Piłka nożna Prasówka
Derbowy niedosyt GieKSy – media o remisie z GKS-em Tychy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – GKS Tychy. Na boisku padł remis 2:2.
sportdziennik.com – Derbowy niedosyt GieKSy
Prowadzili 2:0, mieli mnóstwo sytuacji na podwyższenie… ale piłkarze GKS-u Katowice tylko zremisowali ze słabo grającym imiennikiem z Tychów.
Choć z racji ostatnich wybryków kibice gości nie mogli być obecni na stadionie przy Bukowej, atmosfera powrotu katowicko-tyskich derbów była wyczuwalna. Klimat ważnego dla regionu spotkania bardziej przekładał się na piłkarzy gospodarzy, którzy solidni w defensywie kąsali rywala groźnymi kontrami.
Bohaterem GieKSy był Patryk Szwedzik. W 8 minucie kapitan tyszan, Łukasz Grzeszczyk, stracił nie najlepiej zagraną przez Oskara Paprzyckiego piłkę, a katowiczanie świetnie wykorzystali powstałą w ten sposób dziurę w defensywie rywala zza miedzy. Adrian Błąd ominął sunącego wślizgiem Kamila Szymurę i wyłożył futbolówkę Szwedzikowi, któremu pozostało tylko skierować ją do siatki. Po kolejnych 8 minutach było już 2:0. Tym razem nieodpowiedzialną stratę zanotował już sam Paprzycki, a GieKSa miała jeszcze więcej miejsca na kontrę. Ponownie po podaniu Błąda wykończył ją – a jakże – Szwedzik, który także po pół godzinie meczu otrzymał kapitalnie podanie (od Rafała Figiela), ale chybił celu.
Katowiczanie mieli jeszcze inne okazje. Nieczysto wolejem strzelał Filip Kozłowski, a dośrodkowanie Zbigniewa Wojciechowskiego po rykoszecie omal nie zmyliło Konrada Jałochy. Tyszanie? Bili głową w mur. Nie stworzyli ani ćwierć zagrożenia, praktycznie nie podchodząc pod bramkę Dawida Kudły. Pierwszy „strzał” oddali w 43 minucie, kiedy po byle jakiej centrze Grzeszczyk lekko trącił piłkę kilka – albo nawet kilkanaście – metrów obok słupka.
Trener Artur Derbin próbował coś zmienić, więc w przerwie wprowadził trzech nowy graczy – braci Piątek oraz Tomasa Malca. Goście jednak… mieli z meczu jeszcze mniej niż w pierwszej połowie. Szwedzik natomiast miał kolejne dwie szanse – w 53 minucie groźnie główkując, a trzy minuty później marnując kapitalną sytuację sam na sam. Chwilę później czujność Jałochy sprawdził jeszcze Kozłowski i dopiero w 63 minucie coś wydarzyło się pod bramką GieKSy. Maciej Mańka uderzył głową po rzucie rożnym, ale Kudła poradził sobie z jego strzałem.
Trójka wprowadzonych w przerwie tyszan z czasem zaczęła być bardziej widoczna, ale wciąż na niewiele się to zdawało. Zapędy ofensywne GKS-u z ul. Edukacji były nijakie, apatyczne i niedokładne, a gospodarze skutecznie hamowali ich zapędy – i po raz kolejny groźnie skontrowali, z tym że Szwedzik tylko ostemplował poprzeczkę. Mimo dwóch strzelonych goli jego późniejsza nieskuteczność okazała się dla GieKSy niezwykle bolesna…
W 82 minucie po rzucie rożnym bitym przez Grzeszczyka, zamieszaniu i zgraniu Marcina Koziny do siatki trafił Malec. Ledwie trzy minuty później było już 2:2! Po faulu na Kozinie Grzeszczyk tym razem dorzucił z wolnego, Nemanja Nedić zgrał piłkę głową, a samobója „zapakował” Oskar Repka. Atmosfera rozgrzała się do czerwoności. Chwilę później GieKSa znów mogła prowadzić, ale Piotr Samiec-Talar z ostrego kąta strzelił w słupek. Wszystko się mogło przy Bukowej zdarzyć – co zresztą nie jest niczym nowym – ale więcej goli już nie padło. Katowiczanie powinni pluć sobie w brodę, a tyszanie dziękować za ten remis siłom wyższym. – Byliśmy lepsi – grzmiało z „Blaszoka”, ale… co z tego?
sportslaski.pl – Tyszanie uciekli przy Bukowej spod topora. Remis w derbach dwóch GKS-ów
Spotkanie derbowe pomiędzy GKS-em Katowice i GKS-em Tychy zapowiadało się emocjonująco, nawet w obliczu braku kibiców drużyny przyjezdnej. Ostatecznie starcie zaowocowało w aż cztery gole, a drużyny podzieliły się punktami po remisie 2:2.
Nie był to najlepszy dzień zarówno dla jednych, jak i drugich. Katowiczanie, choć od początku przeważali, dali sobie strzelić dwa gole i stracili punkty w niemalże wygranym już meczu. Tyszanie zaś uciekli dziś katu spod topora, wyrównując wynik spotkania w zaledwie kilka minut i zdobywając cenny punkt, który pozwolił drużynie utrzymać się w czołówce tabeli. – Spodziewaliśmy się, że to będzie ciężkie spotkanie – mówił na konferencji prasowej Łukasz Grzeszczyk, kapitan tyszan.
Widowisko w Katowicach wcale nie rozpoczęło się dobrze dla gości. Już po kilku minutach z pierwszej zdobytej bramki cieszyli się gospodarze. Fatalna strata Łukasza Grzeszczyka na własnej połowie a później nietrafione wejście Szymury pozwoliło Adamowi Błądowi ruszyć z kontratakiem. Precyzyjne dogranie do 19-letniego Szwedzika pozwoliło temu drugiemu otworzyć wynik spotkania. Środkowy obrońca GKS-u Tychy wyglądał dziś, jakby do meczu podszedł zupełnie nieprzygotowany. W pierwszej fazie spotkania nie tylko wydawał się zupełnie nieskoncentrowany, ale poza tym poruszał się wolno i ociężale.
Zaledwie ośmiu minut potrzebowali gospodarze, aby po raz drugi ugodzić swoich rywali. Tym razem piłkę w newralgicznym punkcie stracił Oskar Paprzycki i znów do strzelca bramki, Patryka Szwedzika, futbolówkę dogrywał Adrian Błąd. Akcja katowiczan pozwoliła młodzieżowcowi stanąć w sytuacji sam na sam z bramkarzem i w ostateczności zdobyć bramkę.
19-letni napastnik spisywał się fantastycznie, lecz – o dziwo – jego występ pozostawił lekki niesmak. Szwedzik w dalszej części spotkania miał kilka świetnych sytuacji, których nie udało mu się wykorzystać. Schodząc z boiska mógł być zadowolony, bo wówczas katowiczanie cały czas utrzymywali dwubramkowe prowadzenie.
[…] Jak to jednak bywa z gospodarzami w obecnym sezonie, nadszedł moment, w którym zespół zupełnie posypał się w defensywie. Gospodarze dwukrotnie tracili bramki po stałych fragmentach gry. Wpierw Tomas Malec pokonał Dawida Kudłę z najbliższej odległości. Napastnik tyskiego zespołu tylko dobił oddany wcześniej strzał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Później piłkę z rzutu wolnego wgrywał Łukasz Grzeszczyk, a po pechowej interwencji Oskara Repki, która zaskoczyła Kudłę, mecz niejako rozpoczął się od początku. – […] Zaledwie trzy minuty wystarczyły, aby katowiczanie stracili przewagę, na którą pracowali przez całe spotkanie. Tym razem piłka nożna okazała się boleśnie niesprawiedliwa dla zawodników Rafała Góraka, którzy pomimo przewagi stracili kolejne dwa „oczka”. Sytuacja katowiczan w ligowej tabeli wygląda nie najlepiej. „GieKSa” ma tylko 3 punkty przewagi nad strefą spadkową, a wszyscy rywale z niższych pozycji mają do rozegrania zaległe spotkanie, albo dwa.
dziennikzachodni.pl – Górnicze derby z wielkimi emocjami
W sobotnim derbowym górniczym meczu emocje sięgały zenitu. Do 82 minuty GKS Katowice prowadził z GKS Tychy 2:0, by w trzy minuty stracić dwa gole!
[…] Górnicze starcie zapowiadało się więc wyśmienicie.
I mecz nie zawiódł. Jako pierwsi zaatakowali tyszanie, ale poważny błąd w defensywie Katowic nie został ukarany. Za to ekipa Rafała Góraka po walce w środku boiska wyprowadziła w 7 minucie zabójczą akcję. Adrian Błąd urwał się prawą stroną, dokładnie podał w pole karne między obrońców rywali i Patryk Szwedzik wprawił kibiców w amok. Grający w nowych strojach w żółto-czarne pasy gospodarze faktycznie wyglądali na odmienionych, a tyszanie na zaskoczonych takim obrotem sprawy.
A po kolejnych 8 minutach było już 2:0! Piłkę stracił Oskar Paprzycki, a szybką kombinację podań, znów z udziałem Adriana Błąda, wykończył znów Patryk Szwedzik! Ten sam piłkarz mógł ustrzelić hat-tricka, ale w 30 minucie nie trafił piłką w bramkę.
Tyszanie grali pasywnie, notowali sporo strat, nie wykorzystywali też słabości w tyłach Katowic. W pierwszej połowie przeprowadzili raptem dwie akcje z wrzutkami w pole karne i po obu następował chaos przed Dawidem Kudłą. Pod koniec tej części meczu goście zaczęli jednak powoli spychać przeciwników i osiągali przewagę. Bilans celnych strzałów 3:0 mówił jednak sam za siebie.
W przerwie trener Derbin dokonał aż trzech zmian. Zespół nie zmienił jednak stylu gry, a katowiczanie dążyli do „zamknięcia” spotkania. Kolejne szanse miał Szwedzik, który z dużą łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich. Goście jakość w ofensywie poprawili dopiero w ostatnich dwudziestu minutach, ale do nerwowej końcówki nie chciał dopuścić Dawid Kudła.
W 82 minucie bramkarz Katowic jednak skapitulował w potężnym zamieszaniu i zegar emocji ruszył. Jedenastka Derbina uwierzyła, że w tej drodze przez mękę nie wszystko stracone. Wiara została nagrodzona już po chwili. Kolejny stały fragment gry, kolejny bałagan na przedpolu i Oskar Repka pokonał własnego bramkarza!
A potem zaczęło się na dobre. Pod jedną i pod drugą bramką ważyły się losy wyniku, ale ten nie uległ już zmianie. Gospodarze przeżyli kolejne wielkie rozczarowanie, goście podtrzymali serię spotkań bez porażki.
tychy.info – Derby Śląska na remis. Tyszanie uratowali punkt w końcówce meczu
[…] Podopieczni Artura Derbina rzutem na taśmę, bo po bramkach w końcówce spotkania, wywalczyli jeden punkt.
sport.interia.pl – Emocjonujące śląskie derby. Zwrot akcji w końcówce
Świetne, śląskie derby w Katowicach! Gospodarze mogli wysoko wygrać z GKS-em Tychy po zajmującym meczu i efektownych akcjach. Popisał się młodzieżowiec Patryk Szwedzik, który zdobył dwie bramki dla Katowic. Końcówka należała jednak do gości, którzy zdołali wyrównać!
Nie może być chyba nic przyjemniejszego niż słoneczny acz jednocześnie chłodny dzień. W sobotnie południe, w idealnych warunkach odbyły się śląskie derby pierwszoligowe. Faworytem byli goście z Tychów, którzy wygrali pięć z ostatnich sześciu meczów i zajmowali trzecie miejsce w tabeli. Katowiczanie, którzy ostatnio przełamali złą passę i uciekli ze strefy spadkowej nie zamierzali się jednak poddawać. Pierwszy raz w tym sezonie wyszli w nowych koszulkach w żółto-czarne pasy i to przyniosło im szczęście. Przynajmniej w pierwszej połowie.
[…] Podsumowując: obie drużyny pokazały ciekawy futbol, mnóstwo interesujących akcji, spotkanie było zacięte do końca. Dlatego warto, ludzie, chodzić na mecze polskiej ligi!
katowice.naszemiasto.pl – Kibice szaleli na Bukowej!
Derbowy mecz GKS Katowice – GKS Tychy to jeden z najważniejszych punktów sezonu.
[…] Piorunujący początek spotkania GKS Katowice – GKS Tychy wprawił kibiców gospodarzy w amok. Po nieco ponad kwadransie gry gospodarze za sprawą goli Patryka Szwedzika prowadzili 2:0, a rywale sprawiali wrażenie oszołomionych.
Fani gospodarzy mocno dopingowali ich do gry, a każde udane zagranie kwitowane było brawami. Kibicom do gustu przypadły też nowe stroje piłkarzy w żółto-czarne pasy.
weszlo.com – Szwedzik nie znalazł hattricka, więc GKS Tychy znalazł remis
Patryk Szwedzik walczył jak zły. Szukał. Strzelał. Trafiał w obramowanie, bramkarza, rywali, bandy reklamowe. I nie dał rady. A czego szukał? Trzeciego gola, który przypieczętowałby wygraną GKS-u Katowice w derbowym spotkaniu z GKS-em Tychy. Tyszanie stwierdzili więc, że może i byli już dwukrotnie liczeni, ale skoro rywal nie korzysta z okazji, to może być szansa na powrót. I była – mecz zakończył się remisem.
To były zabójcze i błyskawiczne kontrataki. GKS Katowice zdobył dwie bliźniacze bramki. Prawie kropka w kropkę. W obydwu przypadkach zaczęło się od tego, że Filip Kozłowski odzyskał piłkę i zagrał do Adriana Błąda. Doświadczony piłkarz i lider GieKSy błyszczał z kolei tym, w tym jest najlepszy. Najpierw dograł Patrykowi Szwedzikowi do pustaka – 1:0. Potem popisał się kapitalnym podaniem, którym uwolnił Szwedzika i pozwolił mu wyjść na sam na sam z bramkarzem – 2:0.
GKS Tychy był tego dnia zagubiony, bezradny, wręcz niechlujny. Obydwie bramki stracił po indywidualnych błędach.
[…] Zresztą nawet w drugiej części meczu obraz gry się nie zmienił. Kolejne okazje do strzelenia gola mieli gospodarze. Kolejne okazje miał przede wszystkim Szwedzik, który:
obił poprzeczkę
zmarnował sam na sam
oddał strzał, który minimalnie minął słupek.
Łącznie zanotował sześć uderzeń – to połowa wszystkich strzałów oddanych przez GKS Katowice. I nic, trzeci gol nie padł. Rafał Górak stwierdził w końcu, że zdejmie go z boiska, bo chłopak i tak wykonał robotę. 19-latek był przecież rezerwowym, zagrał, bo Filip Szymczak pojechał na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Polski.
I co? I „GieKSa” jakimś cudem tego meczu nie wygrała. Chociaż w sumie ciężko mówić o cudzie, bo dwubramkowa przewaga nie jest dla katowiczan wynikiem bezpiecznym. Nie, nie chodzi nam wcale o zasadę Czesława Michniewicza. Po prostu drużyna trenera Góraka już tak ma, że potrafi stracić punkty mając przewagę. Weźmy nawet ten sezon – tak właśnie było z Resovią, która w ostatnich minutach odrobiła dwie bramki, a mogła nawet wygrać. GKS nie potrafił też utrzymać prowadzenia z Arką.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze