Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Krok w przepaść

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

Hokeiści i siatkarze zakończyli rozgrywki – w tych sekcjach trwają rozmowy z zawodnikami: są podpisywane kontrakty.

Piłkarki ze względu na rozgrywki Pucharu Polski miały przerwę: najbliższy mecz rozegrają w niedzielę (12.05.2019) z Górnikiem Łęczna, w Katowicach.

Piłkarze starają się utrzymać w I lidze: w poniedziałek wygrali z Garbarnią 2:0, a w piątek przegrali z Stalą Mielec 0:2. Doniesienia mass mediów o meczu z Garbarnią znajdziecie tutaj, z kolei po meczu z FKS-em – poniżej.

 

PIŁKA NOŻNA

 

weszlo.com – Stal walczy do końca i odwleka awans ŁKS-u

[…] Podopieczni Dariusza Dudka usiedli na swoich gościach i naprawdę trudno było się połapać, która z tych drużyn walczy o awans, a która drży o utrzymanie. Pressing sięgał właściwie 16. metra pod bramką Kiełpina, ruszała do niego cała szarańcza piłkarzy w żółtych koszulkach, a Stal kompletnie sobie z tym nie radziła. Błędy w wyprowadzaniu piłki, straty na własnej połowie – wszystko skutkowało serią niezłych sytuacji. Dwukrotnie groźnie uderzał Błąd, do tego dwa stałe fragmenty w miejscu, z którego można było pokusić się o niebezpieczne uderzenie, próby Woźniaka, Anona…

Wydawało się, że GKS zaczyna (wreszcie!) grać na miarę nazwisk obecnych w drużynie. Trwało to… No z 35 minut maksymalnie.

Potem do głosu doszła Stal i od razu stworzyła sobie najlepszą okazję całej pierwszej połowy. Dynamiczny atak, dogranie ze skrzydła od Prokicia i Janoszka stanął oko w oko z Baranem. Miał mnóstwo miejsca. Miał całą bramkę przed sobą. Miał dopieszczoną piłkę. Nie miał za to asysty obrońcy.

[…] W drugiej połowie mieliśmy już jednak specjalność zakładu. Apatię katowiczan, połączoną z naprawdę nieudolnymi próbami budowy akcji. Bezwzględność Stali, która wykorzystała już pierwszą poważniejszą obcinkę gospodarzy, wychodząc na prowadzenie po godzinie gry. No i mentalny problem GieKSy, która zupełnie siadła po golu.

 

sportslaski.pl – Piękni, nieskuteczni. Potrzebne nerwy ze Stali

[…] Dla osoby, która nie orientuje się w I-ligowych realiach pierwsza połowa spotkania przy Bukowej wyglądała tak, jakby to gospodarze byli drużyną marzącą jeszcze o awansie, a przyjezdni zespołem broniącym się przed spadkiem. „GieKSa” dobrze weszła w mecz i szybko wzięła się za ostrzeliwanie bramki Seweryna Kiełpina. Tylko w ciągu pierwszego kwadransa z wolnego pudłował Adrian Błąd, później po przejęciu piłki w środku boiska przez Calluma Rzoncę pomylił się Arkadiusz Woźniak, tuż obok spojenia słupka z poprzeczką strzelał także Tymoteusz Puchacz, a do kategorii „niecelnych” wpisujemy również próbę z dystansu autorstwa Rzoncy.

[…] Drużyna Dariusza Dudka z biegiem czasu wypracowywała sobie mniej pozycji strzeleckich, ale wciąż prezentowała ładny futbol i była zespołem uniemożliwiającym granie swojemu przeciwnikowi. Gospodarze po każdej stracie szybko doskakiwali do przeciwnika, zamykali mu przestrzeń do rozegrania i błyskawicznie odbierali piłkę. Ich gra mogła się podobać, choć pierwszą połowę trafieniem powinni skończyć… goście. Tym razem to oni, za sprawą Bartosza Nowaka, odebrali piłkę w okolicach linii środkowej. Grzegorz Tomasiewicz błyskawicznie uruchomił kontrę podając do Andreji Prokicia. Były piłkarz „GieKSy”, który wcześniej raczej psuł ofensywne próby swojej drużyny, tym razem świetnie dogrywał do Łukasza Janoszki, ale ten spudłował z kilku metrów.

Katowiczanie do przerwy byli lepsi, można się jednak było zastanawiać ile sił kosztowała ich intensywność z jaką grali przed przerwą. Stal, która „przetrwała” napór z pierwszej odsłony, po zmianie stron zaczęła przejmować inicjatywę. I – w przeciwieństwie do swojego przeciwnika – przewagę potrafiła udokumentować. Nowak poradził sobie z Jakubem Wawrzyniakiem i Bartłomiejem Poczobutem, Grzegorz Tomasiewicz zagrał na wolne pole, a Andreja Prokić wyprzedził Wojciecha Lisowskiego i dał prowadzenie swojej drużynie.

Podopieczni Dariusza Dudka – inaczej niż przed przerwą – mieli teraz ogromne problemy z wypracowaniem okazji do wyrównania. Na niespełna kwadrans przed końcem gospodarze liczyli więc na pomoc arbitra. Domagali się rzutu karnego, bo po tym jak Tymoteusz Puchacz próbował dograć piłkę przed bramkę rywala, zdawało się że Krystian Getinger dotknął piłki ręką, ale gwizdek Roberta Marciniaka mimo protestów miejscowych milczał. Po chwili sytuacja „GieKSy” skomplikowała się jeszcze mocniej. Piłkę w jej polu karnym dostał Prokić, zagrał na 7. metr od bramki Krzysztofa Barana, gdzie był już Łukasz Janoszka. Do „Ecika” nie zdążył doskoczyć Wawrzyniak i po uderzeniu mającego w swoim CV grę przy Bukowej napastnika wynik brzmiał już 2:0 dla mielczan.

 

hej.mielec.pl – PGE FKS Stal Mielec wygrała w Katowicach

[…] GieKSa nie przegrała ośmiu meczów z rzędu, dzięki tej serii wydostała się ze strefy spadkowej i może liczyć się w walce o utrzymanie. W Katowicach to oznacza i tak dramat, GKS miał bić się o awans. Mecz ze Stalą jednak jawił się jako spotkanie, w którym gospodarze musieli zapunktować.

[…] Pierwsze 30 minut to bardzo duża przewaga katowiczan. Oddali kilka strzałów na bramkę Kiełpina, ale nie zdołali stworzyć faktycznego zagrożenia. Ofensywna nawałnica gospodarzy została podsumowana dwoma próbami Błąda, ale na posterunku najpierw był Kiełpin, a drugi strzał wpadł w boczną siatkę. Wówczas do głosu zaczęła dochodzić Stal, dobre podanie Getingera do Paluchowskiego w ostatniej chwili wybili obrońcy.

[…] Po zmianie stron GieKSa „straciła zęby”. Nie potrafiła już zagrozić mieleckiej bramce, a mecz się wyrównał. Stal próbowała rozgrywać ataki pozycyjne, ale też czyhała na błędy rywali. W 60 minucie Biało-Niebiescy przejęli zbyt krótkie podanie Wawrzyniaka i ruszyli z kontrą, którą zamienił na bramkę Prokić.

Później gospodarze dopatrywali się ręki w polu karnym u Getingera, ale byli w błędzie. Minęło zaledwie kilkadziesiąt sekund i Stal prowadziła 2:0. Tym razem obrońcy z Katowic nie zdołali zablokować płaskiego podania w pole karne. Janoszka odskoczył od pilnującego go Wawrzyniaka i uderzeniem przy słupku ustalił wynik spotkania.

Stalowcy w tym spotkaniu oddali 5 strzałów i zdobyli dwie bramki. Gospodarze próbowali aż 15 razy, 3 uderzenie zmierzały w światło bramki, Kiełpin zachował czyste konto.

 

sportdziennik.com – Krok w przepaść

[…] Mielczanie wygrali z GieKSą po golach jej byłych zawodników.

[…] GieKSa, licząca na pierwsze po 258 dniach domowe zwycięstwo (a dopiero drugie w całym sezonie), zapraszała kibiców do przyjścia na trybuny może mało dyplomatycznym, acz dosadnym fragmentem rapowego kawałka „Zapier… tak jak Kante”, którego współautorem jest jej młodzieżowiec Tymoteusz Puchacz. Gospodarze faktycznie od pierwszych sekund ruszyli na rywali z taką agresją, jaka cechuje rzeczonego pomocnika Chelsea. Nie minęła minuta, a Wojciech Lisowski przebojowym rajdem wywalczył przed „szesnastką” wolnego, którego zmarnował Adrian Błąd. Na bramkę Stali oddawano strzał za strzałem. Przez kwadrans nie sposób było stwierdzić, kto tu walczy o utrzymanie, a kto ma jeszcze cień szansy na awans.

[…] Nikłe nadzieje dogonienie łodzian wpłynęły na decyzję działaczy o tym, by do Katowic drużyna wyruszyła w dniu meczu, a nie tradycyjnie w przeddzień. Summa summarum, w I połowie Stal nie dopuściła jednak przeważających gospodarzy do żadnej „setki”, a sama takową stworzyła. W 43 minucie po koncertowej kontrze GieKSę rozprowadzili jej byli zawodnicy – Andreja Prokić obsłużył Łukasza Janoszkę, ale „Ecik” z bliska fatalnie spudłował, przenosząc piłkę nad poprzeczką. Trener Skowronek, który cztery sezony temu pracował przy Bukowej, długo trzymał się za głowę.

Skoro Prokić nie doczekał się asysty, to sam wpisał się na listę strzelców. W 61 minucie otrzymał prostopadłe podanie od jaworznianina Grzegorza Tomasiewicza i ze spokojem posłał piłkę obok Krzysztofa Barana. Z szacunku do byłego pracodawcy, Serb z polskim paszportem nie manifestował radości, a GieKSa, którą Prokić ukłuł także jesienią, znalazła się w trudnym położeniu. Dobił ją jeszcze Janoszka, trafiając po centrze Krystiana Getingera, który dosłownie kilkadziesiąt sekund wcześniej – co reklamowali miejscowi – zagrał we własnym polu karnym ręką.

 

SIATKÓWKA

 

siatka.org – Wiktor Musiał nowym atakującym GKS-u

26-letni atakujący Wiktor Musiał w przyszłym sezonie będzie reprezentował barwy GKS-u Katowice.

[…] Wiktor Musiał urodził się 30 marca 1993 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Przygodę z siatkówką rozpoczął dość późno, bowiem dopiero w liceum. Następnie przez trzy lata występował w drużynie z Międzyrzeca Podlaskiego, gdzie studiował. Po powrocie do rodzinnego miasta związał się z tamtejszą Lechią. W sezonie 2016/17 awansował do I ligi, a rok później sięgnął po srebrny medal tych rozgrywek, minimalnie przegrywając finałową rywalizację z AZS-em Częstochowa. Nowy atakujący GieKSy z doskonałej strony pokazał się w niedawno zakończonym sezonie 2018/19. Wiktor Musiał został najlepiej punktującym zawodnikiem I ligi. W sumie zapisał na swoim koncie 661 „oczek” z czego 574 atakiem (najlepszy siatkarz również w tym rankingu), 58 zagrywką i 29 blokiem.

 

Jakub Jarosz zagra w GKS-ie Katowice

Wcześniej kontrakt z GKS-em Katowice podpisali rozgrywający Jan Firlej i atakujący Wiktor Musiał, a umowy przedłużyli Emanuel Kohut i Maciej Fijałek. W sezonie PlusLigi 2019/2020 drużynę poprowadzi trener Dariusz Daszkiewicz. Teraz do drużyny z Katowic dołączy Jakub Jarosz, utytułowany atakujący związał się dwuletnim kontraktem z GKS-em Katowice.

Jakub Jarosz to postać doskonale znana w siatkarskim świecie. Siatkówka była obecna w jego rodzinie od najmłodszych lat, bowiem jego ojciec Maciej również był siatkarzem, wielokrotnym reprezentantem Polski i trzykrotnym wicemistrzem Europy. Jakub poszedł w jego ślady. Przygodę z siatkówką rozpoczynał w Gwardii Wrocław i Norwidzie Częstochowa. Następnie w seniorskiej siatkówce reprezentował barwy takich klubów jak ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, PGE Skra Bełchatów, Lotos Trefl Gdańsk czy Łuczniczka Bydgoszcz. W swoim CV ma także występy w zagranicznych zespołach. Grał we włoskim Andreoli Latina, a także w katarskim El Jaish. Ostatnie dwa sezony spędził w Asseco Resovii Rzeszów.

Jakub Jarosz to również wybitny reprezentant Polski. Ma na swoim koncie 142 występy w biało-czerwonych barwach. Jest m. in. mistrzem Europy z 2009 roku, zwycięzcą Ligi Światowej z 2012 roku oraz srebrnym medalistą Pucharu Świata z 2011 roku.

 

HOKEJ NA LODZIE

 

hokej.net – Pasiut podpisał nowy kontrakt

Jeden z najlepszych środkowych Polskiej Hokej Ligi Grzegorz Pasiut przedłużył swój kontrakt z Tauronem KH GKS-em Katowice. Będzie on obowiązywał do końca sezonu 2020/2021.

 – Jesteśmy bardzo zadowoleni, że rozpoczynamy budowę nowej drużyny od jej lidera. Grzegorz w poprzednim sezonie był kluczową postacią zespołu i mamy głębokie przekonanie, że tak będzie w kolejnych rozgrywkach – podsumował Wojciech Tkacz, dyrektor sportowy Tauronu KH GKS-u Katowice.

W jego słowach nie ma krzty przesady, bo 31-letni środkowy wspólnie z Patrykiem Wronką stanowili o obliczu GieKSy. Wychowanek krynickiego hokeja w poprzednim sezonie wystąpił w 48 spotkaniach, w których zdobył 22 bramki i zaliczył 33 asysty.

W klasyfikacji kanadyjskiej całego sezonu Pasiut zajął 12. miejsce, choć wielu wyżej sklasyfikowanych zawodników rozegrało od niego o nawet o 13 spotkań więcej.

 

Fraszko wróci do Torunia?

Coraz więcej faktów wskazuje na to, że Bartosz Fraszko nie przedłuży kontraktu z Tauronem KH GKS-em Katowice. Z naszych informacji wynika, że 23-letni skrzydłowy rozważa powrót do rodzinnego Torunia.

 

Wronka dołączy do „Gigantów”

To już w pewne! Patryk Wronka w przyszłym sezonie będzie występował w jednej z najlepszych drużyn EIHL – Belfast Giants. 23-letni napastnik podpisał roczny kontrakt.

Wronka, biorąc pod uwagę sezon zasadniczy i play-offy, okazał się najlepiej punktującym zawodnikiem Polskiej Hokej Ligi. W 57 meczach zdobył 68 punktów za 23 bramki i 45 asyst. Jego ekipa – Tauron KH GKS Katowice zakończyła sezon z brązowym medalem. Z dobrej strony zaprezentowała się też w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.

Właśnie podczas tych rozgrywek 23-letni napastnik przekonał do siebie działaczy Belfast Giants, którzy mocno zabiegali o to, by reprezentant Polski podpisał kontrakt z ich klubem.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga