Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: ze skrajności w skrajność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po przerwie na kadrę wracamy do ligowych emocji. Nam oczekiwanie na mecz z Wisłą Płock dłuży się szczególnie, bo chcemy jak najszybciej przerwać serię porażek. Nasi rywale chcą z kolei podtrzymać passę wyjazdowych zwycięstw. Przed sobotnim meczem zapytałem Michała Sporczyka z serwisu nafciarski.pl o nastroje przy Łukasiewicza, nerwy wystawione na próbę kolejnymi porażkami ich ulubieńców, wspomnienia z jesiennego dwumeczu i pomysł na grę Wisły w Wielką Sobotę.

Zdradzając nieco kulis, musieliśmy przełożyć pierwotny termin naszej rozmowy, bo aż do siedmiu meczów przeciągnęła się hokejowa rywalizacja GieKSy z Unią Oświęcim. W Katowicach mocno żyjemy także tą sekcją, natomiast w Płocku obok piłki kopanej prym wiedzie ta ręczna. Na ile przyciąga ona do hali kibiców ze Stadionu im. Kazimierza Górskiego?
W Płocku zauważalna jest pewna różnica między grupą docelową fanów piłki nożnej i ręcznej. Jakiś czas temu obie sekcje tworzyły jeden klub, natomiast w momencie, gdy piłka nożna zaczęła podupadać, pojawiła się informacja, że Orlen, który był wtedy głównym sponsorem, chce się wycofać z finansowania Wisły. Z tego powodu pojawił się pomysł rozdzielenia sekcji, aby piłka ręczna mogła zachować sponsora i nadal walczyć o najwyższe cele. W związku z tym kibice piłki nożnej poczuli się odrzuceni przez środowisko skupione wokół szczypiorniaka, który pozostał przy Orlenie. Obecnie oba kluby znów mają swoje miejsce w portfolio Koncernu, natomiast duża część kibiców piłkarskich wciąż pamięta tamten konflikt. Nastawienie do szczypiorniaka powoli się jednak zmienia i jeśli dziś pójdziemy na Orlen Arenę, to spotkamy tam dużą część kibiców obecnych również na stadionie. Nie podlega jednak dyskusji, że piłka nożna cieszy się w Płocku znacznie większą popularnością.

Wracając do piłki, złapaliście już oddech po niedawnej zadyszce, kiedy to doznaliście pięciu porażek z rzędu? Dawne demony sprzed trzech sezonów zamajaczyły gdzieś na horyzoncie?
Myślę, że wielu kibicom te demony zaczęły zaglądać w oczy. Pojawiały się nawet głosy, że czeka nas „powtórka z rozrywki” i zostaniemy frajerami nie tylko dekady, ale stulecia i już zawsze będzie się nam to wypominać. W samym klubie zostało niewielu ludzi, którzy pamiętają tamten feralny sezon, a wśród samych zawodników jest to tylko Łukasz Sekulski. Pozostali nie doświadczyli tego na własnej skórze. My jednak zaczynaliśmy się zastanawiać, czy obecna seria porażek może być zwiastunem czegoś naprawdę złego. Mimo to wśród kibiców i lokalnych dziennikarzy wiara w trenera Misiurę jest duża i nikt nie odważył się postawić tezy o konieczności zmiany trenera. Jednocześnie mieliśmy świadomość, że trener jedzie do Krakowa z nożem na gardle i obawialiśmy się, że seria trzech spotkań wyjazdowych może być momentem decydującym o przyszłości szkoleniowca. Stawialiśmy sobie pytanie, czy zarząd klubu wytrzyma ciśnienie w przypadku niekorzystnych wyników.

A jakie ciśnienie utrzymywało się wśród kibiców?
Mam wrażenie, że środowisko kibicowskie w Płocku jest dość specyficzne, co potwierdzają moje rozmowy z wieloma piłkarzami. Znajduje tutaj odbicie popularne powiedzenie, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Po serii zwycięstw zaczęliśmy liczyć punkty, których brakuje do mistrzostwa, a po ostatniej serii porażek wielu myślało już o spadku. Obecnie, po dwóch wyjazdowych zwycięstwach znów pisze się na przeróżnych forach o apetycie na europejskie puchary. Mam wrażenie, że popadanie ze skrajności w skrajność jest u nas w Płocku dość częste.

A co ty o tym myślisz? Bijecie się o puchary?
W 2006 roku Wisła zdobyła Puchar i Superpuchar Polski. W 2016 po wielu perturbacjach wróciliśmy do Ekstraklasy. Obecnie mamy rok 2026, więc gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że co dziesięć lat robimy w Płocku rzeczy wielkie. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby udało się dopisać kolejny sukces do tej listy. Mam jednak dużą dozę spokoju i chłodnej głowy, bo wychodzę z założenia, że górna połowa tabeli będzie dla nas sukcesem w sezonie beniaminka. Trzeba pamiętać, że po niechlubnym spadku w 2023 roku drużyna budowana była praktycznie od nowa, potrzebujemy więc czasu, aby okrzepnąć w Ekstraklasie. Kiedyś trener Michał Probierz nazwał europejskie puchary pocałunkiem śmierci dla polskich klubów. Obawiam się, że w tym sezonie awans Wisły do pucharów mógłby stać się dla nas takim właśnie pocałunkiem. Stabilizacja i rozwój są dla nas w tym momencie znacznie ważniejsze, aby za jakiś czas skutecznie zaatakować pierwszą piątkę i bez obaw podejść do walki w pucharach. I mimo że życzę nam gry w Europie, to boję się, że mogłoby się to obrócić przeciwko nam.

Analizując tabelę można zauważyć, że Wisła dysponuje najlepszą obroną w Ekstraklasie. W czym tkwi sekret szczelności waszej defensywy?
Trener Misiura bardzo często używa jednego określenia definiującego naszą obronę – jedność. Drużyna broni w jedenastu, podobnie zresztą atakuje, mimo że nie widać tego w statystyce zdobytych goli. Nie można więc zapisywać wszystkich zasług Marcinowi Kamińskiemu czy Andriasowi Edmundssonowi, który dziś gra w Veronie. Spójrzmy choćby na liczbę pojedynków w defensywie toczonych przez Łukasza Sekulskiego, który jest przecież napastnikiem. Daje to pełniejszy obraz drużyny, która broni się całym zespołem w sposób zaplanowany i przemyślany. Nie zakłócają tego nawet zmiany na poszczególnych pozycjach, np. w Białymstoku jednym ze stoperów był Quentin Lecoeuche, który jest nominalnym wahadłowym i nie bryluje warunkami fizycznymi. Tymczasem w meczu z Jagą odnalazł się tam świetnie, wspierany przez kolegów. Ważną rolę w tym systemie pełnią Dominik Kun i Wiktor Nowak, którzy mają za zadanie uprzykrzać życie rywalom i nie dopuszczać ich pod nasze pole karne. Rywale próbują więc dośrodkowań, co jest wodą na nasz młyn, bo mamy stoperów o bardzo dobrych warunkach fizycznych, którzy radzą sobie w takich pojedynkach. Do tego dochodzi bramkarz Rafał Leszczyński, który dużo widzi i doskonale przekazuje to kolegom z obrony.

Szczelną defensywą nie wygrywa się jednak meczów – trzeba dołożyć też coś z przodu. Tymczasem Wisła strzela na poziomie Arki Gdynia, czyli praktycznie najgorzej w lidze.
Na początku sezonu trener Misiura wielokrotnie powtarzał, że podstawą sukcesu w Ekstraklasie jest nietracenie goli, a strzelanie przyjdzie z czasem. Niestety, zimą z powodu kontuzji straciliśmy Jorge Jiméneza i Ibana Salvadora, a ciężar zdobywania bramek spadł na Łukasza Sekulskiego. Ten, jeśli ma dobry dzień – a dzięki Bogu w tym sezonie ma ich całkiem dużo – to potrafi strzelić gola z niczego. Zdarzają się jednak mecze, jak choćby z Piastem, kiedy Sekulski nie strzela, a my przegrywamy. Cieszy, że w ostatnim czasie pałeczkę od Łukasza przejmują inni, a ja zwróciłbym uwagę na Deniego Juricia, który ma wyjątkowego nosa do zdobywania bramek, a piłka często spada mu praktycznie pod nogi. W dalszej części sezonu to właśnie Jurić może być wiodącą postacią w naszej ofensywie.

Drugą kiepską statystyką, którą wprawdzie w ostatnich meczach udało się w końcu poprawić, jest postawa Wisły na wyjazdach. Nie licząc zwycięstw z Jagą i Cracovią, poprzedni komplet punktów wywieźliście z Częstochowy pod koniec lipca.
Pamiętam sezon, gdy trenerem Wisły był Maciej Bartoszek i prześladowała nas wtedy podobna klątwa wyjazdowa – u siebie wygrywaliśmy praktycznie wszystko, natomiast nie byliśmy w stanie wygrywać na wyjazdach. Nie byłem w stanie tego wytłumaczyć i podobnie jest dzisiaj. Mam wrażenie, że to wyłącznie zbieg nieszczęśliwych okoliczności. Nie byliśmy zwykle dużo gorsi od gospodarzy, a czasami wręcz prosiło się, aby wygrać, jak choćby w Gliwicach czy Warszawie, gdzie na tle słabej mimo wszystko Legii wyglądaliśmy bardzo dobrze, ale zawodziła skuteczność, a jedna akcja rezerwowych przeważyła o zwycięstwie Wojskowych. Trudno znaleźć logiczne wyjaśnienie tej kwestii – chyba powinniśmy jeździć na wyjazdy z jakimś szamanem.

Pojedynek w Katowicach kończy wasz wyjazdowy mini-maraton, który jak dotąd wreszcie okazuje się dla was owocny, bo przywieźliście komplet punktów zarówno z Białegostoku, jak i Krakowa, a więc aren, na których my ostatnio polegliśmy. W końcu wszystko zagrało?
W moim odczuciu Mariusz Misiura przywrócił Wisłę do ustawień fabrycznych, tzn. odłożył na bok chęć prowadzenia gry, narzucił znany z jesieni rygor w defensywie i skupił się na szybkich kontratakach i fazach przejściowych. Efekt był natychmiastowy, bo w Krakowie przeprowadziliśmy w zasadzie dwie akcje ofensywne i obie zakończyły się bramkami. Ponadto mam wrażenie, że Jagiellonia nieco nas zlekceważyła, szczególnie w pierwszej połowie myśląc, że mecz z będącą w dołku Wisłą wygra się sam. Tymczasem my pokazaliśmy naszą najlepszą stronę, czyli żelazną defensywę, bo mimo że w drugiej połowie Jaga dominowała, to stworzyła sobie tylko jedną sytuację zakończoną strzałem w słupek. Znowu gramy to, co jesienią wychodziło nam najlepiej.

Wydaje się, że trener Misiura w samą porę wyprowadził Wisłę z kryzysu, bo zbierały się nad nim czarne chmury. Jak się okazuje, krótka jest droga od fachowca do wuefisty.
Jak wspominałem wcześniej, łaska płockiego kibica na pstrym koniu jeździ. Pojawiły się opinie, że Mariusz Misiura to wuefista, który za dużo chodzi po podkastach i wywiadach, zamiast zajmować się trenowaniem. Moim zdaniem trener pracując z tą grupą ludzi potrzebował czasu, aby piłkarze zrozumieli wszystkie schematy i wypracowali jedność, o której wcześniej mówiłem. Tutaj zasługa trenera jest olbrzymia, bo jeśli chodzi o umiejętności miękkie, to Misiura jest najlepszym fachowcem w kraju, który potrafi dotrzeć do poszczególnych piłkarzy, scalając ich w dobrze funkcjonujący mechanizm. Krytyka trenera wynikała głównie z frustracji, bo kibice zawsze domagają się zwycięstw albo przynajmniej remisów. Nam to ostatnio nie wychodziło. Do tego doszła presja kibiców innych drużyn, którzy zaczynali się z nas naśmiewać, że idziemy drogą sprzed trzech lat wprost do pierwszej ligi. Część płockich kibiców szukała więc ujścia tego ciśnienia w krytyce trenera. Bardzo łatwo dać dziś temu wyraz w mediach społecznościowych. Zdecydowana większość fanów Wisły ma jednak świadomość, że na rozwój potrzeba czasu i nadal wierzy w trenera Misiurę.

Nie zapominajmy przecież, że zimową przerwę Wisła spędziła w fotelu lidera. GKS w tym samym czasie okupował miejsce spadkowe, tymczasem w przypadku wygranej w sobotę zrównamy się z wami punktami. Brałeś pod uwagę taki scenariusz jeśli chodzi o formę GieKSy?
Patrząc dziś w tabelę jestem w stanie uwierzyć, że Arka Gdynia może się utrzymać, a nawet Termalica spróbuje jeszcze podłączyć się do tej walki. Co do samej GieKSy, to czapki z głów przed trenerem Górakiem, który robi świetną robotę. Jeśli będzie miał czas i komfortowe warunki, to jest w stanie zrobić wielkie rzeczy z tą drużyną. Mając w składzie Bartka Nowaka stać was na bardzo wiele. Nowak ma sezon konia i uważam, że w tym momencie nie ma w Ekstraklasie lepszego piłkarza, a trener Górak potrafi wycisnąć z niego maksa. Do tego dochodzą filary obrony w postaci Jędrycha i Klemenza. Skuteczna defensywa i piłkarz robiący różnicę z przodu to niewątpliwie atuty GKS-u.

Jesienią zagraliśmy pucharowo-ligowy dwumecz. Jak wspominasz najpierw starcie w Pucharze, które w mojej pamięci zapisało się jako starcie katowickiego Nowaka z płockim?
Staram się nie wspominać tego meczu wcale i robię wszystko, by wyprzeć go z pamięci, mimo że czasem ktoś próbuje mi go przypomnieć. Dla mnie był to traumatyczny wieczór, a patrząc na Wisłę nie poznawałem tego zespołu. Wynikało to w pewnym stopniu z rotacji kadrowych, choćby wystawienia w bramce Stanisława Pruszkowskiego, choć to nie Stasiu jest głównym winowajcą tamtej porażki. Daleki jestem od opinii, że odpuściliśmy ten mecz, bo można jednocześnie grać dobrze w lidze i w pucharze, tak jak teraz robicie to wy. Z całego serca życze wam dojścia do finału i zwycięstwa na Narodowym, bo uważam, że z całej czwórki to GieKSa zasługuje na to najbardziej. Tamtego dnia w Katowicach nie byliśmy sobą, wyglądaliśmy na pogubionych i w mojej opinii Mariusz Misiura przekombinował w tym meczu. Być może wyszedł z założenia, że nie może zagrać dwóch takich samych spotkań w odstępie kilku dni, więc postanowił bardziej zamieszać w Katowicach licząc, że trener Górak też mocno zamiesza. Okazało się, że w rywalizacji na zaskoczenia trener Górak jest zdecydowanie lepszy i to spotkanie skończyło się tak, a nie inaczej. Kilka dni później w Płocku oglądaliśmy Wisłę, do której przyzwyczailiśmy się w lidze, a o podziale punktów zadecydował błąd Rafała Leszczyńskiego – wybaczony mu dawno, bo odrobił go z nawiązką w kolejnych spotkaniach.

Bramkarz rzeczywiście popełni wtedy błąd, ale nie byłoby go bez ambitnej szarży Wasielewskiego. Mimo wszystko mieliście poczucie, że to wy bardziej zasługiwaliście tego wieczora na zwycięstwo?
Tak, uważam, że gdyby nie ta sytuacja, to trzy punkty zostałyby w Płocku. Jednak przygotowując się do tamtego meczu na nafciarski.pl zwracałem uwagę, że zawodnicy GieKSy, a wśród nich Wasielewski, zawsze idą do końca na stykowe piłki i drogo zapłaciliśmy za gapiostwo Rafała, który powinien wiedzieć, że w każdej chwili obok niego może pojawić się rywal. Jestem jednak przekonany, że Leszczyński wyciągnął odpowiednie wnioski i w sobotę podobnego błędu nie powtórzy.

Odczarowaliście ostatnio wyjazdowe boiska. Wiecie, co robić w Katowicach, by kontynuować zwycięską serię?
Myślę, że trener Misiura będzie bazował na ustawieniach fabrycznych zespołu – zamkniecie środka pola, zepchnięcie GieKSy do bocznych sektorów i kasowanie waszych dośrodkowań jeszcze przed lub w samym polu karnym. Mam też świadomość, że będziemy musieli się mocno bronić przed waszymi stałymi fragmentami gry, bo w wykonaniu GKS-u jest to broń zabójcza. Wasz duet stoperów potrafi zrobić krzywdę rywalom, więc trzeba będzie bardzo uważać. Jeżeli uda nam się złapać korzystny rezultat, to następnym krokiem będzie zabijanie meczu i próba dowiezienia prowadzenia do ostatniego gwizdka.

Jaki wynik typujesz?
Serce podpowiada mi, że wygramy 2:1, a rozsądek mówi, że powtórzymy wynik z jesieni z Płocka.

Rozmawiamy w przededniu finału baraży o udział w Mistrzostwach Świata. Czytelnicy znają już wynik, natomiast na tle dyskusji o powołaniu, a raczej jego braku dla Bartka Nowaka, dostrzegasz kogoś w Wiśle, który mógłby zasłużyć na powołanie? Być może właśnie piłkarz o tym samym nazwisku?
Wierzę, że jesteśmy w stanie wygrać ze Szwedami, choć mam duży niedosyt po meczu z Albanią, bo momentami wyglądaliśmy na jej tle naprawdę słabo. Co do Bartka, to uważam, że brak powołania dla niego to nie kontrowersyjna, ale wręcz skandaliczna decyzja selekcjonera. Rozumiem argumentację, że trener Urban nie chciał wprowadzać piłkarzy bez doświadczenia, ale z drugiej strony pojawił się Rózga, który też tym doświadczeniem w pierwszej reprezentacji nie grzeszy. Uważam, że Nowak ze swoją charakterystyką i sercem do gry, a przede wszystkim obecną formą, dałby reprezentacji zdecydowanie więcej niż choćby Rózga czy Grosicki, który dziś odpowiada chyba głównie za atmosferę w szatni. Rozumiem, dlaczego Grosik powołanie otrzymał, ale znalazłbym kilka nazwisk, które moim zdaniem nie musiały znaleźć się w kadrze, a jednak się znalazły. Jeśli natomiast chodzi o Wisłę, to być może będzie to kontrowersyjne, ale w tym momencie mógłby coś dać kadrze Marcin Kamiński, który ma umiejętności i doświadczenie, a choć nie błyszczy pod względem szybkości, to ma odpowiednie cechy wolicjonalne, które na co dzień pokazuje w Płocku. Z kolei najodpowiedniejszym miejscem dla Wiktora Nowaka jest w tej chwili kadra Jerzego Brzęczka – niech się tam rozwija i zdobywa doświadczenie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

My im nie dali wygrać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

LIVE: Remis cenniejszy niż złoto

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.

Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?

Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.

Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?

Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.

Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?

Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.

Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.

Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.

Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.

Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.

Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?

E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga