Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Derbowy niedosyt GieKSy – media o remisie z GKS-em Tychy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – GKS Tychy. Na boisku padł remis 2:2.

 

sportdziennik.com – Derbowy niedosyt GieKSy

Prowadzili 2:0, mieli mnóstwo sytuacji na podwyższenie… ale piłkarze GKS-u Katowice tylko zremisowali ze słabo grającym imiennikiem z Tychów.
Choć z racji ostatnich wybryków kibice gości nie mogli być obecni na stadionie przy Bukowej, atmosfera powrotu katowicko-tyskich derbów była wyczuwalna. Klimat ważnego dla regionu spotkania bardziej przekładał się na piłkarzy gospodarzy, którzy solidni w defensywie kąsali rywala groźnymi kontrami.
Bohaterem GieKSy był Patryk Szwedzik. W 8 minucie kapitan tyszan, Łukasz Grzeszczyk, stracił nie najlepiej zagraną przez Oskara Paprzyckiego piłkę, a katowiczanie świetnie wykorzystali powstałą w ten sposób dziurę w defensywie rywala zza miedzy. Adrian Błąd ominął sunącego wślizgiem Kamila Szymurę i wyłożył futbolówkę Szwedzikowi, któremu pozostało tylko skierować ją do siatki. Po kolejnych 8 minutach było już 2:0. Tym razem nieodpowiedzialną stratę zanotował już sam Paprzycki, a GieKSa miała jeszcze więcej miejsca na kontrę. Ponownie po podaniu Błąda wykończył ją – a jakże – Szwedzik, który także po pół godzinie meczu otrzymał kapitalnie podanie (od Rafała Figiela), ale chybił celu.
Katowiczanie mieli jeszcze inne okazje. Nieczysto wolejem strzelał Filip Kozłowski, a dośrodkowanie Zbigniewa Wojciechowskiego po rykoszecie omal nie zmyliło Konrada Jałochy. Tyszanie? Bili głową w mur. Nie stworzyli ani ćwierć zagrożenia, praktycznie nie podchodząc pod bramkę Dawida Kudły. Pierwszy „strzał” oddali w 43 minucie, kiedy po byle jakiej centrze Grzeszczyk lekko trącił piłkę kilka – albo nawet kilkanaście – metrów obok słupka.
Trener Artur Derbin próbował coś zmienić, więc w przerwie wprowadził trzech nowy graczy – braci Piątek oraz Tomasa Malca. Goście jednak… mieli z meczu jeszcze mniej niż w pierwszej połowie. Szwedzik natomiast miał kolejne dwie szanse – w 53 minucie groźnie główkując, a trzy minuty później marnując kapitalną sytuację sam na sam. Chwilę później czujność Jałochy sprawdził jeszcze Kozłowski i dopiero w 63 minucie coś wydarzyło się pod bramką GieKSy. Maciej Mańka uderzył głową po rzucie rożnym, ale Kudła poradził sobie z jego strzałem.
Trójka wprowadzonych w przerwie tyszan z czasem zaczęła być bardziej widoczna, ale wciąż na niewiele się to zdawało. Zapędy ofensywne GKS-u z ul. Edukacji były nijakie, apatyczne i niedokładne, a gospodarze skutecznie hamowali ich zapędy – i po raz kolejny groźnie skontrowali, z tym że Szwedzik tylko ostemplował poprzeczkę. Mimo dwóch strzelonych goli jego późniejsza nieskuteczność okazała się dla GieKSy niezwykle bolesna…
W 82 minucie po rzucie rożnym bitym przez Grzeszczyka, zamieszaniu i zgraniu Marcina Koziny do siatki trafił Malec. Ledwie trzy minuty później było już 2:2! Po faulu na Kozinie Grzeszczyk tym razem dorzucił z wolnego, Nemanja Nedić zgrał piłkę głową, a samobója „zapakował” Oskar Repka. Atmosfera rozgrzała się do czerwoności. Chwilę później GieKSa znów mogła prowadzić, ale Piotr Samiec-Talar z ostrego kąta strzelił w słupek. Wszystko się mogło przy Bukowej zdarzyć – co zresztą nie jest niczym nowym – ale więcej goli już nie padło. Katowiczanie powinni pluć sobie w brodę, a tyszanie dziękować za ten remis siłom wyższym. – Byliśmy lepsi – grzmiało z „Blaszoka”, ale… co z tego?

 

sportslaski.pl – Tyszanie uciekli przy Bukowej spod topora. Remis w derbach dwóch GKS-ów

Spotkanie derbowe pomiędzy GKS-em Katowice i GKS-em Tychy zapowiadało się emocjonująco, nawet w obliczu braku kibiców drużyny przyjezdnej. Ostatecznie starcie zaowocowało w aż cztery gole, a drużyny podzieliły się punktami po remisie 2:2.
Nie był to najlepszy dzień zarówno dla jednych, jak i drugich. Katowiczanie, choć od początku przeważali, dali sobie strzelić dwa gole i stracili punkty w niemalże wygranym już meczu. Tyszanie zaś uciekli dziś katu spod topora, wyrównując wynik spotkania w zaledwie kilka minut i zdobywając cenny punkt, który pozwolił drużynie utrzymać się w czołówce tabeli. – Spodziewaliśmy się, że to będzie ciężkie spotkanie – mówił na konferencji prasowej Łukasz Grzeszczyk, kapitan tyszan.
Widowisko w Katowicach wcale nie rozpoczęło się dobrze dla gości. Już po kilku minutach z pierwszej zdobytej bramki cieszyli się gospodarze. Fatalna strata Łukasza Grzeszczyka na własnej połowie a później nietrafione wejście Szymury pozwoliło Adamowi Błądowi ruszyć z kontratakiem. Precyzyjne dogranie do 19-letniego Szwedzika pozwoliło temu drugiemu otworzyć wynik spotkania. Środkowy obrońca GKS-u Tychy wyglądał dziś, jakby do meczu podszedł zupełnie nieprzygotowany. W pierwszej fazie spotkania nie tylko wydawał się zupełnie nieskoncentrowany, ale poza tym poruszał się wolno i ociężale.
Zaledwie ośmiu minut potrzebowali gospodarze, aby po raz drugi ugodzić swoich rywali. Tym razem piłkę w newralgicznym punkcie stracił Oskar Paprzycki i znów do strzelca bramki, Patryka Szwedzika, futbolówkę dogrywał Adrian Błąd. Akcja katowiczan pozwoliła młodzieżowcowi stanąć w sytuacji sam na sam z bramkarzem i w ostateczności zdobyć bramkę.
19-letni napastnik spisywał się fantastycznie, lecz – o dziwo – jego występ pozostawił lekki niesmak. Szwedzik w dalszej części spotkania miał kilka świetnych sytuacji, których nie udało mu się wykorzystać. Schodząc z boiska mógł być zadowolony, bo wówczas katowiczanie cały czas utrzymywali dwubramkowe prowadzenie.
[…] Jak to jednak bywa z gospodarzami w obecnym sezonie, nadszedł moment, w którym zespół zupełnie posypał się w defensywie. Gospodarze dwukrotnie tracili bramki po stałych fragmentach gry. Wpierw Tomas Malec pokonał Dawida Kudłę z najbliższej odległości. Napastnik tyskiego zespołu tylko dobił oddany wcześniej strzał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Później piłkę z rzutu wolnego wgrywał Łukasz Grzeszczyk, a po pechowej interwencji Oskara Repki, która zaskoczyła Kudłę, mecz niejako rozpoczął się od początku. – […] Zaledwie trzy minuty wystarczyły, aby katowiczanie stracili przewagę, na którą pracowali przez całe spotkanie. Tym razem piłka nożna okazała się boleśnie niesprawiedliwa dla zawodników Rafała Góraka, którzy pomimo przewagi stracili kolejne dwa „oczka”. Sytuacja katowiczan w ligowej tabeli wygląda nie najlepiej. „GieKSa” ma tylko 3 punkty przewagi nad strefą spadkową, a wszyscy rywale z niższych pozycji mają do rozegrania zaległe spotkanie, albo dwa.

 

dziennikzachodni.pl – Górnicze derby z wielkimi emocjami

W sobotnim derbowym górniczym meczu emocje sięgały zenitu. Do 82 minuty GKS Katowice prowadził z GKS Tychy 2:0, by w trzy minuty stracić dwa gole!
[…] Górnicze starcie zapowiadało się więc wyśmienicie.
I mecz nie zawiódł. Jako pierwsi zaatakowali tyszanie, ale poważny błąd w defensywie Katowic nie został ukarany. Za to ekipa Rafała Góraka po walce w środku boiska wyprowadziła w 7 minucie zabójczą akcję. Adrian Błąd urwał się prawą stroną, dokładnie podał w pole karne między obrońców rywali i Patryk Szwedzik wprawił kibiców w amok. Grający w nowych strojach w żółto-czarne pasy gospodarze faktycznie wyglądali na odmienionych, a tyszanie na zaskoczonych takim obrotem sprawy.
A po kolejnych 8 minutach było już 2:0! Piłkę stracił Oskar Paprzycki, a szybką kombinację podań, znów z udziałem Adriana Błąda, wykończył znów Patryk Szwedzik! Ten sam piłkarz mógł ustrzelić hat-tricka, ale w 30 minucie nie trafił piłką w bramkę.
Tyszanie grali pasywnie, notowali sporo strat, nie wykorzystywali też słabości w tyłach Katowic. W pierwszej połowie przeprowadzili raptem dwie akcje z wrzutkami w pole karne i po obu następował chaos przed Dawidem Kudłą. Pod koniec tej części meczu goście zaczęli jednak powoli spychać przeciwników i osiągali przewagę. Bilans celnych strzałów 3:0 mówił jednak sam za siebie.
W przerwie trener Derbin dokonał aż trzech zmian. Zespół nie zmienił jednak stylu gry, a katowiczanie dążyli do „zamknięcia” spotkania. Kolejne szanse miał Szwedzik, który z dużą łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich. Goście jakość w ofensywie poprawili dopiero w ostatnich dwudziestu minutach, ale do nerwowej końcówki nie chciał dopuścić Dawid Kudła.
W 82 minucie bramkarz Katowic jednak skapitulował w potężnym zamieszaniu i zegar emocji ruszył. Jedenastka Derbina uwierzyła, że w tej drodze przez mękę nie wszystko stracone. Wiara została nagrodzona już po chwili. Kolejny stały fragment gry, kolejny bałagan na przedpolu i Oskar Repka pokonał własnego bramkarza!
A potem zaczęło się na dobre. Pod jedną i pod drugą bramką ważyły się losy wyniku, ale ten nie uległ już zmianie. Gospodarze przeżyli kolejne wielkie rozczarowanie, goście podtrzymali serię spotkań bez porażki.

 

tychy.info – Derby Śląska na remis. Tyszanie uratowali punkt w końcówce meczu

[…] Podopieczni Artura Derbina rzutem na taśmę, bo po bramkach w końcówce spotkania, wywalczyli jeden punkt.

 

sport.interia.pl – Emocjonujące śląskie derby. Zwrot akcji w końcówce

Świetne, śląskie derby w Katowicach! Gospodarze mogli wysoko wygrać z GKS-em Tychy po zajmującym meczu i efektownych akcjach. Popisał się młodzieżowiec Patryk Szwedzik, który zdobył dwie bramki dla Katowic. Końcówka należała jednak do gości, którzy zdołali wyrównać!
Nie może być chyba nic przyjemniejszego niż słoneczny acz jednocześnie chłodny dzień. W sobotnie południe, w idealnych warunkach odbyły się śląskie derby pierwszoligowe. Faworytem byli goście z Tychów, którzy wygrali pięć z ostatnich sześciu meczów i zajmowali trzecie miejsce w tabeli. Katowiczanie, którzy ostatnio przełamali złą passę i uciekli ze strefy spadkowej nie zamierzali się jednak poddawać. Pierwszy raz w tym sezonie wyszli w nowych koszulkach w żółto-czarne pasy i to przyniosło im szczęście. Przynajmniej w pierwszej połowie.
[…] Podsumowując: obie drużyny pokazały ciekawy futbol, mnóstwo interesujących akcji, spotkanie było zacięte do końca. Dlatego warto, ludzie, chodzić na mecze polskiej ligi!

 

katowice.naszemiasto.pl – Kibice szaleli na Bukowej!

Derbowy mecz GKS Katowice – GKS Tychy to jeden z najważniejszych punktów sezonu.
[…] Piorunujący początek spotkania GKS Katowice – GKS Tychy wprawił kibiców gospodarzy w amok. Po nieco ponad kwadransie gry gospodarze za sprawą goli Patryka Szwedzika prowadzili 2:0, a rywale sprawiali wrażenie oszołomionych.
Fani gospodarzy mocno dopingowali ich do gry, a każde udane zagranie kwitowane było brawami. Kibicom do gustu przypadły też nowe stroje piłkarzy w żółto-czarne pasy.

 

weszlo.com – Szwedzik nie znalazł hattricka, więc GKS Tychy znalazł remis

Patryk Szwedzik walczył jak zły. Szukał. Strzelał. Trafiał w obramowanie, bramkarza, rywali, bandy reklamowe. I nie dał rady. A czego szukał? Trzeciego gola, który przypieczętowałby wygraną GKS-u Katowice w derbowym spotkaniu z GKS-em Tychy. Tyszanie stwierdzili więc, że może i byli już dwukrotnie liczeni, ale skoro rywal nie korzysta z okazji, to może być szansa na powrót. I była – mecz zakończył się remisem.
To były zabójcze i błyskawiczne kontrataki. GKS Katowice zdobył dwie bliźniacze bramki. Prawie kropka w kropkę. W obydwu przypadkach zaczęło się od tego, że Filip Kozłowski odzyskał piłkę i zagrał do Adriana Błąda. Doświadczony piłkarz i lider GieKSy błyszczał z kolei tym, w tym jest najlepszy. Najpierw dograł Patrykowi Szwedzikowi do pustaka – 1:0. Potem popisał się kapitalnym podaniem, którym uwolnił Szwedzika i pozwolił mu wyjść na sam na sam z bramkarzem – 2:0.
GKS Tychy był tego dnia zagubiony, bezradny, wręcz niechlujny. Obydwie bramki stracił po indywidualnych błędach.
[…] Zresztą nawet w drugiej części meczu obraz gry się nie zmienił. Kolejne okazje do strzelenia gola mieli gospodarze. Kolejne okazje miał przede wszystkim Szwedzik, który:
obił poprzeczkę
zmarnował sam na sam
oddał strzał, który minimalnie minął słupek.

Łącznie zanotował sześć uderzeń – to połowa wszystkich strzałów oddanych przez GKS Katowice. I nic, trzeci gol nie padł. Rafał Górak stwierdził w końcu, że zdejmie go z boiska, bo chłopak i tak wykonał robotę. 19-latek był przecież rezerwowym, zagrał, bo Filip Szymczak pojechał na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Polski.
I co? I „GieKSa” jakimś cudem tego meczu nie wygrała. Chociaż w sumie ciężko mówić o cudzie, bo dwubramkowa przewaga nie jest dla katowiczan wynikiem bezpiecznym. Nie, nie chodzi nam wcale o zasadę Czesława Michniewicza. Po prostu drużyna trenera Góraka już tak ma, że potrafi stracić punkty mając przewagę. Weźmy nawet ten sezon – tak właśnie było z Resovią, która w ostatnich minutach odrobiła dwie bramki, a mogła nawet wygrać. GKS nie potrafił też utrzymać prowadzenia z Arką.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

LIVE: Remis cenniejszy niż złoto

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga