Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice ma problem
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna przegrała dwa spotkania w identycznym stosunku 0:4 – pierwsze z nich w ramach rozgrywek Orlen Ekstralidze z Górnikiem Łęczna, a drugie w ramach Pucharu Europy UEFA z BK Häcken. Kolejny mecz ligowy rozegramy w niedzielę 12 października o godzinie 12:00 we Wrocławiu ze Śląskiem. Drużyna męska przegrała z Lechem Poznań 0:1. Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Ze względu na mecze drużyn narodowych kolejny mecz rozegramy w piątek 17 października o godzinie 18:00 z Motorem w Lublinie. Na konferencji pomeczowej z Lechem Rafał Górak wyjaśnił powód absencji Adama Zreľáka.
Siatkarze pokonali w Arenie Katowice KKS Mickiewicz Kluczbork 3:2. Następne spotkanie rozegramy 11 października o 17:00 na wyjeździe z KPS Siedlce.
Hokeiści rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania – oba wygrane. W pierwszym z nich pokonali Zagłębie 5:2, a w drugim STS Sanok 2:0. W tym tygodniu zespół rozegra dwa mecze – oba w Satelicie. W piątek 10 października o 18:30 hokeiści zmierzą się z Polonią Bytom, a w niedzielę 12 października o 17:00 z GKS-em Tychy.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Górnik górą w pojedynku z GieKSą!
Na inaugurację ósmej kolejki Orlen Ekstraligi GKS Katowice podejmował u siebie Górnika Łęczna. Zespół z Lubelszczyzny wygrał 4:0 po dwóch golach Julii Piętakiewicz oraz trafieniach Weroniki Kłody i Pauliny Tomasiak.
Od początku spotkania Górniczki chciały narzucić swój styl gry. Już od początku meczu sporo zamieszania na lewym skrzydle robiła Tomasiak i to właśnie jej akcja przyniosła pierwszą bramkę – po strzale reprezentantki Polski Kinga Seweryn odbiła piłkę, do której dopadła Weronika Kłoda, wpisując się tym samym na listę strzelczyń. Katowiczanki mogły odpowiedzieć po pół godzinie gry, lecz Nicola Brzęczek nie trafiła głową po podaniu Klaudii Maciążki. Chwilę później gospodynie uratowała poprzeczka, w którą piłkarki Górnika trafiły dwukrotnie w jednej akcji. Groźnie było także po strzale Kurkutović, która ponownie obiła obramowanie bramki. Najlepszą okazję dla GieKSy miała przed przerwą Victoria Kalaberova, ale jej uderzenie wybiły z linii obrończynie Górnika.
Po zmianie stron katowiczanki ruszyły do ataku, lecz nie wykorzystały sytuacji i szybko zostały skarcone – Tomasiak podwyższyła wynik mocnym strzałem z lewej nogi. Zielono – Czarne udokumentowały swoją przewagę w 73. minucie meczu – na listę strzelczyń wpisała się Julia Piętakiewicz, która zaledwie trzy minuty wcześniej zameldowała się na placu gry. W doliczonym czasie gry ta sama zawodniczka ustaliła rezultat meczu na 4:0 dla Górnika.
sportowefakty.wp.pl – Wytrzymały 70 minut, a potem wydarzyło się to. Wysoka przegrana GKS-u Katowice w Szwecji
Przez ponad 3/4 spotkania było nieźle. Popis rezerwowych w ostatnich 20 minutach rozwiał jednak marzenia o dobrym wyniku. Piłkarki GKS-u Katowice przegrały na wyjeździe z BK Hacken 0:4 w pierwszym meczu 2. rundy eliminacji Pucharu Europy.
Do Goeteborga, gdzie rozgrywane było spotkanie, mistrzynie Polski nie leciały w roli faworytek. Tu warto przytoczyć choćby pozycję w klubowym rankingu UEFA, gdzie aktualne wicemistrzynie Szwecji zajmują 12. miejsce, zaś katowiczanki dopiero co wskoczyły na 85. pozycję. To pokazuje, z jak silną ekipą musiała mierzyć się ekipa prowadzona przez Karolinę Koch.
– Ja myślę, że to dobre dla naszego rozwoju. Czy jesteśmy gotowi na rywalizację w tych rozgrywkach? Na pewno będziemy z nich czerpać. Kadry drużyn z pewnością muszą być szersze, bo występy w Europie to częstsze granie co 3 dni. My mamy komfort, ze gramy w pełnym mikrocyklu. To coś, co jest potrzebne, by walczyć z mocnymi rywalami w Europie – mówiła trener GieKSy po starciu z FC Twente w kwalifikacjach Champions League.
Zgodnie z oczekiwaniami, od pierwszych minut przewagę miały gospodynie, ale nie potrafiły przekuć jej na bramkę. Najbliżej były tuż przed upływem drugiego kwadransa, gdy strzał Alice Bergstrom poszybował w poprzeczkę, a chwilę później groźny strzał oddała Felicia Schroeder anonsowana jako najgroźniejsza z piłkarek w drużynie lidera ligi szwedzkiej.
Kinga Seweryn w katowickiej bramce miała dużo pracy, ale od czasu do czasu GKS próbował zawiązać akcję pod bramką Jennifer Falk. W 37. minucie Klaudia Maciążka sprytnym uderzeniem usiłowała zaskoczyć bramkarkę Hacken, lecz została zablokowana. Kilkadziesiąt sekund później próbowała też Marcjanna Zawadzka po zagraniu Patricii Hmirovej z rzutu wolnego, lecz Falk również spisywała się świetnie.
Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy znów zadrżała poprzeczka bramki Kingi Seweryn po strzale Bergstrom. W odpowiedzi strzał nad bramką oddała Victoria Kalaberova. Jednak z każdą minutą napór miejscowych rósł. W 64. minucie Katarzyna Nowak była o krok od gola samobójczego próbując interweniować po wrzutce przeciwniczek. Ale piłka do siatki nie wpadła.
W 71. minucie defensywa GKS-u ostatecznie skapitulowała. To była akcja dwóch rezerwowych. Dośrodkowanie Alvy Selerud na głowę Heleny Sampaio i było 1:0. Dziesięć minut później ta sama piłkarka podwyższyła prowadzenie Hacken dobijając strzał Matildy Nilden.
A to nie był koniec. 120 sekund później ekipa ze Szwecji świetnie operowała piłką wokół bramki GieKSy, co przyniosło gola Pauliny Nustroem, a po kolejnych dwóch minutach hat-tricka skompletowała Sampaio i ustaliła wynik spotkania na 4:0 dla swojej drużyny.
Spotkanie rewanżowe odbędzie się w czwartek 16 października o 18:00 na Arenie Katowice. Zwycięzca przechodzi do I rundy Europa Cup. Przegrany zakończy przygodę z europejskimi pucharami w sezonie 2025/2026.
transfery.info – GKS Katowice ma problem. „Dużo rzeczy się uszkodziło w stopie”
Adam Zreľák stracił większość poprzedniego sezonu ze względu na kontuzje i nadal nie powrócił po nich do pełni sił, o czym mówił na konferencji prasowej po meczu z Lechem Poznań szkoleniowiec GKS-u Katowice, Rafał Górak.
[…] W ostatnim czasie nie był do dyspozycji trenera Góraka ze względu na zachorowanie na COVID-19, a w sobotnim meczu z Lechem Poznań ponownie nie mógł pomóc swojej drużynie, lecz tym razem powód absencji był inny.
– Nieobecność Adama rzeczywiście była podyktowana powikłaniami, ale wynikającymi z kontuzji złamanej nogi. Stopa nadal bardzo mocno cierpi i przeciąża się w momencie wysiłków. To nie jest prosta sprawa, bo zawodnik również to zdecydowanie przeżywa. System unerwienia w stopie ostatnio odezwał się w dotkliwy sposób. Wynika to z tego, co się działo – ona była dość długo i bardzo usztywniona, ponieważ złamanie było rozległe, również wraz z zerwaniem torebek stawowych i więzadeł. Dużo rzeczy się uszkodziło w stopie. Po urazie daje się we znaki Adamowi. Został potraktowany środkami w stopę, a lekarz stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie odpoczynek nogi w ten weekend. Szkoda, bo Adam w dobrej dyspozycji bardzo by się nam przydał w tym meczu – powiedział Górak po przegranym 0:1 meczu z Lechem, którego wypowiedź cytuje portal slaskisport.pl.
SIATKÓWKA
siatka.org – Sobota tie-breaków na zapleczu PlusLigi
[…] Pierwszy stracony punkt GKS-u
Od początku pojedynku Mickiewicz pokazywał, że przyjechał urwać punkty faworytom. Kluczborczanie początkowo gonili wynik, ale po serii celnych zagrywek Pasińskiego wyszli na prowadzenie 14:11.Dopiero zagranie przez środek Krulickiego pozwoliło GKS-owi zrobić przejście. W kolejnych akcjach inicjatywa leżała po stronie gości, którzy po atakach Maruszczyka i Kaźmierczaka zdobyli ostatnie punkty. Pierwsze akcje drugiej odsłony toczyły się po myśli kluczborczan. Mimo dobrej gry Superlaka GKS wciąż tracił punkty do rywali. Po drugiej stronie siatki ręki nie wstrzymywał Linda. Obie ekipy regularnie popełniały błędy. Z czasem to GKS wyszedł na prowadzenie. Po błędzie w ataku Lindy rywale mieli piłki setowe. Ostatnie punkty padły po zepsutych zagrywkach.
W trzecim secie trwała zacięta walka. Dopiero atak Maruszczyka i blok na Quirodze pozwoliły Mickiewiczowi odskoczyć na 15:12. Gospodarze walczyli i po zagraniach Superlaka wyrównali. Do końca trwała zacięta walka, ale ostatnie słowo należało do Lindy. Chociaż po asie Kalembki Mickiewicz prowadził 5:3 w czwartym secie, szybko stracił przewagę. Po kontrataku Gibka to GKS wyszedł na prowadzenie. Z czasem katowiczanie powiększyli dystans a Mickiewicz walczył o jego zniwelowanie. Po trzech asach Quirogi zrobiło się 17:13. Choć Maruszczyk nie odpuszczał, Mickiewicz tej przewagi nie zniwelował. Atak Superlaka i blok na Lindzie dały punkty prowadzące do tie-breaka.
Początkowo piąty set był wyrównany. Z czasem pewniej zaczęli punktować gospodarze i po kontrataku Superlaka było 8:6. Na środku skuteczność utrzymywał Schmidt. W dalszej fazie seta obie ekipy popełniały błędy. Punkt na wagę zwycięstwa gospodarzy zdobył Quiroga.
MVP: Michał Superlak
GKS Katowice – Mickiewicz Kluczbork 3:2 (22:25, 25:20, 23:25, 25:22, 15:10)
HOKEJ
hokej.net – Czwarty atak dał zwycięstwo GieKSie. Rywale pękli w trzeciej tercji
Nie małych emocji dostarczyli kibicom hokeiści GKS-u Katowice i Zagłębia Sosnowiec w 8. kolejce TAURON Hokej Ligi. Gospodarze prowadzili już dwoma golami po pierwszej tercji, aby w drugiej roztrwonić przewagę. Ostatecznie dzięki skutecznej grze w ostatniej fazie spotkania GieKSa wygrał 5:2 i zdobyła komplet punktów. Bohaterem został Maksymilian Dawid, który wykończył akcję braci Hofman.
Historia starć GieKSy z Zagłębiem jest bardzo bogata, a w ostatnich latach także niezwykle udana dla katowickiego zespołu. Gospodarze zwykle dość pewnie radzili sobie w starciach z ekipą z Sosnowca. Start tego sezonu wskazywał jednak na to, że układ sił w THL może się zmienić. Po letniej przebudowie Zagłębie bardzo dobrze rozpoczęło rozgrywki i przyjechało do Katowic jako wicelider tabeli. Za to GKS punktował na początku sezon słabiej niż się spodziewano. To w drużynie gości upatrywano też faworyta meczu.
Tyle teorii, bo w praktyce wszystko rozpoczęło się inaczej. GKS potrzebował zaledwie 25 sekund, by wyjść na prowadzenie. Już pierwszą dobrą okazję zamienił na gola Bartosz Fraszko. GKS grał pewnie w obronie i wyprowadzał wiele groźnych ataków. Jeszcze w pierwszej tercji kolejne trafienie dołożył strzałem z dystansu Travis Verveda. GieKSa wydawała się mieć mecz pod kontrolą, ale na sama sprokurowała sobie problemy. Aleksi Varttinen niepotrzebnie brutalnie sfaulował rywala na początku drugiej tercji. Dla niego mecz się zakończył, a nasza drużyna grając w osłabieniu dała sobie strzelić gola. Rywale uwierzyli w swe siły i przed kolejną przerwą doprowadzili do wyrównania.
Trzecia tercji miała wyrównany przebieg, a o jej losach, dość zaskakująco, zaważył czwarty atak GKS-u. Po akcji braci Hofmanów przed szansą stanął Maksymilian Dawid i pięknym uderzeniem znów dał prowadzenie gospodarzom. Końcówka spotkania była niezwykle nerwowa, a w ostatniej minucie błędy rywali wykorzystali Stephen Anderson i Mateusz Bepierszcz. W efekcie mecz zakończył się wyraźną wygraną Katowic.
esanok.pl – STS Sanok powalczył z wicemistrzem Polski
W ramach 9. kolejki TAURON Hokej Ligi STS Sanok podejmował w Arenie Sanok wicemistrza Polski GKS Katowice. Choć spotkanie zakończyło się wynikiem 0:2, gospodarze zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i zostawili na lodzie wiele serca oraz zaangażowania.
Katowiczanie od początku meczu narzucili swoje tempo i często gościli pod bramką sanoczan. Pomimo przewagi i licznych strzałów, długo nie potrafili przełamać świetnie dysponowanego Juraja Ovečki. Bramkarz STS-u był jednym z bohaterów meczu, broniąc aż 60 uderzeń rywali. Przy obu straconych bramkach był bez szans.
Zespół z Sanoka próbował odpowiadać kontratakami, jednak nie zdołał znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza GKS-u. Mimo braku zdobyczy punktowej kibice mogli być dumni z postawy swoich zawodników, którzy ambitnie walczyli do ostatniej syreny.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.


Najnowsze komentarze