Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice z brązem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

W ostatniej kolejce sezonu drużyna kobiet pokonała na Bukowej AP 2010 Orlen Gdańsk 3:0 (1:0), zdobywając brązowe medale Mistrzostw Polski w sezonie 2025/26. Po zakończeniu rozgrywek w PKO BP Ekstraklasie trwa podsumowanie sezonu: Bartosz Nowak zdobył dwie statuetki na Gali Ekstraklasy. Media donoszą, że do GieKSy przenosi się Szymon Bartlewicz. ponadto można znaleźć informację na temat możliwego transferu Bartosza Wolskiego z Motoru. Obok Areny Katowice stanie pomnik Jana Furtoka.

Joona Monto podpisał roczny kontrakt z hokejową GieKSą. Patryk Krężołek po trzech latach wrócił do GieKSy. z którą podpisał trzyletni kontrakt.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice z brązem Orlen Ekstraligi

Piłkarki GieKSy właśnie rozegrały swój ostatni mecz. Trzy punkty zostały w Katowicach, gdzie katowiczanki rozegrały spotkanie z AP 2010 Orlen Gdańsk.
Od pierwszych minut gospodynie narzuciły wysokie tempo i przejęły inicjatywę. Już w 11. minucie Klaudia Maciążka indywidualną akcją otworzyła wynik spotkania. GKS nie zwalniał tempa, a kolejne okazje stwarzały między innymi Katerina Vojtkova oraz Aleksandra Nieciąg. Ta druga miała szansę podwyższyć prowadzenie z rzutu karnego, jednak nie wykorzystała jedenastki.
Po zmianie stron zespół z Gdańska zaczął grać odważniej i częściej gościł pod bramką gospodyń. Katowiczanki wciąż stwarzały sytuacje, ale długo brakowało im skuteczności przy wykończeniu akcji.
Decydujący moment nastąpił w 75. minucie. Aleksandra Nieciąg skutecznym strzałem głową podwyższyła prowadzenie GKS-u i przybliżyła swój zespół do zwycięstwa. W doliczonym czasie gry wynik na 3:0 ustaliła Amelia Bińkowska.
Końcowy gwizdek oznaczał nie tylko komplet punktów, ale również zdobycie brązowych medali mistrzostw Polski. GKS Katowice zakończył sezon na trzecim miejscu w tabeli Orlen Ekstraligi, przypieczętowując udaną końcówkę rozgrywek.

weszlo.com – GKS zbroi się przed pucharami. Chce piłkarza ligowego rywala

W trakcie zimowego okienka transferowego informowaliśmy na Weszło, że GKS Katowice był bardzo blisko pozyskania jednego z kluczowych zawodników ligowego rywala. Wtedy ta sztuka się nie udała, ale teraz temat wrócił, po tym jak ekipa Rafała Góraka wywalczyła awans do eliminacji europejskich pucharów. Wystarczy tylko zapłacenie niezbyt wygórowanej kwoty, jaka została zapisana w kontrakcie piłkarza.
Jak przekazał Przegląd Sportowy, GKS Katowice nie rezygnuje ze starań o sprawdzenie na Nową Bukową kapitana Motoru Lublin, Bartosza Wolskiego. 29-latek mógłby okazać się niezwykle cennym uzupełnieniem do środka pola lub na pozycję ofensywnego pomocnika, szczególnie, że ekipę Rafała Góraka czeka latem przynajmniej jeden dwumecz na arenie międzynarodowej.
W zimowym okienku transferowym było bardzo blisko, żeby Wolski przeniósł się do Katowic. 29-latkowi kończył się kontrakt, więc GKS mógł z nim podpisać umowę na kolejny sezon bez konieczności płacenia sumy odstępnego. W ostatniej chwili Motor uratował sytuację i przedłużył współpracę ze swoim kapitanem.
– Stresu może nie, ale nie były to łatwe negocjacje. Kapitan nie opuszcza statku podczas sztormu. Drużyna miała trudniejszy moment, byliśmy blisko strefy spadkowej. Taki cios dla zespołu byłby na pewno nieprzyjemny i byłoby ciężko im się z tego wyciągnąć – mówił Wolski w rozmowie z Weszło.
Jak czytamy, to jednak nie zmieniło faktu, że przy Nowej Bukowej wciąż mają zamiar postarać się o sprowadzenie ofensywnego pomocnika. W kontrakcie piłkarza Motoru znalazła się klauzula, która umożliwia pozyskanie go bez konieczności negocjacji z klubem. Jest ona na tyle przystępna, że GKS po awansie do eliminacji europejskich pucharów spokojnie jest w stanie tyle zapłacić.
O tym, jak ważną postacią 29-latek jest w ekipie Mateusza Stolarskiego, najlepiej świadczy fakt, że we właśnie co zakończonym sezonie zagrał w każdym możliwym meczu. Jakby tego było mało, we wszystkich znalazł się w podstawowym składzie i oczywiście z opaską kapitańską na ramieniu. Przełożyło się to na ponad 2800 rozegranych minut, sześć strzelonych goli oraz siedem zaliczonych asyst.
29-latek w rozmowie z Weszło mówił, że marzy o grze w Premier League, ale ofertę z Championship również chętnie by rozważył. Wygląda na to, że na razie bliżej może mieć do debiutu w europejskich pucharach. GKS Katowice zagra w drugiej rundzie eliminacji Ligi Konferencji, więc żeby dostać się do głównej fazy rozgrywek, musi wygrać trzy kolejne dwumecze.

Gala Ekstraklasy za nami! Znamy wszystkie rozstrzygnięcia

Za nami uroczysta Gala Ekstraklasy podsumowująca miniony sezon, w którym po raz kolejny po mistrzowski tytuł sięgnął Lech Poznań. Największym wygranym wieczoru okazał się Bartosz Nowak, który opuścił salę z dwiema statuetkami – dla Pomocnika oraz Piłkarza Sezonu. Docenione także inne postaci, a ponadto włączono nowe osoby do Galerii Legend Ekstraklasy, oddając przy tym hołd zmarłemu Jackowi Magierze.
Numer Sezonu: Jesus Imaz
[…] Bramkarz Sezonu: Xavier Dziekoński
Nominacje:
Ivan Brkić (Motor Lublin)
Jasmin Burić (Zagłębie Lubin)
Xavier Dziekoński (Korona Kielce)
Bartosz Mrozek (Lech Poznań)
Rafał Strączek (GKS Katowice)
[…] Młodzieżowiec Sezonu: Marcel Reguła
[…] Obrońca Sezonu: Wojciech Mońka
Nominacje:
Rafał Janicki (Górnik Zabrze)
Arkadiusz Jędrych (GKS Katowice)
Marcin Kamiński (Wisła Płock)
Wojciech Mońka (Lech Poznań)
Oskar Wójcik (Cracovia)
[…]Pomocnik Sezonu: Bartosz Nowak
Nominacje:
Ali Gholizadeh (Lech Poznań)
Patrik Hellebrand (Górnik Zabrze)
Jesus Imaz (Jagiellonia Białystok)
Antoni Kozubal (Lech Poznań)
Bartosz Nowak (GKS Katowice)
Nagrodę wręczyła Chief Marketing Officer grupy InPost Izabela Karolczyk-Szafrańska. Dostał ją pomocnik GKS Katowice za 21 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w 34 meczach i awans z drużyną do europejskich pucharów.
– Jak trzeba było wybierać jedenastki sezonu, zobaczyłem, jak trudne to wyzwanie. To jest duża rzecz, że jestem tu i mogę odbierać tę nagrodę. Każdy z tych zawodników ma może trochę inną rolę w drużynie, ale wszyscy są po świetnym sezonie. Wielkie dziękuję dla was wszystkich, którzy mnie wybrali. Chciałbym podziękować mojej rodzinie, mojej żonie i drużynie, bez której nie stałbym tutaj, bo oni bronią, podają, strzelają, a gdzieś finalnie te laury spadają na mnie – powiedział Nowak.
Napastnik Sezonu: Karol Czubak
[…] Turbokozak Sezonu: Karol Czubak
[…] Trener Sezonu: Niels Frederiksen
Nominacje:
Niels Frederiksen (Lech Poznań)
Michal Gasparik (Górnik Zabrze)
Rafał Górak (GKS Katowice)
Marek Papszun (Raków Częstochowa i Legia Warszawa)
Adrian Siemieniec (Jagiellonia Białystok)
[…] Piłkarz sezonu: Bartosz Nowak
Najlepszy pomocnik i najlepszy asystent ponownie pojawił się na scenie, by odebrać drugą nagrodę z rąk Cezarego Kuleszy.
– Ostatnio gdzieś mi mignęło, że zostałem wybrany trochę niedocenianym zawodnikiem w tym sezonie. Dlatego chciałem powiedzieć, że to, ile w tym sezonie dostałem miłych słów od wszystkich, jak jestem przyjęty, jak jestem doceniany przez drużynę, chciałem powiedzieć ogromne dziękuję, bo to jest najwięcej, co mogłem osiągnąć w polskiej piłce – przyznał.

wkatowicach.eu – Jest decyzja! Pomnik Jana Furtoka stanie przy Arenie Katowice

Rada Miasta Katowice wyraziła zgodę na wzniesienie pomnika Jana Furtoka przy Arenie Katowice przy ul. Nowej Bukowej. Decyzja jest związana z realizacją zadania wybranego przez mieszkańców w ramach XII edycji Budżetu Obywatelskiego Miasta Katowice.
Projekt pod nazwą „Pomnik Jana Furtoka na nowo wybudowanym stadionie GKS-u Katowice przy ulicy Nowa Bukowa” uzyskał poparcie mieszkańców w głosowaniu Budżetu Obywatelskiego. Do realizacji inwestycji konieczne było jednak podjęcie stosownej uchwały przez Radę Miasta, ponieważ zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym to rada gminy posiada wyłączną kompetencję do podejmowania decyzji o wznoszeniu pomników w przestrzeni publicznej. Uchwała została jednogłośnie przyjęta podczas sesji Rady Mmiasta Katowice, w czwartek, 28 maja.
Pomnik ma stanąć na terenie nowego Stadionu Miejskiego przy ul. Nowej Bukowej, na obszarze wskazanym we wniosku złożonym w ramach Budżetu Obywatelskiego – w rejonie skrzyżowania ul. Nowej Bukowej i Upadowej.
Wzniesienie pomnika Jana Furtoka na terenie nowo wybudowanego Stadionu Miejskiego przy ul. Nowej Bukowej stanowić będzie trwałą formę upamiętnienia postaci szczególnie zasłużonej dla Katowic oraz lokalnej społeczności sportowej. Pomnik pełnić będzie funkcję edukacyjną, przypominając o historii katowickiego sportu i promując postawy zaangażowania oraz pracy na rzecz wspólnoty lokalnej. Jednocześnie realizacja przedmiotowej inwestycji przyczyni się do wzbogacenia przestrzeni publicznej miasta oraz wzmocnienia wizerunku Katowic jako miasta aktywnie dbającego o swoje dziedzictwo sportowe i tożsamość lokalną. Usytuowanie pomnika przy nowoczesnym obiekcie sportowym umożliwi jego szeroką dostępność dla mieszkańców, kibiców oraz osób odwiedzających miasto – czytamy w uzasadnieniu uchwały Rady miasta Katowice
Jan Furtok, zmarły w 2024 roku, był jedną z najwybitniejszych postaci w historii GKS-u Katowice i jednym z najbardziej rozpoznawalnych sportowców związanych z miastem. Urodzony w Katowicach piłkarz przez większość życia zawodowego i społecznego był związany z klubem jako zawodnik, trener, działacz oraz wychowawca młodych piłkarzy.
W barwach GKS-u Katowice rozegrał 299 spotkań ligowych i zdobył 122 bramki, pozostając najskuteczniejszym zawodnikiem w historii klubu. Był jednym z głównych autorów największych sukcesów drużyny w latach osiemdziesiątych, w tym zdobycia Pucharu Polski w 1986 roku. W reprezentacji Polski wystąpił 36 razy, zdobył 10 bramek i uczestniczył w mistrzostwach świata w 1986 roku.
Po wyjeździe do Niemiec reprezentował Hamburger SV oraz Eintracht Frankfurt, odnosząc sukcesy także na arenie międzynarodowej. Został między innymi wicekrólem strzelców Bundesligi. Po zakończeniu kariery wrócił do Katowic, gdzie kontynuował działalność na rzecz lokalnego sportu.
Pracował jako trener młodzieży, dyrektor sportowy, prezes klubu oraz szef Akademii Piłkarskiej GKS Katowice. Jak podkreślono w uzasadnieniu uchwały, odegrał ważną rolę w szkoleniu kolejnych pokoleń zawodników oraz w odbudowie klubu w trudnym okresie organizacyjnym i finansowym.
Za osiągnięcia sportowe oraz działalność na rzecz rozwoju kultury fizycznej Jan Furtok został odznaczony między innymi Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Polski Związek Piłki Nożnej zaliczył go również do grona stu najwybitniejszych reprezentantów Polski w historii.

goal.pl – GKS Katowice sięga po duży talent. Śląski klub pokonał mocną konkurencję!

GKS Katowice awansował do europejskich pucharów i szykuje wzmocnienia na kolejny sezon. Z naszych informacji wynika, że do Katowic przeniesie się utalentowany pomocnik.
[…] Katowiczanie pracują już nad wzmocnieniami na zbliżające się rozgrywki i właśnie dopięli konkretny transfer. Z naszych informacji wynika, że na Nową Bukową przeniesie się Szymon Bartlewicz, a więc bardzo utalentowany ofensywny pomocnik Chrobrego Głogów.
Przygodę z głogowskim klubem 20-letni Bartlewicz zakończył asystą w meczu z Wieczystą Kraków (1:2). Do Katowic piłkarz przenosi się na zasadzie wolnego transferu, ponieważ skończył mu się kontrakt z Chrobrym. Trzeba podkreślić, że w tym przypadku katowiczanie wykazali się dużą cierpliwością. Bo o Bartlewicza zabiegali od… dwóch lat.
Wcześniej Chrobry dyktował jednak zaporowe ceny i do porozumienia nie doszło. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, choć katowiczanie mieli w Ekstraklasie dużą konkurencję w walce o tego gracza. Jak się jednak okazuje, to właśnie oni wygrali tę rywalizację.
Bartlewicz to reprezentant Polski do lat 21.

HOKEJ

hokej.net.pl – GieKSa zatrzymała swojego wojownika! Poprzedni sezon zakończył z kontuzją

Joona Monto, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, zostaje w zespole GKS-u Katowice. Fiński środkowy złożył podpis pod rocznym kontraktem.
Monto jest jednym z najbardziej charakterystycznych zawodników występujących w TAURON Hokej Lidze. To gracz zadziorny, niezwykle waleczny i bardzo sumienny w realizacji zadań taktycznych. Potrafi pracować po obu stronach tafli, świetnie odnajduje się w formacjach specjalnych i wnosi do zespołu ogromne doświadczenie.
Miniony sezon rozpoczął w ekipie GKS-u Tychy, ale po 14 spotkaniach (3 bramki i 7 asyst) mistrzowie Polski zdecydowali się zakończyć współpracę z fińskim centrem.
W listopadzie zasilił szeregi GKS-u Katowice, w barwach którego spędził wcześniej trzy bardzo udane sezony. Okrasił je zdobyciem dwóch tytułów mistrzowskim, jednego srebrnego medalu i Superpucharu Polski.
Ale jego powrót do klubu z alei Korfantego okazał się słodko-gorzki. Choć w 19 rozegranych meczach osiem razy wpisał się na listę strzelców i zanotował dziewięć kluczowych zagrań, to 1 lutego – podczas starcia z Tyszanami – doznał kontuzji barku. Efekt był taki, że musiał przejść operację i nie zagrał w fazie play-off.
Blisko 32-letni napastnik w GieKSie rozegrał 186 ligowych meczów, zdobywając w nich 129 punktów za 46 bramek i 83 asysty.

Gwiazdor reprezentacji Polski wrócił do GKS-u Katowice! Podpisał długi kontrakt

Patryk Krężołek ponownie zagra w TAURON Hokej Lidze. Jeden z najlepszych polskich napastników podpisał z GieKSą trzyletni kontrakt.
Działacze GieKSy przeprowadzili jeden z najgłośniejszych transferów tego lata. Do zespołu wicemistrzów Polski wrócił Patryk Krężołek, który nie narzekał na brak ofert.
27-letni napastnik ostatni sezon spędził na taflach czeskiej Maxa Ligi. W barwach Baníka Sokolov należał do liderów zespołu i w 50 spotkaniach sezonu zasadniczego zdobył 15 bramek oraz zanotował 26 asyst.
Wychowanek KTH Krynica ma za sobą także bardzo udany występ na Mistrzostwach Świata Dywizji IA w Sosnowcu. Zdobył pięć bramek i został najlepszym strzelcem całego turnieju, zbierając bardzo dobre recenzje za swoją postawę.
Po udanym sezonie w Czechach oraz świetnej grze w kadrze wzbudził zainteresowanie kilku klubów polskich i zagranicznych, ale ostatecznie zdecydował się na powrót do Katowic.
Napastnik występował już w GKS-ie w latach 2017–2023 i właśnie z ekipą z alei Korfantego odnosił największe sukcesy w swojej karierze. Sięgnął po dwa tytuły mistrza Polski, a w 270 ligowych meczach zdobył 65 bramek i zanotował 61 asyst.
Po odejściu z Katowic trafił do Zagłębia Sosnowiec, gdzie odbudował swoją pozycję i dwukrotnie został królem strzelców TAURON Hokej Ligi. Dobra forma otworzyła mu drogę do zagranicznego transferu i gry w Czechach.
Skład GKS-u Katowice na sezon 2026/27
Bramkarz: Michał Kieler
Obrońcy: Kacper Maciaś i Błażej Chodor
Napastnicy: Stephen Anderson, Joona Monto, Patryk Krężołek, Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Bartosz Fraszko, Mateusz Michalski, Jonasz Hofman, Jakub Hofman i Maksymilian Dawid

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga