Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

„Skoro mecz na Bukowej, kibicuję GieKSie” – pod rękę z legendą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Głośny jęk zawodu i złości, który wydał sektor VIP w momencie, gdy Widzew zdobył wyrównującą bramkę na długo zapadnie mi w pamięci. Siedziałem na „czwórce” w najbliższym sąsiedztwie sektora z bordowymi krzesełkami i był to tak sugestywny wyraz frustracji, która wynikała przecież z tego, że szykowaliśmy się do wybuchu euforii. Nic nie zapowiadało, że wydarzyć może się to, co wydarzyło się w doliczonym czasie gry.

Mecz z Widzewem jest trudny do jednoznacznej oceny ze względu na różne fazy, jakie miało to spotkanie. Wedle opinii wielu obserwatorów Widzew był lepszy przed przerwą, ale do szatni schodził z deficytem jednego gola. W drugiej to katowiczanie byli stroną dominującą, a ostatecznie tę część gry przegrali. Wyszło na remis i w postawie, i w wyniku. Dla nas jednak niedosyt polega na tym, że to co pamiętamy, jako (prawie) ostatnie, to GieKSę grającą ofensywnie, szukającą trzeciej bramki, niecofającą się w modlitwie o końcowy gwizdek.

Faktem jest, że Widzew od początku spotkania grał bardzo dobrze, a piłkarze Rafała Góraka wydawali się być pogubieni. Obawiałem się powtórki z Motoru Lublin, gdzie niemrawa GieKSa była niemal przez dziewięćdziesiąt minut. I teraz było sporo nerwowości, a Widzew swoją kulturą gry pokazywał, że już chwilę gra w ekstraklasie, a dodatkowo trener Daniel Myśliwiec zaszczepia zespołowi swoją filozofię i to po prostu widać na boisku.

Jednym z najważniejszych elementów, za który należy pochwalić nasz zespół jest to, że otrząsnęli się z tej przewagi Widzewa, udokumentowanej jeszcze Gongiem, zagrywającym w pole karne tak, że przypadek (rykoszet od Klemenza) i chyba jednak błąd Kudły doprowadziły do utraty bramki. Jeszcze w drugiej fazie pierwszej połowy GieKSa próbowała oddalić grę od własnej bramki i przeprowadziła kilka niezłych akcji.

Cieszy powtarzalność w niektórych elementach, jak na przykład wrzuty z autu, przez wiele lat niedoceniane, a teraz dopracowane przez nasz zespół bardzo dobrze. W Lubinie ze trzy razy GKS dochodził do sytuacji strzeleckiej – jeszcze bez powodzenia – a tym razem w końcu strzelił po takiej akcji bramkę. Potem Wasielewski zabawił się w Zrelaka z Piasta i po nawinięciu obrońcy strzelił drugą bramkę.

W drugiej połowie piłkarze z Bukowej grali już bardzo dobrze i zdominowali Widzew kompletnie. Było kilka sytuacji, chyba z najlepszą Bartosza Nowaka, który posłał piłkę zza zasłony minimalnie tuż obok słupka. Wydawało się, że nic nie jest nam w stanie odebrać zwycięstwa – Widzew nie potrafił przyatakować (choć na początku drugiej połowy mieli sytuację), piłkarze ślizgali się po boisku i ogólnie powoli szykowaliśmy się do świętowania.

Niestety gola straciliśmy podobnie jak z Zagłębiem Lubin, choć tym razem niefrasobliwość była jeszcze większa. Mimo wszystko oczekiwalibyśmy od Mateusza Marca większej koncentracji po wejściu na boisko, bo zawalił przy podaniu Klemenza straszliwie. Repka też obciął się przy próbie interwencji, ale tutaj to już można po prostu mówić o pechu. Potem był już tylko ultraprecyzyjny strzał Łukowskiego i wyrównanie.

Jest ta niefrasobliwość naszym problemem. Sytuacja przypomniała bramki tracone w pierwszej kolejce z Radomiakiem, kiedy nie potrafiliśmy wybić piłki. Wydaje się, że to w ogóle problem współczesnej piłki w kwestii tego technicznego, krótkiego rozgrywania, a nie wybijania piłki na oślep. Wiele zespołów ma problem ze znalezieniem balansu pomiędzy właśnie rozgrywaniem, a wyekspediowaniem futbolówki jak najdalej, gdy jest niebezpieczeństwo. A tym bardziej w końcówce meczu, gdzie najważniejszym jest zminimalizować ryzyko.

Trener Daniel Myśliwiec po meczu wypowiedział się w sposób bardzo pozytywny o naszym zespole. I nie była to mowa-trawa i brednie typu, że Bukowa to gorący teren w czasie, gdy GKS przez rok nie umiał wygrać u siebie meczu. Tutaj szkoleniowiec poparł swoje pochwały konkretami, odnosząc się zarówno do kwestii merytorycznych, jak i mentalnych.

GieKSa gra dobrze i optymistyczne jest chyba to… że nadal są rezerwy. Nie wszyscy zawodnicy prezentują swoje umiejętności optymalnie. Cały czas czekamy na większy błysk Nowaka, choć oczywiście, gdyby tego gola strzelił, odbiór byłby inny. Wielu kibiców chwali Oskara Repkę i zawodnik rzeczywiście zrobił kolosalny postęp, ale zdarzają mu się głupie błędy. Jeśli je wyeliminuje będzie zawodnikiem top na tej pozycji w lidze. Wchodzący na boisko Borja Galan powinien zdecydowanie więcej dać od siebie.

Trener musi cały czas mieć baczenie na obronę, bo niepokojąco w meczach z Motorem i wczoraj wyglądała momentami gra Lukasa Klemenza, który bywa niepewny i gdy piłka jest w jego rejonie, serce zaczyna bić szybciej. Co do Dawida Kudły kibice mają bardzo różne opinie, wielu nadal domaga się posadzenia go na ławce – w piątek pierwsza bramka po części obciąża jego konto, ale też zaliczył dwie kapitalne interwencje i uchronił nasz zespół od kolejnych bramek.

Trener zapowiedział, że Adam Zrelak od poniedziałku powinien być do dyspozycji. Z całym szacunkiem do Sebastiana Bergiera, na ten moment to jednak nie ta klasa, co Słowak. Bergier nie zagrał źle, ale brakuje mu „Zrelakowej” twardości, nieustępliwości i zdecydowania. Sebastian był tak naprawdę coraz dalej od pierwszego składu i czy poprawił swoją sytuację tym meczem? Dyplomatycznie odpowiem – asystę zaliczył.

Po raz kolejny należy pochwalić Marcina Wasielewskiego, który gra po prostu świetnie, jest ostoją w defensywie, a jego wejścia ofensywne również są efektywne. Z wielką przyjemnością patrzy się na charakter i grę tego piłkarza.

Wszystkich nas boli ta utrata punktów, ale nadal możemy być zadowoleni z postawy zespołu. Ciągle aktualne jest to, że w ośmiu meczach nie byliśmy widocznie słabsi od rywala tak naprawdę w ŻADNYM. W każdym meczu GKS walczy i ma szanse na punkty. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Faktem jest, że jak na naszą postawę, to tych punktów jest za mało. Wiadomo, jak to jest z gdybaniem – ale gdybyśmy wygrali z Widzewem, można byłoby powiedzieć, że i wynik punktowy jest bardzo akceptowalny.

Ale spójrzmy na to z drugiej strony. Dokładnie rok temu przegraliśmy u siebie z Zagłębiem Sosnowiec, które teraz tuła się w drugiej lidze. Za kilka dni zostaliśmy rozgromieni w Gdańsku 1:5 i w Pucharze Polski przez Górnik Zabrze u siebie 0:4. Kolejny mecz ligowy wygraliśmy dopiero 12 listopada. Wtedy nie było mowy o awansie. A nawet, gdy w maju GKS uzyskał promocję – nikt na pewno nie spodziewał się, że GieKSa będzie tak dobrze grała.

Czas jednak leci i wrażenia stylistyczne wkrótce już nie wystarczą. Tu trzeba punktować. Optymizm w grze jest, to daje bardzo dużą nadzieję na przyszłość. Obawiam się tylko jednego, że w którymś momencie, gdy ten animusz nadal nie będzie przynosił punktów, że poziom samej gry spadnie. Liczę bardzo na to, że to się nie stanie, bo droga obrana przez trenera i zespół jest najlepszą z możliwych.

Dla mnie ten mecz miał szczególną otoczkę. Obserwowałem trochę, co się dzieje dookoła mnie na stadionie. Siedziałem w bliskim sąsiedztwie Jerzego Wijasa i widziałem jego emocjonalne reakcje – na gola Wasielewskiego, gdy z żoną trzymając się za ręce podnosił je ku górze, widziałem jak przeklął siarczyście bo wyrównaniu Widzewa.

Zdarzyła się też jedna rzecz, która zapadnie mi w pamięci mocno. Gościem na tym meczu i człowiekiem łączącym oba kluby był trener Władysław Żmuda. Trener legenda – jako szkoleniowiec GieKSy dwukrotny wicemistrze Polski, ale bezsprzecznie największe sukcesy odnosił w Widzewie Łódź, z którym zdobył Mistrzostwo Polski i awansował do półfinału Pucharu Mistrzów, eliminując Liverpool, a w półfinale ulegając dopiero Juventusowi z Platinim i Bońkiem w składzie (Bońka zresztą prowadził w Widzewie). Był trenerem takich zawodników, jak choćby Młynarczyk czy Smolarek.

Już przed meczem widziałem, jak trener jest prowadzony przez inną legendę naszego klubu – trenera Henryka Górnika – po schodach na samą górę sektora VIP, tam gdzie są miejsca prasowe. Potem widziałem, że siedział w towarzystwie Marka Koniarka, który znowuż wystąpił w studiu przedmeczowym Canal Plus. Potem już po meczu zobaczyłem, że z trenerem Żmudą przed meczem rozmawiała Widzew TV. Jeden cytat z tego bardzo ciekawego wywiadu przeprowadzonego przez naszych medialnych „kolegów” z Łodzi warto przytoczyć:

– Prezes Dziurowicz miał inną ścieżkę niż ja. Ja dbałem o to, by grali najlepsi. A on sprzedał Futroka i sprzedał Rudego. Jak ja bym miał tych dwóch zawodników, to GKS zostałby Mistrzem Polski – powiedział trener na łamach widzewskiej telewizji.

Zakończyła się pierwsza połowa. Siedziałem na swoim miejscu i w głowie analizowałem przebieg gry, oczywiście radując się z bardzo dobrej końcówki GKS. Nagle poczułem dotyk na ramieniu. Odwróciłem się.

To był trener Władysław Żmuda.

Powiedział, że na górze zostawił torebkę prezentową, w której ma krawat. Myślałem, że chodzi o to, by rzucić okiem i przypilnować, ale on powiedział, że po prostu już nie da rady po tych schodach wrócić. Bez namysłu więc na nielegalu przeskoczyłem barierki i poszedłem po tę własność trenera. Powiedział, że idzie do salki VIP, bo go tam zapraszano. Widząc jednak, że ma trudność w chodzeniu po schodach stwierdziłem, że po prostu zaprowadzę go na dół. I tak maszerowałem z jednej strony pod rękę z legendą, w drugiej ręce niosąc torbę prezentową z herbem Widzewa.

Zamieniliśmy kilka słów, trener mówił, że szuka Jacka Góralczyka, ja zapytałem go natomiast, któremu klubowi w bieżącym meczu jego serce jest bliższe. Powiedział, że skoro GieKSa jest gospodarzem, to kibicuje gospodarzom 🙂

Szybko jeszcze zorientowałem się, gdzie obecnie jest strefa VIP, wróciłem po trenera i odprowadziłem go pod same drzwi. Może to śmiesznie i głupio zabrzmi, ale dla mnie był to zaszczyt, że mogłem takiej osobistości pomóc. Tym bardziej, że wyczułem od niego tak dobrą energię i mnóstwo uśmiechu. Mimo, że…

Gorzka część tej historii jest taka, że można się zastanowić, jak to się stało, że wszyscy o trenerze zapomnieli i został sam jak palec na górze sektora. Prawdopodobnie coś zaszwankowało komunikacyjnie albo po prostu ktoś nie pomyślał o tym, że na koniec pierwszej połowy trzeba pójść na górę i pomóc trenerowi zejść. Tak czy tak wyszło nie za dobrze, widziałem, że trenerowi jest przykro z tego powodu.

Daleki jestem tutaj od jakiejś wielkiej krytyki, po prostu ktoś popełnił błąd. Warto jednak mieć na przyszłość na uwadze to, żeby była jakaś dedykowana osoba, która tego typu sytuacje może przypilnować. Legendy trzeba szanować.

Po pożegnaniu się z trenerem stwierdziłem, że pokręcę się jeszcze chwilę po starych śmieciach, udałem się na salkę konferencyjną, na której nie byłem już od ponad trzech lat. Zrobiłem sobie herbatę i grzecznie wyszedłem z budynku klubowego udając się z powrotem na swój sektor czwarty.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Jestem pełen optymizmu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.

Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i  zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.

Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga