Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Pierwsza półfinałowa bitwa dla GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki awansowały do półfinału rozgrywek Pucharu Polski po zwycięstwie z Legia Ladies 2:1 (1:1, 0:0). W półfinale nasze piłkarki zmierzą się z wygraną drużyną z pary Lech/UAM Poznań – Górnik Łęczna. W Orlen Ekstralidze drużyna pokonała na wyjeździe UJ Kraków 2:3 (1:1). Następny mecz uKochane rozegrają w sobotę 21 marca, w Katowicach o godzinie 13:00 z Lech/UAM Poznań. Piłkarze rozegrali spotkanie ligowe wygrane 2:0 z Lechią (prasówkę po meczu do przeczytania znajdziecie TUTAJ). W tym tygodniu ekipa Rafała Góraka rozegra dwa wyjazdowe spotkania, jutro o 19:00 w Białymstoku z Jagiellonią (zaległe z jesieni) oraz w sobotę na wyjeździe z Cracovią o 14:45.

W ostatnim meczu ligowym siatkarze wygrali na wyjeździe z ekipą Karton-Pak Astra Nowa Sól 3:0. Następny mecz zostanie rozegrany w sobotę w Katowicach, 21 marca od godziny 17:00.

W pierwszym spotkaniu półfinału THL hokeiści GieKSy pokonali Cracovię 4:3. Kolejne spotkania zostanie rozegrane dzisiaj, w Satelicie o 18:30, następne w czwartek i piętek (19 i 20 marca) w Oświęcimiu. Wyjazdowe mecze rozpoczną się o godzinie 18:00.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa po thrillerze w półfinale Orlen Pucharu Polski

Ćwierćfinał Orlen Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawa a GKS-em Katowice przyniósł ogromne emocje i rozstrzygnięcie dopiero w dogrywce. Ostatecznie mistrzynie Polski wygrały 2:1 i zameldowały się w półfinale rozgrywek.

Spotkanie rozpoczęło się nietypowo, ponieważ już na jego początku doszło do awarii oświetlenia stadionu, w związku z czym mecz przerwano na blisko dwie godziny. Spotkanie pomiędzy Legią Warszawa a GKS-em Katowice od początku było bardzo zacięte. Katowiczanki starały się przejąć inicjatywę, lecz długo nie mogły znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywalek. Legia również stworzyła kilka groźnych sytuacji, jednak bardzo dobrze spisywała się bramkarka GieKSy Kinga Seweryn. Po zmianie stron mistrzynie Polski zaczęły częściej dochodzić do sytuacji bramkowych. Największe emocje przyniosła końcówka spotkania, gdy Legia objęła prowadzenie po rzucie wolnym wykorzystanym przez Milenę Prochowską.  Chwilę później do wyrównania doprowadziła Amelia Bińkowska, kierując piłkę do siatki z bliskiej odległości.

W dogrywce decydującego gola zdobyła Victoria Kalaberova, zapewniając GKS-owi Katowice zwycięstwo 2:1 i awans do półfinału. W etapie 1/2 finału Orlen Pucharu Polski katowiczanki zagrają ze zwycięzcą pary Lech Poznań UAM/GKS Górnik Łęczna.

 

sport.inetria.pl – „Kopciuszek” szturmuje podium Ekstraklasy. 32-latek wysłał sygnał Urbanowi

GKS Katowice kontynuuje swoją świetną passę z ostatnich tygodni. Drużyna Rafała Góraka pokonała na swoim boisku 2:0 Lechię Gdańsk i znacząco zbliżyła się do podium Ekstraklasy. Trzy punkty „Gieksie” dały trafienia Mateusza Wdowiaka oraz Ilji Szkurina. Ozdobą spotkania była kapitalna asysta Bartosza Nowaka przy drugim z trafień. Drużyna z Katowic dzięki tej wygranej awansowała na piąte miejsce w tabeli.

Sobotnia potyczka w Katowicach była jedną z wielu tym w sezonie gier o „sześć punktów”. Miejscowy GKS w ostatnich tygodniach spisywał się rewelacyjnie, notując szalenie cenne trzy punkty w starciach z Górnikiem Zabrze oraz Radomiakiem Radom. „Gieksa” dodatkowo jest już w półfinale Pucharu Polski. Dało im to zwycięstwo po serii rzutów karnych przeciwko Widzewowi Łódź.

Lechia Gdańsk w tym sezonie zachwyca kibiców. Gdańszczanie do sezonu przystępowali z karą odjęcia pięciu punktów za zaległości finansowej. Drużyna Johna Carvera pokazuje się jednak z bardzo dobrej strony, przesuwając się z tygodnia na tydzień w górę ligowej tabeli. „Zieloni” w ostatni weekend na swoim terenie wygrali aż 3:0 z walczącą o mistrzostwo Polski Jagiellonią Białystok.

[…] Licznie zgromadzona publika na stadionie w Katowicach wybuchła po raz drugi w 60. minucie. Wówczas fenomenalnym podaniem popisał się znajdujący ostatnio w świetnej formie Bartosz Nowak. Pomocnik „Gieksy” dostrzegł niekrytego Ilję Szkurina, a Białorusin w sytuacji sam na sam z Paulsenem zachował zimną krew, powiększając tym samym prowadzenie gospodarzy.

[…] Dzięki wygranej 2:0 GKS Katowice przesunął się na piąte miejsce i do ligowego podium traci zaledwie dwa punkty. Lechia z kolei jest na 13. pozycji z niewielką przewagą nad strefą spadkową. GKS już we wtorek w zaległym spotkaniu zagra z Jagiellonią Białystok. Triumf w tym meczu może dać im nawet awans na ligowe podium.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice realizuje swój plan. Rywal może mieć pretensje tylko do siebie

GKS Katowice wykonał swoje zadanie w 27. kolejce fazy zasadniczej i zwyciężył w Nowej Soli. Dzięki temu, podopieczni Emila Siewiorka wciąż mają szansę na wygranie pierwszego etapu rozgrywek. Obecnie jednak mimo sięgnięcia po komplet punktów GKS nie poprawił swojej pozycji w tabeli.

Na zapleczu PlusLigi jest trzech poważnych kandydatów do awansu, ale fotel lidera dość niespodziewanie dłuższy czas dzierżą CUK Anioły Toruń. Powrócić na tę chlubną pozycję starają się siatkarze GKS-u Katowice i w czwartek musieli zwyciężyć, jeśli chcieli te szansę zachować.

Z wysokiego „c” rozpoczęli Katowiczanie, którzy od samego początku prezentowali wysoką skuteczność w ofensywie. Jak na lidera przystało, sporą przewagę zapewnił Michał Superlak – 1:5. Przyjezdni testowali rywali mocną zagrywką i często właśnie problemy w przyjęciu utrudniały Astrze zbudowanie dobrej akcji. Sytuację próbował ratować Aleksander Maciejewski. Gdy po dobrym ataku dołożył asa serwisowego, dystans zmalał do 10:12. Nowosolanie od tego momentu grali punkt za punkt, ale przeciwnicy nie pozwalali im na więcej. W końcówce znów GKS podziałał serwisem i zapisał pierwszą partię na swoje konto.

Inaczej układał się set numer dwa. Rozegrał się Piotr Śliwka, a jednocześnie loty obniżył Superlak. To były powody, dzięki którym miejscowi odskoczyli na 8:3. Sporo było grania w kontrach, obie ekipy szukały ryzyka na dziewiątym metrze. Gdy asem popisał się Piotr Lipiński, gospodarze prowadzili 14:10. Atutem Astry była także gra w obronie, której było zdecydowanie więcej, niż w pierwszej odsłonie. Mimo wszystko, stracili całą przewagę tuż przed decydującym etapem – 18:19. Kluczową rolę odegrał wówczas Wojciech Ferens, a swoje zagrywką dołożył Superlak. Seria GKS-u zaowocowała późniejszym triumfem przy stanie 25:22.

Trzeci set nie porywał. I jedni i drudzy mieli bardzo duże problemy w ataku, a do tego regularnie popełniali błędy w polu serwisowym. Dla Katowiczan dobrą wiadomością był powrót Superlaka, a Astra musiała się martwić niemocą Śliwki (13% skuteczności, -14% efektywności w trzecim secie). Powtórzyła się sytuacja z pierwszej odsłony, bo GKS znów zanotował serię 5:1. Praktycznie już do końca kontrolował wynik, choć na półmetku przy błędzie Grzegorza Pająka zrobiło się 13:14. Długie wymiany lepiej wychodziły przyjezdnym. Decydujący punkt na wagę zwycięstwa dał as serwisowy Gonzalo Quirogi.

MVP: Michał Superlak

Karton-Pak Astra Nowa Sól – GKS Katowice 0:3 (20:25, 22:25, 21:25)

 

HOKEJ

hokej.net – Pierwsza półfinałowa bitwa dla GieKSy. Dublet utalentowanego młodziana

Od zwycięstwa zmagania w półfinale play-off rozpoczęli hokeiści GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski pokonali na własnym lodzie Unię Oświęcim 4:3. Dwie bramki dla GieKSy zdobył Jakub Hofman.

Jeśli mielibyśmy szukać play-offowego hokeja w niedzielnym starciu, to z pewnością znaleźlibyśmy go niewiele. Liczba indywidualnych błędów popełnianych przez zawodników obu drużyn z pewnością nie rezonowała z batalią, której stawką jest przepustka do gry o złoto. W tych warunkach hokejowej przyrody lepiej odnaleźli się podopieczni Jacka Płachty, którzy wygrali pierwszy mecz w serii.

Katowiczanie przystąpili do spotkania w swoim najmocniejszym składzie. Z kolei w zespole z Oświęcimia zabrakło Bartosza Florczaka, Martina Kasperlíka i Samuela Petráša. Reprezentant Polski złamał palec w ręce i czeka go przynajmniej miesięczna pauza w grze, Kasperlík zmaga się z kontuzją kolana, a Petráš w siódmym meczu ćwierćfinału play-off z KH Energą Toruń złamał nos. Do składu wrócił Roman Diukow, który wystąpił w trzeciej parze obrony u boku Jakuba Kubeša.

Mecz jeszcze dobrze się nie rozpoczął, a oświęcimianie już prowadzili. Na listę strzelców jako pierwszy wpisał się Mika Partanen, który już w 26. sekundzie spotkania pokonał Jespera Eliassona. Fiński skrzydłowy poprawił uderzenie Andreasa Söderberga. Chwilę później Partanen zdecydował się na strzałz bekhendu, ale golkiper GieKSy w porę zareagował.

Gospodarze odpowiedzieli w5. minucie. Zamieszanie pod bramką Linusa Lundina wykorzystał Jakub Hofman i bez większych problemów doprowadził do wyrównania. 20-letni napastnik niespełna pięć minut później ponownie wpisał się na listę strzelców. Tym razem dobił strzał Iana McNulty’ego.

Unia zdołała jeszcze wyrównać przed przerwą. W 17. minucie Jakub Kubeš uderzył sprzed bulika, a krążek po drodze odbił się od Romana Ráca i zaskoczył Jespera Eliassona, wpadając do bramki między jego parkanami.

Drugą tercję lepiej rozpoczęli katowiczanie. W 28. minucie błąd Miki Partanena przy wyprowadzaniu krążka wykorzystał Patryk Wronka. „Wronczes” przymierzył z prawego bulika w dalsze okienko i ponownie dał prowadzenie GKS-owi. Kilka minut później gospodarze powiększyli przewagę, bow sytuacji sam na sam Linusa Lundina pokonał Sam Coatta. Było więc4:2 dla GieKSy.

Oświęcimianie nie zamierzali jednak składać broni. Jeszcze przed drugą przerwą kontaktowego gola zdobył Erik Ahopelto, który zrobił użytek z dogrania Daniela Olssona Trkulji i wsytuacji sam na sam pokonał Eliassona, przywracając nadzieję gościom.

Trzecia tercja nie przyniosła już bramek, choć okazji i emocji nie brakowało. O losach spotkania mogli przesądzić Juho Koivusaari i Mateusz Bepierszcz, ale nie zdołali znaleźć sposobu na golkipera biało-niebieskich.

Unia w końcówce mocno naciskała, próbując doprowadzić do wyrównania. Jej trener zdecydował się nawet na wycofanie bramkarza, jednak ten manewr nie przyniósł zamierzonego efektu.

Wynik mógł podwyższyć Patryk Wronka, ale uderzony przez niego krążek odbił się od słupka. Ostatecznie katowiczanie dowieźli prowadzenie do końca i objęli prowadzenie w półfinałowej serii.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga