Piłka nożna kobiet
Ekstraligowa wiosna: napastniczki
Oceny za rundę wiosenną sezonu 2024/25 przyznawaliśmy w standardowej szkolnej skali. Wyjściowa ocena (3) oznacza niezłą rundę, w której piłkarka unikała większych błędów, ale nie pokazała też zbyt wielu dobrych zagrań i nie występowała regularnie. Uwzględnialiśmy poziom ambicji całej drużyny, oczekiwania stawiane przed zawodniczkami oraz ogólny poziom rozgrywek.
Kinga Kozak: Joga Bonito? Raczej: graj jak Kozak. “Czekamy na odblokowanie się Kingi w rundzie wiosennej” – pisaliśmy po poprzedniej rundzie, i dość szybko się doczekaliśmy jej najlepszej wersji. Nawet w powietrzu potrafiła sprawić problemy rywalkom, co wcale nie uchodzi za jej mocną stronę. Jej pracowitość oddaje fakt, iż udało jej się wygrać pojedynek fizyczny z Karliną Miksone, która góruje nad resztą ligowej stawki swoimi warunkami. Brała aktywny udział w pressingu, co wychodziło jej bardzo dobrze. Popisywała się kapitalnymi dośrodkowaniami, także po stałych fragmentach gry. Sprawiała wrażenie zupełnie wyluzowanej, jak Brazylijczycy za najlepszych czasów, co zresztą odzwierciedlają jej zdjęcia z fety mistrzowskiej. W ofensywie robiła w zasadzie wszystko: indywidualne rajdy, gra na klepkę, posyłanie kluczowych podań, czy strzały z dystansu. Kompletna schodząca napastniczka, która sprawiała mnóstwo zagrożenia w ostatniej tercji nieszablonowymi rozwiązaniami. Dostrzegło to Napoli, które zdecydowało się na transfer definitywny. Minus za kilka świetnych okazji, których nie wykorzystała.
Ocena: 6-
Julia Langosz: Potrafiła odnaleźć się w polu karnym albo i samej wypracować sobie sytuację, co do tego nie ma wątpliwości. Raz oddała bardzo udany, sytuacyjny strzał z narożnika szesnastki, zatem umiejętności jej odmówić nie można. W samym jednak starciu ze Stomilankami w kilka minut zmarnowała trzy doskonałe okazje – ma jeszcze przed sobą całą karierę, by poćwiczyć strzały na treningach. Jak na niepełne 300 minut w sezonie dołożyła całkiem sporo od siebie i na pewno zasłużyła na kolejne szanse.
Ocena: 4-
Santa Sanija Vuskane: Na pewno przenosiny nie były dla niej łatwe i nawet widać po niej było, że nie jest zadowolona ze swoich uderzeń na bramkę, a zgranie z resztą drużyny nie jest idealne. W kreacji wyglądało to zupełnie odmiennie, potrafiła szybko minąć rywalkę i posłać ciasteczko do swoich koleżanek, lub też po prostu skupić na sobie uwagę przeciwniczek. Opierała się w ofensywie właśnie na swojej dynamice i intensywności, co pozwalało jej rozciągać zasieki obronne, jej wzrost pozwalał jej też wygrywać pojedynki powietrzne. Dużo pracowała w pressingu, zatem ogół gry jako cofnięta napastniczka został przez nią zaliczony w tej rundzie wzorowo. Musi przenieść ten techniczny luz także w pole karne, zdolności strzeleckie na pewno już posiada. Dostała nieco większy margines błędu ze względu na niełatwą przeprowadzkę do mocniejszej ligi.
Ocena: 4+
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Najnowsze komentarze