Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Powrót do PlusLigi to priorytet

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet ze względu na mecze reprezentacji miała przerwę w rozgrywkach ligowych. Najbliższe spotkanie zespół rozegra na Bukowej 2 listopada o 12:00 z Grotem SMS Łódź. Rozlosowano pary 1/16 Pucharu Polski – zmierzymy się z Rekordem Bielsko-Biała. Mecze tej rundy zostaną rozegrane w dniach na 15/16 listopada. GieKSa będzie gospodarzem meczu. Piłkarze w sobotę pokonali na Arenie Katowice Koronę Kielce 1:0 (0:0). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W bieżącym tygodniku drużyna rozegra dwa spotkania: w ramach 1/16 finału Pucharu Polski na wyjeździe z ŁKS-em (wtorek, 28.10 o 17:30) oraz ligowe również na wyjeździe z Bruk-Betem Nieciecza (piątek, 31.10 o 18:00). Jak się okazuje GieKSa ma kibiców również w Zambii…

Siatkarze pokonali na wyjeździe Lechię Tomaszów Mazowiecki 3:0 i prowadzą w ligowej tabeli. W następnej kolejce zmierzymy się we wtorek w Katowicach ze Spartą Grodzisk Mazowiecki.

Hokeiści rozegrali w ubiegłym tygodniu trzy spotkania, z których dwa przegrali: z Unią (w Satelicie) 2:6 oraz z Energą (na wyjeździe) 4:5. W niedzielę w Katowicach nasz zespół pokonał Cracovię 7:2. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się na wyjeździe z Zagłębiem (w piątek 31 października) oraz w niedzielę w Satelicie z STS-em Sanok (2 listopada). Oba mecze rozpoczną się o 17:00.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Rozlosowano 1/16 finału Orlen Pucharu Polski

Dnia 23 października odbyło się losowanie 1/16 finału Orlen Pucharu Polski.

Mecze 1/16 finału zostały zaplanowane na weekend 15/16 listopada, czyli tydzień po zakończeniu ligowych zmagań na szczeblu centralnym.

Pary 1/16 finału Orlen Pucharu Polski

GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała

wkatowicach.eu – Kibice GieKSy w Zambii? Misjonarz ks. Mateusz Gamza dopinguje GKS Katowice z dziećmi z Masansy

„Misja Korona” – pod takim hasłem GKS Katowice zachęca kibiców, by dopingowali piłkarzy na Arenie Katowice w czasie meczu z Koroną Kielce. Skoro misja, to do akcji dołączył także… misjonarz. Ksiądz Mateusz Gamza wraz z dziećmi z Zambii dopinguje katowicką drużynę.

Księdza Mateusza Gamzę dobrze wspominają parafianie z kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i św. Herberta na os. Witosa. To tam ks. Mateusz posługiwał, zanim udał się na misje do Zambii. Na początku października kapłan archidiecezji katowickiej rozpoczął pracę w Masansie.

Oprócz codziennej pracy duszpasterskiej, dla ks. Mateusza ważna jest także… piłka nożna. Jak się okazuje, kibicem GieKSy z Katowic można być nie tylko na osiedlu Witosa, ale także 10 tys. km od Katowic – w afrykańskiej Zambii. Księdzu Mateuszowi udało się szybko przekonać młodych mieszkańców Masansy, by wraz z nim kibicowali GKS-owi Katowice. Efektami podzielił się w mediach społecznościowych.

Księdzu Mateuszowi życzymy wielu sukcesów – i sportowych, i duszpasterskich!

SIATKÓWKA

siatka.org – Powrót do PlusLigi to priorytet. Lider tabeli wciąż niepokonany

W siódmej kolejce rozgrywek do tej pory nie było zaskakujących rozstrzygnięć. Faworyci wygrywali swoje mecze za pełną pulę, a ekipy z dolnej części tabeli zostawały z niczym. W weekend kolejne punkty do kolekcji zanotowały kluby z Jaworzna, Bielska-Białej, Kluczborka, Katowic oraz Nowej Soli. Wciąż niepokonany zostaje lider tabeli.

[…] Siódme już zwycięstwo odniósł GKS Katowice, który na wyjeździe pokonał w weekend Lechię Tomaszów Mazowiecki. Szczególnie drugi set był czystą dominacją niedawnych spadkowiczów z PlusLigi. W nim katowiczanie wygrali przewagą aż dwunastu punktów. Choć ekipa gospodarzy nie grała źle, to popełniła więcej błędów własnych. W ataku brakowało Lechii skuteczności Tytusa Nowika, podczas gdy po stronie GKS-u rozgrywający miał w czym wybierać. Michał Superlak i Gonzalo Quiroga ciągnęli zespół w ofensywie, dobre zawody rozegrał też Bartosz Schmidt.

Lechia Tomaszów Mazowiecki – GKS Katowice 0:3 (21:25, 13:25, 18:25)

HOKEJ

hokej.net – Kuriozalny gol i piorunująca pierwsza tercja! Lider lepszy od wicemistrza Polski

Sporo walki, hokejowej jakości i bramek. W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów 14. kolejki TAURON Hokej Ligi Unia Oświęcim pokonała na wyjeździe GKS Katowice aż 6:2. Dzięki temu zwycięstwu biało-niebiescy utrzymali się na pozycji lidera.

W przekroju całego spotkania podopieczni Róberta Kalábera pokazali dojrzalszy i lepiej poukładany hokej. Zaprezentowali więcej hokejowych konkretów, płynniejszych akcji i naprawdę dobrą skuteczność.

Swoje w bramce zrobił też Igor Tyczyński, który kolejny raz zastąpił zmagającego się z urazem Linusa Lundina. Obronił 42 strzałów imiał też sporo szczęścia, bo uderzenia Jeana Dupuya i Grzegorza Pasiuta zatrzymały się na słupku.

Na pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. Już w 106 sekundzie wynik spotkania w nieco nietypowych okolicznościach otworzył Samuel Petráš. Słowacki napastnik został trafiony krążkiem w głowę przez Iana McNulty’ego i guma wtoczyła się do bramki.

Katowiczanie mogli odpowiedzieć podczas gry w przewadze, ale nie zdołali znaleźć sposobu na Igora Tyczyńskiego.

W 11. minucie goście podwyższyli na 2:0. Lewym skrzydłem pognał Erik Ahopelto, który wyłożył gumę Łukaszowi Krzemieniowi, a ten pewnym uderzeniem z nadgarstka zaskoczył Jespera Eliassona.

Szwedzki golkiper 54 sekundy później znów musiał przełknąć gorzką pigułkę. Tym razem zaskoczył go Ołeksandr Peresunko, który popisał się soczystym i bardzo precyzyjnym uderzeniem spod linii niebieskiej. Chwilę później miejsce pomiędzy słupkami bramki GieKSy zajął Michał Kieler i – broniąc bardzo pewnie – dał zespołowi nowy impuls do walki. Wynik do końca pierwszej odsłony już się nie zmienił.

Tuż po przerwie „Kiler” popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Zatrzymał kąśliwe strzały Miki Partanen, Daniela Olssona Trkulji i Reece’a Scarletta.

Chwilę później wicemistrzowie Polski w końcu odpowiedzieli w ofensywie. W 25. minucie kontrę Patryka Wronki i Grzegorza Pasiuta celnym uderzeniem w odsłoniętą część bramki zwieńczył Bartosz Fraszko.

„Fracho” był aktywny i podczas gry swojego zespołu w osłabieniu wyprowadził kolejny kontratak. Tym razem zagrał wzdłuż bramki do Aleksiego Varttinena, który próbował złapać na przemieszczeniu Tyczyńskiego. Golkiper Unii popisał się świetną interwencją, a kibice GieKSy aż złapali się za głowy.

Niezwykle ciekawie było w samej końcówce tej tercji, kiedy to w odstępie 31 sekund guma znalazła się w obu bramkach. Najpierw na 4:1 podwyższył Joe Morrow, który popisałsię fenomenalnym uderzeniem z lewego bulika w samo okienko. Tuż przed syreną gumę pod poprzeczką oświęcimskiej bramki ulokował Patryk Wronka.

W trzeciej odsłonie oba zespoły miały okazję grać w przewadze. Gospodarze nie wykorzystali jednak żadnego z czterech takich okresów, a oświęcimianie zamienili na gola jeden z trzech power playów. Uczynił to Mika Partanen, który z lewego koła bulikowego przymierzył pod poprzeczkę.

Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Jacek Płachta poprosił o przerwę na żądanie, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu, a gościom pozwolił położyć pieczęć na zwycięstwie. Gumę w pustej bramce ulokował Ołeksandr Peresunko.

Jak się działo, to seriami! Gol za golem i wielkie zdziwienie po decyzjach sędziów

Nie zabrakło emocji na Tor-Torze w piątkowym meczu 15. kolejki TAURON Hokej Ligi. Hokeiści KH Energi Toruń pokonali GKS Katowice 5:4 a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Dodatkowych emocji, których już nie brakowało na tafli dorzucili sędziowie.

Pierwszego gola w tym spotkaniu zdobyli gospodarze, którzy koronkową akcję zakończyli celnym trafieniem do siatki Eliassona. Idealnie Mikołaj Syty zagrał do Rusłana Baszyrowa a ten dokonał formalności.

Wynik tego chwilowego prowadzenia szybko odwrócili katowiczanie. W przeciągu 44 sekund zdobyli dwie bramki. Najpierw Bartosz Fraszko wykończył strzałem przy słupku podanie Albina Runessona, a następnie zza bulika huknął potężnie Jean Dupuy zaskakując Antona Svenssona.

Torunianie się nie poddali i gdy grali w przewadze w 16. minucie celnym strzałem z klepy uderzył z bulika Robert Arrak, zdobywając 10. bramkę w tym sezonie.

W drugiej odsłonie mieliśmy kolejny cios za cios. Na dwie bramki najpierw odskoczyli gospodarze. W 28. minucie Daniil Kulintsev lekkim strzałem z niebieskiej zaskoczył zasłoniętego Jespera Eliassona. Niespełna minutę później Mikołaj Syty strzelił z klepy przy słupku po dobrym zagraniu na dłuższy słupek Andrija Denyskina.

Katowiczanie się nie poddali. Jeszcze w drugiej tercji w 31. minucie Stephen Anderson wykorzystał podanie zza bramki od Mateusza Bepierszcza i zdobył kontaktowego gola.

W trzeciej odsłonie Jean Dupuy na szybkości minął defensywę i bramkarza a następnie ulokował gumę po lodzie do pustej bramki.

Po raz trzeci na prowadzenie wyszli torunianie w 45. minucie gdy Mateusz Zieliński uderzył spod niebieskiej a lot gumy zmienił Ołeksij Worona. Sędziowie po protestach katowiczan, sprawdzili jeszcze zapis wideo, ale zdania nie zmienili i wskazali na środek uznając gola.

Od 50. minuty pogubili się rozjemcy piątkowego spotkania sypiąc z rękawa kary za karą a po jednej z nich Jean Dupuy nie mógł uwierzyć, że coś zrobił. Na powtórkach również nie widać, aby zawinił zbyt wysoko uniesionym kijem, jednak sędzia Paweł Breske był nieugięty a kolejne nałożone wykluczenia były już tego pokłosiem.

Do końca spotkania nie udało się żadnej ze stron zdobyć gola, nawet jak Eliasson zjechał z bramki to Syty uderzył w słupek. Katowiczanie natomiast nie mieli pomysłu na sforsowanie toruńskiej defensywy i pokusić się o doprowadzenie do remisu.

Koncertowa gra Kanadyjczyka. Czapki z głów! Trzy wygrane tercje faworyta

GKS Katowice, grając koncertowo na własnym lodowisku, rozgromił Comarch Cracovię 7:2 w 16. kolejce THL. Mimo że kanadyjski napastnik Ian McNulty ostatecznie nie skompletował hat tricka, jego występ był imponujący – dwa gole i asysta przyczyniły się do przełamania złej passy GieKSy. Katowiczanie, dominując w każdej z trzech tercji, pogłębili kryzys „Pasów”.

Spotkanie w Satelicie rozpoczęło się od zdecydowanego natarcia gospodarzy. Już w czwartej minucie Grzegorz Pasiut, kapitan GKS-u, otworzył wynik, finalizując świetną akcję. Cracovia zdołała odpowiedzieć, wykorzystując pierwszą przewagę liczebną – w dziewiątej minucie Eetu Mäki precyzyjnie trafił do siatki, doprowadzając do remisu.

Był to jednak ledwie epizod. Katowiczanie natychmiast wrócili na prowadzenie: w 11. minucie Patryk Wronka z bliska zmienił tor lotu krążka po strzale Lundegårda. Chwilę później, w przewadze liczebnej, swojego strzeleckiego wieczoru start nadał Ian McNulty, który błyskawicznie dobił krążek.

Gdy w 14. minucie Maksymilian Dawid potężnym strzałem w okienko podwyższył na 4:1, trener „Pasów” musiał zareagować zmianą bramkarza – Klimowski zastąpił Lipiäinena. Wynik po pierwszej tercji 4:1 jasno odzwierciedlał dominację GieKSy.

Druga tercja, choć bardziej wyrównana, również padła łupem GKS-u (2:1). Już w 23. minucie Ian McNulty po raz drugi trafił do bramki, wykorzystując grę w przewadze. Było 5:1 i gospodarze pewnie kontrolowali mecz. „Pasy” zdołały jednak wykazać wolę walki.

W kolejnej przewadze liczebnej, po świetnie rozegranej akcji i szybkich podaniach, Damian Kapica zniwelował straty do trzech bramek (5:2), dając krakowianom nadzieję na nawiązanie kontaktu. Ta nadzieja nie trwała długo. Pod koniec tercji, w 39. minucie, po strzale z niebieskiej linii, krążek odbił się jeszcze od Mateusza Michalskiego, który został ostatecznym autorem szóstego trafienia dla GKS-u.

Ostatnia odsłona była prowadzona w wolniejszym tempie, z wyraźną przewagą katowiczan. Cracovia, pomimo usilnych prób, nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego Eliassona. W 52. minucie kibice GKS-u wstrzymali oddech, kiedy McNulty był bardzo blisko skompletowania hat tricka, jednak krążek po jego strzale minimalnie minął bramkę.

W 60. minucie, na 17 sekund przed syreną, GKS wykorzystał ostatnią przewagę liczebną, podwyższając wynik na 7:2. Początkowo wydawało się, że to Ian McNulty po raz trzeci pokonał Klimowskiego. Choć kibice rzucili czapki na lód w geście uznania dla Kanadyjczyka, analiza wideo wykazała, że krążek ostatecznie zmienił tor lotu po dotknięciu przez Stephena Andersona. To jemu zapisano ostatnie trafienie, a McNulty zakończył mecz z imponującym dorobkiem dwóch goli i jednej asysty.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga