Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: GKS Katowice upiekł dwie pieczenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Korona Kielce 1:0 (0:0).

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice upiekł dwie pieczenie na jednym meczu! Wygrał z Koroną Kielce i wreszcie nie stracił gola

GKS Katowice wygrał drugi mecz z rzędu. Po wyjazdowym spotkaniu z Motorem Lublin tym razem u siebie pokonał Koronę Kielce. Zespół Rafała Góraka ucieka od strefy spadkowej.

Wyniki meczów poprzedzających starcie GKS Katowice z Koroną Kielce z pewnością podniosły ciśnienie Rafałowi Górakowi i jego piłkarzom. Dół tabeli zaczął wyraźnie tracić dystans do miejsc gwarantujących spokój, więc w sobotni zimny wieczór zdobycie trzech punktów stało się koniecznością. I to w konfrontacji z rywalem, z którym GieKSa nigdy nie zremisowała: oba zespoły miały na koncie po pięć zwycięstw.

Katowiczanie wychodzili na murawę z serią osiemnastu meczów z rzędu ze straconym przynajmniej jednym golem.

– Tęsknimy już za zerem z tyłu – przyznał Lukas Klemenz, który znalazł się w wyjściowym zestawieniu linii obrony.

Mecz od początku był mocno energetyczny. Było dużo twardej walki i biegania, ale nie wynikały z tego konkretne sytuacje podbramkowe. Najbliżej szczęścia był Borja Galan, który raz przestrzelił z czterech metrów, a raz jego „centrostrzał” obsunął się po poprzeczce na słupek i skończyło się rzutem rożnym. Korona zrewanżowała się w 39 minucie – Pau Resta główkował w poprzeczkę, a dobitkę Constantina Soteriou wybił z linii bramkowej Klemenz. W czasie tej akcji Resta i Borja Galan zderzyli się głowami. Temu pierwszemu założono szwy, a do gry obaj wrócili w opatrunkach.

W drugiej połowie walka rozgorzała na dobre. Kibiców poderwał w 50 minucie Bartosz Nowak oddając świetny strzał z półobrotu, równie efektownie wybroniony przez Xaviera Dziekońskiego. W 80 minucie na przebój poszedł Marcel Wędrychowski i golkiperowi Korony znów dopisało szczęście, bo piłka trafiła w pięty jednego z obrońców.

GKS dopiął swego na niespełna kwadrans przed końcem meczu.. Wędrychowski wrzucił piłkę do Galana, ten zgrał ją do Sebastiana Milewskiego i było 1:0! A chwilę później do siatki trafił Nowak, jednak był na spalonym.

W 88 minucie serca kibiców zadrżały. Martin Remacle znalazł się pięć metrów przed bramką gospodarzy, Rafał Strączek nie miał już szans na skuteczną interwencję, ale wyręczył go Galan. Dzięki temu trzy punkty zostały w Katowicach i wyzerowany został licznik meczów ze straconym golem.

Gorąca atmosfera i ponad 12.000 kibiców na meczu GKS Katowice – Korona Kielce. Fani obu zespołów dali z siebie wszystko

Z Kielc przyjechało znacznie więcej kibiców niż mieści na Nowej Bukowej sektor przeznaczony dla gości. Sympatycy Korony szybko zaprezentowali sektorówkę, a potem odpalili race.

Fani GKS-u koncentrowali się na chóralnym dopingu i żywo reagowali na boiskowe wydarzenia. 11.000 – w większości ubranych na żółto – osób liczyło na cenne trzy punkty i zachowanie czystego konta po stronie straconych goli, co nie przydarzyło się drużynie Góraka w osiemnastu poprzednich występach.

I oba te cele zostały przez GKS osiągnięte! Nic więc dziwnego, że piłkarze i kibice bawili się wspólnie jeszcze długo po meczu.

cksport.pl – Jeden błąd i porażka. Korona wraca z Katowic pokonana

W porównaniu do ostatniego ligowego meczu z Górnikiem Zabrze w składzie kielczan doszło do jednej zmiany. Tuż przed rozpoczęciem rywalizacji Huberta Zwoźnego zastąpił Viktor Popov.

Od początku gra była wyrównana i toczyła się głównie w środkowej części boiska. Żadna z drużyn nie była w stanie skonstruować dogodnych sytuacji strzeleckich mimo licznych prób, zagrań w pola karne rywali. Najlepszą okazję w 23. minucie po rzucie wolnym Bartosza Nowaka miał Borja Galán, który z czterech metrów przestrzelił wysoko nad poprzeczką bramki przyjezdnych.

Sześć minut później po dobrym zgraniu Dawida Błanika znajdujący się w polu karnym katowiczan Stjepan Davidović uderzył niecelnie. W 32. minucie hiszpański wahadłowy gospodarzy popisał się centrostrzałem, który wylądował na słupku i nie wpadł do siatki „Koroniarzy”. Podopieczni Jacka Zielińskiego mogli odpowiedzieć chwilę później po świetnej kontrze rozprowadzonej przez Antonia i Davidovicia, jednak złe przyjęcie piłki przez Dawida Błanika zniweczyło szasnę na otwarcie wyniku na Arenie Katowice.

Piłkarze ze stolicy województwa świętokrzyskiego mogli uczynić to kilkadziesiąt sekund później. Po świetnym dośrodkowaniu Konrada Matuszewskiego najpierw w poprzeczkę główkował Pau Resta, a dobitkę Konstantinosa Sotiriou z linii bramkowej wybił Lukas Klemenz. Do przerwy bramki, jednak nie padły.

W 52. minucie groźny strzał z pola karnego oddał Bartosz Nowak, ale znakomitą paradą popisał się Xavier Dziekoński. Kolejne fragmenty potyczki minęły pod znakiem wyrównanej gry i próby przejęcia kontroli przez każdą ze stron. W 71. minucie dobrą szasnę miał Marcel Wędrychowski, ale kielecki bramkarz wraz z Bartłomiejem Smolarczykiem zażegnali niebezpieczeństwu.

Ekipa Rafała Góraka dopięła jednak swego w 76. minucie. Po zgraniu Borjy Galána do piłki dopadł Sebastian Milewski i skierował ją do siatki „żółto-czerwonych” (0:1).

Po chwili autor bramki świetnie rozprowadził kontratak i zagrał do Bartosza Nowaka, który pokonał Dziekońskiego, lecz na szczęście gości gracz „GieKSy” był na pozycji spalonej.

W odpowiedzi dobrą akcją popisał się Nikodem Niski, ale dobrą interwencją popisał się Rafał Strączek. Przyjezdni próbowali zagrozić bramce „żółto-zielono-czarnych”, jednak w kluczowych momentach brakowało im dokładności. Tak było chociażby w 86. minucie gdy po zamieszaniu w polu karnym rywali strzał wysoko ponad poprzeczką oddał Nono. Blisko szczęścia trzy minuty później był Martin Remacle, ale jego strzał z linii bramkowej wybił Galán. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i Korona przegrała w Katowicach 0:1.

korona-kielce.pl – Porażka w Katowicach

Początek tego spotkania był zachowawczy z obu stron. Z biegiem czasu Korona zaczęła jednak zyskiwać optyczną przewagę. Nasi zawodnicy częściej utrzymywali się przy piłce i z większą ochotą od rywala starali się konstruować akcje kombinacyjne.

Niestety nie przełożyło się to na zbyt wiele klarownych sytuacji. Za każdym razem brakowało szczęścia, celności czy też lepszej i szybszej decyzji. Jeśli chodzi o to wspomniane szczęście, to brakowało go w ofensywie, bo w 32. minucie akurat nam ono dopisało, gdy na drodze GKS-u stanął najpierw słupek, a później skutecznie interweniujący Konstantinos Soteriou.

Zdecydowanie najbliżej wyjścia na prowadzenie byliśmy w 39. minucie, kiedy to najpierw Pau Resta po strzale głową obił poprzeczkę, a dobitkę Konstantinosa Soteriou z linii bramkowej wybił Lukas Klemenz. W konsekwencji na przerwę oba zespoły schodziły z bezbramkowym remisem.

Drugą połowę z większym animuszem rozpoczęli katowiczanie. W 52. minucie Xavier Dziekoński popisał się wspaniałą paradą po imponującym uderzeniu z powietrza autorstwa Bartosza Nowaka. W kolejnych minutach niewiele się działo, zwłaszcza z naszej inicjatywy, ale bliżej gola cały czas była GieKSa.

Kluczowy moment tego starcia miał miejsce w 76. minucie. Borja Galán zgrał głową w polu karnym do Sebastiana Milewskiego, a rezerwowy uderzył płasko, z pierwszej piłki i pokonał naszego bramkarza. Złocisto-Krwiści walczyli do końca, ale mieli pecha.

W 89. minucie gospodarze drugi raz tego wieczoru wybili futbolówkę z linii. Tym razem po strzale z bardzo bliskiej odległości Martina Remacle’a interweniował wspomniany wcześniej Galán.

gol24.pl – To pierwsze czyste konto dla gospodarzy w sezonie

Piłkarze GKS Katowice zachowali pierwsze czyste konto w trwającym sezonie. Spora w tym zasługa przede wszystkim pomocnika Borjy Galana, który popisał się znakomitą interwencją na linii w samej końcówce rywalizacji.

[…] Od początku spotkania gra była szybka, otwarta, pełna indywidualnych pojedynków. Dość długo brakowało podbramkowych sytuacji. W 23. minucie katowiczanie mogli prowadzić, gdyby po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu wolnego Borja Galan nie spudłował z trzech metrów. W odpowiedzi tuż obok słupka z bliska posłał piłkę Stjepan Davidovic. Później znów zagroził bramkarzowi Korony Galan – po jego dośrodkowaniu spod końcowej linii boiska Xavierowi Dziekońskiemu „pomogły” poprzeczka i słupek.

Drużyna trenera Jacka Zielińskiego najbliżej objęcia prowadzenia była w 39. minucie. Najpierw Pau Resta trafił z bliska w poprzeczkę, a po dobitce – również głową – Constantinosa Soteriu, piłkę wybił z linii bramkowej Lukas Klemenz.

Gospodarze byli aktywniejsi w ofensywie po zmianie stron. Strzał Nowaka z woleja obronił Dziekoński, potem niecelnie uderzył Mateusz Kowalczyk. W 71. minucie Marcel Wędrychowski nie zdołał pokonać golkipera przyjezdnych w sytuacji sam na sam. Pięć minut później było już 1:0. Z prawej strony w pole karne dośrodkował Wędrychowski, głową zgrał Galan, a rezerwowy Sebastian Milewski płaskim strzałem dopełnił formalności.

W końcówce goście „przycisnęli”, zespół trenera Rafał Góraka został zmuszony do obrony. Świetną okazję do wyrównania zmarnował w 89. minucie Martin Remacle. Jego uderzenie z kilku metrów obronili „do spółki” Rafał Strączek i Galan, zapewniając gospodarzom trzy punkty.

radiokielce.pl – Wsparcie kibiców było, zwycięstwa niestety nie

W 13. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 0:1 (0:0). Gola na wagę trzech punktów strzelił w 76. minucie Sebastian Milewski.

– Po porażkach komentarze są trudne. Przegraliśmy mecz, którego może przegrać nie powinniśmy. GKS miał konkretniejsze sytuacje. Szczególnie w drugiej połowie mocno nas przycisnął i wszystko się wymknęło spod kontroli. Sami sobie generowaliśmy problemy, przez „nadziewanie” się na pressing. Szkoda niewykorzystanych sytuacji. To, co miał Martin Remacle w końcówce musi wpaść, jeśli się myśli o zdobyczach punktowych. Nam się to nie udało, ale gramy dalej – powiedział trener kielczan Jacek Zieliński.

– Dawno nie rozegraliśmy tak dynamicznego meczu z tak różnorodnie grającym przeciwnikiem. To nie przypadek, że Korona jest tak wysoko w tabeli i tak punktuje. Ataki kielczan sprawiały nam trudności, ale potrafiliśmy się wybronić. Spisaliśmy się podczas tego egzaminu doskonale. O swoim zespole mogę mówić tylko w samych superlatywach. Pokazał ogromny charakter – powiedział szkoleniowiec GieKSy – Rafał Górak.

– Uważam, że nie zasłużyliśmy na porażkę. Z przebiegu meczu i naszych sytuacji, a mieliśmy dwie stuprocentowe, w których zawodnicy GKS-u, wybijali z linii. Jest to duży niedosyt. Takich sytuacji Ekstraklasa po prostu nie wybacza. Mając takie okazje, musimy je wykorzystywać, bo potem kończy się tak, że bramkę tracimy – stwierdził bramkarz Xavier Dziekoński.

weszlo.com – Korona Kielce wyhamowuje. Będzie dyskusja o sędziowaniu
Odkąd będący w rewelacyjnej formie Wiktor Długosz leczy kontuzję, Korona Kielce w trzech meczach wywalczyła jeden punkt. Dziś podopieczni Jacka Zielińskiego polegli w Katowicach. Zagrali słabo, ale mogą też zadawać niewygodne pytania sędziom.

Nie chodzi nam o starcie Klemenza z Nikołowem w końcówce, po którym sprawdzano, czy ten pierwszy nie przekroczył przepisów. Wszystko było w porządku, a z tej akcji i tak powinien paść gol, ale Martin Remacle jakimś z cudem kopiąc z paru metrów trafił w stojącego przed linią bramkową Borję Galana. Hiszpan został bohaterem meczu, bo wcześniej zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce Sebastiana Milewskiego.

Do tego jednak wrócimy, teraz wątek sędziowski. Przy całej złożoności przy zagraniach ręką w polu karnym wydawało nam się, że akurat ta sytuacja jest jasna i klarowna. Jesse Bosch zawalił, źle obliczył tor lotu piłki i nie będąc przez nikogo atakowanym dostaje nią w rękę. To tylko i wyłącznie jego wina, tylko od niego zależało, czy do tego zdarzenia dojdzie, czy nie.

Sędziowie? Chyba nawet tego mocniej nie analizowali. O obejrzeniu całego zdarzenia przez arbitra głównego nie wspominamy. Naszym zdaniem – ewidentna jedenastka dla Korony.

W dyskusji na portalu X pojawiła się wersja, że Bosch najpierw strącił sobie piłkę głową, co go ratuje, bo wtedy mówimy o błędzie technicznym, a z jakiegoś dziwnego powodu takie zagrania do karnego się nie kwalifikują. Cóż, tutaj raczej mamy do czynienia z ewentualnym muśnięciem piłki głową niż strąceniem.

Kielczanie do przerwy byli zespołem lepszym, co nie znaczy, że dobrym. Ze strony GieKSy najgroźniejszy moment to centrostrzał Galana, który zatrzymał się na słupku. Goście mieli natomiast dobrą okazję po rajdzie niezłego w tym okresie Stjepana Davidovicia (Błanik nie strzelił od razu, potem Remacle uderzał za lekko) i przede wszystkim podwójną szansę po centrze Matuszewskiego z lewej strony. Najpierw jednak Pau Resta strzelił głową w poprzeczkę, a później Klemenz znakomicie wybił piłkę z linii bramkowej po poprawce Sotiriou.

Po przerwie role się odwróciły i to GKS przez większość czasu sprawiał korzystniejsze wrażenie. Sporo dało wejście Marcela Wędrychowskiego, który zmienił kompletnie bezproduktywnego Emana Markovicia. I to właśnie były skrzydłowy Pogoni Szczecin przegrał pojedynek z Xavierem Dziekońskim, gdy piłkę przejął Ilja Szkurin. Bramkarz Korony bardzo dobrze spisał się także po efektownej próbie Bartosza Nowaka. Strzału Milewskiego już nie był w stanie zatrzymać, zawalili jego koledzy z defensywy.

Dopiero w samej końcówce Korona ponownie była groźna i w ostatnim akcie Remacle zmarnował wyborną sytuację.

[…] Coś o GKS-ie Katowice? Uspokoił nastroje. W poprzedniej kolejne było szalone 5:2 w Lublinie, teraz jest kolejna cenna wygrana. Znów dobrą zmianę dał Milewski. Chyba pora na powrót do wyjściowego składu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga