Piłka nożna
Ekstraklasa błę(ą)dów nie wybacza
GieKSa mimo dobrej postawy i ambitnej walce uległa Rakowowi Częstochowa, choć długimi momentami to Trójkolorowi dominowali w spotkaniu. O wyniku zdecydowały fatalne decyzje arbitra, a także błąd przy kryciu Adriana Błąda.
Do meczu GieKSa przystąpiła nieco osłabiona – Borja Galan w opatrunku na głowę, a Bartosz Nowak nie mógł znaleźć się w kadrze meczowej przez zapis w kontrakcie. Pierwsza akcja nie wypaliła, Adrian Błąd nie zdążył przeskoczyć nad piłką i oddaliśmy posiadanie Rakowowi w postaci wrzutu z autu. Szybko chwilę nieuwagi chciał wykorzystać rywal podaniem za plecy obrońców, ale skończyło się tylko na strachu. Chwilę później batalię na niedokładne podania wygrała GieKSa za sprawą Błąda, który przepchnął rywala i uspokoił grę. W 4. minucie faulowany był Borja Galan, a winny przewinienia został solidnie poturbowany przez Oskara Repkę, choć zgodnie z duchem gry, bo w walce o piłkę. W 6. minucie Aleksander Komor złożył się do uderzenia nożycami, ale bramkarz nawet nie musiał ruszyć się o milimetr, by wyłapać strzał. Szybki przechwyt centry, Grzegorz Rogala wypuścił znajdującego się w lepszej sytuacji od rywala Zrelaka na wolne pole, niestety napastnik był na pozycji spalonej. GieKSę chciał pokarać Kochergin, mocne uderzenie znacząco minęło poprzeczkę. W 9. minucie Kowalczyk agresywnym odbiorem na 20. metrze dał okazję Błądowi na dośrodkowanie, ten zagrał minimalnie za plecy Zrelaka. Zbyt długie podanie, wszyscy spisali akcję na straty – wszyscy, poza Rogalą, który zdołał zablokować wybicie golkipera. Chwilę później Galan fenomenalnie obsłużył Wasielewskiego w polu karnym, wahadłowy nie zdołał jednak nic z tego ugrać. W 15. minucie Oskar Repka z pierwszej piłki wrzucił w szesnastkę na głowę Galana, ten spróbował przyjęcia, ale futbolówka mu odskoczyła. Bardzo dobrze prezentował się Kowalczyk – agresja, klej w nodze, przegląd pola i udane „kółeczka”, choć momentami brakowało mu zimnej krwi. Z biegiem czasu zaczął nawet koordynować wyprowadzeniem piłki, żywo gestykulując. W 18. minucie Błąd miał sporo miejsca na oddanie strzału, niestety zbyt pochopnie przymierzył i posłał piłkę w trybuny. Trzy minuty później Galan odebrał i od razu wypuścił Zrelaka, ten najpierw wyrzucił się do prawej flanki, a później fatalnie podał na druga stronę. 24. minuta to widowiskowy wślizg Kowalczyka, momentalne podanie Repki podcinką i rajd Galana, który, jak wydawało się z perspektywy trybuny i z powtórek telewizyjnych, był faulowany, ale sędzia uznał inaczej. W 28. minucie Trelowski zupełnie nie zrozumiał się z kolegą z zespołu i wykopał wprost w niego, blisko było przejęcia przez GieKSę i czystej sytuacji bramkowej. W 29. minucie goście otworzyli wynik meczu za sprawą Silvy, którego nie upilnował Adrian Błąd. Zupełnie odpuścił krycie rywala, stając za jego plecami i ten bezlitośnie to wykorzystał. Trójkolorowi szybko chcieli wyrównać i długo nie dawali się wypędzić z połowy rywala. Dwójkowa akcja Wasielewskiego i Galana, ostatecznie do głosu znów doszedł Bład, znów niecelnie. 35. minuta to kolejny drybling Galana, bramkarz odbił futbolówkę i Galan spróbował dobić ją wślizgiem, mocno go tratując, sędzia zatrzymał grę. Przewinienia nie dopatrzyła się spora grupa dziennikarzy na trybunie prasowej, była to druga kontrowersja w meczu. W 41. minucie Galan dorzucił wprost na głowę Komora, piłka została sparowana przez golkipera na rzut rożny.
W 48. minucie Kowalczyk fenomenalnie wypuścił Wasielewskiego, który nie zdołał wywalczyć nawet rzutu rożnego. W 49. minucie fatalnie wszerz własnej szesnastki zagrał Barath i przechwycił Adrian Błąd, z pierwszej piłki uderzając obok lewego słupka. W 53. minucie dalekim wybiciem popisał się Kudła, a do zagrania ruszył Zrelak, który, zdaniem sędziego, faulował. Głośno na trybunach wyrażano swoje olbrzymie niezadowolenie z postawy sędziego, gdyż bezpośrednio w konsekwencji tej sytuacji doskonałą okazję miał Raków Częstochowa. Strzał Lukasa Klemenza z 57. minuty z trudem wybronił Trelowski, na wozie VAR bezskutecznie doszukiwano się jeszcze rzutu karnego. Borja Galan znów zaliczał fenomenalne spotkanie, co kilkadziesiąt sekund groźnie centrując. Wrzutka Galana, strzał Repki – kolejny rzut rożny. W ofensywie walczyli nawet stoperzy, cała armia żółtych koszulek szturmowała bezradnych rywali. Kilka minut trwało oblężenie częstochowskiej siatki, niestety bez efektów. Kowalczyk na wślizgu, Błąd z prostopadłą, Galan z rajdem – znów gościliśmy pod bramką gości. Kibice Rakowa starali się z całych sił, by być usłyszanymi, ale żółta armia skutecznie ich zagłuszała. Zespół próbował długich piłek do Bergiera, brakowało jednak dokładności. W 69. minucie Galan został zrównany z ziemią, a sędzia uznał, że było to zagranie zgodne z przepisami. Arbiter w najmniejszym stopniu nie panował nad rozgrywką. W 71. minucie Dawid Kudła znów przysporzył sobie problemów kiepskim przyjęciem, zdołał na szczęście zażegnać niebezpieczeństwo. Chwilę później strzelał Bergier po walce Wasielewskiego o piłkę i znacząco przestrzelił. W 75. minucie na wślizgach odebrali Galan do spółki z Marcem i Milewskim, dość widowiskowe starcie. W 80. minucie na murawie pojawił się Jakub Arak! Raków zaczął grać na czas, co chwilę ktoś był kontuzjowany, a później spokojnie rozgrywali pod chorągiewką. W 87. minucie urwał się Ouma, ale w sytuacji sam na sam uderzył daleko od bramki. Mateusz Marzec chciał powtórzyć swój fenomenalny strzał, jednak tym razem zupełnie mu się ta sztuka nie udała. Ostatnie sekundy upłynęły pod znakiem wielkich emocji o kolejnych rzutów rożnych GieKSy. Dawid Kudła próbował z woleja, Jakub Arak dzielnie gonił piłkę – nietsety, spotkanie zakończyło się porażką.
3.08.2024, Katowice
GKS Katowice – Raków Częstochowa 0:1 (0:1)
Bramki: Silva (29).
GKS Katowice: Kudła – Wasielewski (73. Czerwiński), Klemenz, Jędrych, Komor, Rogala – Błąd (65. Marzec), Kowalczyk (73. Milewski), Repka (80. Arak), Galan – Zrelak (65. Bergier).
Raków Częstochowa: Trelowski – Tudor, Svarnas, Racovitan (83. Rodin), Pestka, Silva – Drachal (61. Amorim), Kochergin (46. Barath), Berggren, Crnac – Makuch (61 Brunes, 80. Otieno).
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).
Kartki: Brunes, Trelowski.
Widzów: 6780 widzów.
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze