Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Pierwsza półfinałowa bitwa dla GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki awansowały do półfinału Pucharu Polski po zwycięstwie z Legia Ladies 2:1 (1:1, 0:0). W 1/2 rozgrywek zespół zmierzy się na wyjeździe z wygranym z pary Lech/UAM Poznań – Górnik Łęczna. W Orlen Ekstralidze pokonaliśmy na wyjeździe UJ Kraków 2:3 (1:1). Następny mecz uKochane rozegrają w sobotę 21 marca o 13:00 w Katowicach z drużyną Lecha/UAM Poznań. Piłkarze w Katowicach wygrali 2:0 z Lechią. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W tym tygodniu ekipa Rafała Góraka rozegra dwa wyjazdowe spotkania – jutro o 19:00 z Jagiellonią (zaległy mecz z jesieni) oraz w sobotę o 14:45 z Cracovią.
W ostatnim meczu siatkarze wygrali na wyjeździe z ekipą Karton-Pak Astra Nowa Sól 3:0. Następne spotkanie drużyna rozegra w sobotę 21 marca o 17:00 w Katowicach.
W pierwszym spotkaniu półfinału THL hokeiści GieKSy pokonali Cracovię 4:3. Kolejny mecz rozegramy dzisiaj o 18:30 w Satelicie, a następne w czwartek i piętek (19 i 20 marca, oba o 18:00) w Oświęcimiu.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GieKSa po thrillerze w półfinale Orlen Pucharu Polski
Ćwierćfinał Orlen Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawa a GKS-em Katowice przyniósł ogromne emocje i rozstrzygnięcie dopiero w dogrywce. Ostatecznie mistrzynie Polski wygrały 2:1 i zameldowały się w półfinale rozgrywek.
Spotkanie rozpoczęło się nietypowo, ponieważ już na jego początku doszło do awarii oświetlenia stadionu, w związku z czym mecz przerwano na blisko dwie godziny. Spotkanie pomiędzy Legią Warszawa a GKS-em Katowice od początku było bardzo zacięte. Katowiczanki starały się przejąć inicjatywę, lecz długo nie mogły znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywalek. Legia również stworzyła kilka groźnych sytuacji, jednak bardzo dobrze spisywała się bramkarka GieKSy Kinga Seweryn. Po zmianie stron mistrzynie Polski zaczęły częściej dochodzić do sytuacji bramkowych. Największe emocje przyniosła końcówka spotkania, gdy Legia objęła prowadzenie po rzucie wolnym wykorzystanym przez Milenę Prochowską. Chwilę później do wyrównania doprowadziła Amelia Bińkowska, kierując piłkę do siatki z bliskiej odległości.
W dogrywce decydującego gola zdobyła Victoria Kalaberova, zapewniając GKS-owi Katowice zwycięstwo 2:1 i awans do półfinału. W etapie 1/2 finału Orlen Pucharu Polski katowiczanki zagrają ze zwycięzcą pary Lech Poznań UAM/GKS Górnik Łęczna.
sport.inetria.pl – „Kopciuszek” szturmuje podium Ekstraklasy. 32-latek wysłał sygnał Urbanowi
GKS Katowice kontynuuje swoją świetną passę z ostatnich tygodni. Drużyna Rafała Góraka pokonała na swoim boisku 2:0 Lechię Gdańsk i znacząco zbliżyła się do podium Ekstraklasy. Trzy punkty „Gieksie” dały trafienia Mateusza Wdowiaka oraz Ilji Szkurina. Ozdobą spotkania była kapitalna asysta Bartosza Nowaka przy drugim z trafień. Drużyna z Katowic dzięki tej wygranej awansowała na piąte miejsce w tabeli.
Sobotnia potyczka w Katowicach była jedną z wielu tym w sezonie gier o „sześć punktów”. Miejscowy GKS w ostatnich tygodniach spisywał się rewelacyjnie, notując szalenie cenne trzy punkty w starciach z Górnikiem Zabrze oraz Radomiakiem Radom. „Gieksa” dodatkowo jest już w półfinale Pucharu Polski. Dało im to zwycięstwo po serii rzutów karnych przeciwko Widzewowi Łódź.
Lechia Gdańsk w tym sezonie zachwyca kibiców. Gdańszczanie do sezonu przystępowali z karą odjęcia pięciu punktów za zaległości finansowej. Drużyna Johna Carvera pokazuje się jednak z bardzo dobrej strony, przesuwając się z tygodnia na tydzień w górę ligowej tabeli. „Zieloni” w ostatni weekend na swoim terenie wygrali aż 3:0 z walczącą o mistrzostwo Polski Jagiellonią Białystok.
[…] Licznie zgromadzona publika na stadionie w Katowicach wybuchła po raz drugi w 60. minucie. Wówczas fenomenalnym podaniem popisał się znajdujący ostatnio w świetnej formie Bartosz Nowak. Pomocnik „Gieksy” dostrzegł niekrytego Ilję Szkurina, a Białorusin w sytuacji sam na sam z Paulsenem zachował zimną krew, powiększając tym samym prowadzenie gospodarzy.
[…] Dzięki wygranej 2:0 GKS Katowice przesunął się na piąte miejsce i do ligowego podium traci zaledwie dwa punkty. Lechia z kolei jest na 13. pozycji z niewielką przewagą nad strefą spadkową. GKS już we wtorek w zaległym spotkaniu zagra z Jagiellonią Białystok. Triumf w tym meczu może dać im nawet awans na ligowe podium.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice realizuje swój plan. Rywal może mieć pretensje tylko do siebie
GKS Katowice wykonał swoje zadanie w 27. kolejce fazy zasadniczej i zwyciężył w Nowej Soli. Dzięki temu, podopieczni Emila Siewiorka wciąż mają szansę na wygranie pierwszego etapu rozgrywek. Obecnie jednak mimo sięgnięcia po komplet punktów GKS nie poprawił swojej pozycji w tabeli.
Na zapleczu PlusLigi jest trzech poważnych kandydatów do awansu, ale fotel lidera dość niespodziewanie dłuższy czas dzierżą CUK Anioły Toruń. Powrócić na tę chlubną pozycję starają się siatkarze GKS-u Katowice i w czwartek musieli zwyciężyć, jeśli chcieli te szansę zachować.
Z wysokiego „c” rozpoczęli Katowiczanie, którzy od samego początku prezentowali wysoką skuteczność w ofensywie. Jak na lidera przystało, sporą przewagę zapewnił Michał Superlak – 1:5. Przyjezdni testowali rywali mocną zagrywką i często właśnie problemy w przyjęciu utrudniały Astrze zbudowanie dobrej akcji. Sytuację próbował ratować Aleksander Maciejewski. Gdy po dobrym ataku dołożył asa serwisowego, dystans zmalał do 10:12. Nowosolanie od tego momentu grali punkt za punkt, ale przeciwnicy nie pozwalali im na więcej. W końcówce znów GKS podziałał serwisem i zapisał pierwszą partię na swoje konto.
Inaczej układał się set numer dwa. Rozegrał się Piotr Śliwka, a jednocześnie loty obniżył Superlak. To były powody, dzięki którym miejscowi odskoczyli na 8:3. Sporo było grania w kontrach, obie ekipy szukały ryzyka na dziewiątym metrze. Gdy asem popisał się Piotr Lipiński, gospodarze prowadzili 14:10. Atutem Astry była także gra w obronie, której było zdecydowanie więcej, niż w pierwszej odsłonie. Mimo wszystko, stracili całą przewagę tuż przed decydującym etapem – 18:19. Kluczową rolę odegrał wówczas Wojciech Ferens, a swoje zagrywką dołożył Superlak. Seria GKS-u zaowocowała późniejszym triumfem przy stanie 25:22.
Trzeci set nie porywał. I jedni i drudzy mieli bardzo duże problemy w ataku, a do tego regularnie popełniali błędy w polu serwisowym. Dla Katowiczan dobrą wiadomością był powrót Superlaka, a Astra musiała się martwić niemocą Śliwki (13% skuteczności, -14% efektywności w trzecim secie). Powtórzyła się sytuacja z pierwszej odsłony, bo GKS znów zanotował serię 5:1. Praktycznie już do końca kontrolował wynik, choć na półmetku przy błędzie Grzegorza Pająka zrobiło się 13:14. Długie wymiany lepiej wychodziły przyjezdnym. Decydujący punkt na wagę zwycięstwa dał as serwisowy Gonzalo Quirogi.
MVP: Michał Superlak
Karton-Pak Astra Nowa Sól – GKS Katowice 0:3 (20:25, 22:25, 21:25)
HOKEJ
hokej.net – Pierwsza półfinałowa bitwa dla GieKSy. Dublet utalentowanego młodziana
Od zwycięstwa zmagania w półfinale play-off rozpoczęli hokeiści GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski pokonali na własnym lodzie Unię Oświęcim 4:3. Dwie bramki dla GieKSy zdobył Jakub Hofman.
Jeśli mielibyśmy szukać play-offowego hokeja w niedzielnym starciu, to z pewnością znaleźlibyśmy go niewiele. Liczba indywidualnych błędów popełnianych przez zawodników obu drużyn z pewnością nie rezonowała z batalią, której stawką jest przepustka do gry o złoto. W tych warunkach hokejowej przyrody lepiej odnaleźli się podopieczni Jacka Płachty, którzy wygrali pierwszy mecz w serii.
Katowiczanie przystąpili do spotkania w swoim najmocniejszym składzie. Z kolei w zespole z Oświęcimia zabrakło Bartosza Florczaka, Martina Kasperlíka i Samuela Petráša. Reprezentant Polski złamał palec w ręce i czeka go przynajmniej miesięczna pauza w grze, Kasperlík zmaga się z kontuzją kolana, a Petráš w siódmym meczu ćwierćfinału play-off z KH Energą Toruń złamał nos. Do składu wrócił Roman Diukow, który wystąpił w trzeciej parze obrony u boku Jakuba Kubeša.
Mecz jeszcze dobrze się nie rozpoczął, a oświęcimianie już prowadzili. Na listę strzelców jako pierwszy wpisał się Mika Partanen, który już w 26. sekundzie spotkania pokonał Jespera Eliassona. Fiński skrzydłowy poprawił uderzenie Andreasa Söderberga. Chwilę później Partanen zdecydował się na strzałz bekhendu, ale golkiper GieKSy w porę zareagował.
Gospodarze odpowiedzieli w5. minucie. Zamieszanie pod bramką Linusa Lundina wykorzystał Jakub Hofman i bez większych problemów doprowadził do wyrównania. 20-letni napastnik niespełna pięć minut później ponownie wpisał się na listę strzelców. Tym razem dobił strzał Iana McNulty’ego.
Unia zdołała jeszcze wyrównać przed przerwą. W 17. minucie Jakub Kubeš uderzył sprzed bulika, a krążek po drodze odbił się od Romana Ráca i zaskoczył Jespera Eliassona, wpadając do bramki między jego parkanami.
Drugą tercję lepiej rozpoczęli katowiczanie. W 28. minucie błąd Miki Partanena przy wyprowadzaniu krążka wykorzystał Patryk Wronka. „Wronczes” przymierzył z prawego bulika w dalsze okienko i ponownie dał prowadzenie GKS-owi. Kilka minut później gospodarze powiększyli przewagę, bow sytuacji sam na sam Linusa Lundina pokonał Sam Coatta. Było więc4:2 dla GieKSy.
Oświęcimianie nie zamierzali jednak składać broni. Jeszcze przed drugą przerwą kontaktowego gola zdobył Erik Ahopelto, który zrobił użytek z dogrania Daniela Olssona Trkulji i wsytuacji sam na sam pokonał Eliassona, przywracając nadzieję gościom.
Trzecia tercja nie przyniosła już bramek, choć okazji i emocji nie brakowało. O losach spotkania mogli przesądzić Juho Koivusaari i Mateusz Bepierszcz, ale nie zdołali znaleźć sposobu na golkipera biało-niebieskich.
Unia w końcówce mocno naciskała, próbując doprowadzić do wyrównania. Jej trener zdecydował się nawet na wycofanie bramkarza, jednak ten manewr nie przyniósł zamierzonego efektu.
Wynik mógł podwyższyć Patryk Wronka, ale uderzony przez niego krążek odbił się od słupka. Ostatecznie katowiczanie dowieźli prowadzenie do końca i objęli prowadzenie w półfinałowej serii.
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze