Hokej
Co słychać w Polskiej Hokej Lidze?
Już 7 września TAURON KH GKS Katowice rozpocznie walkę o mistrzostwo Polski w hokeju na lodzie. Dziś przyjrzymy się, co w trakcie sezonu ogórkowego pozmieniało się u naszych rywali.
GKS Tychy
U aktualnych mistrzów Polski przerwa między sezonami przebiegła spokojnie. Trenerem Tyszan pozostanie Andrei Gusov. Drużynę opuściło sześciu zawodników: Mateusz Bepierszcz, Michał Woźnica, Miloslav Jachym, Joonas Huovinen, Ilya Kaznadey i Artyom Mentyuk. Do Tychów powrócił natomiast Marcin Horzelski, który ostatni sezon kończył w Jastrzębiu. Wzmocniono się także dwoma Słowakami z Cracovii: Peterem Novajovskym i Tomasem Sykorą. Do drużyny dołączył również doświadczony reprezentant Ukrainy Andrei Mikhnov, który ma na swoim koncie m.in. 109 meczów w KHL. Wzmocnić GKS Tychy miał również Sergei Ogorodnikov, który w poprzednim sezonie występował w Nowym Targu, zginął on jednak śmiercią tragiczną 24 czerwca.
W przedsezonowych sparingach Tyszanie odnieśli dwa zwycięstwa i ponieśli cztery porażki. Na początku pokonali Unię Oświęcim 6:0, a w rewanżu triumfowali po rzutach karnych 6:7. Następnie udali się do Zwolenia na Memorał Pavla Zabojnika. W pierwszym spotkaniu okazali się lepsi od HC Kosice 5:3, w drugim meczu ulegli HKM Zvolen 1:2 po rzutach karnych, a na koniec przegrali z aktualnym mistrzem Słowacji HC Banska Bystrica 2:6. Po powrocie zza południowej granicy ponieśli porażkę w meczu z JKH GKS-em Jastrzębie 2:1 po dogrywce. Teraz Tyszan czekają spotkania w Hokejowej Lidze Mistrzów z IFK Helsinki i Skelleftea AIK.
TatrySki Podhale Nowy Targ
„Szarotki” to kolejna drużyna, która skorzystała na odejściach w Cracovii, jednak wydaje się, że największe wzmocnienie ma miejsce na ławce trenerskiej. Nowotarżan objął nowy selekcjoner reprezentacji Polski Tomek Valtonen. Zastąpił on Andreia Parfenova. Z Krakowa do Nowego Targu powróciło trzech wychowanków Podhala: Rafał Dutka, Krystian Dziubiński i Patryk Wajda, a także Kacper Guzik, który ubiegły sezon zakończył w 3 lidze niemieckiej. Nowotarżan wzmocnił też Fin Eetu Moksunen. Drużynę opuścili natomiast Damian Tomasik, Maciej Sulka, Michal Pichnarcik, Dmitri Samarin, Elvijs Biezais, Przemysław Michalski i Maxim Kondrashov. Wspomnieliśmy już o Sergeiu Ogorodnikovie. Na testach w Podhalu przebywa aktualnie Łotysz Kris Lipsbergs.
Nowotarżanie rozegrali do tej pory pięć sparingów – po dwa z Duklą Michalovice i MHK Dubnicą oraz jeden z HK 32 Liptovski Mikulas. Przegrali oba spotkania z Duklą – 3:4 i 3:0, natomiast z Dubnicą najpierw wygrali 4:3, a w drugim meczu również 4:3, lecz po rzutach karnych. Z Liptovskim Mikulasem ponieśli porażkę 3:0. Szarotki mają jeszcze zaplanowane dwa sparingi z HK Spisska Nova Ves.
Comarch Cracovia
Po kompletnie nieudanym sezonie „Pasów” w ich składzie miała miejsce prawdziwa rewolucja. Choć trenerem Cracovii pozostał Rudolf Rohacek, drużynę opuściło aż trzynastu zawodników, niektórzy z wieloletnim stażem w pasiastych strojach jak Rafał Radziszewski czy Damian Słaboń. Oprócz nich z Krakowa odeszli Rafał Dutka, Krystian Dziubiński, Patryk Wajda, Nikita Kolesnikovs, Petr Kalus, Pavel Vorobyev, Maciej Urbanowicz, Tomas Sykora, Petr Sinagl, Teddy Da Costa i Oliver Paczkowski. Wiadomo już, że do Cracovii dołączyli Dawid Musioł z Naprzodu Janów, Mateusz Sordon z Orlika Opole, Mateusz Bepierszcz z GKS-u Tychy, Yevgeni Kamenev z Polonii Bytom, Stepan Csamango z Orli Znojmo i Michal Vachovec z HC Karlovy Vary. Z Cracovią trenuje spora grupa młodych, testowanych zawodników.
Krakowianie wygrali pierwszy sparingowy mecz z Unią Oświęcim 1:2. W kolejnym spotkaniu przedsezonowym ulegli HK 32 Liptovsky Mikulas 2:1 po rzutach karnych, następnie pokonali AZ Havirov 1:4, a w drugim spotkaniu z Unią tym razem przegrali 2:3 po rzutach karnych. 28 sierpnia wygrali z HC Frydek-Mistek 5:1. „Pasy” zmierzą się jeszcze po jednym razie ponownie z Havirovem i Liptovskym Mikulasem.
JKH GKS Jastrzębie
W Jastrzębiu ponownie obyło się bez szaleństw na rynku transferowym. Kolejny sezon szkoleniowcem JKH będzie Robert Kalaber. Drużynę opuściło pięciu zawodników, a sześciu dołączyło. W barwach JKH nie zobaczymy już Tomasa Fucika, Richarda Bordowskiego, Ivana Jankovica, Vladimira Lukacika i Marcina Horzelskiego. Nowymi nabytkami są natomiast Jakub Grof z GKS-u Katowice, Martin Kasperlik z Unii Oświęcim, Maciej Sulka z Podhala Nowy Targ, Grzegorz Radzieńczak z juniorskich drużyn Ocelari Triniec, Artyom Dubinin z Yermaku Angarsk (drugi poziom rozgrywkowy w Rosji) i doświadczony Słowak Peter Fabus, który poprzedni sezon spędził w SC Csikszereda.
Jastrzębianie rozegrali już aż 10 sparingów. Wygrali 1:2 po rzutach karnych z MSHK Ziliną, 1:2 z HC RT Torax Porubą, 1:3 z Debreceni HK, 3:2 z Nestą Mires Toruń, 6:7 po rzutach karnych z Draci Sumperk, 2:1 po dogrywce z GKS-em Tychy i 2:3 po rzutach karnych z MHK Dubnicą. Przegrali natomiast w pierwszym meczu z Porubą 5:4, z Dubnicą 2:3 po rzutach karnych i z HC Frydek-Mistek 4:1. Przed sezonem jeszcze raz zmierzą się z Draci Sumperk.
KS Unia Oświęcim
W klubie z siedzibą przy ul. Chemików lato również minęło bardzo spokojnie. Unię opuścili bracia Kasperlik i Adam Rufer, a karierę zakończył Lubomir Vosatko. Największym wzmocnieniem drużyny z Oświęcimia jest na ten moment król strzelców z poprzedniego sezonu Andrej Themar, który trafił tam z katowickiej GieKSy. Siłę ataku ma wzmocnić także Mateusz Adamus z Naprzodu Janów. Dodatkowo do kadry zespołu dołączyło dwóch młodych zawodników: Sebastian Lipiński i Miłosz Noworyta. W ostatnim czasie na testach w Oświęcimiu pojawił się słowacki napastnik Roman Tomanek.
Unici rozegrali już wszystkie zaplanowane sparingi. Na początku przegrali z Cracovią 1:2, a następnie dwukrotnie ulegli GKS-owi Tychy 6:0 i 6:7k. W połowie miesiąca udali się na turniej do Opawy, gdzie najpierw wygrali z HC Orlova 6:3, w drugim meczu przegrali ze Slezanem Opava 4:1, a trzecim po złotym golu w dogrywce okazali się gorsi od BK Havlickuv Brod 4:5. Na koniec ponownie zmierzyli się z Cracovią, tym razem wygrywając 2:3 po rzutach karnych.
PGE Orlik Opole
W Opolu kolejny rok z rzędu skład budowany jest na ostatnią chwilę. Drużynę opuściło aż dwunastu zawodników, a na ten moment zakontraktowano tylko jednego nowego hokeistę. Z Orlika odeszli Janis Auzins, Michał Kieler, Miroslav Zatko, Mateusz Sordon, Arkadiusz Nowak, Ivan Durac, Jonas Hoog, Radek Meidl, Filip Stopiński, Michal Satek, Kamil Wąsiński i Jarosław Lorek. Nowym graczem jest Alexis Svitac z Podhala.
Opolanie rozegrali do tej pory niecałe trzy sparingi. Niecałe, bo pierwszy z nich – z Polonią Bytom – został przerwany w 28 minucie przez dziurę w lodzie. Na tablicy wyników widniał wówczas rezultat 1:0 dla Orlika. W kolejnym meczu przegrali z Zagłębiem Sosnowiec 7:3, a następnie pokonali po rzutach karnych MH Automatykę Gdańsk 4:3. Takim samem stosunkiem bramek, lecz w regulaminowym czasie gry, pokonali Polonię Bytom. Przed sezonem zmierzą się jeszcze z JKH GKS-em Jastrzębie.
TMH Polonia Bytom
Kilka miesięcy temu przyszłość Polonii Bytom wisiała na włosku, jednak dzięki wsparciu miasta i sponsorów udało się otrzymać licencję na grę w PHL. Klub opuściło jednak czternastu zawodników: Filip Landsman, Michał Działo, Kamil Falkenhagen, Yevgeni Kamenev, Sebastian Owczarek, Tomasz Pastryk, Dmitri Abramov, Mateusz Danieluk, Sebastian Kłaczyński, Tomasz Kozłowski, Lukas Novak, Alexander Uryga, Artur Wieczorek i Tomasz Zdanowicz, a także trener Ales Totter i jego asystent Andrzej Secemski. Nowym szkoleniowcem został Andrei Parfenov, a drugim trenerem będzie Sebastian Owczarek. Do Bytomia przeprowadzili się Karol Wąsiński z Orlika Opole i Iwo Sroka z Naprzodu Janów, a karierę wznowił Dominik Kraus.
Za bytomianami siedem sparingów. W pierwszym z nich przegrali z Naprzodem Janów 1:0, drugi – z Orlikiem Opole – nie został dokończony przez uszkodzoną taflę. Następnie pokonali Zagłębie Sosnowiec 3:1 i ulegli MH Automatyce Gdańsk 5:0. Rozegrali także dwumecz z HC Orlova – w pierwszym spotkaniu górą była Polonia i wygrała 7:4, w drugim meczu Czesi rozgromili bytomian 8:1. W siódmym sparingu przegrali z Orlikiem 4:3. Mają zaplanowany jeszcze jeden mecz z Zagłębiem Sosnowiec.
MH Automatyka Gdańsk
Za Gdańszczanami nieudany sezon – choć po sezonie zasadniczym zajmowali ósmą pozycję, to przegrali pre-playoff z Polonią Bytom i musieli bić się o utrzymanie. Działacze gdańskiego klubu postanowili rozstać się z trenerem Andreiem Kovalevem, a jego miejsce zajął Marek Ziętara. Asystentem Ziętary będzie Witalij Grajewski, który przed dwoma lata pracował z Jackiem Płachtą w GieKSie. Drużynę z Pomorza opuścili Maxim Gorodetsky, Yannick Mund, Kirill Gerasimenko, Patryk Wysocki, Mikhail Samusenko, Adam Skutchan, Kacper Różycki, Michał Kalinowski, Wojciech Wrycza, Sebastian Wachowski i Vlastimil Bilcik. MH Automatykę wzmocnili natomiast Vladimir Aleksyuk z Progym Gheorgheni, Konstantin Teslyukevich z Edinburgh Capitals, Mateusz Danieluk i Tomasz Pastryk z Polonii Bytom, Aleksander Nowak z Orlika Opole i Yegor Rozhkov ze Sputnika Nizhny Tagil.
Gdańszczanie rozegrali dopiero trzy sparingi. W pierwszym pokonali po rzutach karnych drużynę z Torunia 1:2, w drugim pokonali Polonię Bytom 5:0, a w trzecim przegrali z Orlikiem Opole 4:3 po rzutach karnych. Zmierzą się jeszcze raz z Nestą Mires Toruń, a także z EXA Icefighters Lipsk.
Nesta Mires Toruń
Torunianie to jeden z dwóch tegorocznych beniaminków. Awansowali dzięki pokonaniu Zagłębia Sosnowiec w finale fazy play-off 1 ligi. Do „stalowych pierników” dołączyli Tomas Parizek i Patrik Spesny z Naprzodu Janów, Michał Kalinowski i Kacper Różycki z Automatyki Gdańsk, Marcin Biały z Ciarko KH 58 Sanok, Filip Mazurkiewicz z SMS-u Katowice, Artyom Mentyuk z GKS-u Tychy, Maxim Kamenkov z Khimik Novopolotsk i Denis Trakhanov z Edinburgh Capitals. Odeszli natomiast Piotr Winiarski, Maxim Kartoshkin, Szymon Niedlich, Bruno Śmieszek, Jakub Gołaszewski, Adrian Borowicz, Łukasz Podsiadło, a także znani w Katowicach Łukasz Korzestański i Vladislav Troshin. Prawdopodobnie nowym sponsorem toruńskiej drużyny zostanie Energa.
Swój pierwszy przedsezonowy mecz Torunianie przegrali po rzutach karnych z Automatyką Gdańsk. Wzięli udział w Pucharze RT Torax, gdzie, najpierw pokonali reprezentację Polski U20 2:4, w drugim meczu pokonali HC Frydek-Mistek 5:4, a na koniec ulegli JKH GKS-owi Jastrzębie 2:3. Przed sezonem czeka ich jeszcze jeden mecz z Gdańszczanami.
Zagłębie Sosnowiec
Sosnowiczanie przegrali walkę o awans z Toruniem, lecz postanowili wykupić dziką kartę. Do Zagłębia przede wszystkim wróciło dwóch doświadczonych wychowanków: Rafał Radziszewski i Damian Słaboń, którzy ostatnie lata spędzili w Cracovii, a także Michał Działo i Tomasz Kozłowski z Polonii Bytom, Łukasz Podsiadło z Nesty Mires Toruń oraz Tomas Kana i Vladimir Luka z HC Poruby. Z drużyną pożegnali się Filip Uherek, Damian Janus, Łukasz Kulik, Jakub Musialik, Pavlo Taran, Patrik Vrana, Dmiti Demyanyuk, Paweł Goździewicz, Łukasz Kisiel, Damian Rabenda, Nikolai Stolyarenko i Nykolai Onischenko. Pod dużym znakiem zapytania stanęła przyszłość Tobiasza Bernata, który podczas jednego ze sparingów odniósł poważną kontuzję kręgosłupa. Ostatnio na treningu Zagłębia Sosnowiec pojawił się Lukas Martinka, który w zeszłym sezonie zdobył razem z GieKSą srebrny medal mistrzostw Polski.
Drużyna z Sosnowca rozegrała sześć sparingów. W pierwszym pokonali reprezentację Polski do lat 20 5:1. Następnie przegrali z Polonią Bytom 3:1 i pokonali Orlik Opole 7:3, a ostatnio wzięli udział w turnieju Spisski pohar. Z gospodarzami, HK Spisska Nova Ves, przegrali 6:2. Ponieśli również porażkę z Duklą Michalovice 5:2, wygrali natomiast z drugą drużyną HK Poprad 5:3. W ostatnim dniu sierpnia zmierzą się ponownie z Polonią Bytom.
Kadra PZHL
Ostatnim uczestnikiem Polskiej Hokej Ligi będzie kadra PZHL, w której będą występować zawodnicy do lat 23. Powołania otrzymało 67 hokeistów, a wśród nich są między innymi bracia Rybak, Patryk Krężołek, Tomasz Skokan i Patryk Jóźwik. Mecze z kadrą PZHL będą się odbywać poza tradycyjnymi dniami meczowymi. Trenerami drużyny będą Grzegorz Klich i Jarosław Morawiecki.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Najnowsze komentarze