalni napastnicy: Kamil Paszek i Johan Skinnars. Przymusowa korekta nastąpiła też na pozycji bramkarza, bo chorego Clarke’a Saundersa zastąpił Robert Kowalówka.

Spotkanie mogło podobać się nawet najbardziej wymagającym kibicom. Toczone było w niezłym tempie, sporo było w nim emocji, walki i okazji strzeleckich. Większą kulturą gry wykazali się podopieczni Jacka Płachty, ale dwa punkty znalazły się na koncie oświęcimian.

W pierwszej odsłonie dwie dobre okazje miał Bartosz Fraszko, ale nie zdołał znaleźć sposobu na najmłodszego z braci Kowalówków. „Jorguś” w świetnym stylu obronił też uderzenie Carla Hudsona, który podczas gry w przewadze wypalił spod linii niebieskiej. Zrobił efektowny szpagat i złapał gumę do raka.

Oświęcimianie też mieli dwie groźne okazje, ale John Murray nie dał się pokonać ani Daniiłowi Oriechinowi, ani Andrejowi Themárowi.

Worek z bramkami rozwiązał się na początku drugiej odsłony. Katowiczanie prowadzenie objęli podczas gry w… liczebnym osłabieniu. Kontratak sprawnie wyprowadzili Grzegorz Pasiut i Bartosz Fraszko, a po uderzeniu tego pierwszego Robert Kowalówka był już bezradny.

W 29. minucie krążek znów znalazł się w oświęcimskiej bramce, ale sędziowie słusznie skorzystali z analizy wideo, by dokładnie przyjrzeć się tej sytuacji. Krążek po uderzeniu Patryka Krężołka zatrzymał się na poprzeczce, a następnie – po dobitce z powietrza 23-letniego skrzydłowego – znalazł się w siatce. Sęk w tym, że moment wcześniej oświęcimska bramka została poruszona. Gol nie mógł więc zostać zaliczony.

Niewykorzystana sytuacja błyskawicznie się zemściła. Teddy Da Costa wygrał wznowienie, a Andrej Themár wypalił z nadgarstka. „Jasiek Murarz” nie zdążył ze skuteczną interwencją.

GieKSa jeszcze przed zakończeniem drugiej odsłony odzyskała prowadzenie. Sprawną kontrę wyprowadzili Mateusz Michalski i Patryk Krężołek, a Joona Monto zwieńczył ją celnym uderzeniem z lewego bulika.

Oświęcimianie swoich szans szukali w kontrach i kilka z nich w trzeciej tercji byli wyjątkowo groźnych. Sposobu na Johna Murraya nie znaleźli Victor Rollin Carlsson, Andrej Themár i Teddy Da Costa. Wysiłki Unii zostały nagrodzone w 52. minucie, bo to właśnie wtedy wyrównał Krystian Dziubiński. Ten sam zawodnik trzy minuty później miał przed sobą pustą bramkę, ale w ostatniej chwili został zablokowany przez Mateusza Bepierszcza.

Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry katowiczanie mogli zadać decydujący cios, jednak nie wykorzystali sytuacji 3 na 1. Strzał Patryka Wronki znakomicie zablokował Ryan Glenn.

W regulaminowym czasie gry gole już nie padły, a rozstrzygnięcia nie przyniosła też dogrywka. W niej oświęcimianie przez 35 sekund grali w przewadze. Najbliżej szczęścia był Teddy Da Costa, ale nie zdołał unieść krążka nad leżącym Johnem Murrayem. Zaraz po tym reklamował arbitrom, że był nieprzepisowo powstrzymywany przez Grzegorza Pasiuta.

Rzuty karne lepiej wykonywali goście, którzy dwukrotnie rozpracowali Johna Murraya. Niezwykłym spokojem i precyzją wykazali się Daniił Oriechin i Sebastian Kowalówka. Z kolei Robert Kowalówka obronił cztery najazdy egzekwowane kolejno przez Anthona Erikssona, Patryka Wronkę, Grzegorza Pasiuta i Bartosza Fraszkę!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.

Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.

Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.

Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!

We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.

Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.

Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.

Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.

I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.

Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.

Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.

W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.

GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.

Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.

Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.

Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.

Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga