Piłka nożna
Analiza formacji cz. 3 – pomocnicy
Analiza formacji pomocy nie jest najłatwiejszym zadaniem, gdyż zarówno w ustawieniach wyjściowych w danym meczu, jak i w samym trakcie spotkań dochodziło do wielu roszad – zarówno wszerz boiska (zamiana lewego pomocnika z prawym), jak i wzdłuż (zamiana skrajnego pomocnika z obrońcą, zamiana ofensywnego pomocnika z napastnikiem). Dlatego w niektórych momentach te pozycje były nieco… orientacyjne. Linia pomocy to centrum wydarzeń na boisku, często to pomocnicy przerywają akcje, to oni zaczynają atak, a i nierzadko go kończą. W rundzie jesiennej skład zawodników w pomocy różnił się znacząco na początku i końcu rozgrywek, a to wszystko z powodu zakazu transferów i ograniczonej kadry na początku. W naszej analizie podzieliliśmy zawodników na trzy grupy: defensywni, skrajni i ofensywny pomocnik. Autorem statystyk jest Koles1989 (dla uproszczenia w wykresach zakwalifikowaliśmy poszczególnych zawodników do jednej z grup: albo skrajnych, albo środkowych pomocników).
Oto jak wyglądały wyjściowe uproszczone ustawienia linii pomocy w poszczególnych spotkaniach ligowych (po kolei: prawy pomocnik, 2 defensywnych pomocników, ofensywny pomocnik, lewy pomocnik):
ŁKS: Goncerz, Cholerzyński, Pietroń, Kruczek, Wołkowicz
Warta: Pietroń, Cholerzyński, Pitry, Kruczek, Wołkowicz
Cracovia: Pietroń, Cholerzyński, Pitry, Kruczek, Wołkowicz
Łęczna: Pietroń, Cholerzyński, Pitry, Kruczek, Wołkowicz
Kolejarz: Chwalibogowski, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Zawisza: Chwalibogowski, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Nieciecza: Czerwiński, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Chwalibogowski
Flota: Pietroń, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Kujawa
Polonia: Kowalczyk, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Pietroń
Sandecja: Kowalczyk, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Tychy: Kowalczyk, Pietroń, Fonfara, Pitry, Sobotka
Miedź: Kowalczyk, Chwalibogowski, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Okocimski: Kowalczyk, Pietroń, Fonfara, Kujawa, Chwalibogowski
Arka: Czerwiński, Kujawa, Fonfara, Pitry, Pietroń
Olimpia: Czerwiński, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Pietroń
Stomil: Czerwiński, Kujawa, Fonfara, Pitry, Pietroń
Dolcan: Czerwiński, Kujawa, Fonfara, Pitry, Kowalczyk
Defensywni pomocnicy:
Na tej pozycji mieliśmy w każdym meczu po dwóch zawodników, z tym że często jeden z nich bardziej włączał się do ewentualnych akcji ofensywnych, drugi skupiał się na większej pomocy obrońcom, często „wchodząc” w ich linię. Pierwszym „głównym” defensywnym pomocnikiem był Kamil Cholerzyński, który jednak nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Zawodnik ciągle nie może wrócić do swojej dyspozycji z czasów Nawałki i Moskala. W początkowej fazie sezonu zaliczył nieprawdopodobną jak na jedną rundę ilość podań do przeciwnika czy głupich strat w środku boiska. W początkowej fazie sezonu znajdował się w słabiutkiej formie – z zaznaczeniem, że średnio raz na mecz pokazywał swój potencjał zagrywając jakąś kapitalną piłkę do partnera – na jego nieszczęście nie kończyły się te zagrania bramką. W praktyce był podstawowym zawodnikiem przez niemal całą rundę z wyjątkiem okresu, kiedy zmagał się z kontuzją odniesioną w meczu z Sandecją. Nawet gdy już uporał się z urazem trener Rafał Górak na niego raczej nie stawiał – choć zagrał w meczu z Olimpią Grudziądz oraz – jako łatacz dziur – na obronie w Gdyni i w drugiej połowie w Ząbkach (zastępując albo wykartkowanego, albo kontuzjowanego Adriana Napierałę). O jego poczynaniach w obronie pisaliśmy w artykule o obrońcach. Trzeba przyznać, że szyki pokrzyżował Kamilowi właśnie uraz w Nowym Sączu, bo właśnie tam rozegrał kapitalne zawody – zarówno w defensywie, jak i rozprowadzaniu akcji. Właśnie takiego Kufla chcielibyśmy oglądać, bo te zawody były w jego wykonaniu popisowe i być może gdyby nie uraz – w końcówce rundy dałby tej drużynie bardzo wiele dobrego.
Drugim „głównym” defensywnym pomocnikiem był w tej rundzie Grzegorz Fonfara, który doszedł do drużyny w piątej kolejce. Od początku wprowadził do zespołu dużo jakości, już od pierwszego meczu mogliśmy obserwować jego prostopadłe podania po ziemi do Denissa Rakelsa, których tak brakowało (zazwyczaj Rakels musiał zmagać się z długimi, górnymi piłkami). Fonfara z miejsca był podstawowym graczem i trener nie wyobrażał sobie drużyny przez niego. Fonfara strzelił dwa gole, w tym jednego pięknego w meczu z Niecieczą oraz zaliczył kilka asyst – także ze stałych fragmentów gry (dobry wykonawca!). Z czasem ten początkowy błysk jednak gdzieś przygasł i zawodnik stał się efektywny raczej tylko w defensywie. Tam wspomagał obrońców, jak tylko mógł, jednak w ataku mimo, że go wdzieliśmy – to nie było z tego wielkich korzyści. Bywały wręcz takie mecze, w których ofensywne próby były bardzo słabe, a w destrukcji grał świetnie. Dlatego też nie ma się co czepiać piłkarza – swoje zadanie spełnił, ale od zawodnika z takim doświadczeniem ekstraklasowym oczekujemy więcej. No i powiedzmy, że zawodnik większą część kariery grał na skrzydle – bądź to w pomocy, bądź w obronie. Patrząc na efektywność jego gry – przyzwoita.
Gdy jeden z tych dwóch zawodników grać nie mógł (albo nie było go jeszcze w klubie, jak Fonfary) trener musiał uzupełniać jedno miejsce zawodnikiem, który nie ma inklinacji defensywnych – dlatego było to również łatanie dziury. Na tej pozycji widzieliśmy Marcina Pietronia, Przemysława Pitrego, Rafała Kujawę, czasem cofał się Dominik Kruczek. Ze skrzydła do środka w meczu z Miedzią Legnica został ściągnięty Bartłomiej Chwalibogowski. To wszystko były raczej epizody i pewnie wszyscy ci zawodnicy nie do końca czuli się dobrze na tych pozycjach, gdyż są piłkarzami ofensywnymi. Trzeba jednak przyznać, że w końcówce rundy spośród nich najbardziej mógł się podobać Rafał Kujawa, który bardzo dobrze potrafi z tej strefy boiska wyprowadzać akcje ofensywne. W meczu ze Stomilem Olsztyn miał udział w trzech bramkach. Dodatkowo jest to spec od czarnej roboty w środku pola. Jeśli więc któryś z wymienionych „epizodycznych” piłkarzy miałby zastąpić kogoś z dwójki Cholerzyński-Fonfara, powinien to być chyba właśnie Rafał Kujawa.
Ofensywny pomocnik:
W praktyce głównym pomocnikiem – jak to nazywamy podwieszony za napastnikiem – był Przemysław Pitry. To wokół niego kręciła się gra GieKSy, był głównym konstruktorem akcji ofensywnych i głównym egzekutorem. Potrafił cofnąć się po piłkę głęboko i rozpocząć szybki atak, często wychodził do przodu niczym napastnik. Dodatkowo strzelał gole po stałych fragmentach gry. Co znaczył Przemysław Pitry w tej rundzie pokazał mecz z Okocimskim Brzesko, w którym pauzował ze względu na kartki. Momentami miał taką pewność w swoich poczynaniach, że wszystko na boisko mu wychodziło. Może poza… strzałami, które bardzo często były ofiarnie blokowane przez rywali, ale liczba podjętych prób była znaczna, a przede wszystkim 10 bramek robi wrażenie. Zaliczył też asysty choćby w meczach w Nowym Sączu, Gdyni oraz u siebie z Olimpią Grudziądz – dwie ostatnie z nich po akcjach ze skrzydła. Trudno sobie wyobrazić, ile punktów mniej GKS by miał bez tego zawodnika. Z mankamentów należy powiedzieć, że czasem lekko przesadzał, bo podejmował się niekonwencjonalnych zagrań, po których tracił piłkę. Ale były to rzadkie sytuacje. No i nieszczęsny faul w ostatniej minucie meczu z Miedzią, który zakończył się rzutem karnym i kartką skutkującą wspomnianą pauzą. Ogólnie była to świetna runda pomocnika, który w pierwszym meczu z ŁKS zagrał jako napastnik.
W początkowej fazie sezonu oglądaliśmy na tej pozycji także Dominika Kruczka, który bardzo dobrze spisywał się w sparingach. Zawodnik jednak szybko spuścił z tonu, a w trakcie rundy rozwiązano z nim kontrakt za porozumieniem stron. Warto podkreślić, że strzelił gola w meczu Pucharu Polski w Luboniu.
Gdy Pitry pauzował, na pozycji ofensywnego pomocnika zastąpił go Rafał Kujawa, ale nie było z tego pożytku. Ofensywa GKS tego dnia nie istniała.
Skrajni pomocnicy:
Jeśli chodzi o prawą stronę tej pozycji, to na początku sezonu nie była ona obsadzona regularnie przez jednego zawodnika. W I kolejce z ŁKS zagrał Grzegorz Goncerz, ale znów przyplątała mu się kontuzja i trener musiał postawić na kogoś innego – wybrał Marcina Pietronia, który jednak już po czwartej kolejce musiał pauzować z powodu kartek. Na jego pozycję wskoczył lewonożny Bartłomiej Chwalibogowski, co było rozwiązaniem dość karkołomnym, bo zawodnik powinien grać po tej stronie, którą nogą gra lepiej – w innym przypadku, żeby być efektywnym musi ścinać do środka na drugą nogę – czyli lewonożny zawodnik powinien grać po lewej stronie, prawonożny po prawej. Niestety piłkarze w Polsce nie są tak wyszkoleni, aby grać dobrze obiema nogami. I właśnie próby dośrodkowań prawą nogą – co najbardziej rzucało się w meczu w Bydgoszczy – były w przypadku Bartłomieja nieudane. Chwalibóg nie mógł grać na na lewej stronie prawdopodobnie dlatego, że Krzysztof Wołkowicz nie mógł grać na prawej (jakkolwiek by to dziwacznie nie zabrzmiało). A Wołkowicz na prawej pomocy grywał choćby w zimowych sparingach.
Następnie przyszedł czas Arkadiusza Kowalczyka, który spisywał się dużo lepiej. Był równie aktywny, co Chwalibogowski (bo tego Bartkowi nie można odmówić), ale było więcej efektywności z jego gry – przede wszystkim uderzeń na bramkę, a także udało mu się strzelić dwa gole (choć niezwiązane z tą pozycją, bo raz uczynił to po stałym fragmencie gry, a raz jako napastnik). Zaliczył też choćby asystę w meczu z Sandecją (także kapitalna przewrotka z Cracovią). Trzeba go jednak zganić za niektóre znakomite sytuacje, które miał, a nie wykorzystał, jak choćby sam na sam w Nowym Sączu. Ale nazwisko Arka Kowalczyka przewijało się od kilku lat w GieKSie, a dopiero teraz pokazał na co go stać. I trzeba go pochwalić za tę rundę, a zdarzało się też, że i ubezpieczał obrońców.
W końcówce rundy z obrony do pomocy został przesunięty Alan Czerwiński. I ciężko jednoznacznie ocenić pomocnika (miejmy nadzieję, że trener zapomni o wystawianiu go na obronie). Z jednej strony mógł się podobać jego ciąg na bramkę, próby ofensywne, czasami strzały. Z drugiej brakuje mu jeszcze takiej odwagi powiązanej chyba z doświadczeniem. Jest to bardzo młody zawodnik i brakowało mu często podjęcia decyzji o szybszym podaniu, o oddaniu strzału – czasem niepotrzebnie schodził do środka, gdy miał wolne pole, nawijał obrońców w nieodpowiednich momentach, stawał i tracił piłkę. Z tym kontrastował moment w meczu ze Stomilem, w którym zapomniał o swoich boiskowych lękach i na spokoju, jak stary wyjadacz, lobował bramkarza gości. Jak mówi trener, przyszłość przed Czerwińskim i mimo, że można było się przyczepić do jego gry, nie ma powodu słowom szkoleniowca nie wierzyć. No i Czerwiński w obronie, a w pomocy to niebo, a ziemia – on musi grać w pomocy. Jako zmiennik „na chwilę” pojawił się na prawej pomocy Michal Farkas.
Jeśli chodzi o lewą flankę pomocy, to na początku sezonu oglądaliśmy na tej pozycji młodego, nieopierzonego Krzysztofa Wołkowicza, który przed pierwszą kolejką miał na koncie zaledwie pół meczu w pierwszej lidze i to w spotkaniu bez stawki – w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu w Nowym Sączu. Tymczasem początek sezonu jak na takiego młokosa miał bardzo udany. W przegranym meczu z ŁKS był jednym z najaktywniejszych zawodników, z Cracovią strzelił bramkę, a w Łęcznej w początkowej fazie meczu pokazał się z bardzo dobrej strony, w drugiej połowie grał już słabiej, ale zaliczył asystę. Wkrótce jednak stopniowo jego pozycja w zespole zaczęła słabnąć. Zaliczył także mecz pauzy po czwartej żółtej kartce. Ostatni raz w wyjściowym składzie pojawił się w meczu 12. kolejki z Niecieczą, w ostatnich pięciu spotkaniach natomiast grywał ogony i z jego gry praktycznie nic nie wynikało. Piłkarz jest młody i zagrał pierwszą rundę w pierwszej lidze, dlatego ciężko powiedzieć, jaką klasą ten zawodnik dysponuje. Faktem jest, że systematycznie tracił w oczach trenera i w kontekście pozycji w zespole zanotował chyba największy regres – od pewniaka na skrzydle do roli „taktycznego” zmiennika.
Faktem jest, że mimo odstawienia Wołka, szkoleniowiec na tej pozycji dokonywał wielokrotnych zmian. Prawdopodobnie grywałby tutaj więcej Bartłomiej Chwalibogowski, gdyby nie jego występy w obronie. W nielicznych występach na lewej pomocy Bartek spisał się średnio. Trenera nie potrafił także zadowolić Marcin Pietroń, który nie pokazuje w GieKSie swojego potencjału – nie popełnia większych błędów, ale też nie daje drużynie nic wielkiego z przodu. Pietroń w całej rundzie miał kilka znakomitych sytuacji na zdobycie gola, ale nie potrafił ich wykorzystać. Z tego wszystkiego w jednym meczu nawet w pomocy pojawił się Bartosz Sobotka i nieźle się spisał, a dostał także szansę na tej pozycji jako zmiennik w jednym ze spotkań. W Ząbkach natomiast oglądaliśmy Arkadiusza Kowalczyka, który zagrał dobrze, ale miał spory udział przy utracie bramki, kiedy gonił i… odpuścił zawodnika rywali. W końcu w końcówce tegoż spotkania na boisko po półtorarocznej przerwie wrócił Rafał Sadowski i chyba takiego zawodnika brakowało trenerowi w tej rundzie na lewej pomocy. Wydaje się, że jeśli popularny Messi przepracuje dobrze okres przygotowawczy, to może sobie wywalczyć miejsce w podstawowym składzie. Incydentalnie w meczu z Flotą na tej pozycji oglądaliśmy Rafała Kujawę.
Podsumowanie:
Wydaje się, że na chwilę obecną trener ma pewniaków na pozycji prawego i ofensywnego pomocnika oraz jednego z defensywnych. Są nimi odpowiedni: Alan Czerwiński, Przemysław Pitry i Grzegorz Fonfara. Jako drugi defensywny pomocnik do niedawna pewniakiem (mimo słabszej formy) byłby Kamil Cholerzyński, jednak dobra postawa w ostatnich meczach Rafała Kujawy każe się zastanowić, czy to przypadkiem nie ten piłkarz powinien występować na tej pozycji – jest idealny do zadań defensywno-ofensywnych. Pozycja lewego pomocnika to wielka niewiadoma – zarówno Krzysztof Wołkowicz i Marcin Pietroń nie gwarantują niczego wielkiego, choć obu stać na więcej. Chwalibogowski ma swoje dobre momenty i gorsze i pewnie w razie znalezienia lewego obrońcy, miałby szanse grać na pomocy. Wiele jednak sobie obiecujemy po Rafale Sadowskim, który jest szybki i nadaje się do gry na skrzydle jak mało kto.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią znów odwołany
Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.
Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.
„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.
Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.
Piłka nożna
Z Widzewem we wtorek
Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.
Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.
STS Puchar Polski – 1/4 finału
wtorek, 3 marca 2026
20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź
środa, 4 marca 2026
17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze
czwartek, 5 marca 2026
13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa
Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.


Najnowsze komentarze