Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu Garbarnia-GieKSa 0:2 – Zadanie wykonane. „GieKSa” znów nad kreską

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania kolejnych doniesień mediów na temat meczu, Garbarnia Kraków – GKS Katowice 0:2 (0:1). Wybraliśmy dla Was najciekawsze:

 

sportslaski.pl – Zadanie wykonane. „GieKSa” znów nad kreską

GKS Katowice uniósł ciężar meczu w Krakowie i wygrał z miejscową Garbarnią. Zwycięstwo z ostatnią drużyną w stawce pozwala podopiecznym trenera Dariusza Dudka zachować „bezpieczne” miejsce w I-ligowej tabeli.

[…] Przyjezdni nieźle zaczęli mecz i tylko w ciągu pierwszych minut byli blisko objęcia prowadzenia. Niewiele mylili się jednak Bartosz Śpiączka, Adrian Łyszczarz i Adrian Błąd. Tym, który otworzył wynik na obiekcie Wisły Kraków był jednak Wojciech Lisowski. Obrońca „GieKSy” już w 23. minucie mierzył w kierunku bramki Marcina Cabaja, ale obił tylko jej słupek. Przy kolejnej próbie pomógł mu jednak rykoszet, po którym piłka wpadła „za kołnierz” golkipera Garbarni i od 39. minucie katowiczanie mieli jednobramkowe prowadzenie.

Swoje argumenty w starciu z GKS-em mieli jednak również krakowianie. Jeszcze przed golem Lisowskiego po zagraniu Karola Kostrubały piłka trafiła w poprzeczkę bramki Krzysztofa Barana. Już po zmianie stron golkiper „GieKSy” ratował drużynę od straty gola po zagraniu Tomasza Ogara. W 63. minucie szansę na uspokojenie gry miał Bartosz Śpiączka, ale nie wykorzystał sytuacji po podaniu od Bartłomieja Poczobuta. Do końca było więc nerwowo, bo podopieczni trenera Bogusława Pietrzaka mieli okres, w którym przeważali nad broniącymi korzystnego wyniku katowiczanami. W doliczonym czasie gry kropkę nad „i” postawił jednak Tymoteusz Puchacz, który strzałem w długi róg bramki Marcina Cabaja ustalił wynik na 2:0 dla Katowic.

 

gol24.pl – GKS Katowice opuścił strefę zagrożoną spadkiem. Wygrał z Garbarnią Kraków 2:0

[…] GieKSa powinna była wygrać ten mecz zdecydowanie wyżej. Wielu okazji nie wykorzystał jednak Bartosz Śpiączka. 27-letni napastnik podejmował tylko złe decyzje. Po godzinie gry został więc zastąpiony Arkadiuszem Woźniakiem, który zaprezentował się niewiele lepiej.

[…] Na widowni zasiadło 410 osób z czego połowa z Katowic.

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice pokonał spadkowicza. Trwa jego wyjazdowa passa

[…] GKS prowadził po pierwszej połowie 1:0 dzięki bramce Wojciecha Lisowskiego w 39. minucie. Po strzale defensora piłka odbiła się rykoszetem i wpadła za kołnierz zaskoczonego Marcina Cabaja. Ten sam zawodnik wcześniej oddał uderzenie w słupek, więc sumiennie pracował na swoje trafienie.

Garbarnia robiła dużo po przerwie, żeby odpowiedzieć będącemu pod presją przeciwnikowi, ale Krzysztof Baran pozostał niepokonany przez 90 minut. W największych opałach był po strzale Tomasza Ogara, który zatrzymał intuicyjnie. GKS ustalił wynik na 2:0 już w doliczonym czasie, a drugi cios zadał gospodarzom Tymoteusz Puchacz.

W ostatnich pięciu meczach na wyjeździe GKS zdobył 13 z możliwych 15 punktów i głównie dzięki tej passie przybliża się do utrzymania. Pod względem wyników w roli gościa jest piątą siłą ligi.

 

garbarnia.krakow.pl – Bolesne doświadczenie raz jeszcze

Jesienią Garbarnia wygrała w Katowicach, ale dziś doszło do odwrócenia ról. Jeszcze do pauzy trafił do siatki Lisowski, a tuż przed końcowym gwizdkiem przybił pieczęć rezerwowy Puchacz. Garbarnia jak wiadomo pożegnała się z I ligą, Katowice walczą o zachowanie statusu. Jeśli ta sztuka uda się, oddech ulgi w „Gieksie” będzie głęboki. Taki scenariusz jest prawdopodobny, ale wcale nie pewny. Pewne jest natomiast, niezależnie od epilogu, że z wielkomocarstwowych planów wyszły nici.

[…] „Gieksa” z jednobramkową zaliczką schodziła na przerwę, co oddawało stan rzeczy. W siatkę zawieszoną nad poprzeczką groźnie uderzał z wolnego Błąd. W prawy słupek bramki huknął Lisowski. Właśnie on wpisał się na listę, gdy po dalekim strzale zaskoczyła Cabaja rykoszetowa zmiana kierunku piłki.

Czy to oznacza, że akcje szły tylko w jednym kierunku? Nie. W bardzo dogodnym położeniu znalazł się blisko bramki Włodyka, ale w ostatniej chwili jego strzał został zablokowany. Z kolei po dośrodkowaniu Kostrubały krótko przed pauzą piłka trafiła w poprzeczkę. Tak czy inaczej, więcej groźnych akcji niewątpliwie przeprowadzili goście.

[…] Już w przedłużonym czasie gry kropkę nad „i” postawił Puchacz. Na Radzie Bezpieczeństwa ONZ niewątpliwie padłby komunikat, że odbyło się to bez głosu sprzeciwu, bo Puchaczowi istotnie nikt nie przeszkadzał w przygotowywaniu gruntu pod zadanie ostatecznego uderzenia.

To tylko i wyłącznie stwierdzenie faktu z minuty 90+3. Wcześniej „Gieksie” wcale nie było łatwo.

 

sportdziennik.pl – Udany rewanż

Garbarze już bez szans na utrzymanie nie mieli piłkarskich argumentów na powstrzymanie „GieKSy”, która dzięki zwycięstwu ponownie znalazła ponad strefą spadkową.

[…] Rywale podopiecznych Dariusza Dudka, którzy zajmowali ostatnie miejsce w tabeli, tracąc już szansę na pozostanie w pierwszej lidze, do której awansowali po 44 latach przerwy, wydawali się łakomym „kąskiem” dla GieKSy. I goście czując ten klimat, od razu rzucili się do ataku. Najpierw Bartosz Śpiączka główkował nad poprzeczką, potem Adrian Łyszczarz strzelał niecelnie, wreszcie Adrian Błąd uderzył tuż nad poprzeczką. W 23 minucie Wojciech Lisowski trafił z 20 metrów w słupek, ale w 39 minucie katowicki obrońca utonął w ramionach kolegów, ponieważ jego strzał po rykoszecie wpadł „za kołnierz” Marcina Cabaja. W 42 minucie goście mieli sporo szczęścia po tym, jak centra Karola Kostrubały wylądowała na poprzeczce bramki Barana.

Po zmianie stron nadal inicjatywa należała do gości. W 64 minucie Bartłomiej Poczobut dograł prostopadłą piłkę do Śpiączki, który w sytuacji sam na sam z Cabajem posłał piłkę tuż obok słupka. Z kolei w 71 minucie Tomasz Ogar omalże nie pokonał z wyczuciem interweniującego Krzysztofa Barana. Teraz przewagę z każdą minutą zyskiwali gospodarze, którzy jednak nie byli w stanie poważniej zagrozić gościom.

 

gazetakrakowska.pl – I liga piłkarska: dwubramkowa porażka Garbarni Kraków u siebie z GKS Katowice

[…] To był przedostatni mecz „Brązowych” przed własną publicznością w tym sezonie (ostatni rozegrają 11 maja ze Stomilem Olsztyn). W miniony weekend musieli się już definitywnie pogodzić z myślą, że ich pobyt na zapleczu ekstraklasy potrwa tylko jeden sezon, gdyż stracili nawet matematyczne szanse na utrzymanie. Wydawało się, że gra bez większej presji, bez stresu nie tylko wpłynie na nich mobilizująco, ale i pozwoli zaprezentować się z lepszej strony niż dotychczas.

Dla broniących się przed degradacją i zajmujących przed poniedziałkową wyprawą do Krakowa spadkowe miejsce katowiczan było to z kolei spotkanie z gatunku „o życie”. Na wyjazdach spisują się zdecydowanie lepiej niż u siebie. Wczoraj odnieśli już siódme zwycięstwo na boisku rywali (przy tylko jednym na własnym terenie), które bardzo ich przybliżyło do uratowania pierwszoligowego bytu.

W pierwszej połowie krakowianie często odpierali ataki przeciwników, którzy szukali różnych sposobów na uzyskanie prowadzenia. Marcin Cabaj kilka razy był w poważnych opałach. W 8 i 22 min Adrian Błąd strzelił tuż nad bramkę (za pierwszym razem z rzutu wolnego), w 23 min Wojciech Lisowski z ponad 20 metrów trafił w poprzeczkę, a w 28 min Arkadiusz Jędrych główkował nad nią.

Garbarze w tym okresie przedostawali się na pole karne rywali, postraszyli ich kilkoma akcjami, ale nie przełożyło się to na wynik.

[…] Po przerwie katowiczanie próbowali podwyższyć wynik, ale długo brakowało im precyzji, zwłaszcza Bartoszowi Śpiączce, który w 52 i 61 min niecelnie główkował, a w 63 min strzelił tuż obok słupka. „Brązowi” dążyli do wyrównania, jednak rzadko zagrażali bramce Krzysztofa Barana. Ten ostatni uratował jednak swój zespół przed utratą gola w 71 min po strzale Tomasza Ogara.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga