Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wpadce z beniaminkiem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Siatkarze GieKSy wpadli w jakiś dołek formy oraz mentalny i stąd przykra niespodzianka w sobotnim meczu z Wartą, co skrzętnie odnotowały media…

 

katowickisport.pl – Beniaminek z Zawiercia postrachem faworytów! GieKSa bez szans

Katowiczanie nieoczekiwanie przegrali z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie 0:3 i zaliczyli trzecią porażkę z rzędu. Siatkarze beniaminka PlusLigi przyjechali do Katowic opromieni wygraną po tie-breaku w Rzeszowie i miejscowi kibice zdawali sobie sprawę ze skali trudności. Ostatnio siatkarze GKS-u przeżywali trudne chwile, bo przecież przegrali w Bełchatowie oraz we wtorek w „Spodku” wyraźnie z ZAKSĄ. Tą wpadką byli mocno zdruzgotani, ale potyczka z zespołem z Zawiercia była z gatunku tych ważnych. Tymczasem w I secie miejscowych kibiców spotkało mocne rozczarowanie, bo podopieczni trenera Piotra Gruszki byli mocno zagubieni na parkiecie. Oddali tę partię za darmo, prezentując się mizernie w każdym elemencie. Zagrywką „kopali” goście, a przyjęcie katowiczan zupełnie nie funkcjonowało (31% tylko 14% prefekcyjnego), a w konsekwencji atak również nie istniał. Skończyło zaledwie na 10 pkt. i ten dorobek jest wręcz kompromitujący. W drugiej odsłonie było już znacznie lepiej, bo gospodarze się mocno zmobilizowali i wreszcie podjęli walkę. W końcowych fragmentach było sporo emocji. Goście prowadzili 23:20, ale za sprawą trudnej zagrywki Dominika Witczaka katowiczanie doprowadzili do remisu po 23. Po błędzie w zagrywce Witczaka oraz asie serwisowym Brazylijczyka Hugo De Leona siatkarze z Zawiercia zapisali tę odsłonę po stronie plusów. W kolejnej partii goście prowadzili już 19:13 i pewnie zmierzali do jej wygrania oraz całego meczu. Jednak gospodarze rzucili się do odrabiania strat i zmniejszyli straty do „oczka”. Trener Emanuele Zanini wziął przerwę i ona wpłynęła na schłodzenie rozgrzanych głów. A Grzegorz Bociek posłał asa serwisowego na zakończenie zwycięskiego meczu.  (…)

siatka.org – PL: Warta się rozpędza, GKS na łopatkach

Coraz lepiej w PlusLidze poczyna sobie Warta Zawiercie. Po pokonaniu Resovii podopieczni trenera Emanuela Zaniniego wygrali wyjazdowe spotkanie z GKS-em Katowice, pewnie zgarniając niezwykle cenne trzy punkty. Drużyna Piotra Gruszki o pierwszym, przegranym do 10 secie, jak i o całym spotkaniu, będzie chciała jak najszybciej zapomnieć. Niesieni dopingiem blisko 300 kibiców Jurajscy Rycerze weszli w mecz mocnym uderzeniem. Już na starcie asami serwisowymi błysnęli Grzegorz Bociek i Hugo de Leon (4:2). Po mocnym obiciu bloku przez Boćka było 7:4. Od tego momentu goście tylko powiększali przewagę. Bociek przebił się prawym skrzydłem, Smith zaatakował ze środka, asem popisał się Łukasz Swodczyk i było 14:6. W żółto-zielonej machinie funkcjonował każdy najmniejszy trybik, a po asie Grzegorza Pająka i ataku z prawej flanki Boćka, siatkarze Aluronu Virtu Warty Zawiercie rozbili GKS Katowice do… 10, obejmując prowadzenie 1:0. Zawiercianie zaprezentowali niezwykle mocną i skuteczną zagrywkę, którą odrzucili gospodarzy od siatki. Katowiczanie mieli też problem ze skończeniem pierwszego ataku.  (…)

 

polsatsport.pl – PlusLiga: Beniaminek sprawił kolejną sensację!

Faworytem sobotniego starcia byli siatkarze GKS. Jednak w swym poprzednim meczu podopieczni trenera Piotra Gruszki polegli 0:3 w starciu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, natomiast zawiercianie niespodziewanie wygrali na wyjeździe z Asseco Resovią 3:2. W premierowej odsłonie katowiczanie zostali zmieceni z parkietu przez przeciwników. Wynik 10:25 wiele mówi o rywalizacji obu ekip w tej partii… Można tylko dodać, że przyjezdni punktowali seriami, choćby sześć akcji z rzędu od stanu 6:8 do 6:14, czy cztery piłki kończące tę partię. Gospodarze mieli też kłopoty z przyjęciem zagrywki przyjezdnych, którzy w tym secie posłali aż cztery asy. Drugą partię dobrze rozpoczęli katowiczanie (4:1), gra się jednak szybko wyrównała, a wynik długo oscylował wokół remisu (10:10, 15:15, 19:19). W końcówce przyjezdni odskoczyli, po asie serwisowym Hugo de Leona było 20:23, jednak gospodarze zdołali odrobić straty. Dwa decydujące punkty padły jednak łupem siatkarzy z Zawiercia: najpierw w polu zagrywki pomylił się Dominik Witczak, a po chwili David Smith zakończył seta punktową zagrywką (23:25).  (…)

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice – Aluron Virtu Warta Zawiercie: Ślązacy nadziali się na Rycerzy

Spotkanie GKS-u z Aluron Virtu Warta Zawiercie było drugim meczem katowiczan w ciągu czterech dni. Wcześniej Ślązacy zmierzyli się w Spodku z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Ta rywalizacja zdecydowanie nie wyszła gospodarzom (0:3). Dlatego mecz z zawiercianami miał być dla GieKSy szansą na zrehabilitowanie się przed własną publicznością. Plany Ślązakom pokrzyżowała świetna postawa gości. Katowiczanie od początku mogli się czuć nieco nieswojo, bo zorganizowana grupa kibiców z Zawiercia dopingowała swój zespół tak głośno, że trudno było uwierzyć, że GKS rozgrywa mecz domowy. Natchnieni okrzykami fanów goście od początku pokazywali, że przyjechali po zwycięstwo.  (…)  Wyrównana gra z drugiego seta przełożyła się na trzeci. Drużyny walczyły punkt za punkt (7:7). Nawet kiedy goście zdobyli przewagę i wydawało się, że ją utrzymają, dzięki waleczności Ślązacy znów doprowadzili do remisu. Sytuacja zmieniła się, gdy dość szczęśliwie piłkę po bloku wybił Michał Żuk. Po tej akcji przyjezdni z Zawiercia zdobyli dwa kolejne punkty (10:13). Mimo starań GieKSy zawodnicy z Zagłębia utrzymywali przewagę. Sytuację gospodarzy pogorszył fakt, że Grzegorz Pająk zdobył dwa punkty serwisem. W trudnej sytuacji gracze trenera Gruszki zaczęli grać z większym ryzykiem. To wystarczyło, by postraszyć Wartę, która zaczęła popełniać błędy. Zawiercianie zgubili swój rytm, a GKS z tego skorzystał niwelując czteropunktową przewagę (21:22). Wysiłki katowiczan na nic się zdały, bo po paru dobrych najpierw atak zepsuł Butryn, a później przyjmujący spóźnili się do przyjęcia skrótu Boćka. Goście odnieśli pewne zwycięstwo (21:25).  (…)

 

sportowefakty.wp.pl – Historyczny wyczyn zawiercian. Pierwsze zwycięstwo za trzy punkty odnieśli w Katowicach

(…)  Już atmosfera panująca obiekcie, gdzie gra GKS, nie sprzyjała Ślązakom. Do Katowic przyjechała wielka grupa kibiców z Zawiercia, która przez większość spotkania dopingowała głośniej niż fani gospodarzy. – Czułem się jakbyśmy mieli więcej kibiców niż gospodarze. Byli po prostu fantastyczni, głośni i pełni energii. Z pewnością tę energię nam oddali i to też nam pomogło – powiedział po spotkaniu David Smith. Równie mocne co doping było wejście Aluronu Virtu Warty Zawiercie w mecz. Goście rozbili zespół Piotra Gruszki do 10. – Tak naprawdę nie wiem, co się wydarzyło w pierwszym secie. Wyszliśmy na boisko gotowi na walkę, od początku zagrywaliśmy bardzo mocno. Z każdą akcją było coraz lepiej, współpraca między zawodnikami była bardzo dobrze ułożona. Wszystko wychodziło płynnie, perfekcyjnie – stwierdził Smith. Potem mecz wyglądał inaczej. – To, czy przegrywamy do 10 czy 20, nie ma znaczenia. Porażka w pierwszym secie miała na nas zadziałać motywująco. Niestety, nie do końca tak się stało – zauważył Karol Butryn. Atakujący przyznał jednak, że w partiach numer 2 i 3 zawodnicy GieKSy wypadli nieco lepiej niż w pierwszej odsłonie. Według niego gra zawiązała się dzięki udanym blokom i lepszej zagrywce. – Ostatecznie to nie miało jednak znaczenia, bo przegraliśmy.  (…)  Podczas gdy goście skakali z radości po zakończeniu spotkania, siatkarze GKS-u byli rozczarowani. To była trzecia przegrana zespołu z Katowic z rzędu, a przecież GieKSa rozpoczęła sezon świetnie. – Myślę, że nie potrafimy powalczyć z przeciwnikami różnego potencjału. Na pewno Bełchatów i Kędzierzyn (z nimi przegrał GKS przyp. autor) to bardzo mocni rywale, ale nawet z nimi powinniśmy wygrywać chociaż pojedyncze sety. Z Wartą też się nie udało, bo po prostu nie potrafiliśmy przeciwstawić się ich dobrej grze. Popełniamy dużo błędów w przyjęciu i na zagrywce, a jak nie ma serwisów to bardzo ciężko o dobry wynik – zdiagnozował atakujący gospodarzy. Problemy w swoim zespole widzi też trener. – Szkoda mi chłopaków naprawdę. Te przegrane siedzą w głowach. Wiem, że trudne momenty w sporcie się zdarzają. Biorę te spotkanie za mocną motywację niekoniecznie do ciężkiej pracy, bo my cały czas pracujemy ciężko, ale do zmiany. To jest moment kiedy można spróbować zastosować jakieś rozwiązanie, które pomoże – skomentował Gruszka.

czassiatkowki.pl – PlusLiga: Niespodzianka w Katowicach. Trzy punkty wędrują do Zawiercia

W jedenastej kolejce GKS Katowice podejmował przed własną publicznością Aluron Virtu Wartę Zawiercie. Gospodarze przegrali to spotkanie w trzech setach, nie mogli bowiem znaleźć skutecznej odpowiedzi na bardzo dobrą dyspozycję Grzegorza Boćka. Najbardziej wartościowym graczem został jednak wybrany libero zwycięskiej drużyny, Taichiro Koga.  (…)  Trzeciego seta rozpoczęły dwa bardzo silne ataki Karola Butryna (2:0), który na początku seta był niemal bezbłędny (4:2), ale gra znów stała się bardzo zacięta, a obie drużyny walczyły o każdy punkt (7:7). Wynik co chwilę zmieniał się na korzyść drugiej drużyny (10:9). Dzięki skończonym akcjom Grzegorza Boćka i bardzo dobrej postawy tego zawodnika w polu serwisowym, siatkarzom z Zawiercia udało się wyjść na pierwsze, trzypunktowe prowadzenie w tym secie (13:10). Przyparty do muru szkoleniowiec gospodarzy poprosił o czas, lecz rozpędzeni goście utrzymali swoje prowadzenie (14:11), jedynie sukcesywnie je powiększając (17:13). Dwa asy serwisowe Grzegorza Pająka pozwoliły drużynie Zawiercia na spokojne granie w końcówce seta (19:14). Mimo iż dzięki bardzo dobrej grze zmiennika, Bartłomieja Krulickiego, Katowice zdołały dojść na trzy punkty (17:20), to goście kontrolowali przebieg gry, zachowując zimną głowę (22:19). Trzeciego seta oraz całe spotkanie zakończył asem serwisowym Grzegorz Bociek (25:21).  (…)

 

aluronvirtu.pl – Pokaz mocy Jurajskich Rycerzy! 3 punkty jadą do Zawiercia!

(…)  Druga partia była zacięta. GKS postawił wszystko na jedną kartę i chciał się zrehabilitować za tak wysoką porażkę. Zaczęło się od 4:1 dla gospodarzy, ale as Davida Smitha na 7:8 dał sygnał do ataku i po chwili było już 9:9. Gra toczyła się punkt za punkt, aż wreszcie po ataku Smitha i bloku Grzegorza Pająka do spółki z Amerykaninem zawiercianie odskoczyli na dwa oczka (21:20). As Hugo na 23:20 dał Żółto-Zielonym już sporą przewagę, lecz ambitni miejscowi wyrównali. Ale w kluczowych momentach zepsuli zagrywkę, a Smith kolejnym asem postawił kropkę nad i (25:23 i 2:0). W trzecim secie raz po raz punktował Hugo de Leon, a siatkarze Aluronu Virtu Warty Zawiercie minimalnie prowadzili, by w połowie seta zacząć „odjeżdżać”. Po dwóch asach Grzegorz Pająka było jasne, że Jurajscy Rycerze tego meczu nie przegrają (19:13)! I mimo iż dwoił się i troił Karol Burtyn, notując co rusz skuteczne ataki i asa (22:21), czarną serię przełamał de Leon (23:21). Później był jeszcze autowy atak GieKSy, a Grzegorz Bociek we wspaniałym stylu zwieńczył wszystko asem serwisowym, pieczętując przekonujący triumf beniaminka (25:21 i 3:0).  (…)

aluronvirtu.pl – 300 zawiercian zdobyło Szopienice!

To było wsparcie rzadko spotykane na meczach PlusLigi! Prawie 300 kibiców w żółtych koszulkach wyruszyło do Katowic, by wspierać Jurajskich Rycerzy w ich bitwie z miejscowym GKS-em. Ale to nie wszystko! Żółto-Zieloni Fani zaprezentowali doping głośny niczym ze stadionów piłkarskich i ponieśli siatkarzy Aluronu Virtu Warty Zawiercie do triumfu 3:0! Jeszcze przed meczem, gdy Jurajscy Rycerze na trybunach ryknęli po raz pierwszy, siatkarzy obu drużyn z pewnością przeszedł po plecach dreszcz. Liczebność, siła głosów i zaangażowanie kibiców beniaminka PlusLigi już wtedy sygnalizowały, że to nie będzie zwykłe spotkanie. Porażający doping zawierciańskich fanów sprawił, że siatkarze Aluronu Virtu Warty mogli w Katowicach poczuć się niczym we własnej hali! I widać, że motywacja z trybun dodała skrzydeł Jurajskim Rycerzom, bo w pierwszym secie niesieni żywiołowym wsparciem swoich fanów zawodnicy przyjezdnych… rozgromili faworyzowanych gospodarzy (6. przed 11. serią gier zespół PlusLigi) 25 do… 10! Kibice Aluronu Virtu Warty Zawiercie już od pierwszych starć beniaminka prezentują poziom ekstraklasy. Gdyby organizowane były siatkarskie mistrzostwa świata w kibicowaniu na wyjeździe, sobotni „występ” żółto-zielonych fanów byłby murowanym kandydatem do medalu. Jak widać – z meczu na mecz rozpędzają się zarówno Jurajscy Rycerze na boisku, jak i ci na trybunach. I jesteśmy pewni, że ten wyczyn kibiców zawierciańskiej ekipy wkrótce mogą przebić chyba tylko… oni sami!  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga