Dołącz do nas

Siatkówka

GieKSa przegrywa z Politechniką Warszawską 2:3

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Drużyna gości przyjechała do Katowic bez kontuzjowanego Pawła Zagumnego, więc w pierwszej szóstce nie było żadnych zmian. Natomiast w GKS-ie po dwóch słabszych meczach, trener Piotr Gruszka zdecydował się na dwie zmiany, Gert Van Walle zastąpił Karola Butryna i Michał Błoński zluzował Rafała Sobańskiego oraz na libero zagrał od początku Bartosz Mariański.

Mecz zaczął się świetnie od asa serwisowego Serhija Kapelusa. Wyrównanie następuje po dotknięciu siatki przez Tomasza Kalembkę, ale kolejne dwie akcje Gerta Van Walle, skutecznie ze skrzydła oraz na kontrze, dają już dwa oczka przewagi (3:1). Nie na długo jednak, Michał Błoński atakuje w aut, potem źle przyjmuje zagrywkę i z przechodzącej piłki skończył Michał Filip (3:4). Następna udana akcja ze środka w wykonaniu Bartłomieja Krulickiego i był remis po 4. Gra toczyła się punkt za punkt, ale obie ekipy dobre akcje przeplatały błędami. Pierwsza dłuższa wymiana zakończyła się atakiem Kapelusa po bloku gości (9:8). Po wydawało się autowej zagrywce Kalembki, był pierwszy challenge dla GKS-u, który potwierdził jednak asa i sędziowie zmieniają decyzję przyznając punkt gospodarzom (13:11), a trener Jakub Bednaruk wykorzystuje pierwszą przerwę na żądanie. Po niej szybko warszawianie wyrównali stan seta, po dobrych akcjach Filipa i Samiki. Odpowiedź GieKSy natychmiastowa, Krulicki zbija z przechodzącej piłki, a dłuższą akcję kończy skutecznie Kapelus (16:13). Mocny atak Filipa dał w końcu punkt AZS-owi, później kolejne jego dwie akcje, atak plus as serwisowy doprowadziły do ponownego remisu (17:17), po czym atakujący Politechniki psuje zagrywkę po czasie wziętym przez trenera GKS-u (18:17). Blok punktowy Kalembki dał znów dwa oczka przewagi (19:17), ale ponownie na krótko, gdy do akcji wkroczył Michał Filip, kończąc też dłuższą wymianę (19:19). Guillaume Samica psuje zagrywkę, a trener Piotr Gruszka rozpoczął podwójną zmianę wpuszczając na parkiet Karola Butryna. Po niej był as Gerta Van Walle (21:19) i czas dla gości, a po nim Belg posyła zagrywkę w aut i można dokończyć zmianę, wchodzi Maciej Fijałek. Błoński atakuje w siatkę i był kolejny remis, po 21. Punktowy blok tym razem w wykonaniu Butryna, potem był bardzo mocny atak Filipa ze skrzydła po prostej, a po nim kolejny blok GKS-u, tym razem Kalembki (23:22) i zmiana Sobańskiego za Błońskiego. Bartosz Kwolek przedarł się przez ręce Sobańskiego, więc remis i zmiana powrotna, wchodzi Błoński. Filip tym razem pokazał się na siatce blokując Butryna (23:24) i jest pierwsza piłka setowa dla gości, ale wpierw jeszcze przerwa na żądanie dla GKS-u. Po niej Butryn atakuje skutecznie z trudnej piłki, ale potem z zagrywki posłał piłkę daleko w aut (24:25). Drugą piłkę setową broni skutecznie Błoński, a Jakub Kowalczyk zablokował Kapelusa (25:26). Do kolejnego remisu doprowadził Van Walle mocno atakując po bloku, następnie Krulicki serwuje w siatkę (26:27). Czwarta piłka setowa obroniona przez dobry atak Kalembki ze środka, a po nim autowy atak Filipa, challenge dla gości, bez zmian i jest pierwsza piłka setowa dla GieKSy (28:27). Ostatnie trzy akcje w tym secie to Bartosz Kwolek show. Wpierw wyrównał wynik, atakując z trudnej piłki, potem po złym przyjęciu zagrywki przez graczy GKS-u przyjmujący Inżynierów kończy skutecznie kontrę (28:29). A przy piątej piłce setowej Van Walle nie skończył piłki ze skrzydła i znów na kontrze dobrze zachował się Kwolek (28:30).

 

Pierwszy punkt w drugiej partii dla GKS-u przez błąd gości dotknięcia siatki, ale i tak skutecznie tę akcję zakończył Kapelus. Wyrównał Filip, a powtórzył tę akcję Van Walle bijąc mocno po rękach przeciwników (2:1). Efektowną akcję z drugiej linii zakończył Serhij Kapelus (5:4), a po udanej kontrze Błońskiego, GKS miał już trzy punkty przewagi (7:4). Andrzej Wrona zablokował Krulickiego (8:7) i równie szybko straciliśmy tę przewagę. Trzy z rzędu błędy gości Jana Firleja i Kwolka na zagrywce oraz autowy atak Wrony, znów dały trzy oczka więcej dla GKS-u (11:8). Dawno nie widziany blok punktowy, tym razem Marco Falaschiego, dał wynik (14:10) i trener AZS=u bierze przerwę na żądanie. Nic to gościom nie pomogło, bo po złym przyjęciu zagrywki, Błoński kończy z przechodzącej piłki (16:11) i trener Bednaruk wykorzystuje drugi czas. Kwolek nie obronił ostrej zagrywki Błońskiego (18:12) i przewaga GieKSy rośnie coraz bardziej. Siatkarze GKS-u są coraz pewniejsi w ataku, Van Walle skuteczny na kontrze, Kapelus mocno po bloku, a Kalembka w kolejnej kontrze kończy ze środka (22:14). Przebudził się Filip na skrzydle (22:15), ale Paweł Mikołajczak serwuje w siatkę, a potem jeszcze raz skutecznie Filip i 23:16. Belg Van Walle mocno ze skrzydła i pierwszą piłkę setową dla GieKSy wykorzystujemy dzięki dotknięciu siatki przez siatkarza gości (25:16).

Po dziesięciominutowej przerwie pierwszy punkt dla Politechniki dzięki lekkiemu atakowi Wrony. Szybko jednak to GKS gra swoje i osiąga kilku punktową przewagę. Kibice zgromadzeni w hali oglądają skuteczne akcje Van Walle z przechodzącej piłki, blok punktowy Falaschiego, udaną kontrę Kapelusa ze skrzydła, potem był co prawda blok na nim w wykonaniu Filipa, ale szybko się Ukrainiec rewanżuje, swoje dokłada Kalembka ze środka kończąc kontrę i nawet pomaga challenge potwierdzając asa Falaschiego, jeszcze dobrze Krulicki na siatce i już było 11:7. Kolejne dwie skuteczne akcje w wykonaniu Filipa, który przebił się przez nasz blok (11:9) chwilowo wybiły nas z rytmu, na co trener Piotr Gruszka zareagował czasem. Po efektownej kiwce Kapelusa (13:10) odzyskujemy pewność siebie, kolejna długa wymiana zakończona blokiem Błońskiego (15:11). Krulicki atakuje ze środka na czystej siatce (17:13), a jeszcze jedną efektowną długą akcję skończył atakiem Van Walle (19:15). Belg ponownie skuteczny ze skrzydła i jest już 20:16, a po nim autowy atak Filipa, challenge dla gości nic nie zmienia. W następnej akcji kalka poprzedniej tylko odwrotnie, bo tym razem Kapelus atakuje w aut, a challenge też nic nie daje (21:17). Kalembka dobrze ze środka, a blok dokłada wprowadzony chwilę wcześniej Kacper Stelmach (23:17). Potem Kapelus serwuje w siatkę, a goście dotykają siatki, choć i tak był skuteczny atak Van Walle (24:18). Pierwszą piłkę setową kończy Błoński skutecznie zatrzymując blokiem Filipa (25:18).

 

Wszyscy kibice zgromadzeni w hali mieli nadzieję, że to będzie ostatnia partia tego spotkania. Pierwszą skuteczną akcję w tym secie zapisał na swe konto Francuz Guillaume Samica atakując na kontrze po bloku. Wyrównał Van Walle mocnym atakiem ze skrzydła. Gdy Filip zablokował Kapelusa (2:4) goście już osiągnęli lekką przewagę, którą szybko zniwelowały dwa punktowe bloki Kalembki oraz Falaschiego (5:4). Efektowna kiwka Błońskiego oraz jego blok, pozwoliły na małą przewagę GKS-u (8:6). Nie na długo jednak, gdy Filip mocno trafia w naszego kapitana Falaschiego oraz Wrona blokuje Krulickiego (8:9), to znów goście odzyskują prowadzenie. Kolejna długa wymiana zakończyła się skutecznym atakiem Błońskiego. Niestety dwa dobre ataki Filipa oraz Kwolka znów wyprowadzają na dwupunktowe prowadzenie warszawian (9:11), na co trener Piotr Gruszka reaguje wzięciem czasu. Po przerwie mocny atak po bloku prezentuje Van Walle, ale w kolejnej akcji Wrona zablokował Belga, następnie skutecznie Kapelus ze skrzydła i rozpoczęła się podwójna zmiana w GKS-ie (11:12). Autowy atak Kwolka dał remis po 13, ale szybko goście odbudowują swą małą przewagę. Przechodzącą piłkę kończy Waldemar Świrydowicz, asa dokłada Kwolek (14:17) i nasz trener zmuszony jest do wykorzystania drugiej przerwy na żądanie. Po niej Butryn skończył z bardzo trudnej piłki, a po świetnej obronie Adriana Stańczaka, Kapelus wykorzystuje kontrę (17:18). Krulicki skutecznie ze środka, potem posyła piłkę w aut po serwisie, następnie Kalembka mocno na siatce (19:20) i wciąż GieKSa nie może dogonić gości. Znakomitej szansy nie wykorzystujemy na kontrze i ostatecznie Kwolek sprytnie wypycha piłkę na aut po rękach siatkarzy gospodarzy (19:21). Autowy atak Kapelusa i challenge dla GKS-u, ale niestety bez zmiany decyzji sędziowskiej (19:22). W trudnej sytuacji odrzucony od siatki Belg Van Walle skutecznie atakuje ze skrzydła, potem Kwolek spokojnie zbija piłkę po prostej (20:23), a następnie po bloku doprowadza do piłki setowej dla Inżynierów (20:24). Błoński popisuje się podobną akcją jak wcześniej przyjmujący gości i trener GKS-u wprowadza na zagrywkę Pawła Pietraszko (21:24). Filip kończy seta mocnym atakiem ze skrzydła (21:25), choć wcześniej w tej akcji reklamowano piłkę niesioną przez siatkarza Politechniki.

Tie-break zaczyna się od gry punkt za punkt, nikt nie chciał odpuścić ważnej, każdej akcji. Krulicki ze środka, a Wrona powtarza tę akcję (1:1). Kapelus atakuje mocno przy antence, ale znów Wrona nie do zatrzymania (2:2). Ponownie Kapelus przez blok gości, a Świrydowicz skuteczny na siatce (3:3). Tym razem Van Walle mocno po ręce zawodnika gości, a w następnej akcji GieKSa nie wykorzystuje szansy na kontrze i po raz czwarty z rzędu Politechnika zdobywa punkt z akcji środkowego, ponownie Świrydowicza (4:4). Belg bardzo mocno ze skrzydła, ale Falaschi zagrywkę posyła w aut (5:5). W efektownej akcji z drugiej linii dobrze kończy Kapelus, u gości ponownie zadziałał środek i skuteczny Wrona (6:6). Van Walle mocno po rękach siatkarzy warszawskich, a Kwolek dobrze ze skrzydła (7:7). Kwolek posyła asa, goście wychodzą na prowadzenie i następuje zmiana stron, a po niej mocny serwis przyjmującego Politechniki zatrzymał się na taśmie, ale niestety dla GKS-u piłka przeszła na naszą stronę i spadła tuż za siatką, co za pech (7:9) i czas dla trenera Piotra Gruszki. Po przerwie Kwolek zagrywa daleko w aut, po czym GieKSa ponownie nie wykorzystuje szansy na kontrze i w końcu Wrona atakuje ze środka (8:10). Środkowy gości serwis zagrywa w siatkę, przypomina o sobie Filip atakując mocno ze skrzydła (9:11). W kolejnej akcji nie kończy ataku Błoński i Samica przedziera się przez potrójny blok GKS-u, z kolei Filip serwuje w aut (10:12). Francuz Samica ponownie przebija się na potrójnym bloku, po czym serwuje w siatkę (11:13). Kolejna akcja na konto Filipa, który lekko uderza po ręce Błońskiego i jest pierwsza piłka meczowa dla Inżynierów (11:14). Van Walle przebija się przez blok gości, ale przy drugiej piłce meczowej Błoński serwuje w aut (12:15) i czwarta porażka z rzędu GKS-u stała się faktem.

 

GKS Katowice – ONICO AZS Politechnika Warszawska  2:3 (28:30, 25:16, 25:18, 21:25, 12:15)

GKS: Falaschi (5), Van Walle (25), Krulicki (8), Kalembka (10), Błoński (14), Kapelus (16), Mariański (libero) oraz Fijałek, Butryn (4), Pietraszko, Stelmach (1), Sobański, Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka.
Politechnika: Firlej (1), Filip (33), Kowalczyk (3), Wrona (11), Samica (6), Kwolek (16) oraz Gruszczyński (libero), Mikołajczak, Świrydowicz (4), Halaba (1), Łapszyński (2), Olenderek (libero). Trener: Jakub Bednaruk.  MVP: Michał Filip.

 

Przebieg meczu:
I:  4:5, 9:10, 15:13, 20:19, 24:25, 28:30.
II:  5:4, 10:7, 15:11, 20:13, 25:16.
III:  5:2, 10:6, 15:11, 20:16, 25:18.
IV:  5:4, 9:10, 13:15, 18:20, 21:25.
V:  3:2, 6:5, 7:9, 10:12, 12:15.

 

GKS-Politechnika 2

 

GKS-Politechnika 3

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga